Napisane przez: pirath | 6 Maj 2013

Ex Floribus Vinis – Fragranza Nº 6 Piper Officinarum, czyli dość krótki lot trzmiela…


Podczas tradycyjnego, długiego majowego weekendu mokłem, tudzież zapuszczałem korzenie w domu… ale wystarczyło wyjść w niedzielę z domu, aby zaobserwować, że w ciągu tych kilku nieciekawych dni – trawniki dosłownie wystrzeliły świeżutkim zielonym kobiercem, a łąki upstrzyła feeria barw od ekspresowo budzącej się do życia przyrody… znak to niechybny, że najdalej za tydzień na moim osiedlu zacznie się szaleństwo koszenia… uwielbiam wiosnę (choć preferuję jesień) gdy wokół wszystko bzyczy, szumi i pachnie, nadrabiając niemal miesięczny pobyt zimy (plotki głoszą, że była uziemiona przez niezapowiedzianą kontrolę skarbową, a przekazana do budżetu nadwyżka śniegu dosłownie stopniała w oczach) i znów można wciągać w nozdrza upojną woń kwitnących drzewek oraz ciepłego wiosennego deszczu… wprawdzie Piper Officinarum to w mym odczuciu raczej lato, ale nie mogłem sobie odmówić wplecenia w tę historię odrobiny wiosny…

wiosna

Pierwsza rzecz, która mnie rozbawiła to nazwa tych perfum: Ex Floribus Vinis – Fragranza Nº 6 Piper Officinarum, brzmiąca wzniośle i poważnie, niczym tytuł uczonego traktatu po łacinie: „o dobroczynnych właściwościyach niedźwiedziego sadła i rtęciyi dla lepszej potencyji” – upychanych w saczkach wielmożów, a powstały w czasach dynastii Tudorów, chociaż nasz Mikołaj Rej też obleci… wymyślna, pompatyczna nazwa kompletnie nie konweniuje ze zwiewną, przyjemną naturą tej kompozycji – nie mającej absolutnie nic wspólnego z pieprzem… spodziewałem się czarcich wyziewów grubo mielonego czarnego pieprzu, tudzież gazu zaczepno obronnego w rodzaju Bang! od Jacobsa – lecz to co poczułem ledwie przystaje do zwietrzałego pieprzu ziołowego, odziedziczonego po babci Ludmiły, a pamiętającego jeszcze Rosję carów…

Fragranza 6 Piper Officinarum

Powstały w 2009 roku Piper Officinarum to silnie ziołowy mix ogrodowej róży z fiołkiem, żurawiną i słabowitą nutą niby ziela angielskiego, za którego woń prawdopodobnie odpowiadają gniazda pyłkowo nasienne kwiatu róży, poddane tłoczeniu na zimno… połączenie udręczonej róży oraz piżma wydziela oschłą, zimną woń przypominającą raczej suszone oregano, albo zwietrzałe ziele angielskie niż pieprz… jednocześnie zapach posiada subtelną nutę słodyczy, przypominającą miód wielokwiatowy, a będącą prawdopodobnie również dziełem olejku różanego, roztaczającego swój aromat w dwóch płaszczyznach… zapach pachnie raz upojnie słodką, pieszczoną słońcem różą turecką, by po chwili posmutnieć i przeistoczyć bukiet w niemal gorzką, wyniosłą i niedostępną różę skuloną chłodem zacienionej alejki… stadium to utrzymuje się przez dobrą godzinę, po czym róża milknie i nastaje lekka, wciąż miodowa, po prostu urocza kompozycja z delikatną nutą kwiatowo drzewną w tle…

turkish rose

Zapach przypomina mi trochę Hedonist, którego miałem niedawno przyjemność poznać – ale jest od niego znacznie skromniejszy i mniej wylewny… pląsa sobie lekko na skórze i subtelnie pieści nozdrza niemal niezdefiniowaną, delikatną jak mgiełka wonią… gdyby Piper Officinarum był nieco bardziej świeży i zielony, to byłby zupełnie podobny do Gucci Pour Homme II, którego również oparto na nutach ziela angielskiego i fiołka… zapach jest zdumiewająco lekki i ciepły, ale dzięki skąpanej w słońcu róży, zdecydowanie bardziej kojarzy mi się z ciepłym, acz nie upalnym letnim ogrodem… ale jak to mawiają „nie ma róży bez kolców” – gdyż jego największą wadą jest ulotność… w fazie schyłkowej słodkawą nutę lekko miodowej róży pięknie dopełnia delikatna nuta drewna sandałowego, piżmo i równie zwiewna paczula, lecz zaledwie po kilku godzinach ta piękna woń umyka bezpowrotnie se skóry… szkoda, bo pachnie równie zjawiskowo i zmysłowo co równie delikatny w akordzie bazowym Hedonist i z całego serca pragnąłbym, by jego wdzięczna, lekka woń potowarzyszyła mi dłużej…

reasumując: delikatny, zwiewny, zmysłowy i intrygujący zapach o zaskakującym, raz świetlistym, a raz mrocznym wątku różanym, którego jedyną i największą wadą jest zbyt krótki żywot… kompozycja lekka, przedstawiająca różę noszalną, przystępną i zmienną jak w kalejdoskopie… obecności pieprzu nie stwierdzono…

przypomina mi: klimatycznie, jest to Viktoria Minya – Hedonist, choć chronologicznie to Fragranza Nº 6 powstała szybciej… słodka, niemal miodowa róża, to z jednej strony wspomniany Hedonist – choć gdyby zapachowi dodać odrobinę zielonej świeżości fiołka i odrobinę, dosłownie odrobinę świeżego ziela angielskiego – to zagrałby łudząco podobnie do błękitnego Gucci PH IIPiper Officinarum

Głowa: bergamotka, cytryna amalfi, lima i żurawina,
Serce: róża, konwalia, fiołek, pieprz,
Baza: wetyweria, piżmo, drzewo sandałowe, paczula, lukrecja, borowik szlachetny,


Responses

  1. Wybacz, że tak Off Topic – czy wybierasz się w najbliższą sobotę na warsztaty we Wrocławiu?

  2. Łuki – niestety nie… 😦 moja dawno niewidziana koleżanka przyjeżdża do Polszy ze skutej lodami, mroźnej Finlandii i ten weekend mam już zajęty…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: