Napisane przez: pirath | 20 marca 2013

J. Del Pozo – Arabian Nights, czyli mocarny oud i delikatna róża w słodkawym drewnie…


Kojarzycie fantastyczny bądź co bądź Oud Franciszka, o pardon Francisa Kurkdjiana?… właśnie doczekał się trzech zupełnie nowych, absolutnie przełomowych odsłon… uchylę rąbka tajemnicy i zdradzę, że wszystkie trzy interpretacje są oudowe, lecz (pomimo mego wielkiego uznania dla tworzącego je wirtuoza) – cóż innowacyjnego wniosą pod strzechy, poza nieco innym ujęciem wątku przewodniego?… ale rozumiem, że moda i rynkowa koniunktura działają na nieco innej częstotliwości, więc to że niektórym moda na oud już się przejadła – w sumie niespecjalnie producentów perfum interesuje… ale cóż można z tym zrobić? ano można „po niemiecku” zagłosować nogami i przekornie sięgnąć po coś innego – przykładowo po absolutnie oryginalny, różano oudowy Arabian Nights z 2010 roku od J. Del Pozo… 😉

Arabian Nights J. Del Pozo

Nie rozumiem dlaczego Jesus wstydzi się swego zacnego imienia i kartoniki, a nawet własną stronę firmuje ocenzurowanym i asekuracyjnym J. Del Pozo?… mamy podobno XXI wiek i stosy inkwizycji już dawno zgasły, nawet w ultrakatolickiej Hiszpanii – choć zdaje się na wschodzie europy jeszcze gdzieniegdzie się tlą… 😉 ale ja nie o tym… Arabian Nights powstał w czasach gdy niesłabnąca nawet dziś moda na oud/agar osiągnęła histeryczne apogeum… marki niszowe dosłownie prześcigały się w prezentowaniu coraz to nowych kompozycji oudowych – desperacko próbując zarobić na przemijającej z definicji modzie ile się da… doskonale pasuje tu zasłyszana na ostatnich warsztatach drzewnych anegdotka Nishy, która wciąż czeka na premierę oudowego Miss Dior Cherie – podobnie jak ja czekam na agarowego Bossa… 🙂

Wprawdzie jestem już tym oudowym szaleństwem nieco znużony, jednak zaprezentowany mi przez Polę (pozdrawiam serdecznie) Arabian Nights totalnie mnie oczarował… zapach z pozoru nie wnosi nic nowego, ot kolejne trywialne i ograne niczym brzoza smoleńska połączenie róży z oudem – ale zaserwowane na intensywną i intrygującą modłę… pierwsze takty to ostry, przejmujący oud, podany na ostro, sucho i z iście orientalnym rozmachem… ciężkie oudowe wyziewy skutecznie trzymają otwarcie w szachu i tylko w tle delikatnie przygrywa lekka, słodkawa róża parkowa – ciepła, upojna ale wciąż lekka, delikatnymi muśnięciami palców, próbuje udobruchać posępne oblicze oudowego mocarza…

Arabian Nights EdT

W końcu napięcie oudowych mięśni słabnie i czubek ostrza zakrzywionej szabli powolutku opada w stronę pokrytej misterną mozaiką posadzki… oud uspokaja się, pozwalając by delikatna róża wychyliła się zza jego szerokich pleców i wciąż obejmując jego masywne ramię, coraz śmielej wychyla się do przodu… jej ufne, ogromne i ciekawe oczy chłoną każdy detal zupełnie nowego świata w którym się znalazła… stąpa delikatnie, lekko i coraz odważniej… pląsając lekko, odwraca się w stronę oudowego mocarza, posyłając mu roześmiane spojrzenie swych przepięknych migdałowych oczu (tu można wkleić reklamę jakiegoś ekstremalnego tuszu do rzęs, który pogrubi je, podwinie i wydłuży że aż strach 😉 )… subtelnej róży towarzyszy radosna słodycz, z początku gęsta niczym palony karmel, a z czasem wydelikacającej się, podobnie jak łagodnieje surowe z początku oblicze oudu…

To gwajak, miękki, przepełniony niemal karmelową słodyczą, przepięknie dopełnia serce i kameralnie osładza wybitnie drzewną bazę kompozycji… Arabian Nights podąża w stronę klimatów drzewnych, ścieląc się na skórze miękkim kobiercem cedrowych, gwajakowych i sandałowych strużyn… ich suchość delikatnie kamufluje zwiewna paczula, balsamiczne labdanum i zmiękczone ambrąpiżmo… w pewnym momencie róża i oud znikają bezpowrotnie, zostawiając nosiciela w opiekuńczych i gościnnych objęciach drzewnej słodyczy… jest przyjemnie i lekko orientalnie, ale po zaledwie kilku godzinach magia Arabian Nights czmycha niczym spłoszona świtem najkrótsza noc w roku… szkoda, bo chciałbym móc dłużej nacieszyć nozdrza łagodnym pląsaniem tego zapachu na skórze… chwilami odniosłem nawet wrażenie, że czuję ten sam lekko oleisty – równie intrygujący co przyjemny akcent, wybrzmiewający w bazie Black Afgano

reasumując: początkowe takty zwiastują iż będzie to ostry, na wpół dziki orientalny oud w towarzystwie delikatnej parkowej róży… następnie zapach przechodzi w upojną lekko słodką drzewną siutę, w której trwa przez resztę swego nazbyt krótkiego żywota… dla miłośników oudu i drewna zaserwowanych na modłę orientalną pozycja obowiązkowa…

przypomina mi: mniej przyprawowy Al Oudh L’Artisan Parfumeur, pod względem początkowej ostrości oudu Emira od G. Nejmana i w mniejszym stopniu kilkanaście innych miksów oudu z różą – ale pozwolicie, że nie będę ich wymieniał?…Jesus Del Pozo - Arabian Nights

Głowa: tymianek, róża,
Serce: vetiver, sandałowiec, paczula, gwajak, cedr Wirginijski,
Baza: piżmo, labdanum, ambra, oud,

Reklamy

Responses

  1. Wydaje mi sie ze trudno podejrzewac te marke o schlebianie naszym gustom, gdyz perfumy te nie byly i raczej nie beda dostepne na naszym rynku (jednakze mozna je zamowic szybko i bezpiecznie w jednej z perfumerii w Kuwejcie). Mysle ze raczej wykorzystali staly popyt na takie kompozycje na rynku arabskim. Troche szkoda bo jak dla mnie to jeden z lepiej zbalansowanych duetow ( przynajmniej wg mojego odczucia) . Ja jestem zarowno rozo jak i oudolubna wiec jak dla mnie dobrego nigdy za wiele i moda jak najbardziej mnie cieszy mam wiekszy wybor :D.

    Przepraszam ze bez polskich znakow ale taka tu dupna klawiature mam ;/

  2. he he już samo słowo Kuwejt robi za efekt WoW! zbliżony do wrażenia jaki robi ten zapach w pierwszej chwili po aplikacji 🙂 ja też lubię te klimaty, szczególnie zaserwowane dobitnie, na ortodoksyjną modłę arabską – ale nader wszystko cenię sobie zróżnicowanie i odmienność poszczególnych zapachów które noszę więc w duecie oudowo różanym nie potrafię tkwić za długo bo mi brzydnie… 😉

    p.s. a co do polskich znaków wszystko jest ok, dopóki nie zechcesz zrobić komuś łaski… 🙂

  3. ???? nie zrozumiałam…..aaaaaaaaaa ok już zrozumiałam buhahahhahhhh, ojej kocham polskie znaki !

  4. Teraz to i ja mam własną muzę.. a raczej własnego Muza. 😉 Bo dzięki Tobie właśnie zrozumiałam, dlaczego tak mnie ciągnie do oudu. Do pachnienia nim i do opisywania. 🙂 Skoro cała perfumomaniacka brać nie może się wynarzekać na ekspansję oudu we wszystkie strony – a mnie zawsze ciągnie w przeciwną stronę, co wszystkich – nie mogło być inaczej. 😉
    Ale muszę się zgodzić, że Arabskie Noce to naprawdę świetne pachnidło.

    Co do polskich znaków, kilka lat temu w wakacje wybrałyśmy się z siostrą do uzdrowiska. Kilka dni później otrzymałyśmy smsa od mamy: „Co robicie?”. Zgodnie z prawdą odpowiedziałyśmy: „Siedzimy w parku zdrojowym i pijemy wode”. 😉 Okej, przykład nie tak niegrzeczny, jak Twój, ale kilkunastoletnie dziewczynki śmieszył. 😀

  5. Polu – mnie one strasznie spowalniają podczas pisania i robię masę błędów, zacinając się przy zbyt szybkim lub zbyt wolnym puszczaniu klawisza alt, ale sama przyznasz że jest kolosalna różnica pomiędzy robieniem komuś łaski i laski, nawet marszałkowskiej… 🙂

    wiedźmo – ja bym mógł w nieskończoność opisywać kadzidlaki… tylko jaką wówczas miałbym z tego przyjemność i wile na wartości w mych oczach straciłaby wyjątkowość tej ukochanej dla mnie ingrediencji, gdybym wąchał ją codziennie i w pierdylionie niewiele różniących się od siebie wersji?
    BTW a tam niegrzeczny… za to jaki pouczający, choć Twoja gierka słowna w której tak wierutnie oszukałyście mamusię też nie powala moralizatorstwem… :>

  6. Piracie biorąc pod uwage moje nazwisko plus +10 za żart o lasce marszałkowskiej ;D buhahhha.
    Ja polskie znaki bardzo lubię i w domu jak najbardziej używam 🙂

  7. Polu – hahaha zapewniem Cię, żarcik absolutnie niezamierzony, ale gratuluję czujności i lotnego umysłu… 🙂

  8. Nie, no! Nie pisałam przecież, że nie rozumiem waszych obiekcji tylko, że ich nie podzielam.
    I wiem, że wynika to z mojej wybitnie introwertycznej osobowości. Introwertycznej do tego stopnia, że nie zwracam uwagi na to np., co też sobie o moich perfumach pomyślą inni ludzie. Wisi mi jak zeszłoroczny śnieg, czy doznają orgazmu od samego wąchania, czy też popadają jak muchy. 😉 Kiedy przyłożyć to jak formę do maniackiego znudzenia oudem wychodzi, że moda oraz wynikająca z niej chęć napełnienia kabzy coraz to innych marek, która Ciebie (czy Nishę) irytuje, po mnie spływa. Co ma dla mnie znaczenie, to kolejne perfumy z oudem, które można by przetestować. Nic więcej. Cudzą chęć zarobku mam gdzieś. Inna sprawa to fakt, że w perfumach lubię też różę. Gdyby potraktować jej popularność tak, jak modę na oud, to dziwię się, że brać maniacka nad jej nadmiarem nie lamentuje od dekad i stuleci. 😛

    A mamusi nie oszukałyśmy, bo następny sms krył pytanie: „Ale z polskimi znakami czy bez nich?”. 😉

  9. wiedźmo – ja nie jestem introwertykiem, nie potrafiłbym nim być i dusić w sobie emocji, zabić spontaniczność moich reakcji, moją naturalną wylewność, co zresztą widać po stylu prowadzenia bloga… jestem za to przekorny, a wręcz złośliwie, upierdliwie i maniakalnie przekorny… 😉
    jeśli jest na coś moda i parcie – ja robię na odwrót, kpię z niej i bezwstydnie wytykam ją paluchem… będąc indywidualistą i będąc z tego faktu dumnym – nie wyobrażam sobie pogoni w owczym pędzie za modą, nawet jeśli ta schlebia mym gustom i oczekiwaniom… natomiast kluczowe znaczenie ma dla mnie „o nowe perfumy!”, a nie „o nowe kadzidlane perfumy!”, ponieważ przyjemności wolę sobie dawkować, co by mi zanadto nie spowszedniały – ale nader wszystko cenię sobie różnorodność i oryginalność… 😉

    a co do róży to absolutnie się z Tobą nie zgodzę… róża stała się ostatnio popularna dzięki modzie na oud, przez który naturalnie wręcz kojarzona jest i łączona z oudem – i bynajmniej nie wynika to z popularności róży lecz samego oudu… 😉 i jak widać nie palę tej nieszczęsnej róży na stosach piraciej inkwizycji, ponieważ jej sztucznie podkręcona popularnością oudu obecność absolutnie mi nie przeszkadza, choć za nią nie przepadam, a za oudem paradoksalnie bardzo – co i tak nie przeszkadza mi obśmiewać nakręcanego nim owczego pędu… 😉 inna sprawa, gdyby każda wypuszczana przez każdą niszową markę nowość była różana – ale szczęśliwie tak nie jest i fakt ten diametralnie zmienia postać rzeczy… 🙂

    o tym zakamuflowanym smsie z ogonkami nie wspomniałaś, podobnie jak o odpowiedzi na niego, ale pozostawmy tę nutkę niedomówienia… 😉
    p.s. zadedykowałem Ci niewielki „Bareizm” w ostatniej recenzji… :*

  10. Wiedźmo możemy przybić piątkę 🙂 Ja również bardzo lubię oud i w nosie mam lamenty. I żeby było jasne nie bronię nikomu lamentować i prosiłabym żeby i mnie nie wytykać palcem jako osoby ślepo podążającej za modą. Podejrzewam, że jak moda minie ja ze swoimi sympatiami będę po prostu niemodna :P. Owszem i mnie nieraz śmieszą mnie coraz to nowe kompozycje z nutą oudu ale ogólnie jak dla mnie to bardzo na plus 😀 Lubię oud i zapach drewna w ogóle, jestem typowym kornikiem. Im większy wybór tym większa szansa na zachwyt bo wbrew pozorom nie wszystko co z oudem mi się podoba.

  11. Piracie – a kto powiedział, że introwertycy duszą w sobie cokolwiek?? O.o Szczególnie tacy, których cechuje choleryczny charakter oraz wrodzona wredota? 😉 Nie bywają też nieśmiali, bo to dwie zupełnie różne kwestie.
    W moim przypadku „ciężka” introwersja sprowadza się do nieszczególnego zwracania uwagi na opinie/uwagi/komplementy/nagany otoczenia, zdolności do pełnego odpoczynku tylko w samotności i paru innych sprawach, z których najistotniejsza z towarzyskiego punktu widzenia jest niemożność ogarnięcia rozmowy z więcej,niż dwiema osobami naraz. Kiedy „napada” na mnie zbyt dużo głosów na raz, automatycznie się wyłączam i chwilowo udaję na emigrację wewnętrzną; 😉 żeby sobie odpocząć. 😀 [co widać nawet po moich dyskusjach w necie; jeśli prowadzę ich zbyt wiele na raz czasem urywają się z mojej winy, bo zwyczajnie zapominam gdzie, z kim i o czym gadałam]

    Natomiast Twoją wypowiedź uznałam za szczególnie, że tak powiem, hipsterską. 😉 Dystansujesz się od czegoś tylko dlatego, że stało się zbyt popularna? Oud is too mainstream now? B)
    Pewnie, ze najważniejsza jest myśl „o, nowe perfumy!” w ogóle. Ale oud czy kadzidło cieszą mnie szczególnie, bo po prostu bardzo je lubię. Bez różnicy, modny czy nie. Choć dzięki modzie mamy większy wybór perfum z agarem – i tylko o to mi chodziło.

    Co do róży, kliknij tutaj:
    http://www.basenotes.net/fragrancedirectory/?notes=rose&p=1
    „Modna dzięki oudowi”?? 3167 zapachów tylko dzięki modzie na oud [a to przecież tylko ułamek ich rzeczywistej liczby, bo ilu zapachów nigdy nie poznaliśmy]? Człowieku, a perfumy damskie? Przecież tam róża eksploatowana jest od stuleci!
    Owszem, związki z agarem rozpropagowały ją w niszy, głównie w uniseksach oraz perfumach w stylu Lyric Man – ale to drobny procent ogółu perfum z wyraźną różą w składzie. Naprawdę drobny.

    Za bareizm pięknie dziękuję. 🙂

    Polu – przybijam!
    Rzeczywiście, moda ma służyć ludziom a nie ludzie modzie. Dzięki temu, ze coś staje się modne, obrazowo mówiąc „trafia pod strzechy”, w tym nasze własne. Kiedy moda mija, rzecz zostaje – jeśli naprawdę ją polubiliśmy. I tak być powinno. 🙂 Choćby dlatego, że od mody znacznie ważniejszy jest styl. 😉

    I w ogóle zaryzykowałabym stwierdzenie, że im więcej powstaje perfum z oudem, tym bardziej wyrabia się nasza znajomość tematu; i tym bardziej wiemy, które jego wcielenia nam odpowiadają, które nie; które mimo tego są świetne a które kiepskie.
    Więc zgadzam się w 200 procentach! 🙂

  12. ha ha ha wiedźmo, wiedziałem że pojedziesz mi z hipsterstwem, które notabene mnie bawi i z którego szydzę niemiłosiernie jako wybitnego przykładu mainstreamu walczącego z mainstreamem – podobnie jak z każdego udawania na siłę odmienności, kreatywności i indywidualizmu w obszarze jednej ogromnej subkultury…
    nie, nie jestem hipsterem (nawet mentalnie) gdyż indywidualistą stroniącym od masówki byłem na długo nim ktoś wpadł na poroniony pomysł stworzenia z tego rodzaju buntowniczego, przekornego zachowania tej stadnej i wzajemnie się kopiującej subkultury pseudo indywidualistów w dziwnych, dodających zapewne masę artyzmu i kreujących osobowość szaliczkach i udających oldskulowe okularkach za 1000 zł… 😉 ehhh gdzie te bohemy i prawdziwie niekomercyjne, niszowe subkultury? bodaj ostatni byli punkowie, nieprawdaż? ale skoro przeżyliśmy modę na rave, emo to i hipsterstwo przeżyjemy… 🙂

    a co do róży, wiedźmo chyba mnie nie zrozumiałaś… jak wpiszesz lawenda, albo geranium to też wyskoczy zylion kompozycji z danym składnikiem w składzie, mi jednak chodziło o perfumy z nadrzędnym motywem róży w roli głównej, bo zapachów z różą w tle mamy bez wątpienia miliony… dlatego nadal twierdzę (pomijając modę na zapachy i wody różane w XIX wieku), że obecnie dzięki oudowi róża na poły przeżywa swój renesans, gdyż zapachów w rodzaju wspomnianego przez Ciebie Lyric Amouage i Sa majeste la rose Lutensa masz w sumie mniej niż obecnie tych z oudem w dominacie… 😀

    a co do samego oudu, to nie odnosicie wrażenia, że oud przez jego nadpodaż po prostu nam powszednieje i dewaluuje w oczach? do wszystkiego można się przyzwyczaić i wszystko prędzej czy później przestaje rajcować dlatego uważam, że moda na oud wcale nie wychodzi tej nucie na dobre… 😉

  13. Nie, nie odnosze takiego wrazenia Piracie ze mi Oud powszednieje. Owszem smiesza mnie troche coraz to nowe produkty z oudem.Ten skladnik nie jest jednak dla mnie ani troche mniej piekny i ani troche mniej tajemniczy i ani troche mniej zmyslowy. Nie wiem jak to wytlumaczyc zeby bylo zrozumiale. Dla mnie oud to odkrycie, na prawde go lubie jak malo co innego. Dlatego podczas gdy inni lamentuja ja zacieram rece :). Zdaje sobie tez sprawe ze przyjdzie moment w ktorym minie moda a ja jak ten dinozaur pewnie stane sie niemodna. Zostane pewnie wtedy juz ze swoja „babcina”, oudowa nuta, tak jak wielbicielki szyprow teraz- staromodna. Ale wiesz nie wiele mnie to rusza :p.
    Z reszta mysle ze tak samo by podeszly do tego osoby wielbiace stare, dobre szypry. Gdyby nagle na nie zrobil sie boom. Myslisz ze ktos sprawgniony tego typu zapachu zastanawialby sie i kalkulowal czy wypada jeszcze sie ta kategoria interesowac bo to juz takie mainstreemowe?

  14. Polu, + 1. 😀
    Świetnie powiedziane! Choć takich zachwytów miałam więcej, oud jest tylko jednym z nich. Za to ważnym.

    Piracie – jeśli nie histerstwo, to co? 😉
    Bo z boku dokładnie tak Twoje (i nie tylko Twoje) narzekania wyglądają.
    A tak zupełnie na marginesie: mnie śmieszyły wszystkie mundurki „niezależnych” subkultur. Bo niezależnych od czego? Na pewno nie od opinii „współwyznawców”. Zresztą, przecież sam strój jako taki jest nienaturalny i każdy, dosłownie każdy, jest manifestacją czegoś przez ubraną osobę. Czy to surdut i laseczka retrodandysa czy dżinsy, sprane swetry i flanelowe koszule stereotypowych informatyków; buty do biegania, dopasowana garsonka w ciemnym kolorze albo skórzana kurtka.
    Z perfumami jest dokładnie tak samo: żadne nie są naturalne, czy raczej: każde to nasza fanaberia. Dlatego nie uważam, że oud przestaje być zajecudowny tylko dlatego, że rocznie powstają dziesiątki jeśli nie setki perfum opartych o tę nutę. W końcu wszystko, co robimy, by nadać swojemu charakterowi jakiś zewnętrzny wymiar w jakiś sposób jest sztuczne i „na siłę”. I na dobrą sprawę każdy każdemu może zarzucić snobizm, owczy pęd czy cokolwiek innego. W dowolnie wybranej kwestii.
    Podejmujesz się rozstrzygnąć, co jest prawdą a co nadużyciem lub jawnym kłamstwem? Bo ja nie widzę sensu. Imo byłby to klasyczny przykład roboty głupiego.

    Róża.. pewnie, że masz rację co do tego, że można wpisać dowolna nutę a wyskoczy nam nie wiadomo ile przykładów. Tylko, że róża zawsze była jedną z najważniejszych nut w perfumach, zawsze znajdowała się jeśli nie w centrum, to z pewnością gdzieś na widoku. W megapopularnym w USA i nie tylko Tea Rose od Perfumer’s Workshop, w L’Eau od Diptyque, w klasycznych perfumach Stelli McCartney, różanym Angelu, Anglomanii Vivienne Westwood czy zapachach od Parfums de Rosine [którą to markę swego czasu odsądzano od czci i wiary jako „zbyt mało niszową”] oraz wielu, wielu innych. A że okazało się, że pasuje do oudu? To tylko kolejny rozdział w jej perfumowej historii; ale nie żadne ‚nowe życie’ czy co tam.

  15. wiedźmo a widziałaś kiedyś hipstera gardzącego i publicznie oraz otwarcie wyrażającego swoją awersję do gadżetów Apple? 🙂
    to powinno uciąć wszelkie dywagacje o moim domniemanym hipsterstwie… 😀

    p.s. a co do róży to dalej będę się upierał, że pośrednio dzięki oudomanii stara, dobra klasyczna i nieco staroświecka róża przechodzi właśnie kolejny renesans i zapewne nie ostatni… 😉

  16. Polu – ależ ja uwielbiam oud, uwielbiam też gołąbki, których mój życiowy rekord w pochłanianiu wyniósł niemal 4 kilo na raz!… wprawdzie pochorowałem się potem i nie byłem w stanie przez ponad godzinę wstać z podłogi, ale flaszka była moja… 🙂
    a wracając do oudu i gołąbków, to choć je uwielbiam to jestem pewien, że gdybym jadł je codziennie, nawet przyrządzane za każdym razem przez inną osobę – i tak rychło by mi spowszedniały i magia ich każdorazowej, niemal odświętnej konsumpcji pękłaby niczym mydlana bańka… dlatego ja wolę sobie podobne przyjemności dawkować – a wszechobecność oudu traktuję jak ponastawiane wszędzie budki, Maki i inne KFC handlujące „gołąbkowym fast foodem”… i przy okazji wspomniałaś o ciekawej zależności… cóż to będzie gdy oud w końcu stanie się passe? olaboga, już widzę te zalegające na półkach tony perfum których nikt nie chce kupić i ich stosy wylewane przez dumnych do niedawna posiadaczy do toalet… to co potrafi daną rzecz wywyższyć, potrafi w równym stopniu ją pogrążyć i o tym aspekcie producenci perfum zdają się zapominać… 😉

  17. Pirath i tu właśnie przyszedł moment w którym na spotkaniu w realu powinno paść zdanie: „chluśniem bo uśniem” mam wrażenie, że dalej nieco rozmijamy się w argumentach ale ja już nie czuję potrzeby dalszego drążenia :D. Stworzyłeś nam pole do ciekawej dyskusji 🙂 za co wielkie dzięki Ci 🙂
    Btw Musimy się kiedyś z Wiedźmą w realu spotkać i podyskutować tsasssasssaaaaaa.

  18. podyskutować i coś chlapnąć dla rozluźnienia atmosfery, choć chyba bardziej poluzować już się jej nie da, no chyba że impreza będzie toples i w galaretce 😉
    p.s. dziewczyny proszę rozważcie to 😉

  19. Hahhaaa 😀 Pirath jeżeli chodzi o toples to ja tak płaska jestem, że u mnie nie ma co oglądać 😛 a za galaretką nie przepadam 😉

  20. Polu pozwolisz, że zachowam na ten temat odmienne zdanie, ponieważ wielkość miseczki, podobnie jak umiłowanie dla oudu, a nawet galaretki jest kwestią gustu… 🙂

  21. Widzisz każdy ma swoje fantazje mi bliżej do tej:

    http://demotywatory.pl/3922071

    buhahhaaa 😀

  22. hmmm, Polu, to się da załatwić!… Teza ostatnio gotował, a jak Ci mogę zademonstrować jak się to co Teza ugotował sprząta przy pomocy piratha sztuk jeden i jego czterech żołądków… 🙂

  23. I że niby ja mam się bawić w kuchtę przy garach?

  24. możemy się zamienić… 😉

  25. Nie wiem, czy wszechobecna moda na oud bardziej mnie denerwuje, czy śmieszy. Tylko patrzeć, a uraczą nas Adidasem Aoud Sport, albo Być Może Aoud de Bangladesz 😉 A wspomniane Arabian Nights przypominają mi bardzo Oud Royal od Armaniego. Pzdr! 🙂

    PS. Chyba jestę hipsterę 😀

  26. no ja cały czas czekam na Bossa, Lacostę, albo Gucci w wersji oudowej… 🙂
    p.s. nikt nie jest doskonały 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: