Napisane przez: pirath | 12 kwietnia 2013

Comme des Garcons – Kyoto, czyli olibanum na japońską modłę…


Muszę wyznać, że coraz bardziej cenię markę CdG… ich ekstremalnie ekstrawagancji wizerunek wciąż co prawda mnie irytuje, gdyż jakby nie kreować się na outsiderów, wciąż chodzi jednak o kasę – ale ich wyrafinowane, odważne i bezsprzecznie niszowe kompozycje zapachowe dowodzą, iż tej starannie wyreżyserowanej szopce przyświeca jednak pewna głębsza idea…

Kyoto, podobnie jak Hinoki jest bardzo japońskie… jest delikatne, surowe, nieco szorstkie i cudownie wręcz minimalistyczne… odniosłem wrażenie, że nuty towarzyszące kadzidłu w dojrzałej części tej symfonii minimalizmu, są przejawem perfekcyjnie zaplanowanej finezji… wyciszono je, a ich małomówność mozolnie ukształtowano niczym pieczołowicie pielęgnowane od dziesiątek lat drzewko bonzai… żaden detal Kyoto nie jest zbędnym, burzącym jego harmonię ozdobnikiem…

Kyoto Fushimi Inari

Zabrzmi to zabawnie, ale czuć w finiszu Kyoto ducha późniejszych kompozycji CdG, ale wcześniej czuć w nim też inne zapachy… co dziwne, są one dużo młodsze niż japońskie kadzidło z serii Incense 3Kyoto zaczyna się od żywiczno owocowego niuansu, znanego mi z otwarcia Dirty English i Tumulte Christiana Lacroix… nieco później przetacza się przez drzewno goździkowe klimaty Wonderwood i Isos, by w ostatniej fazie zagrać w tej samej surowej, tworzącej grzeczny dystans tonacji, co chwilami chłodny, postindustrialny Hinoki… co dziwne kadzidło przysłonięto tu przed oczami ciekawskich lekkim papierowym parawanem – stawiając na jego straży ciepłe nuty drzewne i dominujący niczym w Loewe 7, goździk… czyżby kolejne deja vu?

Staram się, aby ta recenzja była równie minimalistyczna (jak na obowiązujące standardy) co tytułowe Kyoto, będące w mym odczuciu synonimem niczym niezmąconego constans… nie określono w nim płci i zadbano, by starannie skrywało przez wzrokiem niepowołanych wszelkie emocje… pomimo iż jego sercem, wypełnionym wianuszkiem szlachetnych, potężnej mocy nut targają żywe uczucia – jego oblicze emanuje wyłącznie dyskretnym wyrafinowaniem i niezmąconym spokojem… tu aż się prosi o okolicznościowe haiku – ale obawiam się, że mógłbym uciec w hip hopowe rymy…

kyoto temples

Przyrównuję ten zapach do wielu wyjątkowych, by nie powiedzieć wybitnych kompozycji – jednak chciałbym zaznaczyć, że wszystkie pojawiły się na świecie znacznie później niż zadedykowany w 2002 roku historycznej stolicy JaponiiKyoto… podziwiając na skórze (dzięki Ci Sabb) jego minimalistyczne, starannie zaaranżowane piękno – zaczynam rozumieć dlaczego ta jakże oryginalna kompozycja znalazła tylu naśladowców i tak wielu zainspirowała do popełnienia, innych równie porywających dzieł… gorąco polecam, szczególnie jeśli szukacie kadzidła nie pachnącego kościołem…

reasumując: niewątpliwie oryginalne, zaserwowane na minimalistyczną modłę kadzidło… dyskretne, wyrafinowane, bezpieczne i bardzo trwałe…

przypomina mi: z początku Tumulte i Dirty English, a później Isos i Loewe7 a nawet Black Cashmere utrzymane w duchu Hinokicdg kyoto

Nuty: kadzidło, szafran?, goździk?, cyprys, kawa, drewno tekowe, vetiver, paczula, ambra, kocanka/nieśmiertelnik , cedr,

Advertisements

Responses

  1. Oj taaak, ten zapach jest fenomenalny. Mój ulubiony olfaktoryczny minimalista wszech czasów.
    Hermesy nawet się doń nie umywają (choć to oczywiście zupełnie inna liga).

  2. Zawiera to co niezbedne by tworzyc spojna jednosc.Witalny a spokojny.
    Przestrzenny i lagodny, kojaco mowi do nas pogodnym tonem ze to i tak nie ma znaczenia wiec zdystansujmy 🙂
    kojarzy mi sie rowniez z Hinoki za sprawa tej iglastej przejrzystosci i eterycznosci.I ta ‚piaskowatosc’ a moze szorstkosc ktora pamietam z pewnego zapachu marki Avon-Open Road
    Moj ulubieniec z kadzidlanych braci od CdG.

  3. wiedźmo – wydaje mi się, że „Hermesy” reprezentują ten sam poziom olfaktorycznego kunsztu, ale w nieco innym stylistycznie wydaniu… 🙂 Ellenie trudno zarzucić ani brak talentu, profesjonalizmu, finezji, czy wirtuozerii i gracji z którą porusza się wśród gąszczu nut, tworząc wybitnie minimalistyczne, i równie wybitne arcydzieła… ośmielę się postawić tezę, że mainstreamowi w Ellenowym bliżej do rasowej niszy – niż nie jednej niszy z nazwy i pozycjonowania… 😉

    narde – pięknie powiedziane, a Kyoto od dziś również trafia an moją listą AMH (absolutly must have)… 😉

  4. kadzidła (cała piątka) podana w inny sposób niż to uczynił np Olivier Durbano czy Annick Goutal. Co do Kyoto to zdecydowanie nr 1 zaraz po Avignion i Zagorsku (Quarzazate i Jaislander – a jeszcze nie wrzucałem na skórę ale po testach papierkowych nie sadzę żeby pozycja lidera została zagrożona). Jedna rzecz mnie martwi w tym zapachu – trwałość. Nie wiem czy ten zapach tak ma, że szybko znika czy to wina mojej skóry czy też próbki. Spryskam się jeszcze raz i ocenię czy wart kupna bo szkoda kasy na flaszkę, która starczy na dwa razy ;).
    Sam zapach piękny kadzidło wycofane gdzieś sobie tam pląsa w drugim rzędzie czasami wychylając się do pierwszego rzędu. Niezwykle noszalne i nie tak extremistyczne jak inne wydania i wariacje nt kadzideł. Jest na tyle delikatne (nie mam na myśli tego że damskie) iż z powodzeniem i bezpiecznie można go używać cały rok no może za wyjątkiem lata ale patrząc na nasze lato ostatnimi czasy to też będzie w sam raz.

    • przyczyn problemów z trwałością może być wiele i nie zawsze leżą one po stronie perfum… nasze odmienne skóry często mają tendencję do uwypuklania lub redukowania projekcji pewnych ingrediencji, ale wiążące zdanie wyrobisz sobie tak naprawdę dopiero po testach skórnych… papierki nie mówią wszystkiego i przekłamują odbiór perfum…

      • a u Ciebie pirathcie jak z trwałością serii nr 3 a w szczególności Kyoto bo to najdelikatniejszy z całej serii. Wczoraj wrzuciłem na siebie 6 chmurek i jakoś pociągnął zapach ze 6 godzin. Trochę mnie to martwi że tak dużo trzeba tego płynu na siebie wylać.

        • jako tytana trwałości go nie zapamiętałem, ale w końcu to kadzidło po japońsku – więc nie spodziewałbym się po Kyoto siekiery zaaranżowanym z europejskim sznytem… te perfumy wyśmienicie oddają ducha japońskiego minimalizmu, a tam bardziej liczy się zachowanie zgodności formy niż walory użytkowe… podobnie jest z dziełami Elleny, nie grzeszą w większości trwałością, ale tu nie o trwałość chodziło tylko ideę, jej uchwycenie i przedstawienie w najbardziej naturalnej formie… zatem perfumy mogą być nietrwałe zarówno przez świadome zaniżanie ich jakości jak i całkiem zamierzony efekt, jak ma to miejsce w tym przypadku i jest to jak najbardziej pożądany element – mający korzenie w filozofii wschodu, do której Kyoto całkiem zgrabnie nawiązuje… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: