Napisane przez: pirath | 4 marca 2013

subiektywna definicja mainstreamu…


Była już trzecia część „Wojny i Pokoju” (objętościowo) o niszy, więc i mainstreamowi musiało się kiedyś oberwać… 😉 wąchając i lustrując przez ostatnich kilka lat zawartość półek w perfumeriach sieciowych – doszedłem do kilku wniosków, którymi chciałbym się w Wami podzielić… cześć z Was zapyta – a cóż to za ustrojstwo ten „mainstream” i czym się go zakąsza?… najprościej perfumowy mainstream zdefiniować wedle dwóch kryteriów – zasadniczo odróżniających go od niszy, czyli: przyjętej formy dystrybucji i skali produkcji oraz nierzadko wysoce skomercjalizowanej oferty, ukierunkowanej pod zaspakajanie podstawowych potrzeb i schlebianiu najpowszechniejszym gustom masowym… perfumeryjny mainstream (inaczej mówiąc marki selektywne) to największy, produkowany na skalę przemysłową, bardzo uniwersalny (i tym samym bezpieczny) segment rynku, skierowany do jak najszerszej liczby potencjalnych odbiorców i oferowany im przez szeroką i łatwo dostępną formę dystrybucji – intensywnie wspieraną przez liczne, szeroko zakrojone działania marketingowe…

W klasycznym mainstreamie (choć zdarzają się chlubne wyjątki) nie chodzi o wyznaczanie trendów (choć zdarzają się premiery tak nowatorskie i przełomowe, że wyznaczają kierunek w branży na całe lata), lecz raczej o podążanie za trendem już obowiązującym, zazwyczaj bardzo asekuracyjnym… mainstream poza najprostszą segmentacją (facet – baba, młody – stary, lato – zima) nie posiada, a wręcz unika konkretnego, wąskiego targetu – gdyż jego celem jest potencjalnie cały rynek i zgromadzone na nim środki… teraz najlepiej sprzedaje się masówka, więc ta swoista beznamiętna uniwersalność, pozorny brak charakteru i cech wysoce charakterystycznych (mogących niechcący odstręczać nabywcę), które tak irytują perfumomaniaków przy kolejnych mainstreamowych premierach – są starannie zaplanowanym posunięciem, nastawionym na osiągnięcie maksymalnego zysku…

Przykładowo: od lat w segmencie mainstreamu panuje moda na delikatne i nieskomplikowane, przypominające swym bukietem odświeżacze powietrza – wonie owocowo ozonowe lub statystycznie najbardziej podobające się wszystkim – aromatyczne słodziaki… nie zastanawialiście się dlaczego? bo to się sprzedaje, to akceptują w zasadzie wszyscy nabywcy – więc producenci nie będą zarzynać kury znoszącej im złote jaja… będą eksploatować tę tematykę aż w końcu konsumentom się przeżre, przestaną kupować i przerzucą się na coś innego – a wtedy znów da się im to czego szukają, bez próby ingerowania i kształtowania gustów szanownych nabywców… od tego jest krnąbrna i niepokorna nisza, a nie służalczy mainstream… zauważcie, że zapachowe rewolucje w tym segmencie to naprawdę rzadkość, a spektakularne nowości to najczęściej ruchy pozorowane… przeciętni nabywcy nie są na tyle oblatani w temacie by połapać się, że niemal każdy kopiuje tu każdego, że w zasadzie oferta całego rynku wygląda podobnie, nowości nie wnoszą nic nowego, a wybór konsumenta sprowadza się (aż) do nabycia produktu konkretnej marki… 😉

W typowym mainstreamie coraz trudniej o oryginalność, nowatorstwo i kreatywność – gdyż produkt ma się wstrzelić w gusta jak najszerszego grona odbiorców, zatem jego „bezpieczna i asekuracyjna nijakość” powinna odpowiadać gustom teoretycznie wszystkich potencjalnych odbiorców w danym segmencie docelowym… stąd forsowana często na upartego moda na uniseksowe i nazbyt spłycone, szeroko akceptowalne brzmienia (uzyskanie maksymalnej transparentności) pozwalające dotrzeć z produktem do każdego… efektem takiej polityki producentów są zapachy coraz bardziej przypominające swą złożonością aromat płynu do płukania tkanin i określane przez wąchających jako „fajne” – a więc szeroko akceptowalne poprzez swój niezobowiązujący charakter i to wytwórcy wystarczy…

Wysoce rozpoznawalna mainstreamowa marka, inwestująca miliony w reklamę i agresywną promocję musi gdzieś tę fortunę zarobić – więc często jakość oferowanych produktów (szczególnie irytujące zjawisko, które można ostatnio często zaobserwować) absolutnie nie przekłada się na ich cenę i podrasowany przez PR prestiż marki… niestety jakość (czego nie widać) kosztuje najwięcej, stąd często rezygnuje się z wysokiej jakości składników (zwłaszcza naturalnego pochodzenia, zastępując je o niebo tańszą chemią) i wyrafinowanych flakonów – gdyż na kosztowne i szeroko zakrojone kampanie promocyjne trzeba gdzieś zaoszczędzić, a najłatwiej kosztem jakości, której przecież nie widać… inna smutna kwestia to fakt, że powszechnie postępująca degradacja jakości perfum staje się powoli obowiązującym standardem, przestaje klientów dziwić – i w efekcie nabywcy zaczynają akceptować fakt, iż markowe perfumy pachną tylko kilka godzin… a czy aby trwałość nie była ostatnim bastionem, powstrzymującym nabywcę od kupowania podróbek?…

Kolejne szokujące novum naszych czasów, to fakt że ludzie coraz częściej nie kupują produktu – lecz konkretną markę, z którą czują się związani lub aspirują (świadomie i podświadomie) do grona jej odbiorców… określam to mianem „powierzchowności mainstreamu” – czyli sam produkt pełni w tym przypadku drugorzędną, a czasem i zupełnie marginalną rolę… dobrze jest pokazać się z markowym „czymś”, poczuć jak model z wszechobecnej kampanii reklamowej – albo pochwalić w towarzystwie dodatkiem, którego pochodzenie nie rzadko podkreśla się poprzez nazbyt wyeksponowane logo… aczkolwiek perfumy średnio nadają się do lansowania i chwalenia stanem posiadania… czasem odnoszę wrażenie, że współczesne tuzy mainstreamu – to monstrualne balony, zawierające wewnątrz jedynie coraz więcej powietrza i nie oferujące nic poza rozpoznawalną marką…

Mainstream to już nie sztuka perfumeryjna, tylko biznes w czystej formie – gdzie często pasję, miłość, tradycję i dbałość o jakość zastąpił CEO, sztab księgowych i potężny dział reklamy, który wprowadził się do pomieszczeń po laboratoriach, w których kiedyś etatowy nos pracował nad nowymi kompozycjami… marki wciąż liczące się ze swoją tradycją, zatrudniające „nos”, a nie korzystające z usług „fachowców na godziny”, dbające o najwyższą jakość zarówno produktu jak i o podniebienia swoich klientów – poprzez wyrafinowaną formę kompozycji, to w tej chwili rzadkość… komercjalizacja i idąca z nią w parze masówka jest dużo prostsza w realizacji i przynosi znacznie większe zyski – w porównaniu z sygnowaniem produktów o charakterze niszowym, skierowanych do relatywnie wąskiego grona odbiorców…

Pozory lubią mylić, dlatego zawsze podkreślam, że sama przynależność do określonego segmentu rynkowego nie definiuje odgórnie jakości samego produktu… pomimo krytykowania mainstreamu za jego grzeszki – nie mam zamiaru go przekreślać, dopóty w tym segmencie działa choć jedna zacna i uczciwie podchodząca do swej klienteli marka… zarówno wśród marek stricte selektywnych można znaleźć prawdziwe perełki architektury olfaktorycznej – jak i w szeregach niszy można uświadczyć sporo napompowanych propagandą gniotów, nastawionych na bezwzględne zarabianie kosztem naiwnych, spragnionych, luksusu, indywidualizmu i elitarności klientów…

Marki selektywne oferowane są zarówno w dużych perfumeriach sieciowych jak i niewielkich niezrzeszonych… w internecie i stacjonarnie… w odróżnieniu do oferowanych w elitarnych, często możliwych do zliczenia na palcach jednej ręki perfumeriach niszowych – wyroby marek selektywnych można kupić niemal wszędzie i to w bardzo zróżnicowanych, uzależnionych od formy sprzedaży (online/offline) przedziałach cen… oczywiście szersza dostępność przekłada się bezpośrednio na popularność, rozpoznawalność marki i cenę – ale i tak uważam, że mainstream (pomijając skomplikowane zależności jakościowo podażowe) jest zdecydowanie tańszy od niszy… ale tu znów coś za coś, bo do wizyty w perfumerii niszowej, po flaszkę za ~500 zł też czymś trzeba klienta zachęcić – a przecież nie wszyscy to banda nuworyszy i snobów…

Postępująca degradacja jakości perfum (produktu i kompozycji) choć boli, postępuje nieubłaganie – a trend ten dotyka dosłownie wszystkie gałęzie gospodarki, uzależnionej niezależnie od szerokości geograficznej od produkowania i sprzedawania coraz więcej… problem obniżonej żywotności żarówek, sypiącej się elektroniki i AGD psującego się miesiąc po wygaśnięciu gwarancji dotyczy nawet perfum, co szczególnie łatwo można zaobserwować właśnie w szeregach mainstreamu… nie macie wrażenia, że kiedyś flaszka ulubionych perfum starczała na dłużej?, że wystarczyło kilka psików by pachnieć cały dzień – a teraz kilka godzin i koniec?… no ale kiedy uzależniona od ciągłych wzrostów gospodarka i krwiopijcy z wielkich korporacji domagają się nieustannie rosnących przychodów – wówczas najlepiej sięgnąć do kieszeni nieświadomego konsumenta i rożnymi zabiegami wymóc na nim częstsze zakupy czegoś, czego jak na ironię w ogóle nie potrzebuje od życia… 😉

p.s. Dorotko przepraszam, że znów nie było obrazków… 🙂

Advertisements

Responses

  1. Ciekawy art pirath. Końcowy wniosek (o degradacji) jakkolwiek trudno się nie zgodzić, paradoksalnie napełnia mnie pewnym rodzajem otuchy. Obecnie rynek jest już dość blisko pewnej granicy, za którą zieje pustka którą można określić kolokwialnie i dosłownie, acz jak myślę trafnie słowem „dziadostwo”. W końcu nastąpi przekręcenie sprężyny i znowu powoli zaczną pojawiać się rzecz, firmy (może trend) podnoszenia jakości kosztem innych kryteriów (pr, marketing). Życie, rynek, cykle gospodarcze to zawsze zatacza koło. Szkoda tylko, że akurat nam przypadło zmagać się z tym obecnym „syfem”, który dotyka praktycznie wszystkiego.

  2. myślisz? bardzo bym chciał aby sinusoida znów zaczęła piąć się w górę, ale nie wierzę że wielkie molochy są zdolne zrezygnować z miliardów wpływów, które przynoszą im wonie nieskomplikowane… owszem niedługo ludziom się znudzą odświeżacze powietrza, więc niewątpliwie zmienią się trendy, ale na rewolucję osobiście bym nie liczył… no chyba że wymuszą ją sami konsumenci, ale do tego trzeba świadomości, że można robić perfumy inaczej i lepiej – a więc trzeba propagować niszę… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: