Napisane przez: pirath | 8 Maj 2013

Ramon Molvizar – Black Cube, czyli czarne rozczarowanie…


Na wstępie muszę wyznać, że choć cenię tę markę za niekwestionowaną oryginalność, awangardowy i niepowtarzalny klimat oraz subtelną złożoność każdej bez wyjątku kompozycji – to już jej medialny prestiż, kunsztowne flakony i nieco odpustowe opiłki złota, kompletnie nie robią na mnie wrażenia… dla mnie liczy się wyłącznie treść i choć ta bardzo rzadko wstrzeliwuje się w moje osobiste preferencje – jednak kompozycje RM w pełni zasługują na uznanie za profesjonalizmem wykonania i wyrafinowany warsztat twórcy… tyle tytułem wstępu, gdyż jak dotąd żadna, podkreślę ŻADNA (z osławionym King Secret i 4 Elements na czele) kompozycja Ramona Molvizara nie rozczarowała mnie tak bardzo swą wtórnością i osiągami jak Black Cube

Ten zapach od chwili premiery w 2010 roku obrósł swoistą legendą, napędzaną pozytywnymi notami za ponoć wybitnią aranżację, robiące niesamowite wrażenie zewnętrze, intrygującą nazwę i abstrakcyjną cenę… do tego dochodzi dość dziwna polityka dystrybutora w kwestii próbek i mocno ograniczona dostępność – więc szum generowany wokół Black Cube, przypomina mi trochę fenomen innego olfaktorycznego celebryty: Black Afgano… oczywiście, to tylko moja subiektywna opinia, wynikająca po części z faktu, że i moje oczekiwania względem tego zapachu były przeogromne… a jestem tym zapachem do tego stopnia rozczarowany, że gdyby nie fakt iż jego próbkę wykonałem sobie osobiście, z (żeby nie było) oryginalnego flakonu – sądziłbym, że ktoś zrobił mi psikusa, podmieniając próbkę z Black Cube, na jakiś inny, zupełnie przeciętny zapach…

Black Cube Ramon Molvizar

Black Cube otwiera się cudownie żywicznym, delikatnie sosnowym akordem, wdzięcznie przełamanym winnością lekko owocowego tchnienia labdanum… jest zaiste piękne i pieści nozdrza swą świdrującą wonią przez ponad minutę… szkoda, bo ta żywiczno sosnowa, dopełniona labdanum sentencja, przypominająca mi swym brzmieniem otwarcia Incensi Normy Kamali, Costume National Homme, Pro Fumum Romna Arso, Fille en Aiguilles Lutensa, i męskiego Amouage Jubilation XXV – mogłaby trwać w sumie bez końca, bez jakiejkolwiek ujmy dla przebiegu kompozycji… niestety zamysł kreatora był inny i już po chwili zapach przeistacza się w rozczarowującą wtórność, chwilami do złudzenia przypominającą mi Pivera Epices (1931/2004) i Azzaro Vizit for Men (2003), kosztujące raptem ćwierć kwoty żądanej za Czarny Sześcian

Serce kompozycji to sucha, wytrawna i w znacznym stopniu pikantna za sprawą domieszki pieprzugałka muszkatołowa, doprawiona kardamonem, odrobiną kadzidła i ocieplającej całość ambry… zaskakująco szybko, bo już po niepełna godzinie zapach wyraźnie wytraca impet, przechodząc do blisko skórnego, jałowego akordu bazy – gdzie prym wiedzie sucha, nudna i jeszcze bardziej pogłębiająca efekt rozczarowanie nuta piżma, dopełnionego równie niemrawym cedrem, pozbawionym wyrazistości sandałowcem i odrobinką, nadającej całości głębi, szyku i ogłady benzoesu… wprawdzie zapach utrzymuje się na skórze około 12 godzin, ale prawdę powiedziawszy jego wyraźne oddziaływanie na otoczenie kończy się już po kilku godzinach, co w przypadku wyśrubowanych standardów tej marki, znów potęguje efekt rozczarowania…

Black Cube

Znam już to specyficzne połączenie nut i z wspomnianego Epices i Visita, którego nabyłem swego czasu jako niepełny – 30 ml flakon i nie byłem w stanie samodzielnie go zmęczyć… pomimo iż kosztował grosze, to tytaniczna trwałość i imponująca projekcja sprawiały, że czułem się jego przeszło 12 godzinnym towarzystwem tak zmęczony, że w końcu zapadła decyzja o znalezieniu mu nowego domu… a Black Cube nie zdążył mnie nawet zmęczyć, gdyż tak szybko zniknął z mojej skóry… wprawdzie to akurat jest kwestią gustu i preferencji – ale już wyczuwalna różnica w kwestii trwałości oraz uderzające podobieństwo do wspomnianych powyżej kompozycji, brutalnie obnaża żenującą wtórność zapachu wywodzącego się od marki, jakby nie patrzeć słynącej z jakości, wysokich cen i własnego, niepowtarzalnego charakteru… w mym odczuciu tak daleko idące podobieństwo do już istniejących zapachów, w połączeniu z tak słabymi parametrami i tak wysoką ceną po prostu nie przystoi…

reasumując: bardzo wtórny, rozczarowujący zarówno brzmieniem jak i bardzo przeciętnymi parametrami zapach w bajeranckim opakowaniu i w kompletnie nieprzystającej do jakości cenie… jak dotąd najsłabszy pod każdym względem zapach Ramona Molvizara, którego miałem okazję poznać…

przypomina mi: pomijając cudowne, ale trwające raptem minutę otwarcie, jest to chwilami skóra zdjęta z Piver Epices i Azzaro Visit for Men, gdzie oba powstały wcześniej od Black Cube i kosztują wielokrotnie od niego mniej…Black Cube RM

Głowa: lawenda, geranium, gałka muszkatołowa, kardamon, kolendra, mandarynka, różowy pieprz,
Serce: wetyweria, ambra, kadzidło, oud, fiołek, magnolia,
Baza: piżmo, drzewo sandałowe, cedr Virginia, benzoes,

Reklamy

Responses

  1. Choc nie poznalem jeszcze kompozycji spod znaku Molvizara to przyznam ze za sprawa fenomenalnych opisow i zachwytow (gdziekolwiek nie spojrzec) nad Black Cube moje wyobrazenie ,oczekiwania i ogromna chec poznania sa ogromne.
    A tutaj widze taki powazny klops i zastanawiam sie czy mozliwe jest tak drastycznie inne subiektywne odczuwanie czegos co rzekomo nosi znamiona najwyzszego wyrfinowania. A moze to kwestia dnia i wszystkich tych innych czynnikow wplywajacych na odbior.
    Wiadomo poznam bede mogl cos sensownego powiedziec, a poki co tak sobie tylko rozmyslam…
    Ciekawe ze nie powiedziales nawet slowka o Agarze z ktorego ten zapach ponoc rowniez slynie(dla ktorego to glownie chcialem poznac BC)
    Gdy zobaczylem pierwsze slowa nowego wpisu od razu ucieszylem sie ze na mysl ze tym razem ty swoim bliskim mi jezyku opiszesz ten ‚fenomen’ a tu taki mental… 😉

  2. Niech zgadnę. Po samej nazwie Black Cube spodziewałeś się mrocznego, kadzidlanego zapachu, jakim spryskiwał by się sam Książę Ciemności.
    Chyba spenetrowałem Twój gust 🙂
    To znaczy, że powyższy zapach ma szansę mi się spodobać 🙂
    Pozdrawiam serdecznie.

  3. narde – moje oczekiwania były również ogromne, szczególnie że moje wcześniejsze doświadczenia z tą marką przyzwyczaiły mnie do określonego poziomu zarówno kompozycji jak i jakości…

    jeśli uznać Epices i Visit szczytem wyrafinowania (nie przeczę są inne, dobitne i wyraziste w zestawieniu ze średnią na perfumeryjnych półkach) to łudząco do nich podobny Black Cube (aczkolwiek E i V pachną w swej konwencji znacznie dłużej nim przejdą do płowiejącej bazy) jest nim również, ale obawiam się że miałem przyjemność w życiu obcować z bardziej wyrafinowanymi przykładami perfumiarstwa i subiektywizm raczej nie ma z tym nic wspólnego gdy fakty (wtórność i naprawdę słabe w porównaniu ze średnią Molvizara osiągi) mówią co innego…

    o oudzie nie wspomniałem, bo go tam po prostu nie czuję… skupiam się na opisaniu nut które zidentyfikowałem, stąd napomknięcie o labdanum i żywicy sosnowej, których również nie wyszczególniono w spisie nut (klasyczna polityka, gdyż żaden producent nigdy nie osłania wszystkich kart)… ale w Epices i Visit również oudu nie ma… 🙂

    sam jestem zawiedziony, ale jeśli ktoś nie zna zarówno Epices ani Visita, to całkiem możliwe że będzie tym zapachem zachwycony – choć ja osobiście nie potrafię go docenić za wtórność i za słabą trwałość oraz projekcję, która rażąco nie konweniuje ze standardami tej marki…

    RoQ – pudło, spodziewałem się wyrafinowania, czegoś nowego, niepowtarzalnego i zaskakującego – a dostałem odgrzewany kotlet na pięknym talerzu… 😉

  4. Zamiast dawać zarabiać producentom niszy, którzy szukają frajerów, żeby im wcisnąć kit w ładnym opakowaniu i „piętnem” wyjątkowości, pokombinuj z tym, co już masz. Więc jeśli szukasz czegoś nowego, niepowtarzalnego i zaskakującego , zmieszaj Antaeusa z różowym Joop Homme, a zafascynowanym tą naprawdę zaskakującą mieszanką wmawiaj, że to limitowana wersja Antaeus Pink 🙂

  5. no ba!, a po zapakowaniu tej mieszanki w odziedziczony po dziadku Wolfgangu bidon z czasów II wojny, opatrzonym sygnaturką jego jednostki Waffen SS – mogę spróbować opchać go kolekcjonerowi antyków w kwadratowych okularkach jako limitowaną edycję Comme des Garcons, oferowaną w przystępnej cenie 2999 euro, dodając że ponoć Madonna, Beyonce i Elton John też mają takie… 🙂
    to będzie hit, a tak na poważnie nisza ma do zaoferowania znacznie więcej indywidualizmu i oryginalności, niż w tym niechlubnym przypadku – tylko musiałbyś odejść od pasjonujących Calvinów i dać jej szansę RoQ… 🙂

  6. Nie widzę najmniejszej potrzeby. Od dłuższego czasu obserwuję trendy zapachowe i widzę, że wszelakie firmy perfumeryjne, mainstreamowe, czy niszowe, zaczynają zjadać własny ogon. W zasadzie niewiele się dzieje, a jeśli już, to na rynku pojawia się jakieś dziwadło, którym bałbym się skropić trupa. Mam już taki zapas zapachów i ich różnorodność, że zabieram się za ich używanie, zamiast szukać czegoś, co pewnie już mam i w lepszym wydaniu. Powoli przechodzę z fazy oczarowania do fazy „konsumpcji”. Kiedyś do cholery trzeba to przecież zużyć.
    Czasy zapachów ponadczasowych to już historia i do tego przykurzona. Czekam na pierwsze wody „Made in China” 🙂
    Ps. Wczoraj kupiłem setkę Lolity Lempickiej – Illusions Noires Au Masculin Eau de Minuit i to był chyba jeden z ostatnich moich zakupów. Nawiasem mówiąc, radzę spróbować tego zapachu, bo czuję, że jest w Twoim guście.
    Pozdrawiam 🙂

  7. ja zawsze nie moge wyjsc z zadziwienia gdy czytam i slysze powszechne zachwyty nad Black Cube czy Black Afgano – mnie te zapachy nie ruszaja. nie potrafie widac dostrzec Sztuki… 😉

  8. A sztuka jest. Bo sztuką jest wcisnąć frajerom przeciętny zapach za tysiąc złotych i wmówić im, że to to coś wyjątkowego 🙂

  9. Wiesz Pirath moda modą a co skóra i nos to inne emocje. Ja Black Afgano unikałam skutecznie zniechęcona całą otoczką i ceną. Niestety wpadła w moje ręce próbka i niestety wpadłam po uszy co nic a nic mnie nie cieszyło biorąc pod uwagę cenę. No cóż trzeba z tym żyć. Black Cube też skutecznie unikam ( choc nie powiem że nie jestem ciekawa) więc z ulga czytam negatywna recenzję :P. Jak znam życie pewnie prędzej czy później do mnie trafi w formie próbeczki i wtedy sie okaże co to za stuff :).

  10. Polu, am zapach wcale nie jest zły, rozczarowują jedynie jego parametry… osobiście mam bardzo dobre zdanie i o Epices i o Visit – problemem jest tu wyłącznie porażająca wtórność samego Black Cube, choć wie wątpię że ludziom może się on podobać, zwłaszcza gdy nie znają jego obu protoplastów… 🙂 p.s. chcesz próbkę Visit?, zapewniam, że trzyma się na skórze co najmniej dwa razy dłużej niż Cube… 😀

  11. Kompletnie nie zgadzam sie z recenzja.. do dnIa dzisiejszego to wg mnie jedne z lepszych perfum jakie powstaly. No chyba ze sie nie znam.. tak jak fqjcior czy nmp.

  12. zarówno Ty oraz fqjcior i nmp mają prawo do własnego zdania i oceny – ale bynajmniej przewaga głosów wcale nie oznacza, że na pewno macie rację… dla mnie ten zapach to najsłabszy ze znanych mi osobiście Molvizarów i najbardziej wtórny, przez znaczne podobieństwo przebiegu do dwóch innych, znacznie od niego starszych kompozycji… w obliczu tego, trudno mi ocenić ten zapach inaczej niż go oceniłem – szczególnie uwzględniając prestiż marki i cenę produktu…

  13. pirath, jeśli dla Ciebie to najsłabszy z Molvizarów a dla mnie i wielu innych osób – których opinie znam – wręcz przeciwnie, to mamy rozwiązanie tej zagadki 😉 Lubujesz się widać w „udziwnionych” zapachach. Słowo NISZA pasuje tutaj jak ulał. A może otrzymałeś jakąś „skwaśniałą” próbkę BC ? Cały czas mam dekant tego zapachu (dwa już zdążyłem zużyć) i nie znam drugiego takiego, który tak długo NA MNIE projektuje, który jest w 100% noszalny i podoba się naprawdę kobietom, który ma taką specyficzną nutę, której cały czas szukam w mainstreamie i nie mogę ustrzelić… jakby połączenie gałki muszkatałowej z odrobiną ciemnej czekolady i słodkiego pieprzu.

  14. super, naprawdę się cieszę że BC Ci się podoba, ale pozwolisz że pozostanę przy własnym zdaniu?… z tego co piszesz, nie znasz ani Azzaro Visit, ani L.T. Piver Epices, ale gdybyś znał i używał – wówczas zrozumiałbyś co mam na myśli… jak dotąd przekonujesz mnie co do wyższości Twoich subiektywnych gustów i preferencji nad moimi – gdy ja oceniając zapach staram się własne gusta pomijać, skupiając się wyłącznie na oryginalności kompozycji i jej parametrach jakościowych, a te kryteria w przypadku BC po prostu zawodzą… oczywiście możemy polemizować, że ten zapach na Tobie pachnie dłużej, gdy ze mnie znika po kilku godzinach – ale zarzutu o koszmarnej wtórności tej kompozycji po prostu nie da się obalić, dlatego podtrzymuję swoją ocenę BC w całej rozciągłości…

    pogódź się z tym i daruj sobie personalne gdybania w czym to się lubuję oraz dywagacje o wątpliwej jakości próbki – bo ja też nie twierdzę, że masz skopany gust, skoro ten zapach Ci się podoba i nie próbuję Ci tego wytykać… 😉

  15. Miałem nadzieję, że komentarze są po to, żeby polemizować. No ale ok – Twoje zdanie, Twoja ocena. Niech tylko czytelnicy nie znający BC nie zniechęcą się i poczytają recenzje na innych blogach (LOL).

  16. ooo jest polemika! chłopaki jako czujny obserwator żądam bitwy w kisielu!!! 😀

    Kamolskee nie obawiaj się o czytelników Piratha, ja np tak czy owak to kiedyś przetestuję i daję Ci słowo że jego „fujanie” nie zepsuje mi zabawy tak samo jak czytając wiadro pomyj spływające na Black Afgano w pośpiechu nie pozbyłam się flakonika, który mam szczęście posiadać. Co skóra i doświadczenia własne( te pozytywne i negatywne) to inne odczucia przekładające się na ocenę w recenzji i chyba trzeba to respektować ;). Choć jakbyście chcieli powalczyć za honor Black Cube to dajcie znać gdzie i kiedy jest ustawka.

  17. Kamolskee – owszem, komentarze są właśnie po to, z tym że o gustach się raczej nie dyskutuje – a te z kolei prowadzi się za pomocą argumentów… poznaj wpierw wspomniane dwa zapachy, wyrób sobie własne zdanie na temat wytkniętej przeze mnie wtórność BC – a potem polemizujmy do woli, bez fochów, że ktoś śmiał wyrazić opinię inną niż ta, która Ci odpowiada…

    p.s. chcesz powiedzieć, że przeczytanie innej, pozytywnej, czy nawet euforycznej recenzji ma wpływ na to jak dany zapach rzeczywiście zagra na czyjejś skórze i czy się komuś spodoba? nikt przy zdrowych zmysłach nie traktuje recenzji perfum arbitralnie i obligatoryjnie, gdyż ostateczna ocena zawsze należy do wąchającego, a nie czyichś subiektywnych wpisów… sądziłem, że to oczywiste… 🙂

    Polu – dokładnie, ja nawet po przeczytaniu negatywnej recenzji, zawsze rewiduję ją osobiście… nie ma nic gorszego niż owczy pęd i bezkrytyczna ufność w jak najbardziej omylne autorytety… wybacz kolokwializm wypowiedzi, ale czy mamy zrezygnować z własnego zdania i zacząć jeść kupę, bo przecież miliard much nie może się mylić?… 😉

  18. O przepraszam. Szlag mnie trafia (za pozwoleniem) kiedy słyszę, że o gustach się nie dyskutuje. Jak najbardziej się dyskutuje. Każdy ma prawo błądzić i każdy może być nieświadomym „wieśniakiem”. Dlatego o gustach powinno się dyskutować.
    Przepraszam. Tylko przechodziłem, a poniosło mnie 🙂

  19. Ciekawe rzeczy piszesz. Rozumiem, że BC może się nie podobać. Nie mam żadnych oporów wyobrażając sobie, ze może być nie w czyimś typie albo po prostu za mocny, za bardzo popieprzony (dosłownie, nie w przenośni) w otwarciu. Trudniej mi zwizualizować sobie fakt, ze na kimś może mieć słabą projekcję. Ale staram się, W końcu na mnie, potężny ponoć, Bois d’Encens Armaniego moc ma rozczarowująco słabą. Ale BC to na mojej skórze gigant prawdziwy. Noszony do zadymionej knajpy (z muzyką, tłumami na parkiecie i koniecznymi wycieczkami na zewnątrz dla zaczerpnięcia tchu) bez dopsików generuje komplementy nawet o 7 rano, kiedy zmachani wychodzimy do domów. To test w miarę obiektywny, co nie? :)))
    Zaoponuję przy zarzutach o wtórność. Znam Visit (zarówno męskie, jak i bardzo udane, a niedoceniane damskie ze śliczną papryką), znam Epices (mam nawet flakon Un Parfum d’Aventure będącej poprzednikiem Epices) i zapachy te wydają mi się zupełnie różne. Black Cube to agarowiec z forpocztą w postaci pieprznej bomby. Najbliższe BC wydaje mi sie Dark Oud Montale. Tyle, ze Montale to kloc. Fascynujący, ale kloc.
    Jeśli miałabym szukać inspiracji dla BC, wymieniłabym wspomniane już Bois d’Encens – ze względu na otwarcie,
    Co do samej części agarowej – w tej chwili trudno jest mówić o jakiejkolwiek oryginalności w tej materii. Agar jest jak Metallica świata perfum – kiedyś nisza i rewolucja, teraz pop. Na szczęście moda minie, a moje zapasy agarowców zostaną. 🙂

  20. RoQ – są gusta i gusta… nie dywagujemy nad koniecznością utylizacji przyczajonego w krzakach (i wielokrotnie na tym łapanego) obok piaskownicy pedofila, rozważając wprowadzenie strzału z bliskiej odległości w potylicę, stosowanego zamiennie z kastracją jako skuteczną i tanią prewencję – lub opcją kosztownej, wieloletniej terapii grupowej, dając szansę wykazania się terapeutom… mówimy o własnych preferencjach i gustach zapachowych, czyli jeden woli cytrusowe świeżaki od CK, a drugi ciężkie przyprawowce od Gucci… parafrazując: noszenie skarpet do sandałów nie jest tożsame z traumą modowego estety – czy mankiet koszuli powinien wyzierać, czy wystawać z rękawa garnituru?… przykładowo 1 Million podczas 35 stopniowych upałów może razić, jednak nie jest powodem do palenia na stosie, gdy amator Paco nie przesadził z aplikacją… są więc gusta i konieczność elementarnej edukacji, którą chętnie zobaczyłbym jako przedmiot w programie nauczania polskich szkół, na miejscu powiedzmy religii, którą przeniósłbym z powrotem do salek katechetycznych… 🙂

    p.s. RoQ nie chciałbyś zrobić porządku ze smakami lodów? zrób odgórną listę dozwolonych i eleganckich smaków ze śmietankowymi, waniliowymi i czekoladowymi na czele, dla elegantów o wyrafinowanych gustach – a te wszystkie nowomodne sorbety owocowe, zniewieściałe pistacjowe, banalne cytrynowe i infantylne jogurtowe obwołajmy szczytem bezguścia i wieśniactwa… a co, niech się pospólstwo uczy od szlachty co wypada jeść i narzućmy co komu ma prawo smakować… będzie jak za Orwella… 😀

    Sabb – podobnie jak w przypadku BA, nie podzielam zachwytu nad BC i napisałem to z rozmysłem – świadomy reakcji, którą w przypadku tego rodzaju kompozycji wywoła moja ocena… nawet autorytet Twojej osoby nie jest w stanie wpłynąć na moją ocenę, szczególnie że specyficzne właściwości skóry każdego człowieka (na które między innymi się powołujesz) mają kolosalny wpływ na odbiór perfum, z osiąganą przez nie trwałością i projekcją na czele… to że na Tobie ten zapach pachnie długo i bucha na ze skóry potężnymi obłokami wcale nie oznacza, że u Wszystkich tak jest i że nie zaliczasz się do grona przykładowo 10% populacji na których objawiają się rzekomo fenomenalne właściwości tych perfum… jestem pewien, że znaleźliśmy mnóstwo przykładów, gdzie występuje zupełnie odwrotne zjawisko… dlatego uważam, że ocenę trwałości i projekcji należy stosować umownie i jak najbardziej subiektywnie i nie jest to miarodajny i wiążący argument w dyskusji… nosiłem BA przez kilka dni i u mnie te perfumy znikały ze skóry stosunkowo szybko oraz pachniały z bardzo umiarkowaną mocą i również jest to dla mnie test w miarę obiektywny… 😉

    Ale tym co rzuciło mi się po nozdrzach jest łudzące chwilami podobieństwo do wspomnianych, gdyż BC na mej skórze tak właśnie pachnie – a paradoksalnie oudu nie wyczułem w nim wcale… Bd’E na mnie to z kolei niemal wyłącznie zaskakująco ascetyczne kadzidło i pieprz, więc ze względu na szersze spektrum nut w BC nie skupiłem się na ich wybiórczym podobieństwie… poczułem za to morze pieprzu, muszkatu, kardamonu, trochę kadzidła z piżma i defensywne, acz wyczuwalne nuty cedru i sandałowca – a przywołane z pamięci podobieństwo do już istniejących zapachów przełożyło się na taką, a nie inną ocenę oryginalności i parametrów jakościowych kompozycji… nie będę polemizował z tym co czuję, ani na siłę wmawiał sobie, że jest inaczej, bo ktoś wcześniej napisał co innego… w moim odczuciu BC to klon Visit i Epices i ocenę jak jest w istocie, pozostawiłbym raczej każdemu z osobna wąchającemu…

    p.s. umknęło mi, więc jeszcze słówko w kwestii gustów… staram się ignorować i pomijać własne gusta oraz preferencje podczas oceny perfum, bo to czy osobiście coś mi się podoba – nie powinno moim zdaniem mieć wpływu na końcową ocenę całości… na 7 kompozycji Molvizara które miałem przyjemność poznać, pozytywnie oceniłem 5, zaś osobiście podoba mi się tylko jedna… 😉

  21. Tyle, że ja nie próbuję wpływać na Twoją ocenę. Ba! Uczciwie przyznam, że wcale, ale to wcale mnie ona nie boli, nie uraża, nie irytuje. Szanuję, ale się nie zgadzam. Tylko tyle i aż tyle.
    Z resztą, znamy się – czy ja jestem człowiekiem, który ma problem z tym, że komuś podoba się co innego, niż mnie? 😀

    Swoją drogą, wspomniałeś tu Black Afgano – nie raz zetknęłam się z opiniami, że płaski, ze kwasi się, że paskudny. I zdarzyło mi się, ze osoba świetnie znająca ten zapach i mająca o nim taką właśnie, negatywną opinię, nie mogła wyjść z podziwu nad tym, jak on układa się na mnie. Co więcej – ja sama miałam okazję powąchać Afgana w wersji wysoce nieatrakcyjnej i… no mdłej po prostu. Oryginał, z własnej, mojej flaszki.

    Podkreślam więc raz jeszcze – nie poddaję w wątpliwość Twoich opinii. Tylko mam własne. 😉
    I nie, nie musisz się ze mną zgadzać, żebym lubiła Cię i szanowała Twoje zdanie. :*

  22. Sabb, aż tyle i jestem Ci wdzięczny za tę postawę… wszak zrozumienie i poszanowanie dla czyjegoś odmiennego zdania to oznaka wielkiej dojrzałości… 😉

    pamiętasz, że we Wrocławiu oboje pachnieliśmy Tourmalinem? pamiętasz moje zdziwienie, że na Tobie układa się zupełnie inaczej niż na mnie? pamiętasz mój szok, gdy Teziak powiedział w końcu, że pachnie męskim Opium, którego za Chiny Ludowe nie mogłem się doszukać (a którego sam posiadam i bardzo cenię) w woni którą roztaczał?… pamiętacie Twoje i Poli zdziwienie, jak pięknie pachnie męski Jubilation XXV, tez na Teziaku i jak pięknie (znów na Teziaku i powoli zaczynam mu zazdrościć skóry, co rychło skończy się jej skalpowaniem 😉 ) pachnie na nim Coromandel?… co człowiek to inny zapach, inne parametry i inne gusta – dzięki czemu nie umieramy z nudów… 😉

    p.s. nawet nie przeszło mi przez myśl, że musielibyśmy spijać sobie z dzióbków by utrzymać naszą fascynującą znajomość… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: