Napisane przez: pirath | 1 kwietnia 2013

Viktoria Minya – Hedonist, czyli carpe diem i garść wspomnień z dzieciństwa…


Może to zabrzmieć dziwnie i choć zapewniam, że nie czuję potrzeby biegania w ubraniach mojej mamy – czasem żałuję, że nie jestem kobietą… 😉 czemu o tym wspominam? – bo bardzo chciałbym pisać również o damskich perfumach, ale niestety to niemożliwe przez odmienność damskiej od męskiej skóry i znacznych, często drastycznych różnić w brzmieniu kobiecych perfum na skórze mężczyzny – i właśnie dlatego nie opisuję kompozycji dla pań… wierzcie mi, nie raz już eksperymentowałem i wyniki testów jedynie utwierdziły mnie w przekonaniu iż byłoby to nieprofesjonalne i nierzetelne – gdyż jaki jest sens oceniać coś, co pachnie na mnie zupełnie inaczej niż na tej części świata, dla której dany zapach powstał?…

Jest też inny powód tego odstępstwa, gdyż kilkanaście dni temu napisała do mnie pewna sympatyczna dziewczyna… przedstawiła się jako Viktoria Minya i wyznała, że jest początkującym perfumiarzem (perfumiarką?), autorką damskiego zapachu Hedonist i zapytała czy mogłaby mi wysłać próbkę swoich perfum do opisania… śmiechu było co niemiara, gdy jej napisałem że wprawdzie jestem mężczyzną – ale oczywiście z przyjemnością opiszę jej perfumy na moim blogu… bo czemu nie?, w końcu każdy kiedyś zaczynał – a jestem zdania, że utalentowanych pasjonatów trzeba wspierać i docenić świeżość, którą niewątpliwie wnoszą do nurtu… dla formalności jedynie dodam, iż ustaliliśmy – że gdyby zapach okazał się w moim odczuciu naprawdę niewypałem, to po prostu nie zamieszczę na blogu jego recenzji… po kilku dniach dotarła do nie przesyłka z Paryża, z fabryczną próbką Hedonist… ich opisanie trochę mi to zajęło, gdyż zapach testowałem z pomocą skóry koleżanek i rodziny (stokrotne dzięki za wyrozumiałość moje panie) i oto pora na moje wrażenia… 😉

Viktoria Minya

Uwierzycie, że pierwsze odczucia jakie wzbudziła we mnie woń damskiego Hedonist – to rozrzewnienie i melancholia związana z wspomnieniem mego wczesnego dzieciństwa?… mam już kilka dekad na karku i dobrze pamiętam schyłek PRL… niemiłosiernie gryzące rajtuzki i fartuszek z kieszonką przedszkolaka, prawdziwe lody śnieżynka, za które płaciłem 20 złotym banknotem z Trauguttem i parokrotne stanie w kolejce po kawę Arabica na kartki… pamiętam też jakim rarytasem była wówczas chałwa (w bryle), której po dziś dzień nie znoszę – a z ówczesnych słodyczy pamiętam słynne trufle na wagę i pewne niepozorne miodowe cukierki zawijane w żółte papierki, które kształtem i skorupką przypominały wciąż oferowane Kukułki… oczywiście cukierki „miodowe” były tylko z nazwy i były dość silnie aromatyzowane – ale jak na tamtejsze standardy były po prostu pyszne…

Pierwszy niuch Hedonist to właśnie słodka, upojna, cudownie miodowa woń tamtych cukierków… zapach momentalnie obudził we mnie wspomnienie, przywołując potężną, przez dziesięciolecia uśpioną falę emocji… dosłownie znów poczułem zapach i smak upojnej słodyczy tych miodowych cukierków i łzy stanęły mi w oczach… oczywiście w otwarciu Hedonist nie ma miodu, nie ma w nim nawet kwiatów – ale ta cudownie słodka woń wielokwiatowego miodu zadziałała na mnie z hipnotyzującą mocą narkotyku, przynoszącego ulgę i błogą rozkosz… ideą hedonistów jest „carpe diem” – czyli „żyj chwilą„, a wąchając otwarcie tej kompozycji, wierzcie mi – wszystko inne wokół mnie nagle przestało się liczyć… przed oczami przetaczały mi się sceny z dzieciństwa, włóczęgostwo na mym zdezelowanym „Reksiu” po wyspie Bolko, smak waty cukrowej i oranżady w foliowych woreczkach, sprzedawanej w niedzielę przed wejściem do opolskiego Zoo – po prostu zapach lata przy dźwiękach melodii „Dmuchawce latawceUrszuli, której sensu słów, wówczas jeszcze nie rozumiałem…

Hedonist

Niosące ukojenie, niesamowitą przyjemność i niewymowną błogość otwarcie gaśnie powolutku, nieśpiesznie i niechętnie… po około kwadransie! słodycz ustępuje miejsca ledwie wyczuwalnemu jaśminowi i nucie tytoniowej… to zabawne, ale odnoszę wrażenie że ten zapach posiada tylko dwa akordy – niemiłosiernie długie otwarcie i bazę – a oba niosą niesamowitą przyjemność… nazwa Hedonist okazałą się prawdziwym strzałem w dziesiątkę… miękka, upojna słodycz łączy się z równie przyjemną wonią niemal balsamicznego tytoniu, któremu wtóruje niebiańska słodycz wanilii… wprawdzie nie jest to duet tak wyrazisty i samczy jak w Tobacco Vanille Toma Forda, ale pod względem finezji i szlachetności brzmienia idą łeb w łeb… moje zapachowe portfolio dotyczące kompozycji damskich jest nader skromne, więc zmuszony jestem posłużyć się analogią do kompozycji męskich – ale zapewniam, że nawet uwzględniwszy delikatność kobiecej skóry, Tom Ford i Santos od Cartiera wydaje mi się właściwym porównaniem, dla oddania niewymownej przyjemności jaką doświadczają moje nozdrza… w mym odczuciu nie jest to zapach dla podlotka – lecz dojrzałej kobiety, która już wie czego chce od życia…

Prawdziwą perełką i zwieńczeniem tej iście hedonistycznej fantazji, jest pięknie oszlifowany flakon – w którego wnętrzu pływają zgodnie z duchem hedonizmu płatki złota… ciekawy choć niezbyt oryginalny detal – ale nie wątpię, że nie jeden łowca luksusu poczuje się tym akcentem niezwykle dopieszczony… wyznałem to już Viktorii i Wam też powiem, że sam chętnie nosiłbym te perfumy, gdyż na mojej skórze niemal nie czuć kwiatów, a jedynie słodycz neroli, tytoń i wanilię
Viktorio
– gratuluję Ci talentu i dziękuję za tę rzadką i niespodziewaną sposobność i niewątpliwą przyjemność poznania Twoich perfum… ale przede wszystkim dziękuję Ci za intensywne uczucia i pozytywne emocje, jakie zen zapach we mnie obudził… chciałbym Cię teraz mocno przytulić… ;*Hedonist EdP

Głowa: bergamotka, brzoskwinia, rum,
Serce: jaśmin, kwiat pomarańczy, Osmantus, tytoń,
Baza: vetiwer, cedr, wanilia,

Reklamy

Responses

  1. Fajna recenzja Pirath’cie, taka bardzo mmm…. smakowita.
    A dzięki Tobie i do mnie napisała Viktoria, wkrótce i ja będę mógł się przekonać jak bardzo złotem pachnie Hedonist.

  2. łał, tempo czytania wiadomości i działania Viktorii jest doprawdy imponujące! – ale to dobrze, bo wkrótce sam się Łukaszu przekonasz jak pachnie „płynne złoto” 🙂

  3. Nie mogę się doczekać. Ile mniej więcej szła pocztą Twoja próbka?

  4. dosłownie 2-3 dni

  5. Czytałem, że zapach jest klasyfikowany jako damski, a co myślisz jak będzie układał się na męskiej skórze? Jest w końcu tytoń i rum …wanilia też bywa stosowana w męskich pachnidłach, a jaśmin…w amouage gold man jest mnóstwo jaśminu. Co myślisz?

  6. szczerze? tak jak napisałem, ja bym go nosił, zwłaszcza zimą gdy bardzo przypomina mi ambrowo miodowe zabarwienie niektórych kompozycji Pivera, Parfum d’Empire i Kiliana… zresztą czy to ważna co pisze na flakonie? to Tobie ma się zapach podobać i to ty go nosisz… 🙂

  7. w takim razie zachęcam do testów Habanity, Youth Dew, Le Baiser du Dragon, czy Dune 🙂 w razie czego słuzę próbkami

  8. aaa. i obowiązkowo Shalimar, najlepiej vintage.

  9. o Habanicie słyszałem, że to ponoć zapach legenda, Shalimara bardzo lubię a Cartierowego Smoka wprost uwielbiam 😉
    pozdrawiam 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: