Napisane przez: pirath | 10 czerwca 2013

Gucci by Gucci – Sport, czyli nie taki diabeł straszny, jak go perfumują…


Nie ukrywam, że w moje gusta najlepiej wstrzeliwują się zapachy wyraziste, złożone i intensywne, choć nie stronię od uroków dyskretnego minimalizmu… w klasycznym męskim Gucci Pour Homme zadurzyłem się natychmiast i bez reszty… to właśnie te perfumy stały się katalizatorem mojej perfumomanii… po dziś dzień, jest on dla mnie niedoścignionym wzorcem wyrafinowanej elegancji, szyku i męskości – choć promienisty, zniewalający zieloną delikatnością ujęcia fiołka Gucci Pour Homme II, z równą łatwością wkradł się w moje łaski… pierwszy jest wyrazistą, ciężką ikoną, namalowaną aromatycznymi nutami korzennymi, zaś drugi symfonią orzeźwiającej, wysublimowanej delikatności, ale ubóstwiam obu… jakież więc było moje zdziwienie, gdy sięgnąłem po kolejne dwa flakony marki Gucci, stojące na półce tej samej perfumerii sieciowej… nieco inne, gustowne flakony, jednak ich zawartość nie do końca pasuje do wysmakowanego kroju, otulającego je szkła…

Byłem mocno rozczarowany pierwszym kontaktem z Gucci by Gucci Pour Homme i Gucci by Gucci Sport… owszem na pierwszego niucha oba przyjemne, ale gdzie tu wyrafinowana elegancja, klimat i bujna projekcja wcześniejszych kompozycji marki?… no ni w ząb te zapachy nie pasują do stylistyki marki, w dodatku błyskawicznie przestałem je czuć – więc zacząłem szukać możliwych przyczyn tak diametralnie odmiennego podejścia do sygnowania perfum mojej ulubionej (wówczas) marki…
no i dokopałem się, za kunsztem moich ulubieńców stał Tom Ford – którego niedawno zastąpiła na stanowisku dyrektora kreatywnego Frida Giannini… nagle wszystko stało się jasne, przyszła nowa miotła i zawzięcie zamiatając, wprowadza własne porządki… to Frida odpowiada za nowy, jakże odmienny charakter kompozycji Gucci – choć najgorsze zło miało dopiero nastąpić…

Gucci by Gucci Sport

Wraz z odejściem Forda, diametralnej zmianie uległa stylistyka i charakter sygnowanych przez Gucci perfum… Frida jednym skinieniem pilniczka do paznokci przekreśliła cały wcześniejszy dorobek marki – rzucając świeżo zwodowaną flotę perfum do walki o portfele klientów nieco młodszych, posiadających mniej wyrobione gusta – skupionych bardziej na markowych logotypach niż samym produkcie… w myśl zasady „nie ważne co, byleby gadali„, w niedługim czasie rynek zalała cała gama banalnych kompozycji o charakterze niezbyt wyrafinowanych odświeżaczy powietrza, o niewspółmiernej do ceny jakości – wspomagana szeroko zakrojoną kampanią medialną… nie ważne, że męska linia Guilty była pod każdym względem badziewna – ważne, że wszędzie było widać mocno eksponowane, wysoce pożądane przez nieodmienne skojarzenia z luksusem logo Gucci, skutecznie odwracające uwagę od miałkości i miernej jakości sygnowanych nim produktów… chyba nie muszę mówić, ze wobec takiego obrotu spraw, skrajnie zniesmaczony – zupełnie straciłem zainteresowanie i wszelki szacunek dla marki…

Do tej recenzji dojrzewałem bardzo długo, a ten sążnisty wstęp miał na celu naświetlić, dlaczego tak długo zwlekałem z opisaniem Gucci by Gucci Sport… owszem, nadal jestem nieco rozczarowany jego parametrami – choć w stosunku do linii Guilty wcale nie jest źle… albo się starzeję i mięknę, albo po prostu nabrałem pokory i uległości w starciu z najnowszymi kompozycjami marki Gucci (i nie tylko) – gdyż po ponad dwóch latach nabierania dystansu, wreszcie mogę napisać o tych perfumach coś pozytywnego – zamiast toczyć żółć nad sromotnym upadkiem, onegdaj jednego najbardziej szanowanych w branży domów mody…

Gucci by Gucci Sport EdT

Gucci by Gucci Sport z 2010 roku, to w gruncie rzeczy bardzo przyjemny, niezobowiązujący i łatwy w noszeniu zapach… w końcu taka jest idea zapachów „usportowionych” mających odświeżać i tuszować (w miarę ograniczonych możliwości) nieprzyjemną woń, gdy wyciskamy z siebie siódme poty na siłowni, biegając, szalejąc na rowerze – albo po prostu starając się zawiązać sznurowadła, jak w moim przypadku… 🙂 osnuty na nutach zielono cytrusowych Gucci Sport, wdzięczy się rześkością soczystego grejpfruta, apetyczną mandarynką i odrobiną cyprysu, nadającego kompozycji odrobinę szlachetnej, wyrafinowanej głębi… pojawiający się w akordzie serca i bazy jałowiec i odrobina kardamonu odpowiada z kolei na zachowanie odrobiny zielonego, wytrawnego orzeźwienia, zmiękczonego nieznacznym dodatkiem słodkawej figi… wybornie sparowane ze sobą pod względem intensywności i wzajemnego uzupełniania się nuty – nieustannie dbają by kompozycja zachowała swój rześki, dyskretny i niewątpliwie męski charakter… akord bazowy to z kolei wybrzmiewające pąki jałowca, wydatnie wspomagane przez soczystą vetiverę, kultywującą dbałość o zachowanie niezmiennego charakteru kompozycji… im bliżej schyłku tym kompozycja stopniowo wytraca tę zieloną wytrawność, stopniowo przechylając się w stronę subtelnego akordu drzewnego, osnutego na zdrewniałych kłączach vetivery, jałowca i nader delikatnie zaserwowanej paczuli – nieznacznie tylko dosłodzonej obecnością balsamicznego ambrette… jak dla mnie klasa…

A teraz pora na wady, choć i te okazują się w większości pozorowane… zapach emanuje ze skóry leniwie i niechętnie, a moc projekcji pozostawia sporo do życzenia… aż chciałoby się poczuć go intensywniej i nacieszyć nos wysublimowaną, zieloną delikatnością jego bukietu… zapach bardzo szybko milknie, a w fazie bazy, trzeba naprawdę mocno sztachnąć się nad nadgarstkiem, aby wyłuszczyć jego enigmatyczną woń… ale zaraz, zaraz… przecież to zapach dla sportowców, więc zgodnie z założeniami, wystarczyło dać mu odrobinę wilgoci, by znów tchnąć w niego życie… oczywiście nie mogę w nieskończoność zawiązywać sznurowadła, ale szczęśliwym zrządzeniem losu, przez ostatni tydzień w Opolu ciągle padało, więc wilgotność powietrza w połączeniu z odpowiednią temperaturą dała w porywach +/- 549%, odczuwalną wilgotność powietrza – objawiającą się tym, że szyby w samochodzie parowały od środka i na zewnątrz, nawet podczas jazdy… w tych warunkach zapach prezentował się dziarsko i dostatecznie wyczuwalnie, choć trwałość mógłby mieć lepszą… gdyby nie nader sprzyjające testowaniu tej kompozycji warunki, dałbym Gucci Sport niższą notę – a tak, po sprawdzeniu jego walorów w warunkach polowych, z pełnym przekonaniem mogę zapach polecić wszystkim uprawiającym czynną rekreację oraz wybierającym się tam, gdzie wilgotność powietrza mocno daje się we znaki…

reasumując: wybornie skomponowany, dyskretny, wdzięczny, przyjemny i łatwy w noszeniu towarzysz na cieplejsze pory roku – który przy dostarczeniu odrobiny wilgoci, pięknie i szykownie tuszuje wonie towarzyszące wzmożonej aktywności fizycznej…

przypomina mi: subtelną wariację któregoś grejpfrutowo vetiverowo drzewnego klasyka, pokroju silnie złagodzonego Guerlain Vetiver, Malizia Uomo, zmieszanego z niezobowiązującym klimatem Prady d’Infision Vetiver i Diora Homme Sport, zwieńczonych zjawiskową eterycznością niektórych kompozycji od CKSport Gucci

Głowa: grejpfrut, mandarynka, cyprys,
Serce: kardamon, jagody jałowca, figa,
Baza: wetyweria, paczula, ambrette,


Responses

  1. Podoba mi się skład. Tak że kolejny do sprawdzenia w sieciówce przy najbliższej okazji. Niech teraz głupio się zrobi w siedzibie Versace może wtedy pomyślą zanim wypuszczą kolejny bubel 😛 Chociaż nie wydaje mi się by nastał nowy, właściwy kierunek u Gucciego. Więc raczej pozostaną nam tylko dobre wspomnienia.

  2. obawiam się, że Gucci już z obranej ścieżki nie zawróci… musieliby znów zmienić dyrektora kreatywnego, bo zmiana koncepcji nie wchodzi w rachubę, zresztą Frida, choć w mało wyszukany sposób jednak zawzięcie propaguje wizerunek marki, a póki są przychody, nic innego uwagi udziałowców nie zaprząta… 🙂

  3. Obawiam sie, ze w Gucci malo kto patrzy na segment „perfumowy”, ich interesuja wyniki sprzedazy ciuchow, niestety. Perfumy oddali „pod reke” P&G, efekt widac. Ten zapach jest przyjemny, owszem, ale ja w nim juz czuje syntetyczna nute, ktorych to pelno jest w produktach o nazwie Guilty. Poza tym trwalosc pozostawia wiele do zyczenia… Dla mnie zwykly Gucci by Gucci jest troszke lepszy, ale tez kiepski.

    • owszem, dla mnie linia Gucci by Gucci to swoisty pomost (zwiastujący dewaluację jakości i warsztatu z którego marka dotąd słynęła), będący czymś pośrednim pomiędzy ligą topową (seria PH, Rush, Envy) a totalnymi gniotami z linii Guilty i najnowszym Made to Measure…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: