Napisane przez: pirath | 17 kwietnia 2013

Diptyque – L’eau de Hesperides, czyli cytrynowo miętowa pasta do zębów…


Dzięki uprzejmości Poli (ściskam serdecznie) zdobyłem próbkę pewnego bardzo awangardowego i mało znanego zapachu marki Diptyque… podczas pobieżnego testu bloterowego kompozycja wypadła niesamowicie intrygująco, w ekstremalnie „niszowym” tego słowa znaczeniu – choć po zaaplikowaniu L’eau de Hesperides na skórę, w pierwszej chwili obudził zgoła inne, bardzo przyziemne skojarzenia… jako młody chłopak trafiłem do wojska (zachciało mi się brać dziekankę), gdzie na powitanie dostaliśmy spartański zestaw startowy do higieny osobistej – składający się z tubki kremu do golenia Wars, jednorazowego Polsilvera, który utoczył mi więcej krwi niż połyskujący w słońcu Edward we wszystkich częściach Zmierzchu… do kompletu dostaliśmy po tubce „budżetowej” pasty do zębów o intrygującym smaku, gdzie tradycyjną miętę nie tyleż zastąpiono, co podbito solidnym dodatkiem cytrusów… wprawdzie to „pierwsze wrażenie” znikło równie szybko niczym pierwszy żołd w kantynie, ale mimo wszystko postanowiłem o nim wspomnieć…

pasta do zębów

W rzeczywistości Diptyque L’eau de Hesperides to zaskakująco odmienny świeżak na wiosnę i lato o niebanalnym brzmieniu, które zawdzięcza nietypowemu zestawieniu nut… dopiero drugiego dnia „oblatywania” gdy przywykłem do jego szlachetnej odmienności, zacząłem dostrzegać pewne wyrafinowane niuanse, dzięki którym trochę mi głupio za to zestawienie z cytrusową pastą do zębów – ale czyż pierwszego wrażenia nie robi się tylko raz?… za tą kompozycją z 2008 roku stoi mało znany Olivier Pescheux, który wsławił się współuczestnictwem przy tworzeniu męskiego 1 Million – czyli bodaj najbardziej medialnego zapachu ostatnich lat, jeśli nie całej dekady… nie chcę się wypowiadać o jego dotychczasowym dorobku (praca na zlecenie specyficznych marek daje dość specyficzne efekty), ale wąchając Hesperides jestem pewien, że dopiero współpraca z Dyptique pozwoliła mu w pełni rozwinąć skrzydła talentu i kreatywności…

Diptyque - L'eau de Hesperides

Otwarcie Hesperides to wyraziste, ale niezbyt soczyste cytrusy, z dość szybko wychodzącą na prowadzenie gorzką pomarańczą – jawiącą się jako gorzka, wytrawna nuta olejku tłoczonego z samej skórki… towarzyszy jej świeża mięta i atakujący od pierwszych chwil kminek… serce to z kolei płonące miksem wykastrowanych z typowej owocowej infantylności cytrusów i chwilami ostrych, gorzkich ziół… to wybitnie męskie serce kojarzy mi się z brzmieniem wytrawnych, chwilami suchych i porywających niezdefiniowaną lekkością męskich klasyków od Elleny, czyli Voyage, Declaration i Eau de Gentiane Blanche… ale to nie wszystko, gdyż zapach dzięki niesamowicie lotnej nucie kminu podąża także w stronę nie mniej oryginalnego, koperkowego Eau de Lalique, w każdej chwili zachowując lekki, wybitnie odświeżający i bardzo elegancki przy tym charakter… rzekłbym iż prezencja i wyrafinowanie jest tu porównywalne do nowej, również miętowej i pozornie tylko usportowionej Prady Luna Rossa

lemon and mint

Ten zapach na każdym kroku, w każdym zaskakująco zaaranżowanym akordzie intryguje swą odmiennością i inwencją – pozostając przy tym niesamowicie wyrazistą, wyważoną i charyzmatyczną, po mistrzowsku zaaranżowaną kompozycją o ewidentnie herbalnym zacięciu… jestem zdumiony lekkością i zarazem wyrazistością, z jaką poprowadzono tu aranżację poszczególnych, jakże odmiennych od siebie akordów… oto kwintesencja niszy, niszy rasowej, zaskakującej innowacyjnością i odważnym zestawieniem nut oraz akordów – którą zwieńczono przaśnym, minimalistycznym akcentem kocanki (nieśmiertelnika) tworzącej również trzon kompozycji w Sables od Annick Goutal

reasumując: jeśli szukacie niebanalnego, awangardowego, a przy tym niesamowicie noszalnego swieżaka – zachowującego się w pełni harmonijnie i elegancko, to z prawdziwą przyjemnością zarekomenduję Wam Diptyque – L’eau de Hesperides… dawno już nie wąchałem tak intrygująco odmiennego, a przy tym z tak wielką gracją poprowadzonego zapachu na cieplejsze pory roku… oto przykład wyrafinowanej, iście niszowej inwencji, będącej prawdziwą sztuką perfumeryjną przez duże „S” – a jedyną skazą w perfekcyjnej strukturze tego brylantu jest jego bardzo słaba trwałość… raptem 2 godziny, nie licząc monotematycznego schyłku z dość blisko skórnego nieśmiertelnika to stanowczo za mało – nawet jak na standardy zapachu, będącego dopełnieniem dla sielankowego sączenia mohito pod dającym cień baldachimem…

przypomina mi: stylistycznie jest poprowadzony w klimacie Hermesów: Voyage, Declaration i Eau de Gentiane Blanche, oraz Lalique Eau de LaliqueDiptyque - L'eau de Hesperides Cologne

Głowa: gorzka pomarańcza, mandarynka, cytryna, petitgrain, kminek, trawa,
Serce: rozmaryn, nuty kwiatowe, mięta, pieprz,
Baza: cedr, piżmo, kocanka,

Advertisements

Responses

  1. zapach doskonaly na upalne letnie dni – weekendowy, wakacyjny, po siłowni, rowerze. świetnie odświeża; rewelacyjne połączenie cytrusów z rozmarynem i miętą. na mnie o dziwo trwały.

  2. Farciarz, jednorazówke mu dali, mnie tam dali żyletki Tatra o grubości blachy z puszek z tuszonką. No ale to było 24 lata temu to mogło się coś zmienić;-). A zapachu nie znam ale obiecuję nadrobić zaległości.

  3. Andrzeju – właśnie dlatego już dawno temu darowałem sobie szarlatanerię z precyzyjnym określaniem trwałości perfum… co człowiek to inna skóra i inne osiągi oraz brzmienie perfum…

    rex’ie – zapach doprawdy intrygujący i warty choćby poznania… a co do żyletek, to całkiem możliwe, że nim stały się puszką tuszonki w poprzednim wcieleniu goliły rekrutów…
    p.s. ja i tak się cieszę że minęło mnie białe szaleństwo i brom… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: