Napisane przez: pirath | 6 czerwca 2013

Thierry Mugler – Ice*Men, czyli paczula idealna na lato…


Na dźwięk nazwy Thierry Mugler moim pierwszym skojarzeniem jest „niebanalność” i „awangarda” – o którą w przypadku perfumowego mainstreamu coraz trudniej… każdy znany mi zapach ze stajni Muglera to kompozycja bezprecedensowa, intrygująca i nietuzinkowa, a do tego naprawdę przyjemna w noszeniu… nie ważne czy mówimy o Alien (z moim ukochanym Les Parfums de Cuir), Angel, czy wyjątkowo odważnym Womanity – czy męskim A*Menie, B*Menie, serii Pure, są to naprawdę zacne kompozycje… nie inaczej jest w przypadku Ice*Mena, którego dzięki uprzejmości Maćka (pozdrawiam serdecznie i dziękuję za solidną próbkę) mam dziś przyjemność Wam przybliżyć…

Ojcem większości najpopularniejszych męskich szlagierów w ofercie Muglera jest Jacques Huclier, który odpowiada również za brzmienie zwodowanego w 2007 roku Ice Mena… niewątpliwie odważny i kreatywny z niego facet, gdyż nie każdy posunąłby się do zupełnego zerwania z obowiązującymi kanonami i użycia paczuli oraz gałki muszkatołowej jako trzonu kompozycji sygnowanej jako zapach wybitnie z nazwy orzeźwiający… jego dość kontrowersyjne obejście się z bloterem oraz drwina z konwenansów przyniosło nadzwyczaj niespodziewany i spektakularny efekt, w postaci niesamowicie intrygującego bukietu – będącego samą w sobie ironią, w odniesieniu do nazwy tych perfum…

Thierry Mugler Ice Men

Tuż po aplikacji dostałem w pysk lewym sierpowym od bujnie zaaranżowanego cytrusowo kwiatowego otwarcia (stawiam na bergamotkę i geranium), nieznacznie tylko maskującego dobijającą się od pierwszych taktów, wyrazistej paczuli… nie minęło nawet kilka minut, gdy zaczęła prężyć muskuły, warczeć i sapać – obwieszczając światu, że to ona tu rządzi… jej czysta, lekko surowa i wciąż dopełniona rześkością cytrusowego otwarcia woń, szczelnie wypełnia ramy kompozycji (zupełnie jak moje cielsko wypełnia drzwi wejściowe do Tesco), nie pozostawiając wiele miejsca dla delikatnie wtórującej jej gałki muszkatołowej… przyznacie, że tak odważnej i wyrazistej aranżacji, nie spodziewalibyście się po perfumach o tej nazwie i barwie cieczy… co więcej nie uświadczycie tu nut wodno ozonowo metalicznych, ani filigranowych cytrusów – a jedynie dobitnie zaserwowana paczula, doprawiona szczyptą muszkatu – przypominająca analogię do zapijania wódką spirytusu…

Bukiet Ice Mena diabelnie zaskakuje formą, ale o dziwo jest zadziwiająco przyjemny (po oswojeniu z rozmachem) w odbiorze… stanowiąca trzon kompozycji paczula, wcale nie przypomina płyty paździerzowej od Etro, ani ostrej woni zapleśniałej, zatęchłej piwniczkipaczula Muglera jest rześka, żwawa i porusza się z niebywałą gracją – zaskakując zbieżnością z pozornie niemożliwą do pogodzenia z „świeżakową fizycznością” konwencji tych perfum… patrząc na stylistykę flakonu i przewrotne Ice Men mam wrażenie, iż autor z nas zadrwił – ale muszę przyznać, że dowcip udał mu się wprost wybornie…

Thierry Mugler - Ice Men

Prawdziwy przewrót nastaje natomiast kilka godzin od aplikacji, gdy zapach wytraca stopniowo najbardziej wyrazistą i ostrą część spektrum brzmienia paczuli, pozostawiając na skórze jedynie jej dyskretne i wyblakłe tło – nieodmiennie kojarzące mi się z echem dalekowschodniego mistycyzmu tej nuty, którym emanuje pomieszczenie w którym kilka dni temu palono paczulowe kadzidełko… w tym stadium zapach przypomina zwiewną, neutralną, epatującą lekko surowym w formie puryzmem… przebieg kompozycji jest raczej monotematyczny, z tendencją do wytracania z czasem impetu wybrzmiewania – u schyłku przybierając lekko pudrową, suchą i nieco sterylną za sprawą drewna cedrowego i piżma formę, z łatwością przełamując ciężar gorących i parnych pór roku… naprawdę szkoda, że tak trudno u nas go dostać, gdyż jest wspaniałą alternatywą dla oklepanych świażaków…

reasumując: wybornie skomponowany, dość monotematyczny zapach, zaskakujący nietuzinkowością formy i iście awangardowym podejściem do nurtu świażaków… projekcja nie pozostawia wiele do życzenia – ale cichy, drzewno piżmowy schyłek sprawia, że dość szybko straciłem go z pola widzenia… jeśli szukacie naprawdę oryginalnego zapachu na cieplejsze pory roku, a na samą myśl o nutach cytrusowych, wodnych i ozonie dostajecie drgawek – Ice Men Muglera będzie doskonałą alternatywą…

przypomina mi: w sumie najbliżej mu do Borneo Lutensa, ale jest to zdecydowanie bardziej minimalistyczne, czyste ujęcie paczuli…Ice Men EdT

skład: bergamotka?, geranium?, gałka muszkatołowa, paczula, piżmo, nuty drzewne (prawdopodobnie cedr)

Advertisements

Responses

  1. Paczula na slońce, no nie wierzę 😉
    To musi być kwintesencja awangardy!
    Takiego oblicza paczuli to chyba- napewno nie poznałem nigdy. Pozostaje mieć nadzieję że IceMan dotrze do nas jednak, skoro inne Muglery są…bo dlaczego by nie. Niech no tylko zagośći na naszym niebie lato pełna gębą 😉

  2. Albo tej paczuli jest śladowa ilość, albo nie ma jej tam wcale.bergamotka i geranium może i trochę do klimatu ice pasuje ale paczula? hm może lód lekko podprawiony goryczką.Trzeba koniecznie przetestować 🙂

  3. narde – a jednak i rzeczywiście efekt jest oszałamiający… z najświeższych informacji wynika, że ponoć bez problemu można go dostać w necie i perfumeriach stacjonarnych (u mnie nie uświadczyłem), ale zależy to bardziej od widzimisię zamawiającego niż rzeczywistych niedostatków w zaopatrzeniu…

    Piotrze – paczuli jest paradoksalnie bardzo dużo, dosłownie dominuje ona całą kompozycję – ale przedstawiono ją w bardzo specyficznej i przystępnej formie, naprawdę polecam poznać… 🙂

  4. Marcinie,własnie nabylem kilka mililitrow tego zapachu.
    Dwa slowa.
    Szyk i Elegancja.
    Nie przepadalem za paczulą bo w Givenchy Gentelman dala mi po pysku i mnie zniechecila,ale tutaj jest podana w sposob wybitny,pieknie po prostu pięknie,dawno nie czulem sie tak dobrze w zapachu który mam na sobie jak własnie w Ice*Man.
    Jest ogrom zapachow ktore mnie urzekly i chce je miec w kolekcji,ale ten mnie naprawde urzekl i zmiękczyl serducho…

  5. Robercie – ciesze się że Muglerowe, niecodzienne ujęcie paczuli i Tobie przypadło do gustu… rzeczywiście sztuką jest zaserwować pozornie znaną nutą w tak odmienny, porywający, skrajnie niecodzienny sposób, a to udało się Muglerowi bez pudła… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: