Napisane przez: pirath | 30 Maj 2013

podróba czy oryginał?, czyli odwieczny dylemat kupującego…


Był już wprawdzie wątek, który poruszył większość z poniższych zagadnień, ale dziś skupimy się wyłącznie na przysłowiowym „oddzielaniu ziarna od plew„… wciąż dostaję sporo wiadomości z pytaniem: czy ta perfumeria sprzedaje oryginały?czy możesz spojrzeć na tę aukcję i potwierdzić, że to oryginał?chciałbym kupić te perfumy na alledrogo, ale cena coś podejrzanie niska, etc… problem polega na tym, że choćbym i dysponował encyklopedyczną wiedzą o wszelkich możliwych wariantach występujących na rynku wersji perfum i flakonów, był na bieżąco informowany o każdej reformulacji lub – a końcówka nosa zaświecałby mi się na widok podróbki – nie jestem w stanie monitorować wszystkiego co dzieje się w sieci… nikt nie jest, że o parkingach przy autostradach i hipermarketach i braku elementarnej, zdroworozsądkowej prewencji ze strony nabywcy nie wspomnę… nie mogę pokazać paluszkiem co jest oryginalne, a co tylko oryginał udaje – ale mogę pokusić się o solucję, jak samodzielnie to zagadnienie rozważyć, unikając przykrego rozczarowania i nie utopić ciężko zarobionych dudków…

cena czyni cuda, czyli diametralna różnica cen… utarło się przekonanie, że oryginalne perfumy muszą być drogie, zaś podróby są tanie… owszem podróbki są zazwyczaj tańsze, często znacznie – ale wcale to nie oznacza, że nie można tanio kupić oryginalnych perfum… już szybkie porównanie cen dużych perfumerii sieciowych i renomowanych sklepów internetowych wykazuje ogromy rozstrzał cenowy… gdzie jest haczyk? perfumerie stacjonarne mając wielokrotnie wyższe koszta (towar od ręki, personel, marketing, ochronę, czynsz i niebotyczne rachunki) więc muszą ustalać poziom cen na poziomie przynoszącym sieci rentowność i często stosują (zgodnie z umową) tzw. sugerowane ceny sprzedaży – gdy nie muszący ponosić tych wszystkich astronomicznych kosztów sklep internetowy, może się zadowolić ledwie kilkuprocentowym narzutem, który w zupełności zaspokoi jego potrzeby… zresztą zysk, powiedzmy 100 zł można uzyskać sprzedając jeden flakonik z takimże narzutem i można go uzyskać sprzedając 10 flakonów, ale każdy z narzutem 10 zł… generalnie dzięki bardziej konkurencyjnym cenom duże sklepy internetowe mają wielokrotnie wyższe obroty niż najlepsze perfumerie stacjonarne, więc i tak wychodzą na swoje… zatem w wielkich perfumeriach sieciowych i małych sklepikach internetowych spotkacie dokładnie ten sam towar, ale sprzedawany w innych cenach i co nie bez znaczenia, często pochodzący od różnych dostawców… nie ma co się czarować, ale im dłuższa litania pośredników i hurtowni po drodze, tym wyższa cena końcowa produktu na półce – co część sklepów omija, zaopatrując się albo bezpośrednio u producenta, lub importując swój towar z innych źródeł…

miejsce zakupu prawdę Ci powie… jedno jest pewne – duża sieć perfumerii, renomowany sklep internetowy, albo posiadający tysiące pozytywów sprzedawca z portalu aukcyjnego nie tylko jest gwarantem jakości (świeżość wynikająca z ciągłej rotacji towaru) i oryginalności (umowy z dostawcami i pewne źródło zaopatrzenia) oferowanego przez siebie towaru – ale i nie może sobie pozwolić na wtopę w postaci handlu podróbkami… po pierwsze to nieopłacalne i zbyt ryzykowne – bo nikt kto latami, z mozołem budował swoją reputację nie przekreśli tego w pięć minut, mieszając się w skandal z podróbkami… to oznacza koniec w tym biznesie, bo utraconego zaufania klientów nie da się już odzyskać… więc wystarczy odrobina chłodnej dedukcji… pan Miecio z bazaru, obnośny sprzedawca, kręcący się z ogromną torbą po biurach, podejrzanie tania oferta na kilkanaście identycznych sztuk, od początkującego sprzedawcy na portalu aukcyjnym – czy duży, renomowany sklep, działający na rynku od lat?…

inny flakon, czyli różnica kształtu opakowań… paradoksalnie największe zamieszanie robią sami producenci perfum i sprzedawcy… zmieniające się w trakcie produkcji danej linii perfum flakony, potajemne odświeżanie ich wyglądu i mnogość występujących na rynku wersji może niezbyt zorientowanemu nabywcy sprawić znaczne problemy… o ile w perfumerii stacjonarnej widzimy co kupujemy (bo pamiętamy czego wcześniej używaliśmy lub kupiliśmy kiedyś na prezent) – to w sklepach internetowych i portalach aukcyjnych, często jako ilustracja konkretnych perfum występują różne wersje flakonów, gdy przedmiotem aukcji są perfumy zapakowane w jeszcze inną flaszkę… sam tego doświadczyłem próbując nabyć przedreformulacyjną wersję Declaration od Cartiera, więc wiem jak łatwo można się naciąć, albo popaść w konsternację przez ignorancję sprzedających… jeśli nie mamy pewności, proponuję dzwonić, mailować i dociekać… często w obrocie handlowym jednocześnie występują stare i nowe wersje opakowań, co jeszcze bardziej utrudnia identyfikację czy jest to produkt oryginalny… jeśli ktoś zechce zrobić naprawdę dobrą podróbkę opakowania perfum, to zrobi to tak wiernie, że 99% nabywców nie zakwestionuje ich pochodzenia… oczywiście zostaje jeszcze kwestia samego zapachu, ale to już musztarda po obiedzie… opakowanie, detale wykończenia, kartonik i zabezpieczenia producenta muszą być naprawdę kiepskie – by zdecydowana większość potencjalnych nabywców zdołała je odróżnić (zakładając, że doskonale znają, lub mają przy sobie oryginalny flakon w celach porównawczych) – więc znów wracamy do wcześniejszego akapitu, o miejscach gdzie perfumy kupujemy… jeśli nie potraficie ponad wszelką wątpliwość odróżnić dobrze Wam znany oryginał (mając pewność że zamieszczone zdjęcie przedstawia rzeczywisty produkt) od dobrze wykonanej podróbki, lepiej odpuścić te kilkanaście/kilkadziesiąt złotych potencjalnej oszczędności i kupić nieco drożej, ale z pewniejszego źródła…

inna sprawa to zakup testerów… te zazwyczaj mają prosty, szary lub biały, pozbawiony ozdobień kartonik (tzw zastępczy) i często nie posiadają korka… często też ich flakon niczym się nie różni się od wersji półkowej, bo testery to po prostu pewna pula seryjnej, regularnej produkcji – pakowana i oznaczana jako tester z przeznaczeniem na tzw. rozkurz… producent testery albo daje swojemu dystrybutorowi gratis lub sprzedaje za ułamek ceny produktu półkowego… testery mają być wypsikane przez potencjalnych nabywców, czyli zmarnowane – i jako koszt który ponosi nabywająca je perfumeria, muszą być pozyskiwane możliwie jak najtaniej… inna sprawa, że choć nie jest to do końca zgodne z polityką producentów – testery również są sprzedawane… często są znacznie tańsze, a i tak cena ich sprzedaży to niemal czysty zysk, który po części rekompensuje perfumeriom inne straty – a kupujący cieszą się, bo otrzymują produkt pełnowartościowy w atrakcyjnej cenie… to mit, że testery pachną dłużej/lepiej niż produkty półkowe – a w końcu nie każdemu zależy na kartoniku i korku…

mnogość wersji stężenia i edycje specjalne… walka o klienta na perfumeryjnym poletku jest równie zażarta jak wszędzie, wiec producenci imają się różnych rozwiązań mających zwrócić uwagę nabywcy, właśnie na ich produkt… stąd zatrzęsienie różnych wariacji o tym samym zapachu: edycje limitowane, specjalne, jubileuszowe, wersje na lato – a niejednokrotnie zmianie ulega wyłącznie kształt i wygląd flakonu, zaś zawartość pozostaje bez zmian, lub jedynie symbolicznie zmieniona… do tego dochodzi równie imponujący jak w branży motoryzacyjnej podział na klasy, w przypadku perfum opierający się na zasadzie stężenia ekstraktu rozcieńczonego alkoholem, tudzież innym nośnikiem… mamy więc mgiełki i wody odświeżające (Eau Fraiche), wody kolońskie (Eau de Cologne), wody toaletowe (Eau de Toilette), wody perfumowane (Eau de Parfum) oraz Perfumy, Koncentraty i Ekstrakty – znacznie różniące się od siebie brzmieniem, dzięki wyższemu lub niższemu stężeniu samego ekstraktu… warto więc pamiętać, czy czasem nie używaliśmy wcześniej wody perfumowanej lub czystych Perfum, a teraz psioczymy nad odmiennym bukietem i gorszej trwałości zapachu, gdy przyczyną nie jest bynajmniej oryginalność, a jedynie rodzaj nabytych perfum, np. wody toaletowej

pachnie inaczej, czyli śmiercionośne reformulacje… no dobra, kupiliśmy ulubione perfumy w nie budzącym zastrzeżeń przybytku, otwieramy, aplikujemy i coś jest nie tak… zapach pachnie inaczej, często zupełnie do siebie niepodobnie, za krótko – to musi być podróbka!… spokojnie, przyczyn zaistnienia odmiennego brzmienia może być kilka i wcale nie musi to znaczyć że nabyliśmy podróbkę… po pierwsze producenci mają brzydki zwyczaj poddawania własnych perfum zabiegowi tak zwanej reformulacji… jest to celowy zabieg, mający na celu świadomą zmianę sekretnej receptury konkretnych perfum, wynikający z narzuconych przez różne organizacje obostrzeń, mających rzekomo na celu eliminowanie ze składu perfum substancji potencjalnie szkodliwych, mogących wywoływać alergie, albo pozyskiwanych w niezbyt etyczny sposób (dotyczy głównie substancji pochodzenia zwierzęcego)… ale przyczyna reformulacji może też być bardziej prozaiczna, bo producent zechciał odświeżyć dobrze nam znany bukiet w celu jego odmłodzenia – aby znów zaczął się sprzedawać, bardziej konweniując z gustami współczesnych nabywców… nie ma co się oszukiwać, gusta naszych dziadków, ojców i nasze znacznie się między sobą różną, stąd wiele kilkudziesięcioletnich kompozycji poddaje się zabójczym najczęściej zabiegom, mającym uczynić ich brzmienie bardziej atrakcyjnym dla współczesnych pokoleń… można polemizować, czy reformulacje są rzeczywiście nie do uniknięcia i czy zapach wciąż powinien nosić tę samą nazwę – ale największą ich zmorą jest fakt, że są niezapowiedziane, potajemne i dowiadujemy się o ich zaistnieniu dopiero po fakcie… więc nie ma co się dziwić, że ktoś kto używał latami starszej edycji, sięga po nowy, poreformulacyjny flakon i pociera nos ze zdumienia – stwierdzając, że to nie są jego perfumy!… oczywiście ma rację, ale nie zmienia to faktu, że to wciąż oryginalny produkt – tyle, że producent zachował się nieładnie, trzymając wszystko w tajemnicy…

transportu, przechowywanie, wiek perfum i zepsucie… perfumy jak każdy kosmetyk mają swój minimalny czas przydatności do zużycia, oznaczany specjalną ikonką na opakowaniu… teoretycznie jest to rozstrzał od 12 do 36 miesięcy – liczony uwaga, od chwili pierwszego użycia, gdy wtłoczymy pompką atomizera, skażone drobnoustrojami powietrze atmosferyczne do wnętrza flakonu – lub pierwszy raz dotkniemy korkiem skóry w przypadku flakonów w wersji splash (chlapane z butelki)… oczywiście są to wartości umowne, zależne od całego wianuszka czynników zewnętrznych i tylko od tego jak dystrybutor (na to niestety nie mamy wpływu) i my obchodzimy się z perfumami, zależy jak długo dany flakonik będzie nam służył… perfumy to produkt często oparty na składnikach naturalnego pochodzenia, a więc w odróżnieniu od klasycznej chemii – znacznie bardziej podatny na psucie się, również naturalne… perfumy nie znoszą drastycznych różnic temperatur (mrozu i sauny), światła (słonecznego i sztucznego) oraz nadmiernej wilgotności, więc trzymanie ich w zaparowanej, ciepłej łazience, albo na toaletce w nasłonecznionej sypialni – to pierwszy krok ku drastycznemu obniżeniu terminu ich zdatności do zużycia… o ile w domowym zaciszu możemy zadbać o prawidłowe warunki ich przechowywania, to niestety nie mamy wpływu ani wglądu w to, jak obchodzono się z nimi w magazynie dystrybutora, czy w trakcie transportu przesyłki przez firmę kurierską… oczywiście aby perfumy uległy wybitnemu zepsuciu potrzeba czasu, więc charakterystyczna po ich otwarciu woń pleśni, maggi lub octowa – to znak, że perfumy zepsuły się w trakcie nieprawidłowego składowania i jest to jak najbardziej powód do ich uzasadnionego reklamowania… zdarzyć się może każdemu, a perfumy to nie mięso, gdzie od razu widać i czuć w jakiej znajdują się kondycji – więc pomimo dobrej woli sprzedawca nie ma jakiegokolwiek wglądu w ich kondycję… warto zachować dowód zakupu, gdyż aby doprowadzić flakon do takiego stanu trzeba naprawdę czasu i proces musiał się zacząć jeszcze nim dany produkt kupiliśmy… perfumy, podobnie jak ryba, psują się od głowy, czyli zamknięcia/atomizera – stąd używanie korków i chowanie ich do kartoników w chłodne, zacienione miejsce (gdy przez dłuższy czas, np. zimą nie będziemy ich używać perfum na wiosnę) to dobry zwyczaj, który pozostanie nie bez znaczenia na ich żywotność… oczywiście flakonik ukochanych perfum można i przechowywać w nienagannej kondycji i przez kilkadziesiąt lat, ale do tego trzeba stabilnych, specyficznych warunków, o które trudno w magazynach i sklepach… warto pamiętać, że jeśli sklep robi nam problem z przyjęciem reklamacji, jest jeszcze tzw. gwarancja producenta – a ci rzadko kiedy robią problemy i piętrzą trudności związane z reklamacją jakościową produktu…

prestiż marki a popyt i podaż, czyli odrobina chłodnej kalkulacji… nie od dziś wiadomo, ze podrabia się rzeczy chodliwe, markowe, popularne i powszechnie pożądane… ta sama, żelazna zasada dotyczy perfum… by podrabiającemu opłacało się wytwarzać podróbkę danych perfum musi być na nie ogromny popyt – gdyż aby całe przedsięwzięcie stało się opłacalne, niestety musi być „przemiał” w interesie… nie opłaca się zlecać hucie szkła produkcji garści flakonów, zakłady poligraficzne nie wyprodukują w rozsądnej cenie kilkudziesięciu opakowań – co po przeliczeniu wydatków na cenę gotowej podróby, czyni całą operację wątpliwie uzasadniona ekonomicznie… podrabia się zatem zapachy powszechnie znane, tzw bestsellery, których kanon tworzy kilkadziesiąt bardzo popularnych zapachów… umówmy się, nikt nie będzie podrabiał sprzedawanej w ilości raptem kilku flakonów niszy, albo niezbyt popularnych perfum markowych, na które nie ma dostatecznego popytu… spokojnie zatem można przyjąć, ze zakup podejrzanie taniego testera, niezbyt popularnego zapachu, nawet dobrze znanej marki to niemal gwarancja nabycia oryginału… inaczej sprawa wygląda w przypadku okazyjnego zakupu perfum bardzo popularnych i często sprzedawanych na niezliczonej ilości aukcji… tu łatwo się naciąć, bo po pierwsze sprzedawca rzadko kiedy posługuje się tzw. „real foto„, zazwyczaj jako ilustrację zamieszczając powszechnie dostępne zdjęcie studyjne flakonu… tu kluczem jest znaczna ilość komentarzy wystawionych sprzedającemu (ilości idące w tysiące) i opinie innych, wcześniej kupujących ten produkt osób, które potwierdziły ich autentyczność… oczywiście 100% pewności nigdy nie ma, bo biznes to biznes (każdy zaopatruje się gdzie najtaniej) i nigdy nie mamy pewności jaką partię produktu i od jakiego dystrybutora wystawiono na aukcję… tu znów trzeba odrobiny chłodnej kalkulacji… 30 flakonów przywiezionego przez kuzynkę z outletu w Londynie?… super, ale czy taka ilość przejdzie odprawę i zmieści się w bagażu podręcznym?… przede wszystkim nie wolno się napalać, ani rzucać na podejrzanie tanie oferty… jeśli cena jest dużo niższa niż przeciętna średnia, z dużych sklepów internetowych – to należy się zastanowić, czy przygodny sprzedawca aby na pewno ma szansę na lepsze ceny zakupu, niż duży hurtownik, obracający milionowymi fakturami… taki zakup może okazać się zarówno prawdziwą (wieka rzadkość) okazją – albo częściej zakupem podróbki, więc jeśli chcemy mieć absolutną pewność, lepiej zapłacić trochę więcej i kupić u sprzedawcy prowadzącego udokumentowaną działalność gospodarczą i cieszącego się nieposzlakowaną reputacją…

własne przyzwyczajenia i utrwalone w pamięci vs. rzeczywiste brzmienie perfum… no właśnie, nasze własne oczekiwania i obraz od lat nieużywanych perfum, jaki utkwił w naszej pamięci często nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością, nawet autentyczną… ludzie mają tendencję do idealizowania i gloryfikowania przeszłości, stąd często można spotkać się z opiniami „to już nie to samo„, „kiedyś było inaczej„, „ten zapach pachniał dłużej i mocniej„… zresztą, sam często odnoszę podobne wrażenie, iż coś co kiedyś zachwycało swym rozmachem – teraz jakby mniej wyrywa z kapci… owszem, często to prawda, szczególnie jeśli wziąć poprawkę na reformulacje i inne zabiegi producentów, ale prawda często leży gdzieś po środku… używamy coraz więcej perfum i zapachowych środków czystości, nasz zmysł powonienia ulega swoistemu przytępieniu, do niektórych woni po prostu przywykamy, przestają one szokować… coś, co kiedyś wydawało nam się upojną, miażdżącą wonią, emanującą na całe pomieszczenie – teraz może nie spełniać naszych własnych, wciąż rosnących oczekiwań i to również trzeba mieć na uwadze, wracając do dawnych klasyków… dochodzimy więc do wniosku, że i najprawdziwszy oryginał, potrafi z różnych względów solidnie rozczarować…

Reklamy

Responses

  1. A może tak – coby uzupełnić ten pożyteczny wpis, że w kiepskiej podróbce rurka często krzywa/grubaśna/tudzież zakręcona szaleńczo, że szkło nieforemnie odlane, że w szkle bąbelki powietrza so, a w cieczy pławio się „glony” i inne farfocle (choć z tym akurat różnie bywa, bo mi kiedyś Samsara zmętniała i sfarfocliła się nieco)… I takie tam ciekawostki niezdrowe, które często daje się gołym okiem wyłowić z „real foto”.

    Pozdrawiam
    emera

  2. słuszna uwaga, dziękuję Ci za cenne uzupełnienie o kwestie w zasadzie oczywiste, ale właśnie przez to możliwe do pominięcia/zbagatelizowania… oczywiście są to kluczowe przesłanki na które należy zwrócić uwagę, podczas oględzin flakonu – zakładając rzecz jasna, że „real foto” będzie aż tak bogate w detale… 🙂

  3. …właśnie dlatego warto dociekać o „real foto”. Sama nie tak dawno oko zawiesiłam na Terre Hermesa. Zapytałam o dokładne foto i kody partii produkcyjnej. Dowiedziałam się, że „aparat się zepsuł”, a „kodów nie ma, przykro mi”. No i chciejstwo zakupowe miałam z głowy.

    (Poza tematem, masz ochotę poznać Oud od Reminiscence? Gdzie tu, psia mać, jest do Ciebie mail?)
    emera

  4. he he, tak słyszałem o przypadkach gdy krwiożerczy żółw domowy zjadł aparat, albo o nagle urwanym kontakcie ze sprzedającym, którego zapytano o więcej zdjęć albo numer serii flakonu… Oud powiadasz… mam gęsią skórkę i chcę uciec na sam dźwięk tego słowa, ale czemu nie – kiedyś pewnie niechęć do oudu, wywołana oudomanią mi przejdzie… a maila znajdziesz w zakładce o blogu… 🙂
    pozdrawiam

  5. Pirath, świetna robota !

    Rzetelnie,dogłębnie i zawodowo poruszyłeś ważne kwestie, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie 😉
    Mnie mimo docelowego tematu z nagłówka najbardziej uraczył temat : ‚własne przyzwyczajenia i utrwalone w pamięci vs. rzeczywiste brzmienie perfum’ – ciekawe psychologiczne zagadninie…

    Dziekuję za cenną lekturę.

  6. Ja bym dodała, że tysiące komentarzy nie są gwarancją oryginalności bo wiele osób nawet nie sprawdza czy to podróbka i napawa się niską ceną.

    Super tekst 🙂

  7. narde – proszę Cię o kontakt mailowy, bo za cholerę nie mogę znaleźć Twojego adresu do wysyłki próbki… 🙂

    sabbatho – tak, dlatego poniżej zamieściłem ustęp, że mimo wszystko należy uważać, bo nigdy nie wiadomo jaka nawet uczciwemu sprzedawcy trafi się partia towaru… 🙂
    p.s. kiedy idziemy na jakąś kawę, albo pifo?… 😀

  8. Napisalem na profilu FB twojego bloga. 🙂

  9. faktycznie, już sprawdzam 😉

  10. pifo najwczesniej za tydzien bo w tym jestem w rozjazdach :C

  11. będziem in tacz 🙂

  12. 1. Komentarz sabbatha bardzo słuszny:D. Niestety. (problem dotyczy nie tylko allegro, ale także stacjonarnych sklepów – vide: nieśmiertelne wątki na wizażu o pewnej sieci:D)
    2. miejsce zakupu prawdę Ci powie… (plus kwestia testerów) – Pozwolę się nie zgodzić. Paco Rabanne pH (np. tester z jednej z największych perfumerii internetowych w Polsce i próbka z allegro) potrafi pachnieć zupełnie inaczej. Jak dwa różne zapachy:) Reformulacja:D?
    3. Reformulacje to tragedia – jakby kupować Ferrari z silnikiem Piaggio. Wygląda w końcu tak samo… (vide Antaeus). Tak na marginesie.
    Ogółem, z perfumami w Polsce jest jak z niemal wszystkim – sprzedaje się to czego Zachodnia Europa nie chce (samochody, okna), bo jest stare lub do niczego się nadaje te.
    Proszę wybaczyć chaotyczność „myślowniosków”;)
    Pozdrawiam

  13. ostatnio natrafiłem na interesujący wątek o perfumach Paco One Milion nabytych w pewnej świeżo debiutującej w Polsce sieci drogerii… dziewczyna zarzeka się, że podróba jak nic, bo trwałość paskudna a ma porównanie z wersją nabytą w dużej sieciówce – więc zastanawiam się czy nie robi się czasem tańszych wersji znanych produktów, w znacznie niższej cenie i tym samym gorszej jakości (wyprodukowanych pod specjalne zamówienie) dla konkretnego odbiorcy… analogicznie jak w przypadku pewnego popularnego napoju kofeinowego, oferowanego w pewnej dużej sieci dyskontów z dopiskiem „oryginal”… nikt mi nie wmówi, że to ten sam produkt, gdyż jako koneserowi jego smaku, czuję wyczuwalną różnicę w głębi smaku… 🙂

    to prawda, że w Polsce sprzedaje się najgorszy sort chłamu i odrzuty z Europy, ale sami jesteśmy sobie winni… narzekamy i wciąż kupujemy zamiast zbojkotować i nauczyć zależnych od naszych portfeli producentów kto tu rządzi… doc czasu aż podstawowym kryterium zakupu decydować będzie nie jakość a cena, wciąż będziemy kupować kiepskiej jakości produkty, spreparowane specjalnie pod nasze oczekiwania…
    również pozdrawiam

    p.s. w kwestii miejsca zakupu, zakładam że kupujemy u sprawdzonego dostawcy, a nie produkt przypadkowy z niepewnego źródła… u sprawdzonego, dużego sprzedawcy (dorabiającego pokątnie na sprzedaży testerów otrzymywanych jako uzupełnienie nabytej partii produktu) szansa nabycia podróbki jest i tak niewielka w porównaniu z okazjami osób trudniących się sprzedażą wyłącznie testerów, a takich nie brakuje… wszystko zależy od czujności nabywcy, a tej nie zastąpi i tysiąc takich tutoriali… 😉

    p.s. 2 Antaeus – to chyba najbardziej spektakularna porażka reformulacyjna ostatnich lat… przysłowiowy postrzał w stopę, ale zawsze jest możliwość że takowa reformulacja nastąpi i przez jakiś czas w ofercie handlowej będą występowały jednocześnie stara i nowa wersja… Cartier szczęśliwie zmienił wygląd poreformulacyjnego opakowania Declaration, by sprzedawcy mogli łatwo zbić zarzuty o handel podróbkami, ale ilu producentów tak robi?…

  14. Niestety kupiłem Armani w znanym sklepie internetowym i mogę powiedzieć, że to jest ściema.. Nietrwałe w ogóle, opakowanie kompletnie niczym się nie różni. Może i są oryginalne, ale podejrzewam, że proporcje w składzie się różnią. Dlatego taka różnica w cenie…

    • nie napisałeś o jaki dokładnie zapach chodzi, ale całkiem możliwe, że poddano go jakiś czas temu reformulacji i stąd całkiem trafne spostrzeżenie, że nie pachnie tak jak flaszka, którą nabyłeś wcześniej… niestety reformulacje są zmorą współczesnego perfumiarstwa, a w dodatku producenci nie uprzedzają, że takowa miała miejsce i stąd czasem przykra niespodzianka…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: