Napisane przez: pirath | 17 marca 2013

jak straciłem dziewictwo, czyli mini relacja z wczorajszych warsztatów we Wrocławiu…


Wybaczcie ten „Faktowy” nagłówek, ale bawiłem się wczoraj we Wrocławiu tak dobrze, że żal byłoby nie opisać wrażeń z uczestnictwa w moich pierwszych w życiu warsztatach zapachowych, które mnie (kolokwialnie rzecz ujmując) rozdziewiczyły… miały być też zdjęcia i słitfocie (największe wzięcie miały ustawki z kartonową podobizną Francisa Kurkdjiana w skali 1:1), które robiła komórką Pola – ale prawdopodobnie jeszcze nie wstała, by wysłać mi maila (gdy to piszę jest niedziela 8 rano i normalni ludzie jeszcze śpią)… 🙂

Wczorajsze „warsztaty z drewna” odbyły się w kameralnym wnętrzu wrocławskiej perfumerii Quality, a poprowadziła je osobiście Anna Liwska (autorka bloga nisha.pl), utalentowana, piękna i zjawiskowa przyszła* pani perfumiarz – obdarzona niesamowitą osobowością, wiedzą oraz stosownym (i co istotne) pełnym wykształceniem kierunkowym… Aniu dziękuję ci za to, że przyjechałaś wcześniej i mieliśmy chociaż okazję zjeść razem obiad – gdyż już strasznie mi Cię brakowało i nie mogę doczekać się Twoich kolejnych warsztatów, ale po kolei… 😉

*Ania sama zadzwoniła prosząc bym poprawił na „przyszła” – gdyż do momentu stworzenia samodzielnie swoich pierwszych kompozycji na „pełną” panią perfumiarz jeszcze się nie czuje… 🙂

Warsztaty były „drzewne„, więc nie mogło zabraknąć szczegółowych informacji o konkretnych ingrediencjach, a szczególnie o przeżywającym ostatnio renesans oudzie (drewno agarowe, aloesowe, aoud, agar), na który w ciągu ostatnich kilku lat zapanowała prawdziwa moda, co zresztą nie raz wytykałem przy okazji recenzowania kolejnej „przełomowej” oudowej premiery… oud/agar jest w tej chwili tak popularny i jest na niego tak duży popyt, że jego i tak wysoka przez wzgląd na czasochłonną i żmudną metodę pozyskiwania cena drastycznie poszybowała w górę… oud to obecnie jeden z najdroższych obok naturalnej ambry, słynnego jaśminu z Grass i olejków kadzidlanych składnik perfum – stąd jego producenci posuwają się nawet do celowego i świadomego zakażania drzew aloesowych – które jako substancję czynną w mechanizmie obronnym zaczynają wydzielać cenną, aromatyczną żywicę… przyznam, że informacja o celowym (ku naszej uciesze) kaleczeniu drzew, w celu przyspieszenia produkcji naprawdę mną poruszyła – a nie należę do osób, które płaczą nad losem sałaty którą za chwilę pożrą, rozszarpując zębiskami jej niewinne ciałko…

To przykre, że aby nadążyć za modą i niesłabnącą koniunkturą, zbieracze oudu nierzadko balansują pomiędzy życiem i śmiercią kaleczonego drzewa… nie wiem jak u Was, ale mój entuzjazm dla kompozycji oudowych jakby trochę opadł – abstrahując od znużenia nadpodażą i niesłabnącą eksploatacją wątku agarowego w perfumiarstwie… na zakończenie prelekcji o oudzie, mieliśmy pokaz siły rażenia czystego olejku oudowego w formie gęstej, ciemnej i oleistej cieczy… na zakończenie warsztatów zarekwirowałem papierową chusteczkę, na której asystująca w prezentacji, Pani Asia Missala położyła atomizer, z którego na wspomnianą chustkę wyciekła odrobina drogocennej cieczy… zapach oudu w formie tak skoncentrowanej jest dziki, absolutnie drapieżny, wręcz animalny – odurzająco dosadny ale i oszałamiająco piękny… pomimo zastosowania szczelnego zamknięcia w postaci kilku woreczków strunowych, całe zawiniątko intensywnie pachnie oudem… powiem więcej – moje palce po dotknięciu już samego woreczka, też pachną agarem… co ciekawe odkryłem, ze oud w zbliżonej formie brzmienia zaserwowano w Rasasi – Dhan Al Oudh Al Nokhba – więc jeśli szukacie agaru w wersji extreme, to szczególnie polecam Rasasi i Emira od G.Nejmana

W bardzo miłej, kameralnej atmosferze, osłodzonej przez wypieki osobiście serwowane przez Panią Stanisławę Missalę poznawaliśmy kolejne olejki… cedr (największy szok, to że różne gatunki olejków cedrowych tak drastycznie się od siebie różnią), cyprys, jałowiec, sandałowiec, dąb, brzozę (piliśmy nawet zaserwowany przez gospodarzy sok brzozowy, który smakuje jak doprawiona odrobiną kwasku cytrynowego lemoniada), gwajak, etc… każdą demonstrację wieńczył pokaz perfum osnutych na omawianej właśnie nucie – choć oczywiście najbardziej ucieszyłem się na możliwość podszkolenia się, poprzez poznanie w praktyce jak pachną czyste esencje konkretnych nut – co w przypadku opisywania brzmienia i przebiegu perfum ma kluczowe znaczenie…

Nawet nie wiem kiedy zleciały nam te trzy przesympatyczne godziny (miało być półtora) i warsztaty dobiegły końca… bezpośrednio po nich przenieśliśmy się do jednej z pierdyliona czynnych we Wrocku knajp – gdzie w towarzystwie sympatycznych (pozdrawiam wszystkich serdecznie) poznanych na warsztatach osób, uskutecznialiśmy do nocy afterwarsztatoparty… było ciekawie, inspirująco, pachnąco, wesoło, smacznie i już nie mogę się doczekać kolejnych warsztatów…

EDIT: 17.03.2013, godzina 14.30Polu dzięki za obiecane słitfocie, które pozwoliłem sobie opatrzyć krótkim komentarzem… 🙂

1

Ania podczas prelekcji… w międzyczasie pomiędzy słuchaczami krążyły fiolki z omawianym olejkiem zapachowym w czystej postaci, a następnie przygotowane przez panią Asię blotery z perfumami zawierającymi omawiany właśnie składnik…

2

Nisha (Anna Liwska) i ja, zresztą wczoraj była nasza niemal okrągła rocznica… dokładnie jedenaście miesięcy temu (16 kwietnia 2012) poznaliśmy się osobiście po raz pierwszy w perfumerii Quality w hotelu Marriott – a wczoraj czyli 16 marca spotkaliśmy się ponownie i uczciliśmy to czymś bardzo smacznym i kalorycznym… 🙂

3

Pani Joasia Missala, przygotowywała dla nas hurtem uperfumowane blottery, którymi ilustrowano użycie danej ingrediencji w konkretnych perfumach…
zaś sekretne odbicie w lustrze to Łukasz, aka lucasai – autor bloga chemistinthebottle, pisanego uwaga po angielsku…

4

oto użyte podczas praktycznych pokazów zastosowania konkretnych nut flakony… pierwsza flaszka z lewej to najnowszy Atelier Cologne – Rose Anonyme, który zachwycił nas swym fantastycznym i niesamowicie lekkim ujęciem róży i oudu… uwierzylibyście? wyszarpałem próbkę więc recenzja niebawem… 😉

5

Jak widać niektóre rekwizyty swoje ważyły, a po prawej stronie stolika stoją trzy najnowsze (cóż za niespodzianka i przełom) oudowe kompozycje od F. Kurkdjiana oraz jedna zupełnie nowatorska (nie oudowa)… inne wspaniałości to miodowo drzewny Kilian Back to Black i mój ulubiony Lartisan Perfumeur -Al Oudh

6

na zakończenie wspólne pożegnalne zdjęcie… od lewej: anioł nie kobieta – Pola, następnie przesympatyczny Teza, potem okrutnie doświadczony przez ciążę spożywczą pirath i wreszcie nasza gościnna gospodyni (która za nic w świecie nie chciała się za mną podzielić przepisem na swojego rewelacyjnego piszingera) – Pani Stanisława Missala

Reklamy

Responses

  1. No proszę, tańce, hulanki, swawola…ja Rasasi jestem trochę rozczarowany ale „spróbuję” i ten zapach. No i cóż, tylko pogratulować udanego wieczoru. Szukam nazwiska ikony polskiego perfumiarstwa ale go nie widzę;-)))

  2. I ani jednego zdjęcia z imprezy…

  3. spróbuj rex’ie TEGO Rasasi, a gwarantuję Ci że powiesz WOW!… 🙂 jest bardzo niegrzeczny, bardzo arabski i bezprecedensowy… że nie wspomną o tytanicznej trwałości i atrakcyjnej cenie…

    a co do nazwiska ikony polskiego perfumiarstwa, to czyż nie widać nazwiska Liwska? nawet je wytłuściłem specjalnie, no i nie zapominajmy o mnie samym, najmłodszym perfumiarzu w całym środowisku EVER!, gdyż moje pierwsze autorskie perfumy zrobiłem w wieku 5 lat… 🙂

    DorosłyMroku – są i obi9ecane słitfocie, dotarły niestety dopiero po opublikowaniu wpisu, a więc endżoj 🙂

  4. O ja niewdzięczny, przepraszam Was za przeoczenie. Pozdrowienia dla Nishy.

  5. Nisha zapewne wspaniałomyślnie Ci wybaczy 🙂

  6. powiedz jak się wkręcić na taką degustację 🙂

  7. co jakiś czas różne perfumerie, albo osoby prywatne organizują podobne kameralne, ale otwarte na i do wszystkich imprezy tematyczne – zazwyczaj anonsując je odpowiednio wcześniej, by każdy miał czas się ustosunkować, zwłaszcza przyjezdni z innych miast…
    ot dzwonisz, albo mailujesz deklarując swój udział w bieżących warsztatach i uiszczasz zapłatę (można od razu przelewem, albo gotówką na miejscu, jak miało to miejsce wczoraj) za udział w imprezie (my płaciliśmy po 50 zł, co jest bardzo skromnym wynagrodzeniem, za kompetencje i wiedzę prowadzącej, tony użytych flakonów i ekstraktów składników, poczęstunek, paliwo na 600 km podróż SUVem i przede wszystkim cenny dzień weekendowy, kilku osób który został na ten cel poświęcony…
    naprawdę warto i jak tylko będą zapisy na kolejne warsztaty we Wrocku (najlepiej z kadzidła) to z dziką przyjemnością się na nie piszę…

  8. Hej pirath!
    Widzę że ja nawet się złapałem na fantastyczne zdjęcie z Wami a szczególnie z Panią Stasią 🙂 Było miło znów się z Wami spotkać i porozmawiać, żałuję tylko że przyszedłem na sam koniec ;’-( Tak patrzę na to zdjęcie i wyglądam na nim jak hejter!… 😛

  9. siema teza! 😉
    nam też miło było znów się z Tobą spotkać, a zdjęciami się nie przejmuj… ja wyglądam na nich jak młody bóg – tylko dlaczego jak Budda? 🙂

  10. Było meeeega! Aż do nocy się bawiliście w tej knajpie! Szaleństwo! Następnym razem jak będą warsztaty we Wrocławiu, to zaplanuję sobie jeszcze późniejszy powrót do domu.
    I widisz! Jak dobrze, że wyciągnąłem tę Anoniową Różę, która stała tóż za moimi plecami – poznałeś fajny zapach a może i częściowo dzięki niemu przekonasz się do różu 🙂

  11. A na trzecim zdjęciu nawet i ja jestem, co prawda jako odbicie w lustrze, ale jestem.

  12. Ale ja do zdjęcia nic nie mam 😉 Tylko śmiesznie tak wyglądam 😀
    Budda=pirath 😛 Ciesz się 😉

  13. o Łukasz! 🙂
    fajnie że się odezwałeś i oczywiście bardzo Ci dziękuję za tego Atelier Cologne… 🙂 tak, z knajpy wytoczyliśmy się przed 22, zaliczyliśmy jeszcze Maca i dobiliśmy się lodami i ferajna odprowadziła mnie do pirathomobilu… 🙂
    było super i musimy spotykać się w tym gronie zdecydowanie częściej… 🙂

    p.s. ja uwielbiam róż, choć niekoniecznie w perfumach… 😉

    p.s.2 Łukaszu – bez Twoje zgody nie mogłem zamieścić Twojego pełnego i podpisanego wizerunku, ale jeśli tylko sobie tego życzysz to zaraz możemy to zmienić… 🙂

  14. Teza – cieszę się, wszak mam nową życiową dewizę: jestem więc tyję… 🙂

  15. Oj tam, że od razu spałam o 8.00 a właśnie że nie spałam bo moja latorośla uważa że 7.00 rano w weekend to czas najwyższy żeby już wszyscy byli na nogach. Nie mniej jednak kadrowanie zdjęć wgrywanie ich na picassa pomiedzy śniadaniem a obiadem trochę zajęło. Jakość większości zdjęć przez to właśnie jest ogólnie mówiąc taka sobie ale następnym razem lepiej się przygotuję i może lepiej porobię te foty, żeby nie trzeba było tyle ciąć :). Dobrze że w ogóle są :D…

    Mi również bardzo miło było się spotkać i podobnie jak Ty uważam że najcenniejszą częścią całości była możliwosć poznania czystych esencji. A fterparty to bajka nastepnym razem muszę żnaleźć miejsce z dobrym jedzeniem i napitkiem i wygodniejszymi siedzeniami.

    Warto by było jeszcze wspomnieć że Pani Stanisława każdemu z nas dobrała zapach.

    Btw mój małżon o Aqua e Zuccero: „pachniesz jak landryna”

  16. Siedzenia w Chopperze dały nam w kość 😀

  17. Jak najbardziej możesz zaznaczyć, że „ja to ja”

  18. Polu – oczywiście jesteśmy Ci wdzięczni za zdjęcia, dla mnie są ok i naprawdę nie musisz taszczyć lustra i statywów z oświetleniem na kolejne warsztaty… 😉 było świetnie i choć siedziska w Chopperze dały mi się szczególnie w kość, to jednak cieszę się, że nasza kelnerka nas nie pobiła, a panowie motocykliści nas nie zlinczowali jak im zaczęliśmy waniać próbkami i przepsikiwać dekanty… 🙂
    Apropo Zucckero, to mąż ma dobre skojarzenia, choć mi bardziej przypomina watę cukrową – a przysiągłbym że prosiłem o jego próbkę a nawet kojarzę że mi ją robiono, tylko nie mogę skojarzyć dlaczego jej nie mam 🙂

  19. lucasai – prosim bardzo 😉

  20. Łukasz to wyszedł na tym zdjęciu jak u J. van Eycka 😀

  21. Yyyyyyy niech tylko kelnerka by coś spróbowała powiedzieć….Zresztą na odchodne się jej dostało… ;]

  22. Autor sympatyczny.

  23. Teziak, ciesz się że nie wyszedłeś jak pyza. Normalnie nienawidzę lampy błyskowej. Z wzajemnością.

    Było mi bardzo miło Was wszystkich poznać iii – do zobaczenia wkrótce :3

  24. Cieszę się Waszym szczęściem, fajnie Was zobaczyć razem (taki mały patos, ale jak najbardziej szczery) 🙂 A Ty Pirath jesteś tak pocieszny na ostatnim zdjęciu, że nic, tylko się przytulić 😉

  25. Bardzo sympatyczna defloracja Piracie 🙂

  26. Nisha może dlatego że odkąd mieszkam we Wrocławiu to schudłem?Choć wiem że mimo że ja twierdze że paskudnie wyglądam na zdjęciach to inne osoby twierdzą że jest ok! Natomiast Ty przesadzasz z tą pyzą i lampą błyskową;) Z chęcią się powtórnie spotkamy ;-^
    ————————-
    Gryx sam jesteś patos! 😛 A co chcesz się przytulić do wujka piratha? 😛

  27. A co, nie mogę?! Hejterku Ty 😀

  28. Teza – jestem pewien, że ta pani w siłowaniu na rękę pokonała by nas obu i to jednocześnie… 🙂

    Aniu – jaka pyza? wyszłaś naprawdę dobrze, masz po prostu alabastrową skórę, więc lampa błyskowa czyni ją jeszcze jaśniejszą… idź na solarium i zrób się na skwarkę, to będzie git… 🙂

    gryx – dzięki a na solidnego piraciego przytulasa (niedźwiedzia w wersji męskiej) nigdy nie jest za późno… 😉 faktycznie było bardzo sympatycznie, a spotkanie bardzo szybko przeszło z formalnej w nieformalną konwencję a do kompletu szczęścia zabrakło mi jeszcze Wiedźmy, Sabbath i Olfaktorii… 🙂 ale to dopiero pierwsze warsztaty więc pożyjemy i jeszcze nie raz kaca zaleczymy… 🙂

    RoQ – prawda? warsztaty były tak delikatne i czułe, że naprawdę nie wiem kiedy było już po wszystkim… 😉

  29. Powiem tak impreza po warsztatach była przednia, oprócz nerwowej atmosfery gdzie Pani kelnerka wkurzyła tezika i nas trochę zbulwersowała 🙂 . oprócz tego tezik ,pola i pirath wciągnęli lody w maku , tak naprawdę nie wiem gdzie to zmieścili 🙂 i obiecuję piracie , ze zacznę czytać twoje bloga. Postaram się znaleźć czas 🙂

  30. edziu – będzie mi niezmiernie miło jeśli będziesz mnie odwiedzać i super, że się odezwałaś… to był wspaniały wieczór :), a co do lodów w maku, to było to mcflurry z kitketem i polewą karmelową (bo jak tyć to z fasonem) i zdradzę Ci, że po powrocie do Opola dobiłem się jeszcze z okazji północka tortillą w sosie miodowo musztardowym… 🙂

  31. Tezik- brzmi świetnie, może w ogóle przechrzcijmy Teziaka na „Cezika- od szpinaku i czosnyka” ;D
    A serio… bardzo ale to bardzo Wam zazdroszczę, zgroza , że dotąd nie udało mi się dotrzeć na żadne warsztaty, choć wybierałam się już ze trzy razy.Ale w sumie może i lepiej, dzicy powinni siedzieć w kącie dla własnego dobra 😉
    Wszystkich Was bardzo miło widzieć, a najbardziej Polę i Ciebie piracie (pirathu? , pirathcie? jak Cię pisać ? ) , bo pozostałych już widziałam 🙂

  32. „Dzicy powinni siedzieć w kącie dla własnego dobra”? Skarbku, to to to! 😉
    Bo właśnie miałam napisać jakiś banał o tym, jak bardzo żałuję, że mnie tam nie było (co zresztą, jak każdy banał, jest prawdą). Jednak Twoje podsumowanie przypadło mi do gustu o wiele bardziej. 🙂 Więc pozwolisz, że się podłączę? (Czytaj: ordynarnie zgapię)
    I proponuję: temu pirathu. Oczko mu wypadło, temu pirathu. ;P

  33. Wiedźmo, zgapiaj do woli 😉 Mnie też najbardziej pasuje „temu pirathu” ;P

  34. Pirathcie, pamiętasz może jak pachnie brzoza? Mógłbyś w dwóch słowach opisać?

  35. skarbku – no to nie ma co się czaić tylko trzeba zacząć na warsztaty jeździć 🙂 zabawa jest przednia, poznaje się masę osób o podobnych zainteresowaniach i wreszcie nie czujesz się jak freek – zamęczając znajomych opowieściami, które zazwyczaj niespecjalnie ich interesują… 🙂
    a co do odmiany, to freestyle jest dopuszczalny, gdyż wiem że literka h nieco komplikuje wymowę, dlatego osobiście preferuję czysto polską wymowę ignorującą ostatnią literkę 🙂

    wiedźmo – ma muzo na umowie o dzieło… brakowało mi Cię na tych warsztatach oj brakowało… a ponoć z nas wszystkich miałaś najbliżej czyż nie? :> a parówkowym skrytożercom mówimy stanowcze nie! 😉

    aleksandrze – w dwóch słowach? ja? hahaha oj psotnik 🙂 a tak na poważnie to z brzozą mam właśnie dylemat… po pierwsze nie pamiętam czy coś brzozowego wąchałem, czy tylko piłem wodę (nie ma tam ó) brzozową i słuchałem jak Nisha mówiła coś o dziegciu, ale bij zabij nie pamiętam,,, 😦

  36. W przypadku brzozy trzeba rozróżnić dziegieć [<= sucha destylacja kory] i olejek brzozowy [<= destylacja liści i młodych gałązek].
    Mówiłam o dziegciu brzozowym, ale go nie wąchaliśmy, bo by wszyscy popadali jak muchy 🙂 Wąchaliśmy [na sam koniec] zapachy z dziegciem, w trakcie owszem, był sok brzozowy do picia, ale esencja też się jedna trafiła – pachnąca bardzo dla wielu zaskakująco, bo delikatnie, słodkawo [podobnie do soczku], wręcz owocowo. Może dlatego temu Pirathu w pamięci nie zapadła 🙂

  37. Dziękuję za odpowiedź.
    Mam w domu olejek z brzozy cukrowej.
    Jest słodkawa, z podtonem zieleni i kamfory, strasznie ostra, apteczna, nieco przypomina oud.
    Teraz, jak już wiem, że dziegieć i olejek brzozowy to dwa odmienne byty, trochę mi się rozjaśniło.

  38. Umowa o dzieło, ha! Cwaniak. No to teraz płać. 😉
    Zależy, jak zdefiniujesz „najbliżej”. 😀 I czy Pola dotarła na spotkanie z miejsca pracy czy z domu. 😛 (choć i tak pewnie miałabym dalej od niej) Zresztą i tak na wieść, że zbliżasz się w stronę Wrocławia, uciekłam prawie 100 km na południe. 😉 Ale poważnie: mam nadzieję, że przy okazji kolejnego szkolenia już nic nie pokrzyżuje mi planów.

    Co do parówkowych skrytożerców, to wierz lub nie, ale kilka lat temu taki grasował po jednym z wrocławskich dyskontów. Pewien fotobloger natknął się podczas zakupów na gościa, który reperował chłodnię z parówkami i najwyraźniej przyznał sobie premię w postaci drugiego śniadania. 😉 Niestety nie mogę teraz odnaleźć stosownego zdjęcia.

  39. nisho, niszo, zaraz wróć, tej nishy? (ah te Bareizmy 🙂 ), no strasznie nad tym ubolewam ale nie zapadła… ;( może wcinałem wtenczas piszningera, popijałem soczek brzozowy, przeżywałem osobistą katastrofę z Fumidusem, albo segregowałem moje misternie opisane bloterki, które na koniec ktoś mi wyrzucił?… 🙂

    aleks – no to żeśmy honor zapomnianej lekko brzozy z nishą uratowali… 🙂 p.s. brzoza jest teraz tak medialnym drzewem ze rozważam otagowanie nią niniejszego wątku 😀

    wiedźmo – no sorry budżet mam napięty, zresztą jak na cały etacik bez umowy śmieciowej za mało się udzielasz… 🙂 pojęcia nie mam skąd Dotarła Pola, ale stawiam, że ze względu na porę przybyła z domu… 😉 niektórzy z nas tłukli się pociągiem aż z Leszna, więc proszę nie wybrzydzać i grzecznie przybyć na następne łorszteity!, zabierając ze sobą naręcze odlewek, próbek i szkła (pustych epruwetek)… 🙂

    p.s. w sumie to dobrze, że nie znalazłaś fotki parówkowego skrytożercy – gdyż ostatnia fota jaką chciałbym oglądać w tym wątku, to pochylający się (zapewne z syndromem hydraulika) facet z dorodną parówą w ustach… 🙂
    pozdrawiam wszystkich 🙂

  40. Marcinie,zazdroszcze zdjecia z Nishą.
    Piękna kobieta…
    i to hipnotyzujące spojrzenie….:)

  41. Robercie – piękna ciałem i przede wszystkim duszą, do tego ma kapitalne, czarne poczucie humoru i bez uszczerbku dla figury potrafi zjeść prawie tyle co ja sam… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: