Napisane przez: pirath | 8 kwietnia 2013

Hugo Boss – Orange EdT, czyli sprawdzony pomysł w nowym opakowaniu, tfu wydaniu…


Strasznie pod górkę miałem z testowaniem pomarańczowego szefa… mamy anno 2013, a o próbkę pomarańczowej eminencji zabiegałem od 2011, gdy miał on swoją premierę… zabiegi o audiencję w lokalnej Sephorze nigdy nie doszły do skutku, zaś wydzwanianie do Douglasa z informacją iż w sklepie wybuchł pożar, (celem odwrócenia uwagi ochrony od testera) – poskutkowałyby jedynie uruchomieniem w sklepie tryskaczy i ewakuacją całej galerii, więc porzuciłem tę koncepcję pozyskania próbki… potem napisałem do samego Hugo Bossa z pytaniem czy wyślą mi sampler i wysłali – ale kompletnie nieprzydatną na okoliczność recenzowania próbkę w formie kremu… w końcu szczęście mi dopisało (dzięki Nineczko) i od przeszło tygodnia cieszę nos ultra poprawnym politycznie brzmieniem Boss Orange… i co tu dużo mówić – od razu czuć, że bardzo silny wpływ na pomarańczowego miała pewna szara eminencja, czyli Bottled

Hugo Boss Boss Orange Man

Przyznam szczerze, ze moje pierwsze odczucia po testach blotrowych nie nastrajały optymistycznie (dlatego decyzja o zakupie perfum, również nie powinna zapadać w oparciu o test bloterowy, bo ten zniekształca ich brzmienie), gdyż Orange w sumie nie wniósł sobą zbyt wiele świeżości do nieco dusznego, zbyt rzadko przewietrzanego za pomocą inwencji i kreatywności kramiku Hugo Bossa – ale sprawiedliwie trzeba skubańcowi przyznać, że pachnie naprawę przyjemnie… pachnie przyjemnie, bo znajomo i swojsko, w najbardziej teraz modnej przyprawowo cytrusowej konwencji niezobowiązującego casualowca zaserwowanego na słodką modłę – a więc Boss postanowił nie ryzykować (znów) i sięgnięto to stare, sprawdzone (dobrze, że nie po „ostateczne”) rozwiązanie… proszę mi wybaczyć tę „szpileczkę„, ale nie mogłem się powstrzymać, od wytknięcia marce tego niechlubnego epizodu…

boss orange plakat

A więc otrzymaliśmy w sumie dobrze znany „szlagier” w nieco odświeżonej, delikatniejszej i całkiem niebrzydkiej konwencji… wprawdzie oryginalności w nim tyle co rdzennie niemieckiej ludności we Frankfurcie lub mięsa we frankfurterkach na promocji po 5,99/kilo – ale trzeba przyznać, że całość pachnie przyjemnie i zaskakująco spójnie… słodkawe, owocowe otwarcie z jabłka, bergamotki i kolendry dają złudzenie czegoś istotnie „cytrusowego” – choć zapewniam, że tytułowej pomarańczy w Orange nie uświadczycie… otwarcie jest bardzo przyjemne, jasne, apetyczne i delikatnie osłodzone owocami, stanowiąc łagodne preludium do nieco bardziej przyprawowego i jeszcze słodszego serca… nieco pieprzne i wciąż tlące się kolendrą z otwarcia serducho dudni nieco monotonną, choć przyjemną i świetnie rozpoznawalną „marszrutą„, doskonale znaną z serca cytrusowo przyprawowego Bottled, choć skojarzenia z Allure i Be Delicious też wydają się całkiem na miejscu…

Faza dojrzałej bazy wita nos czymś na pozór podobnym do kadzidlanego Zirh Ikona, połączonego z wysublimowaną, słodkawą zwiewnością Dolce Gabbana The One Gentleman i RSVP Kennetha Colea… jest naprawdę przyjemnie, choć ujęcie „kadzidła” w wykonaniu Bossanie zrywa ciżemek„, ale przecież nikt nie spodziewa się w tej lidze drogocennych, zarezerwowanych raczej dla niszy ekstraktów z naturalnego olibanum… jest więc „kadzidło” z Orange nieco Ikon’owe, chropowate i chemiczne, ale dość dobrze zamaskowano je pieprzem, miękką paczulą i wanilią – dając w efekcie bardzo przyjemny, wyrazisty i przyzwoity pod względem trwałości finisz… naprawę to napisałem?… w kontekście Bossa?… łatewa…

Boss Orange 01

Na koniec parę słów na zazwyczaj olewany przeze mnie temat – czyli flakon, bo jest naprawę urodziwy, szczególnie gdy poeksperymentować z różnym ustawieniem oświetlenia gdy miętosimy go w łapach (flakon zboczeńcy! 😉 )… główny motyw dekoracyjny, to wyfrezowany w szkle „sześciopak” (czyli coś na wzór „kaloryfera”, który chciałem mieć na brzuchu – nim wyhodowałem tam „bojler”) i nadająca flakonowi podobieństwa do męskiej Euphorii od CK metalowa obwoluta na bocznych krawędziach flakonu i odgapiona z serii The One od D&G , choć ładnie konweniująca z całością zatyczka…

reasumując: bardzo przyjemne „nic nowego„, ale zaserwowane w bardzo poprawnym wykonaniu… brzmienie utrzymano w popularnym i zawsze odpowiednim stylu słodkawego casualowca, będącego stylistycznie łagodniejszym, choć bardzo udanym klonem klasycznego Bossa Bottled – choć miłośnicy Chanel Allure, D&G The One Gentleman i DKNY Be Delicious, RSVP Kennetha Colea a nawet Zirh Ikona też odnajdą w Orange znajome rytmy…

przypomina mi: patrz wyżej…BOSS Orange Man

Głowa: kolendra, bergamotka?, czerwone jabłko,
Serce: kadzidło, pieprz syczuański,
Baza: wanilia, paczula?, nuty drzewne, (WTF? drewno bubinga?),

Reklamy

Responses

  1. No popatrz, ja w sumie nigdy o kaloryferze nie marzyłem, podobnie też o bojlerze, którym to obdarzył mnie dobry Pan Bóg (ale przyjąłem to na klatę i robię minę pt. „tak właśnie ma być”) 😉 Pozdrawiam!

  2. gryx’ie – ja bym, boga w to nie mieszał, tylko diabelnie smaczne i niezdrowe fast foody, które jak wiemy stworzył szatan – próbując odwzajemnić się niebiosom za wdrożenie fotoradarów, parkometrów i ograniczenia prędkości, będące efektem wymyślenia przez lucyfera bardzo wąskiego bikini i zapasów kobiet w kisielu… również pozdrawiam 🙂

  3. Ja w sprawie BOSS-a, nijaki jak diabli. Po jasne cholerę „tworzą” taki badziew. Co zaś tyczy się wątku związanego z „ogrzewaniem” czyli co lepsze, kaloryfer czy bojler, to niestety muszę się zgodzić z Piratem.

  4. he he 😉 a co do badziewia, to robią dokładnie to, co się najlepiej sprzedaje…

  5. No ja wiem, ale to wszystko jest takie samo. To jak z Polonezem, inna lampa, inna klamka ale to i tak tylko Polonez, z całym szacunkiem dla tego auta i jego właścicieli. Ale na zabawie w Kocborowie Małym (gdziekolwiek to jest) zapach robi furorę;-)

  6. ja z kolei sądzę, że w przysłowiowym Kocborowie większą furorę robią klasyczne, bardzo męskie kompozycje i na żadną rewolucję w przeciągu najbliższych dziesięcioleci się nie zanosi… natomiast w większych metropoliach jak najbardziej świetnie sprzedają się zapachy nijakie, bo te podobają się tradycyjnie największemu odsetkowi populacji, podążają w zgodzie z trendami – a producenci wychodząc na wprost preferencjom klienta i lansowanym trendom oferują dokładnie to i tylko to co klient zwykł najchętniej kupować… amen 🙂

  7. No nie ważne, czy to sprawka Boga, czy też Szatana, ktoś winny być musi (i nie, na mnie palcem nie pokazuj!) 😉 Co do Kocborowa, mieści się tam jeden z największych w Polsce szpitali psychiatrycznych (i nie, żebym znał z autopsji) 😀

  8. ja bym jednego i drugiego w to ni mieszał, bo oboje nie istnieją… ale proponuję zawsze można zwalić winę na Tuska, żydomasonerię, mgłę, tudzież inny, aktualnie będący „trendy” obiekt hejtu… 🙂

    a co do Kocborowa, to przyznam że nie miałem pojęcia ze taka miejscowość w ogóle istnieje, więc o jakichkolwiek insynuacjach nie może być mowy… pozdrawiam ciepło z Branic… 🙂

  9. Świetny zapach, przypomina mi David Beckham Pour Homme.

    • dobrze kombinujesz, ale coś mi podpowiada, ze masz na myśli wersję Orange Verte Concentree (te rzeczywiście są podobne, za sprawą sporego udziału finezyjnego ISO E Super w bukiecie)… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: