Napisane przez: pirath | 31 Maj 2013

Calvin Klein – Dark Obsession for Men, czyli zamszowy zawrót głowy…


Bardzo cenię klasyczne Calvinowe Obsession – ale jak dotąd nie miałem okazji zdobyć próbkę, aby przelać uznanie jakim go darzę na e-papier… bez wątpienia jest to jeden z najlepszych CK ever! – wybornie przełamujący monopol marki w kanonie owocowo wodnych świeżaków… jeszcze nie zdołałem opisać genialnego klasyka, a tu trafia w moje dłonie próbka najnowszego CK Dark Obsession… trochę się obawiałem powtórki z rozrywki po wersji Night (źle mi się kojarzy ta grupa zapachowa), ale już po pierwszym niuchu, opadły wszelkie obawy – niczym ciemna, zamszowa kotara…

ale po kolei…

próbki od Piotra
Piotrkowy zestaw próbek, ze słynną, próbkę No 4…

Dobre pół roku temu, Piotr Czarnecki – jeden z moich czytelników, obdarował mnie setem próbek własnych autorskich kompozycji… część z nich miała nawiązywać do znanych klasyków, których własną interpretację Piotr postanowił mi zademonstrować – a część to tajemniczy zestaw próbek, oznaczonych numerami od 1 do 5… wprawdzie w próbkach będących interpretacją obojgu dobrze nam znanych dzieł nie odnalazłem znaczącego podobieństwa – za to zestaw autorski wniósł sporo intrygującej frajdy i jedno absolutne objawienie… sekretna, zjawiskowa próbka numer 4, do tej pory stoi na biurku i sięgam po nią za każdym razem, gdy chcę błyskawicznie polepszyć sobie nastrój… już ciemnobursztynowy kolor cieczy nastraja obiecująco, zaś woń samej kompozycji dosłownie powala na kolana… do tej pory nie mam pojęcia czym to tak pachnie pachnie – ale odnalazłem w tym zapachu tło i majestat schyłku mego ukochanego, liściasto jesiennego Black Turmalina, poprzedzone preludium z subtelnego, dojrzałego, balsamicznego dostojeństwa Parfum d’Empire Aziyade i Eau d”italie Baume du Doge… próbka jest klarowana, nie ulega rozwarstwieniu i pachnie po prostu obłędnie… Piotrze, moje szapo ba…

CK Dark Obsession

Po zaaplikowaniu Dark Obsession poczułem, otulającą miękkość pluszowego zamszu, upojną lekko żywiczną woń labdanum, ciepło przypraw korzennych i subtelną słodycz wanilii… coś pięknego, ale gdzieś w tle kołacze się myśl, że gdzieś wcześniej już to wąchałem… skądś znam tę fantastyczną woń… jakiś niszowiec? możliwe, tylko który… główkowałem dobre pół godziny i wreszcie mnie olśniło, gdy omiotłem wzrokiem zasypane próbkami biurko… przecież to Piotrowa próbka no 4 roztacza tak podobną do Dark Obssesion, ciepłą ujmującą woń!… miłośnicy teorii Smoleńskiej mogliby pomyśleć, że wypachniłem się „wodą brzozową” i sprzedałem w sekrecie Piotrową próbkę zamorskim kapitalistom, za przysłowiową garść srebrników – i choć to nie klasyczna „prywatyzacja” – ale i tak złośliwie napiszę: nie potwierdzam i nie dementuję… 😀

Dark Obsession z 2013 roku, nie ma w sobie nic z napastliwości i kakofonicznego rauszu – charakterystycznego dla nierzadko kiczowatych, chaotycznych, po prostu upierdliwie próbujących skupić na sobie uwagę kompozycjach wieczorowych… to delikatność, miękkość i przytulne ciepło zamszu, obdarzonego przepięknym przyprawowo żywicznym bukietem o umiarkowanej donośności… to lekki, otulający, zmysłowy, pełen gracji, polotu i wysublimowanej elegancji zapach na wieczór – nawet bardzo ciepły, gdzie jego dyskretny bukiet nie będzie ani trochę przeszkadzał… Dark Obsession jest intrygujący, niebanalny i tajemniczy, nie potrafię oderwać nosa od nadgarstka, pragnę upajać się nim bez końca… no i niestety będzie kolejna flaszka…

Dark Obsession
Marlon Brando, albo Elvis wiecznie żywy?

W żadnym akordzie, nawet otwarcia nie oświadczyłem kantów, zadziorów – ani czegokolwiek choćby minimalnie burzącego gładkość, spokój, spójność i finezję przebiegu tych niesamowicie zmysłowych perfum… cisza, spokój, sielanka i harmonia Dark Obsession koi i uspakaja, pieszcząc nozdrza balsamicznym okładem z ciepła… zapach przypomina mi równie zniewalający i urokliwy przebieg niedawno testowanego Biehl eo01, ale jest od niego jeszcze delikatniejszy i wiedzie w stronę równie dyskretnego, zmysłowego i tajemniczego Daim Blond Lutensa… po kilkudziesięciu minutach na skórze pozostaje enigmatyczna, miękka zamszowa podszewka, nieznacznie muśnięta ulotną słodyczą wanilii… aż trudno mi uwierzyć, ze coś tak ulotnego, finezyjnego i subtelnego, może porwać bez reszty, dosłownie topiąc nosiciela w otulającej, kameralnej miękkości zamszu…  nawet muszkat został wkomponowany w bukiet tak zręcznie, iż ani trochę nie dominuje przebiegu… zaskakująca odmienność i uroda tej kompozycji zwiastowała prawdziwe objawienie, wśród tegorocznych premier mainstreamowych… niestety trwałość,  jeden z kluczowych czynników mocno tu niedomaga, przez co zapach skandalicznie szybko mnie opuścił… kiepska trwałość to swoisty znak rozpoznawczy większości aranżacji CK i o ile w przypadku świeżaka zbytnio to nie razi – jednak w przypadku zapachu sygnowanego na wieczór, jest po prostu niewybaczalnie niewystarczająca… zwłaszcza, jeśli poprzedza ją wyjątkowo powściągliwy bukiet i projekcja…

reasumując: wyborny zryw, znów na poważnie przywracający Calvina Kleina do gry… Dark Obsession to kwintesencja delikatności, wyrażonej z finezją, klasą i lekkością opadającego piórka… miękki, ciepły i otulający balsamicznym ciepłem, bardzo subtelny, wybornie skrojony, niebanalny i ujmujący delikatnością zapach, który pomimo pewnych niedomagań stanowi fantastyczną propozycję na wieczór… mimo wszystko gorąco polecam…

przypomina mi: brzmieniem i dyskrecją najbliżej mu do Daim Blond Lutensa, finezją i polotem do Black Cashmere, zmieszanej z subtelnością i gracją Biehl Eo01 i Dolce Gabbana The One Gentleman – wyrażoną romantyzmem, majestatem i zmysłową tajemniczością schyłkowego stadium Black TurmalinaCalvin Klein Dark Obsession for Men

Głowa: zielona mandarynka, guarana, piołun,
Serce: szałwia muszkatołowa, jodła balsamiczna, wetyweria,
Baza: labdanum, madagaskarska wanilia, zamsz,

Reklamy

Responses

  1. Oj Marcin,potwierdziles to co czulem przez skóre,że to bedzie dobry i udany zapach od Calvina,nie wiem czemu,ale sam kolor i logo na butelce tak jakos tchnął we mnie nadzieje,że Calvin wziął sie wreszcie do roboty i wypusci cos naprawde wyjątkowego i wartego tych dwoch rzucających sie w oczy liter CK.
    No i cale plany na przyszle zakupy wzieły w leb,przerzucamy odłożoną kase na Dark Obssesion.
    Już nie moge sie doczekac kiedy go poniucham…

  2. Pamiętam że pierwotny Obsession trzymał się bardzo długo na skórze o ubraniach nie wspominając.Był to pierwszy zapach w klimacie orientalnym który mną zawladnął . Bylem mocno uzależniony od tej woni, do czasu kiedy poznałem Opium a to już była miłość od pierwszego kontaktu która szybko zepchneła CK na dalszy plan. Dziś zdarza mi się czuć go na swoim ojcu który dostał od swojego znajomego niechciany flakon i zaczął używać bez większego zastanowienia, przypominając mi tym samym tamte magiczne lata pierwszych zapachowych odkryć…
    Ha ha, a brat używa wersji Night w dzień 😛
    Ja poznam kolejne wcielenie mając w sercu sentyment pierwszego zauroczenia 🙂

  3. Robercie – to bardzo dobry zapach, przyjemny dla nosa, bardzo subtelny, chwilami aż za bardzo i trzeba si wwąchiwać, ale za to jakże intrygujący… trwałość ma bardzo słabą, i pewnie jest to połączenie subtelności bukietu z filozofią producenta…

    narde – klasyczny Obsession owszem, ejst bardzo trwały, podobnie trwałość męskiej Euphorii Intense nie pozostawia nic do życzenia, ale ten niestety trwałością nie grzeszy… szkoda, bo po kilku godzinach pierzcha ze skóry i trzeba ponawiać aplikację… a niech używa skoro mu się podoba, w końcu nie ma na czole napisane, że pachnie wersją night 😉

  4. Dokładnie, a przy okazji ja mam możliwość poczuć coś głębszego czasem kiedy przechodzi obok, na tle jego ulubionych pachnących dość prostacko wodno-owocowych świeżaków. Chociaż i tak ON umywa się do klasyka 😉

  5. oczywiście pod względem bogactwa i artykulacji, znacznie klasykowi ustępuje – ale przez wzgląd na zupełnie odmienną stylistykę i tonację, trudno uznać to za wadę… 😉

  6. Na kopyta Lucyfera co ja czytam ?! :O Doczekałem dnia, w którym Pirath popełnił bardzo optymistyczna recke Ck 😀 skojarzenia z niszą…kurde co się dzieje ? 😛 muszę to powąchać 😉

  7. Maniuś – zaprawdę powiadam Ci, że woda w mojej wannie rozstąpiła się i ujrzałem znak iż to naprawdę dobry zapach i to było dobre… 🙂
    potem ewentualnie mnie ukamienujecie i wygnacie w samych sandałkach od Lacoste… 🙂

  8. Witam. Dostałem próbkę tych perfum. Od razu poczułem, że tych perfum jest rewelacyjny. Czekam na deodorant, który też ma się pojawić.

  9. robią wrażenie prawda?
    są inne niż wszystko i do tego są przepiękne… 🙂
    pozdrawiam

  10. Dziś robiąc drobne zakupy w Naturze a w zasadzie po ich wykonaniu ,będąc już przy kasie wypatrzyłem kątem oka Dark Obsession i bez zastanowienia zrezygnowałem z kolejki by sobie przypomniec ten uroczy bukiet. Miałem też nadzieję na nieuchronną, świateczną gadkę z panią która nie potrafi znieść tego iż w ogóle można sobie pozwolic na to by zapodać zapach na dowolną część ciała. Bo co..bo przecież dopiero co skończyła wycinać karteczki z papieru ksero? 😀
    Ale o dziwo nie zareagowała, a może pomyślała że nie wypada.

    Za to ja do teraz jestem tak urzeczony tym jakże pięknie skrojonym pachnidłem że pomyślałem nawet o własnej flaszce… 🙂

    Taki on bezpieczny, łagodny, uczuciowy i pełen przyjacielskiej ufności.
    W późniejszej fazie chciałoby się go nawet zjeść.
    Jest trochę jak pierwsze dni zakochania…mmmm
    I chyba nawet świąteczny nastrój oddaje, chociaż na szczęście wyzbyty historycznego i religijnego znaczenia.

    • aż boję się pomyśleć, jaką to dowolną część ciała miałeś na myśli… 😀

  11. Drogi pirath’cie. co polecisz jako zamiennik tego zapachu tyle. że o lepszych parametrach? Zapachowe walory doprowadzają mnie do rozkoszy ale trwałość jest bardzo kiepska na mojej skórze… I przy okazji – masz pomysł na tańszy zamiennik Acqua di Gio od Armaniego? Niektórzy piszą, że Diesel XY jest podobny ale dla mnie to zupełne nie to… Brak mu tej świeżości.

    • tfu, Hugo Boss XY a nie Diesel. Czas spać 🙂

      • hmmm w sumie właśnie wspomniany przez Ciebie Hugo najbardziej przypomina Acqua di Gio (zresztą sam to napisałem), a co do innych i jeszcze bardziej porywających, to Acqua di Sale pachnie jeszcze piekniej i sugestywniej, ale cena tych perfum wyrywa z trampek. Jeśli lubisz klimaty morskie, to proponuję Ci poznać serię Aqua od Bvlgari i zapachy Issey Miyake. Będą trochę tańsze, ale tylko kosmetycznie, wszak jakość kosztuje, a tę z Acqua di Gio trudno będzie czymkolwiek przebić, pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: