Napisane przez: pirath | 29 Maj 2013

L’artisan Parfumeur – Caligna, czyli jaśminowiec z dzieciństwa…


ehhh miałem piękne i szczęśliwe dzieciństwo, a ten zapach właśnie przypomniał mi jego najpiękniejsze chwile… przełom czerwca i lipca, początek wakacyjnej laby… ciepłe, coraz dłuższe dni i kwitnący przydomowy ogród pełen babcinych ziół, kwiatów, drzewek i krzewów zwożonych z różnych stron świata… przypomniałem sobie okazałego jaśminowca, rosnącego nieopodal drzwi wejściowych naszego rodzinnego domu… pomimo iż okna mojego dziecięcego pokoju znajdowały się na na pierwszym piętrze i po innej stronie budynku – wciąż pamiętam oszałamiającą woń maciejki, szałwii, kwiatów i odurzającą woń jaśminowca, którego piękna, dostojna woń, prowadziła mnie co wieczór wprost w objęcia Morfeusza (no przecież nie napiszę, że mając 7 lat wolałem tulić misia)… 😉

jaśminowiec

Wprawdzie skład o tym nie wspomina, ale dałbym sobie zabrać wspomnianego misia- iż to jaśminowiec, a nie jaśmin miała na myśli autorka kompozycji… pachną podobnie, ale inaczej (oczywiście biorąc poprawkę na mnogość gatunków i wersji olejków): jaśmin to upojne, donośne dostojeństwo wybrzmiewającego pełną piersią kwiatu – gdy spokojniejszy i delikatniejszy jaśminowiec bardziej przypomina herbatkę z magnoliowo jaśminowego suszu… spotkany tu, subtelniejszy w brzmieniu jaśminowiec pachnie pięknie, a towarzyszy mu nie mniej ujmująca nuta szałwii… razem tworzą przecudnej urody, wdzięczny, sugestywny bukiet, który nijak nie przypomina zwalistości osiąganej przez jaśmin w co niektórych osnutych na tej nucie kompozycjach… jest to jaśmin zwiewny, wiosenny, po prostu ujmujący wdziękiem swego przebiegu… w tle dosładza go odrobina ledwie dojrzałej figi, subtelnie równoważona świeżością zielonych liści fiołka… oto zapach lekki, finezyjny, ujmujący delikatnością wiosny – niczym pieszczota śnieżnobiałych płatków jaśminu, przywierających do nosa podczas wąchania… coś fantastycznego…

Tak, zdaję sobie sprawę iż nie jestem obiektywny, że podchodzę do tego zapachu zbyt uczuciowo… ale cóż począć, że znów widzę przed oczami płonącą czerwienią tarczę słońca, którego ciepłe promienie przesączają się przez zbity drzewostan wlewający się do naszego ogrodu, wprost z parku na Pasiece… właśnie zaczęła pachnieć maciejka i jaśminowiec, gdy zziajany wracam z całodniowego szaleństwa z Grzesiem po Bolko, na mym Reksiu (model rowerka)… idę prowadzącą do domu, żużlową alejką – z jednej strony obsadzoną dorodnymi choinkami, zaś z drugiej nagietkami i aksamitkami… prowadząc rowerek, czuję ich delikatnie sączącą się woń, choć jeszcze nie do końca rozumiem co tak pięknie pachnie… ten obraz tkwił we mnie przez prawie 30 lat i z chwilą powąchania Caligny wypłynął z mojej pamięci, niczym strumień rozpalonej magmy… wszystko odżyło i wróciło w jednej chwili… cholera, rozklejam się…

Caligna

Caligna z 2013 roku to przepięknie, nastrojowo i delikatnie skomponowana kompozycja, wprost idealna na cieplejsze pory roku… otwiera się ciepłą, bardziej zieloną niż owocową, oleistą wonią cytrusowych liści… od pierwszych taktów towarzyszy im czystość szałwii i aromat całej, jeszcze nie zranionej ostrzem noża figi… jest zielono, aromatycznie i lekko… dopiero akord serca przynosi delikatną woń jaśminowca i fiołków skąpanych w ciepłej, otulającej nucie ambrowej… o dziwo na skórze nie dochodzi do targnięć i rewolucji, zapach płynnie i z gracją i wdziękiem przechodzi z akordu w dość jednolity akord serco bazy, dopełniony odrobiną ledwie wyczuwalnej różanej konfitury – nadającej całości odrobinę subtelnej, wyrafinowanej głębi… delikatny, szałwiowo jaśminowo drzewno figowy schyłek wycisza i uspakaja… coś pięknego, zwiewne ujęcie przełomu wiosny i lata we French Lover, Gucci pour Homme II i Eau de Lalique jest piękne, ale to po prostu zniewala… zresztą sami powąchajcie, ja biorę empetrójkę nafaszerowaną E.S. Posthumusem i idę pospacerować po Bolko

reasumując: cudownie skrojony zapach na wiosnę i lato… lekki subtelny, ujmujący lekkością cudownie skomponowanych ze sobą nut, w jedną powalającą wdziękiem, niesamowicie klimatyczną kompozycję… zniewalający jaśminowiec, odrobina szałwii, figa i zielone liście fiołka tworzą prawdziwie finezyjną orgię dla zmysłów… zapach zręcznie wyważono względem neutralności płci, obdarzono piękną ekspozycją, choć na mnie niestety niezbyt trwały… gorąco polecam, a zwłaszcza niepoprawnym romantykom…

przypomina mi: cudownie skrojona hybryda figowego L’artisan Parfumeur – Premier Figuier i delikatnie herbacianego Tea for Two, doprawiona polotem i lekkością szałwii z Encens Flamboyant i finezją brzmienia Cartierowego Roadstera (wiem, że te perfumy nie zawierają mięty)…L'artisan Parfumeur Caligna

Głowa: szałwia muszkatołowa, pączki róży, figa, liście drzewa mandarynkowego,
Serce: marmolada jaśminowa, mastyks, fiołki,
Baza: drewno dębowe, ambrox, igły sosnowe,

Reklamy

Responses

  1. Do mnie niestety Caligna nie przemówiła tak pięknie jak do wszystkich innych dookoła. Może to i lepiej – będzie więcej dla tych, co się w tym zapachu zakochali.

  2. Widać że wiosna dobrze działa na Piratha, to i dobrze bo przyjemnie poznać coś nowego. A jak Ci się coś znudzi to może jakaś wymiana;-) ?

  3. lucasai – ja chętnie wezmę Twoją część uwielbienia… dawno nie wąchałem czegoś tak ujmującego i cofającego w czasie o 30 lat… 🙂

    rex’ie – uwielbiam wiosnę, ale z innych powodów niż miłość, zaś co do próbasa, niestety niewiele ocalało, a reszty nie oddam!… 😉

  4. Przepiękna historyjka subtelnie pobudzająca wyobraźnię. Dzieciństwo to coś magicznego za czym zdarza mi się dość często zatęsknić.
    I to jest chyba niepoprawnie romantyczne właśnie…
    Pewnie inne wonie z tego okresu będą na nas wpływać przywołując go, jednak na tyle szczerze i naturalnie opisałeś te emocję że wywołałeś spontaniczny i silny impuls tęsknoty.
    Zapach wydaje się być bardzo oryginalny w całościowym wydźwięku.
    A że Fleur d’ Osmanthus nie wywołał niczego więcej (zauroczenia,miłości itp..) choć ładny to szukam dalej w świeżakach z udziałem kwiatów.

  5. hmmm ja do tej pory trafiłem na trzy zapachy, które żywcem wytargały ze mnie wspomnienia lat młodzieńczych, kiedy to byłem znacznie mniej aerodynamicznym, gibkim pirathem… 🙂 pierwszy był Loewe 7, kojarzący mi się nie z kadzidłem, a z zapachem babcinego kompotu z papierówek, doprawionego toną goździków… następnie był Hedonist Viktorii Minya, który przypomniał mi smak i zapach, starych PRL’owskich (wtedy też robiono smaczne rzeczy) cukierków miodowych i ostatnio Caligna, przypominająca mi nasz stary rodzinny ogród… ehhh aż się łezka w oku kręci i mam nadzieję, że to nie ostatni z zapachów, które wywołają u mnie retrospekcję z przeszłości… oby tej przyjemnej… 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: