Napisane przez: pirath | 7 kwietnia 2013

mini relacja z konsumpcji zapiekanki na Krakowskim Kazimierzu i warsztatów zapachowych Sabbath w Pszczynie…


Tę wizytę w Krakowie odkładem już od kliku miesięcy… wpierw rozkraczyłem się ja (3 grypy pod rząd), potem rozkraczył się pirathomobil (epickie combo z awarii rozrusznika i akumulatora), ale przede wszystkim pogoda nie zachęcała do konsumowania zapiekanek na Krakowskim Kazimierzu… oczywiście słynne zapiekanki i wizja zobaczenia pierwszy raz w życiu Wawelu z bliska, to nie jedyny powód mojej wizyty w grodzie Kraka – lecz zaproszenie od przesympatycznej Justynki, właścicielki perfumerii Yasmeen, na rytualne palenie prawdziwego arabskiego kadzidła, przy akompaniamencie pączków z lukrem i obwąchiwaniu nowości (niekoniecznie w tej kolejności)… ponadto postanowiłem upiec dwie pieczenie przy jednym baku paliwa, czyli wreszcie odwiedzić Kraków i w drodze powrotnej zawitać w Pszczynie na warsztatach zapachowych organizowanych przez Sabbath z sabbathofsenses.com… tadaaaam!

Wyprawę zacząłem punktualnie o 8 rano, wcześniej spakowawszy aparat (jestem z tych turystów co wpierw cykają fotki, a po powrocie z wakacji sprawdzają gdzie w tym roku byli), kilkadziesiąt pustych samplerów na próbki, taśmę do metkowania (do wygodnego robienia i klejenia etykiet), i tradycyjnie kilka flakonów i kilkadziesiąt odlewek – do podzielenia się moimi trudniej osiągalnymi skarbami z innymi… niecałe dwie godziny później i lekkim (poniżej 2 tys. kalorii) śniadanku w złotych łukach, zjechałem z autostrady i wjechałem do przemieści Krakowa… pierwsze co rzuca się w oczy, to tańsze o kilkanaście groszy na litrze paliwo (byłbym wdzięczny komuś za racjonalne wytłumaczenie fenomenu – dlaczego stacje należące do jednej sieci sprzedają je w różnych cenach w różnych miejscach polski) i absolutny brak fotoradarów!…  jedzie się płynnie, bez korków i bezstresowo, czyżby więc niemieckie znaki ostrzegawcze na granicy z polską: Achtung! fotobanditen! (uwaga! fotoradary!), dotyczyły raczej zjawiska łupienia kierowców na Opolszczyźnie – gdzie niemal każda wioska fotoradarem stoi?…
ale ja nie o tym… 😉

perfumeria Yasmeen

Wizytę w Yasmeen zacząłem od obwąchania kilku niedawno wprowadzonych do oferty zapachów, których testery Justyna osobiście przywiozła niedawno z Dubaju… oj będzie co opisywać i wspomnę tylko iż Rasasi – Dhanal Oudh Nashwah, Arabian Oud – Woody i będący w Polsce absolutną nowością Syed Junaid Alam – Rasikh zwiastują prawdziwą olfaktoryczną orgię dla nosa… no i te przepiękne, fantazyjnie zdobione flakony… zdjęcia tego nie oddają, ale dopiero podświetlone z różnych stron i obracane w palcach ukazują prawdziwe piękno swego wykończenia i bogate frezowanie szkła… gdy już obwąchałem co się dało, wymieniliśmy się z Justynką próbkami i skonsumowaliśmy po dwa pączki z podwójnym lukrem – przyszła pora na wspomniane rytualne palenie kadzidła… ujmę to tak – zapomnijcie, że te nasączone czymś patyczki, które sam kiedyś namiętnie paliłem (teraz mi nie wolno przez wzgląd na restrykcyjne obostrzenia towarzyszące testowaniu perfum) mają coś wspólnego z paleniem prawdziwego kadzidła w specjalnym naczynku…

Rasikh

Nawet nie wiem kiedy, ale cztery godziny spędzone na wąchaniu, pogawędkach i wzajemnym robieniu sobie próbek minęły w mgnieniu oka i na zwiedzanie Krakowa oraz słynne zapiekanki została nieco ponad godzina… ponieważ perfumeria Yasmeen leży niemal w cieniu Wawelu, więc daleko nie mieliśmy – choć przenikliwy chłód odbierał sporo przyjemności ze zwiedzania krakowskiej starówki… zobaczyłem pół Wawelu, mam obowiązkowe zdjęcie z kościołem Mariackim (a raczej zdjęcie kościoła Mariackiego ze mną w tle), słynny Barbakan i piękny krakowski ratusz… pospacerowaliśmy chwilę po Floriańskiej (pomimo pogody pękającą w szwach od turystów i naganiaczy z pierdyliona ulokowanych w rynku knajp) i wróciliśmy do dzielnicy Kazimierz – gdzie okrutnie zasapany (do pokonania były trzy stopnie) skosztowałem tutejszych słynnych zapiekanek… wyściskałem Justynkę na pożegnanie i poprowadzony przez darmową nawigację w mym skrzypiącym Samsungu, pognałem w stronę Pszczyny

Wawel

Opuściłem Kraków mocno spóźniony, ale nadrobiłem czas dzięki lokalnemu „liderowi” w niebieskim Qashqai’u (pozdrawiam serdecznie), który prowadził mnie niemal pod samą Pszczynę – pozwalając niezorientowanemu w terenie przyjezdnemu uniknąć lokalnych „niespodzianek” i znacznie nadrobić czas swoją dynamiczną charakterystyką jazdy – więc w pszczyńskiej „pijalni czekolady” stawiłem się na czas… 😉 pomimo dość orientalnej jak na tego typu imprezy lokalizacji – frekwencja dopisała i na warsztatach stawiło się ponad 10 osób… w wygodnych fotelach, przy kawie i najsmaczniejszym torcie czekoladowym jaki jadłem w życiu EVER!*… (a moje 112 kilo i 112 obwodu w pasie są dowodem iż znam się na rzeczy) – słuchaliśmy prelekcji Sabbath, poświęconej najpopularniejszym (i jak stwierdziła, z bólem ograniczyła się do raptem trzydziestu) ingrediencji, jakie możemy znaleźć w perfumach – podzielone na trzy podstawowe akordy, w których najczęściej goszczą…

kościół Mariacki zze mną w tle

*szanowny i niestety nieobecny w dniu wczorajszym właścicielu pszczyńskiej pijalni czekolady, któremu bardzo chciałem uścisnąć dłoń i złożyć najszczersze wyrazy uznania dla geniuszu jego warsztatu… Szanowny Panie, proszę przyjmij proszę me skromne wyrazy najwyższego uznania dla kunsztu, ba poezji, którą nam zaserwowałeś w postaci swojego fantastycznego tortu czekoladowego… niestety nie sprzedają go wysyłkowo, ale jeśli kiedykolwiek będziecie w Pszczynie, to OBOWIĄZKOWO zachęcam do wizyty w tamtejszej, usytuowanej w rynku pijalni czekolady i skosztowanie tego rzadkiego rarytasu…

Obszerny opis każdej z prezentowanej nut (w postaci olejków, ekstraktów i absolutów, pozyskiwanych za pomocą różnych metod ekstrakcji) kończyła bloterowa demonstracja jak dany składnik brzmi „solo” i w „naturalnej formie” – choć Sabbath uczuliła nas, że może to być dopiero jedna z kilkudziesięciu lub nawet kilkuset znajdujących się w obrocie form danego składnika i to jeszcze bez podziału na metody pozyskiwania i wiek maceracji ekstraktu, więc dostępnych form np. esencji jaśminu może być i kilka tysięcy wariantów… właśnie dlatego tak sobie cenię warsztaty zapachowe, gdyż zawsze dowiem się na nich czegoś ciekawego, zweryfikuję poglądy, zasłyszane legendy (zwłaszcza gdy prowadzi je profesjonalista) i przede wszystkim ze względu na rzadką sposobność poznania jak dany, właśnie omawiany składnik pachnie – korygując często błędne interpretacje i uzupełniając mój zapachowy elementarz…

arsenał olejków i esencji

Właśnie dzięki wczorajszym warsztatom miałem okazję wychwycić fatalną pomyłkę, w jednej z moich wcześniejszych recenzji, którą będę teraz musiał sprostować… a wynikła ona właśnie z błogiej nieświadomości jak ten „domniemany” składnik pachnie solo… teraz przynajmniej wiem jak naprawdę pachnie absolutnie cudowne w mym odczuciu labdanum i muszę mocno przebudować recenzję Fumidusa – którym w istocie okazała się Norma Kamali Incense (próbka nie była opisana i błędnie dogdybałem sobie co zawiera)… 😉 oczywiście przyjmuję tę koszmarną gafę na klatę, przyznaję się do błędu – ale w końcu uczymy się całe życie i tylko Ci co nic nie robią ich nie popełniają… przepraszam więc osoby, które czytały moje opowiadanie poświęcone Fumidusowi… wprawdzie ono samo w niczym nie straciło na aktualności, lecz poświęcone powinno być Norma Kamali Incense – a więc mea, mea, mea culpa i serdecznie przepraszam wszystkich, nieświadomie ale wprowadzonych moją recenzją w błąd…

blotery SOS

Czyste Labdanum pachnie bosko, przypomina swym brzmieniem mix żywic drzew iglastych zmieszanych z kalafonią lutowniczą – ma konsystencję gęstego, ale jeszcze półpłynnego toffi i takiż sam kolor z delikatną domieszką zieleni… ledwie dała się nałożyć na bloterki (kilka oryginalnych, pamiątkowych bloterów SOS udało mi się zachować na pamiątkę) roztarta w palcach pachnie obłędnie intensywnie, inhaluje i pobudza pachnąc upojnie niczym połączenie mirry z najczystszym kadzidłem… a skoro przy kadzidle jesteśmy, to Sabbath mówiła iż najczystszą i najbardziej delikatną woń mają niemal przezroczyste lub bardzo jasne grudki tego specjału – zaś te o intensywnej, bursztynowej i ciemniejszej barwie zawierają więcej zanieczyszczeń, stąd ich woń będzie bardziej ostra i bardziej żywiczna niż kremowo balsamiczna grudek o jasnej barwie… zatem już po kolorze kadzidła można mniej więcej ustalić jak będzie pachnieć, tląc się na ledwie żarzącym się węgielku…

wręczenia Ramona

Na koniec padła bardzo istotna uwaga o oudzie… ten najmłodszy wiekiem, z dopiero co zakażonych mikozą drzew jest blado żółty i pachnie swoistą dla agaru wonią w stopniu ledwie wyczuwalnym… im choroba drzewa bardziej i dłużej postępuje i sam zebrany olejek jest starszy (czasem i 200 lat) tym jego barwa staje się bardziej ciemna, konsystencją i gęstością przypominając bardzo stary ocet balsamiczny… ale oczywiście największa różnica tkwi w samym zapachu… woń starego oudu jest przejmująco wręcz intensywna, niemal animalna… zatem oud zademonstrowany w najstarszym i najpopularniejszym mainstreamowym „agarowcu” czyli M7 od YSL to oud w bardzo młodej postaci, a ciemny i gęsty niczym smoła oud z buteleczki znajdującej się w posiadaniu Państwa Missalów (którego kropelka, z wrocławskich warsztatów drzewnych, traktowana niczym relikwia znajduje się w moim posiadaniu i pomimo czterech woreczków foliowych bardzo skutecznie aromatyzuje szufladę) to oud w najstarszej, najbardziej wyrafinowanej postaci, będący kwintesencją tej nuty – której brzmienie w tej postaci ujęto w Rasasi Dhan Al Oudh Al Nokhba i Emirze od G. Nejmana

upominki od organizatorki

Współorganizatorem warsztatów była perfumeria www.oryginaly.com, którą z przyjemnością polecę z nazwy, gdyż swego czasu nabyłem u nich 100 ml Hermesa Voyage, w nieprzyzwoicie dobrej cenie 160 zł – więc oficjalnie mogę zachęcić Was do przejrzenia oferty tej perfumerii lub odwiedzenia jej siedziby w Pszczynie, gdy wpadniecie skosztować ten bajeczny czekoladowy torcik, serwowany w tamtejszej pijalni czekolady… pod koniec spotkania wśród uczestników warsztatów został rozlosowany flakon perfum Ramona Moilvizara, a na sam koniec każdy z uczestników otrzymał pokaźny set próbek… a w każdym zestawie prawdziwy rarytas – fabryczna próbka Goldskin Ramona Molvizara (jupiii!) i mógł zrobić sobie na życzenie dowolną próbkę spośród specjalnie przytaszczonych na tę okazję z perfumerii testerów… do domu dotarłem parę minut przed północą i wykończony podróżą padłem do łóżka – ale już nie mogę doczekać się udziału w kolejnych warsztatach… kto tym razem je zorganizuje?


Responses

  1. Pozdrawiam spod Big Bena 🙂

  2. już nawiałeś z naszego raju? 🙂

  3. Kurde teraz zaluje ze sie nie zdecydowalem bo widze ze bylo bardzo smakowicie, cudnie miodnie i oleiscie 🙂
    Ja mimo tego ze waze prawie polowe mniej niz ty Pirath to rowniez lubie sie zajadac slodkosciami, szczegolnie w tym okresie nie konczacej sie zimy, wiec jak slysze o tak pysznym smakolyku to podwojnie zaluje braku swojej obecnosci ale pewnie mam nadzieje nadrobie czym predzej jesli tylko bedzie okazja. Zapewne nastepnych warsztatow nie przepuszcze i bardzo chetnie zweryfikuje pewne swoje poglady w temacie zapachu ktore nabywam od kilku lat dopiero tylko we wlasnym zaciszu domowym. I pewnie wiele przede mna jeszcze do nauki w temacie pasji najbardziej mi bliskiej poza muzyka.

    Czas poznac w koncu orientalne kompozycje Rassai ktore z braku miejsca w kolejce zapachowych odkryc czekaja gdzies tam dalej. Pogoda sie robi zacna wiec pewnie w ramach wycieczki pomysle o tym by odwiedzic Karkow a przy okazji ciocie tam mieszkajaca.

    Co do oudu to mam wspomnienie ze ten w M7 sprzed kastracji zapodawal bardzo intensywnie a tu sie okazuje ze to dopiero przedsmak? A moze to tylko nikle wspomnienie spowodowane tym ze w tamtych czasach byla to jedyna kompozycja wszechobecnie dostepna ktora zawierala ten cenny skladnik powodujacy tak inny i oryginalny odbior YSL.

    Idac dalej ciekawi mnie jak porownalbys jakosc wiekowosc i jakosc agaru agaru uzytego a moim ulubionym jak dotad wcieleniu czyli Oud Royal od Armaniego oraz coraz bardziej lubianym Dark Aoud od Montale?

    Pozdrawiam .

  4. Jako że Twój blog jako jeden z nielicznych nie traktuje woni orientalnych całkiem marginalnie (recenzje Rasasi zamieszczone wcześniej), to czekam z niecierpliwością na kolejne opisy. Rasasi, jako jeden z niewielu producentów orientalnych perfum ma jeszcze w miarę znośne (nie wszystkie) ceny. Aha, i gdybym wiedział o warsztatach w Pszczynie, to chętnie bym się wybrał (mieszkam w Ustroniu, więc o rzut beretem), choć jestem kompletnym laikiem w tej dziedzinie.

  5. Nawiałem tylko w celu uzupełnienia kasy. Niedługo wracam 🙂

  6. narde – szczerze Ci polecam warsztaty zapachowe, bo w miłym towarzystwie, zazwyczaj przy kawie i ciastku można lepiej poznać to co się kocha od strony użytkowej, a alchemia zapachowa to doprawdy fascynująca i pełna intrygujących meandrów dziedzina wiedzy… znając budowę zapachu i brzmienie składających się na niego nut można lepiej zrozumieć własne perfumy i zapewniam Cię, że ani trochę nie tracą one ze swej magii…

    polecam poznanie Rasasi i Arabian Oud i wiele bardziej egzotycznych, bo to zupełnie inne spojrzenie na perfumerie i świetne źródło dla poszerzenia zapachowych horyzontów o coś nowego, świeżego i dalece odmiennego od wzornictwa z którym mamy styczność… ale przede wszystkim warto poznać orient, by przestać się go obawiać, gdyż nie są to wyłącznie siermiężne, kapiące złotem killery służące do eksterminacji otoczenia – ale spora ich część to delikatne, niezwykle wysublimowane brzmienia… perfumy orientalne są te świetną alternatywą dla ogranej sztampy, która nas otacza… w oriencie moda na oud trwa chyba z 2000 lat, więc po takim czasie ma on sporo ciekawostek do zaoferowania… 🙂

    uwielbiam M7 i jestem szczęśliwym posiadaczem całej flachy z przed reformulacji i owszem oud jest w nim bardziej wyrazisty i bardziej wysunięty na pierwszy plan, ale mimo wszystko jest to jego delikatniejsza forma, choć wielu i tak odstraszy radykalnością brzmienia z którym po prostu trzeba się oswoić a ciężko o to w ciągu zakładanych przez branżę 10-15 sekund pierwszego kontaktu, gdy ma zapaść decyzja o zakupie… stąd po kompozycje oudowe sięgają raczej osoby znające i oswojone z tym dość trudnym w odbiorze składnikiem… w myśl zasady inżyniera Mamonia – czy może mi się podobać piosenka, którą słyszę pierwszy raz?…

    co do określenia wiekowości oudu we wspomnianych przez Ciebie kompozycjach, kwestia ta jest stosunkowo trudna do jednoznacznego określenia, gdyż wiele zależy tu od koncentracji samego oudu oraz stopnia nasycenia nutami towarzyszącymi i ich określeniem względem oudu oraz lokalizacji jego samego na drabinie zapachowej… jest to an pewno oud dojrzały, raczej starszy niż młodszy – ponieważ posiada tę specyficzną, gorzkawą i określaną czasem mianem aptecznej, głębię… czasem tę głębię rozświetla i rozmywa dodatek ulubionego towarzysza oudu czyli róży, lub geranium, którego nawet niewielki dodatek potrafi zmienić kolorystykę brzmienia oudu, nie zmieniając przy tym stopnia nasycenia nim kompozycji…
    również pozdrawiam 😉

    Mr. Ed – owszem, nie traktuję orientu marginalnie, gdyż po pierwsze uwielbiam orient i traktuję go w perfumiarstwie jako coś naturalnego, ba nieco zapomnianą i niedocenianą podwalinę dla wielkiego europejskiego perfumiarstwa… szkoda że „stara” Europa już o tym zapomniała, ale wielka nauka, postęp i kulturalny rozwój naszej cywilizacji zawdzięczamy wschodowi – tak jak w obecnych czasach ropę, bez której nasz świat jaki znamy nie mógłby w ogóle istnieć… 😉

    serdecznie Cię zatem zachęcam do udziału w kolejnych warsztatach, gdyż w tej dziedzinie każdy kiedyś był laikiem i żaden to powód do ujmy… no chyba, że ktoś samozwańczo uważa się za alfę i omegę w tej dziedzinie – ale zapewniam Cię, że takie osoby nie istnieją… 😉

    RoQ – zdrajca… a ja tu spuchłem do 112 kilo z głodu… 🙂

  7. ajajaj zazdroszczę 🙂

  8. Dziekuje za wyczerpujaca odpowiedz 😉
    Jednak z facetem od razu inny kontakt sie lapie 😛

    Juz nie moge sie doczekac kolejnych warsztatow, wiem ze tego mi trzeba!
    Mysle sobie ze dzieki takim doswiadczeniom otworzy sie wrecz nowy wymiar tej wlasnie magi ktora jakze silnie na mnie wplywa kazdego dnia. Wieksze zrozumienie i glebia uniesienia .

    Orient uwielbiam i to nie tylko zapachowy, wiec bez zadnego zachamowania skosztuje Rassai i wsystko co magiczny agar zawiera .
    Uwielbiam alternatywe we wszystkim co mnie otacza i czesto poszukuje jej na wlasny ‚koszt’, wiedzac ze w niej zawiera sie to co nieszablonowe i mechanicznie dostosowane.

    Jako ze sie pochawliles soim cudenkiem a ja nieziemsko spragniony powtorki z rozrywki (w pamieci gleboki slad tesknoty) z przed naprawde wielu lat mialbym olbrzymia ochote doswiadczyc jeszcze choc raz tego boskiego pachnidla…zapytam cie skromnie ,czy istnieje szansa ze podzielisz sie ze mna choc kropelka swojego M7 ?

    🙂

  9. sabbatha – ciasta, warsztatów, ustawki z Mariackim w tle czy zapiekanek na Kaziku? 🙂

    narde – jako niepoprawny indywidualista też wysoko sobie cenię wszystko co odmienne, oryginalne i niebanalne (nie będąc przy tym hipsterem i hipsterstwem jako ideologią się brzydząc) – więc wszystkie zapachy odbiegające klimatem, barwą i brzmieniem od głównego nurtu są zawsze w kręgach moich zainteresowań, z orientem na czele…

    a co do kropelki M7, szansa jak najbardziej istnieje, więc proszę o kontakt mailowy… 😉

  10. niepoprawny indywidualista to dobre okreslenie rowniez dla mnie do tego marzyciel, co juz niezbyt porzadane we wspolczensym swiecie. Ale co mi tam wazne to byc soba 🙂

    nawet nie wiesz ( a moze wiesz) jak strasznie sie ciesze ze znow przyjdzie mi sie przespac z 7mka 😛 Az teraz juz nastroj moj ulegl zmianie kierunku…,mmmmmniam uczta!

  11. dokładnie, wolę kilku przyjaciół którzy kochają mnie takim jakim jestem, niż całe stado znajomych, którzy akceptują starannie wyreżyserowaną pozę… 😉

    proszę bardzo 😉 cieszę się, że mogłem Ci sprawić 1,5 ml radości… 🙂

  12. Zapiekanki na Kazimierzu są bez wątpienia rewelacyjne (najlepiej kupować tam, gdzie stoi najdłuższa kolejka). Czy zajrzałeś również do perfumerii Lulua, która mieści się nieopodal?

  13. oj potwierdzam są doskonałe (ze względu na temperaturę otoczenia i brak czasu) posmakowałem tylko jednego rodzaju z prażoną cebulką z parterowego okrągłego obiektu o żółtym szyldzie, sąsiadującym z kebabem – ale zaiste przysmak ten natychmiast zdetronizował w mych oczach inny znany Krakowski przysmak czyli słynny obwarzanek, którym szczerze mówiąc nieco się zawiodłem…

  14. Pirath nawet nie wiesz jak Ci zazdraszczam tego wypadu!!!! Oj serce mnie bolało a myśl o tym, co mnie ominęło ale cóż nie da się wszystkiego na raz ogarnąć czasem :D. Cieszę się twoim szczęściem i mam nadzieję że uda mi się załapać innym razem na reedycję warsztatów w Pszczynie. Kraków pięknym miastem jest i też przyznam, że pierwszym miejscem do którego bym poszła, była by perfumeria Yasmeen 🙂 potem pewnie Lu Lua bo bardzo dużo naczytałam się o rewelacyjnej atmosferze panującej w tym miejscu.
    Pszczyna natomiast jest już w moim planie podróży bliskich na te wakacje i zamierzam tam zaciagnąć moich chłopaków w jakiś pogodny dzień na spacer i ciacho (przy okazji oczywiście wizytę w perfumerii).

  15. oj Polu byłoby fajnie znów się spotkać, a moje szpiegowskie wiewióreczki donoszą, że być może niebawem będą w wiadomym miejscu (co byś nie musiała 250 km gnać w jedną stronę) mają się odbyć warsztaty z kadzidła, więc niebawem miejmy nadzieję znów będzie szansa się spotkać… strasznie się za Tobą stęskniłem… 🙂

    Kraków to faktycznie piękne, tętniące życiem i sztuką miasto i chętnie wrócę do niego latem, gdy będzie można usiąść w jednej z pierdyliona knajpek i coś wypić bez ryzyka odmrożenia części miękkich… 🙂

    a co do Pszczyny to sam ejstem na siebie zły że zapomniałem o tamtejszym zamku… a tamtejszy torcik czekoladowy OBOWIĄZKOWO polecam spróbować i zawlec kilka kawałków do domu 🙂

    Luluę też chętnie odwiedzę, ale na to trzeba osobnych kilku godzin których nie miałem i przyzwolenia właścicieli na nieskrępowane buszowanie wśród oferty, a krępuję się tak bez zaproszenia truć komuś cztery litery… ale kto wie, może kiedyś się uda… 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: