Napisane przez: pirath | 28 czerwca 2013

Serge Lutens – Fleurs d’Oranger, czyli nieokiełznana symfonia białych kwiatów…


Pomimo iż Fleurs d’Oranger w niektórych miejscach przedstawiany jest jako „rzekomounisexowy – nie da się przeoczyć, że zawiera w sobie więcej kobiecości niż Anna Grodzka po ostrej kuracji hormonalnej i paru zdecydowanych cięciach… generalnie stronię od opisywania kompozycji damskich, ale ta zaplątała się jakoś przypadkiem, noszona zresztą przez znajomego… ujmując rzecz kolokwialnie – zapach daje czadu, niczym kapela heavy metalowa na dożynkach w Kropidłowie… a w połączeniu z upałami, samoczynnie wyciska łzy i zawiesza kasowniki w tramwajach… niesamowicie donośna i upojna woń kwiatu pomarańczy, unurzanego w masywnej tuberozie, dostojnej róży i fekalnym, trzymającym się krzaczka na granicy zwiędnięcia jaśminu – tworzy na skórze swoisty Armageddon, prowadzony przez cztery białe kwiaty apokalipsy…

biała róża

Zwalista, bujna – wręcz wulgarna woń, którą tworzy bukiet Fleurs d’Oranger, postawiła przed mym nosem duszny buduar, z nie pierwszej młodości i świeżości damą – rozkraczoną na przepastnym łożu, z dekoltem głębokim jak Bajkał i frywolnie opadającym ramiączkiem halki… cielistość brudnego jaśminu, ciężar tuberozy i upajające kwiaty róży i pomarańczy – rysuje niesamowicie fizjologiczną, przejmującą rozmachem i sugestywnością scenerię… nie zaprzeczę, to jedno z bardziej wiernych, rozpustnych, przejmujących i dobitnych ujęć kwiecia, z jaką miałem styczność – przy którym nawet dobitny Le Male, wypada niczym przyklasztorny chór zakonnic przy kabarecie Moulin Rouge

kwiat pomarańczy

Rozmach i ciężar bukietu Fleurs d’Oranger z 2003 roku dosłownie miażdży i tłamsi nozdrza… mi wystarczyły ledwie dwa psiki, by poczuć się skrajnie przytłoczonym aż nieprzyzwoitą obfitością bukietu tych perfum… pomimo dość sporej złożoności i bogactwa akcentów – zapach wybrzmiewa miarowym, jednostajnym, chwilami upiornie natarczywym rytmem, którego osobiście nie odważyłbym się założyć nawet zimą… i bynajmniej nie przez wzgląd na obficie sączącą się z tej kompozycji nutę zmysłowej kobiecości – lecz przez jego niemożliwą do zdzierżenia donośność… owszem to piękne, głębokie, niesamowicie upojne i zmysłowe perfumy i choć jestem hedonistą – nie jestem Neronem!*… 😉

*cesarzem, ani innym rozkochanym w kwiecie pomarańczy bóstwem – choć natura obdarzyła mnie ciałem młodego boga, a konkretnie Buddy… 🙂

jaśmin

ale zaraz, zaraz… gdy pisałem powyższą część wpisu, na dworze było 29 stopni i 90% wilgotność powietrza… obecnie termometr wskazuje ledwie 18 kresek, więc sprawdźmy jak Fleurs d’Oranger sprawdzi się w idealnej temperaturze serwowania Porto… znów dwa psiki i po chwili cały pokój wypełnia gęsta, przejmująca, kipiąca kwieciem woń… rozłożysta, intensywna, przejmująca i nieodmiennie upojna… owszem zapach stał się odrobinę znośniejszy, ale jego moc wciąż powoduje odklejanie się kafli od ścian i wzmożone linienie u moich kotów… zapach przybrał mniej wyuzdaną, bardziej wyrafinowaną, czystszą barwę – lecz jego przerażająca projekcja nie pozwala odejść myślami od tej woni choćby na kilka sekund… woń kwiatów jest wszędzie, okadza mnie i upaja, z trudem wciągam w płuca przepełnione nią powietrze – dosłownie gęste od cudownej, mdlącej słodyczy dojrzałych, przepięknie ze sobą sparowanych białych kwiatów

tuberoza

To bez wątpienia najbardziej esencjonalny, wyrazisty i bujny z Lutensów, z jakimi miałem dotąd styczność… wybrzmiewa niezwykle obficie, donośnie i głęboko… dałbym sobie co nieco ogolić, że z powodzeniem można by te perfumy oferować jako ekstrakt – gdyż dosłownie jeden psik, przez dobrych kilkanaście godzin, zabija w locie każdego owada, który zbliży się na wyciągnięcie ramion… paradoksalnie u nmie najbardziej wyczuwalna jest róża, następnie kwiat pomarańczy, po nim jaśmin i tuberoza, nadająca kompozycji śmietankowej barwy… dopiero przy znośnej temperaturze otoczenia i po kilku godzinach od aplikacji – zapach zaczyna wybrzmiewać pięknym, miarowym, umiarkowanie donośnym tonem, a w dalekim tle pozwala się wychwycić nuta muszkatu… po kilku godzinach początkowo wręcz fizjologiczna wulgarność i ognisty temperament tych perfum – ustępuje miejsca statecznej, zmysłowej, odrobinę staroświeckiej, niczym nie zmąconej, barokowej opery…

reasumując: skandalicznie donośny, nie miłosiernie trwały zapach, miotający się w zależności od temperatury zmienny jak same kobiety – od szlachetnego po wulgarny wulkan kobiecości, wyrażony przejmującą wonią białych kwiatów… dla miłośników perfum kwiatowych pozycja obowiązkowa, z wyraźnym przechyłem w stronę dojrzałych miłośniczek…Serge Lutens - Fleurs d'Oranger

przypomina mi: nie znam drugiej takiej siekiery… (w pozytywnym sensie)

skład: jaśmin, kwiat pomarańczy, biała róża, indyjska tuberoza, cytrusy, hibiskus, gałka muszkatołowa, kminek,

Advertisements

Responses

  1. O!
    Widzę że przetestowałeś próbkę ode mnie 😉

    Optymistycznie nastroiłeś mnie do użycia ich dzisiaj do pracy 😀 Ten zapach dopiero pokazuję swoje piękno jak za oknem jest +30 stopni C 😉 Ale 6-7 psików jest ok:D
    Pzdr

  2. he he bawię się nią od ładnego tygodnia… 6-7 psików + 30 stopni = kolejna Norymberga… zasiądziesz na tej samej ławce co Keitel, Hess, Goering i Speer morderco!… 🙂

  3. No no, Kobieta w kwiecie wieku..!

  4. dosłownie w kwiecie 😉

  5. Może i kwiecie, ale jakie piękne i upojne można powiedzieć że jest narkotyczne 😀 I próbuje zdetronizować wszystkie inne zapachy wokół osoby która je użyła….W sensie że pokazuje innym zapachom miejsce w szeregu i że to „On” tutaj góruje 😀

  6. bez wątpienia góruje, niepodzielnie i z kretesem… 🙂

  7. Właśnie się zastanawiam czy nie użyć go rano 😀 bo wracam do Wrocławia busem 😛

  8. lepiej nie, bo będzie wypadek… 😉

  9. Taaa ciekawe dlaczego ma być wypadek? o.0

  10. efekt motyla 😉 wsiadasz do busa spryskany Fleur, kierowca dostaje duszności, traci przytomność, zjeżdża na przeciwległy pas…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: