Napisane przez: pirath | 20 Maj 2013

Kilian – Incense Oud, czyli róża, kadzidło i agar w wersji unplugged…


Marna ze mnie sierotka Marysia… nie dość że tłusta, brzydka jak noc i lubi zapomnieć o opuszczeniu deski – to jeszcze ma strasznego pecha w losowaniach na chybił trafił… gmerałem w pudle z próbkami i wyciągam… o rzesz…
raptem dwa wpisy temu, przy okazji premiery oudowego Bossa obśmiałem wszechobecną oudomanię, a dziś jak na ironię sam sam ją nakręcam za pomocą – a jakże by inaczej, oudowego Kilian Incense Oud… 😀

Incense Oud jest jednym z elementów kolekcji Arabian Nights, mającej przybliżyć „niewiernym” klimaty bliskowschodnie, w oparciu o serię zaaranżowanych w różnych konfiguracjach kompozycji, opartych na nucie przewodniej oudu… brzmi cudownie, choć powoli zaczynam się obawiać rytuału nocnego plądrowania lodówki – w obawie, że pewnego dnia znajdę w niej parówki „wędzone” oudowym dymem… po zwalczeniu w sobie przemożnej chęci ucieczki oraz potajemnego powtórzenia losowania – zaaplikowałem Incense Oud, mając przyszykowanego w odwodzie Joop! Homme, który zabija wszystko, łącznie (jeśli przesadzimy) z dobrym samopoczuciem…

arabian+nights

dwa dni później…

Przez pierwsze kilkadziesiąt sekund czułem się jak w Asgardzie… przepiękny akord ostrej, świdrującej woni – przypominającej barwą jeszcze ciepłą, ledwie tlącą się żywicę wypełnił me nozdrza… coś niesamowitego, jak pięknie może zagrać doprawione pieprzem i kardamonemgeranium… uwielbiam takie klimaty i wcale nie miałbym Kilianowi za złe gdyby Incense Oud zaprzestał na tym etapie dalszego rozkwitu bukietu… niestety ów smakowity smaczek dość szybko przerodził się we właściwe serce kompozycji, szybko osiągając stadium kulminacyjne… wystarczyło dosłownie kilka minut by kompozycja rozwinęła skrzydła prezentując fantastycznie skrojone serce, oparte na równomiernie wybrzmiewających nutach różanego geranium, delikatnego oudu i neutralnego kadzidła, nieznacznie podkręconych pieprzno cytrusową turbosprężarką… w pierwszej chwili odniosłem wrażenie, że wącham jakąś delikatnie aromatyzowaną dodatkiem cytrusów herbatę

kilian incense oud

Akord trwa w tej ciepłej, nieco pikantnej i nienagannej pozie przez dobrych kilkadziesiąt minut, po czym redukuje się do postaci, którą kapitalnie wyraża jego własna nazwa… na skórze pozostaje delikatny oud, wciąż przybrudzony odrobiną pieprzu i róży oraz coraz bardziej chłodne, minimalistyczne kadzidło… niewiele dotąd miałem do czynienia z kompozycjami Montale, ale wciąż mam w pamięci szlachetną neutralność kadzidła z Full Incense, którego brzmienie odnalazłem też u Kiliana… uwielbiam olibanum w każdej postaci, ale szczególnie sobie cenię manierę naturalnego przedstawiania kadzidła w perfumach… jest doskonale wyczuwalne, odrobinę surowe – i absolutnie nie kojarzy się z obrządkiem sakralnym i gęstym, duszącym dymem… jest dyskretne, niemal transparentne, by nie powiedzieć, że chwilami zbyt ciche i defensywne…

Incense Oud

Incense Oud z 2011 roku powstało u schyłku mody na olibanomanię i początku oudomanii i jest naprawdę zacną mieszanką obu ingrediencji… wciąż kadzidlany i już agarowy, doskonale wręcz wyważony… każda z kluczowych nut czyli kadzidło, agar i róża są jednako intensywnie wyczuwalne, tworząc zwartą, czytelną, miękką, po prostu przyjazną całość… nieco mnie zdziwiło, że zapach tak szybko staje się pasywny i bierny – gdyż im dalej w las, tym gra coraz ciszej, wybrzmiewając dyskretną, kadzidlano drzewną bazą… ale wystarczy jeden chuch na nadgarstek lub odrobina ruchu, by na powrót przywrócić różę i całą kompozycję do życia… pomimo iż zapach jest z nazwy agarowy, to nie znalazłem tu agresywnego oudu i nie powiem, by mnie to szczególnie zasmuciło… zarówno olibanum jak i oudu jest dokładnie ile trzeba, definiując Incense Oud jako kompozycję z gatunku niezbyt napastliwych… po około 12 godzinach od aplikacji, na skórze pozostaje jedynie nuta cierpkiego piżma…

reasumując: dyskretny, delikatny i neutralny zapach osnuty na nucie przewodniej róży, kadzidła i agaru – tworzących idealnie wyważoną całość… jedyny tak wysublimowany i pasywny w swoim rodzaju – przez co jest świetną alternatywą dla osób poszukujących niezbyt głośnej kompozycji z dodatkiem olibanum i oudu… trwałość przyzwoita, projekcja dyskretna, nie powinien męczyć ani przeszkadzać nawet w ciepłe dni…

przypomina mi: z początku przypomina szebernaście innych, oudowo różanych szlagierów z ostatnich lat – ale im bliżej schyłku, tym bardziej przypomina suchego drzewnego kadzidlaka, pokroju Boise d”Encens, czy któregoś z minimalistycznych CdGkilian arabian nights incense oud

Głowa: geranium, kardamon, różowy pieprz, róża,
Serce: paczula, cedr Virginia, papirus, methyl pamplemousse,
Baza: piżmo, francuskie labdanum, drzewo sandałowe, mech dębowy, kadzidło, agar,

Reklamy

Responses

  1. Jeden z bardziej działających na wyobraźnię zapachów, jaki znam. Sacrum i profanum w jednym. Dla mnie majstersztyk. Mogłabym mieć flakon. Mam tylko mini flakonik reklamowy bez atomizera. Ale… kto wie?

    Cieszę się, że Ci się spodobał. Nie wiem, czemu, ale cieszę się. :)))

  2. he he, bo znalezienie towarzysza w niedoli zawsze działa pokrzepiająco… 🙂

  3. Nie znam ale bardzo chętnie i bardzo szybko poznam. A źe wyjątkowo cenie sobie kadzidło i agar to jeszcze szybciej 😉
    Boję się tylko trochę tej róży do której jakoś nie mam szczęścia. Ale skoro jest to kompozycja wyrównana to jest szansa że nie będzie źle.
    Kolejna ładna recenzja która opisuje piękno tej kompozycji w tak spokojny i nie ociekający dobudowaną na siłę uforią .
    Wydaje mi się że pewna lekkość i nienachalność, plus bezkompromisowa spónośc to cecha charakterystyczna zapachow Kilian.
    Wczoraj ubrałem na siebie Straight to Heaven i nosił sie wyśmienicie ! 🙂

  4. narde – sądzę, że Twoje obawy są przedwczesne, gdyż Kilianowa róża jest tu bardzo dyskretna i wręcz niezbędna do zachowania równowagi kompozycji… kameralnie zaserwowany oud i neutralne kadzidło to (mam nadzieję, że nie zostanę ukamienowany) dość nużące połączenie, a róża wniosła do tego duetu odrobinę życia… naprawdę polecam, gdyż ten zapach nie ma nic wspólnego z oudowo agarowymi siekierami… 🙂

  5. Narde, nie lękaj się róży. 🙂
    Dla mnie to zapach w pół drogi między kontemplacją, a zmysłowością.

  6. pirath – zapewne poznam bo mam wielki szacunek do Kiliana. Ukamieniowany zostaniesz ewentualnie za różę, jeśli okaże się zbyt kozacka 😛

    Sabbath – staram się ,próbuje z tą różą i ciągle wyłazi mi jakaś oldskulowa, zbyt nachalna i staroświecka i kobieca. Ja naprawdę lubie żywy kwiat 🙂 Ostatnim niewypałem ukazała się na mojej skórze w pachnidle Grossmith- Saffron Rose.

  7. Uuuu… To szkoda. Na mnie w Saffron Rose prawie wcale nie ma róży.
    Nie martw się, na pewno na Twojej skórze piękne jest coś, co na mnie jest paskudne. 😉

  8. To powiedz mi lepiej co takie paskudne jest i może będzie mi łatwiej. Choć pewnie tylko pocieszyć mnie chciałaś 😉

  9. narde – ja też bardzo cenię sobie Kiliana,a za StH pewnie dałbym sobie co nieco wyciąć (najlepiej ze 30 kilo sadła), a ten jest zapachem szczególnym właśnie przez wzglą na swój niezbyt natarczywy, naturalny i neutralny przebieg… jeśli ktoś nie przepada za oudem w wersji hard i gryzącym kadzidłem, to ten Kilian będzie wprost idealną opcją…

    Sabb – dokładnie, każdy zapach na na innej osobie zagra inaczej i to właśnie jest piękne, bo każda potwora ma szansę na swego amatora i to zupełnie abstrahując od gustów i preferencji… ja przykładowo uwielbiam Armani Daimonds for Men, miałem nawet flaszkę – ale na mnie nawet w 1/3 nie pachnie on tak pięknie, jak na wszystkich wokół mnie, co nie ukrywam doprowadzało mnie swego czasu do szewskiej pasji… 🙂

  10. Kadzidło uwielbiam chyba do tego stopnia że nie natrafiłem jeszcze na takie które mógłbym uznać za gryzące. A biorąc pod uwage praktyke palenia czystej żywicy to nieprędko raczej trafie 😉
    Na dzień dzisiejszy najbliżej mi do RC , ale wyczuwam po twoim tekście że tutaj będzie znacznie łagodniej i spokojniej pod tym kątem co nie powinno jednak doskwierać 🙂

  11. narde – kadzidło w RC jest piękne i zaserwowano je z rozmachem i na bogato, zaś to Kilianowe jest neutralne pod względem przebiegu i ciepłoty…

  12. Tylko czemu to takie drogie?! A w totolotko same dwójki;-). Ja mam flaszeczkę StH i normalnie tylko w niedzielę mały psik i do szafki z powrotem.

  13. owszem drogie, ale jakby nie patrzeć zasłużenie… wysokiej jakości składniki, nie budząca zastrzeżeń jakość, fikuśne opakowanie i nietuzinkowy bukiet robią właśnie taką cenę… zresztą cenę kalkulowano na rynki europy zachodniej, gdzie 200 euro za flaszkę perfum nikogo nie razi… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: