Napisane przez: pirath | 30 czerwca 2013

Syed Junaid Alam – Nazeeh, czyli dyskretny urok paczulowej elegancji…


Trudno o dokładne liczby, ale wraz z już nieprodukowanymi i nieskatalogowanymi – nasze nosy mogą przebierać, wybrzydzać i szukać swego olfaktorycznego Graala spośród kilkudziesięciu tysięcy perfum… damskich i męskich, produkowanych teraz, dekady temu i przed wiekami… wycofanych z produkcji, wciąż produkowanych, popularnych i tak mało znanych, że mało kto wie o ich istnieniu i bynajmniej nie hermetyczną niszę mam tu na myśli… pomijając przez nikogo nie katalogowane najtańsze mięso armatnie pakowane do dezodorantów za kilka złotych, czy tzw. perfumy jednego sezonu, sygnowane przez różne marki „katalogowe” – a nawet ultra awangardowe i niszowe „białe kruki„, produkowane na specjalne jednostkowe zamówienia i wybrane rynki – wciąż jest tego zatrzęsienie… nie zapominajmy też o kompozycjach pachnących do tzw. „kotleta” – czyli perfum i kompozycji zapachowych, wytwarzanych z myślą o chemii i detergentach… przecież nawet nie bierzemy pod uwagę odświeżaczy powietrza, proszków do prania, płynów do kąpieli, mydełek i innych – zawierających mniej lub bardziej wyrafinowane aranżacje zapachowe… a jakby nie patrzeć, jest to chyba najbardziej niewdzięczny rodzaj pracy twórczej dla perfumiarza, bo efektów ich pracy nikt nigdy nie doceni… podsumowując ten przydługawy wstępniak – można śmiało przyjąć, że w każdej chwili na odkrycie przez nasze nosy czeka przynajmniej kilkanaście tysięcy perfum…

Włos mi się jeży na myśl o tych nieprzebranych bogactwach – gdy jako pasjonata, przerobiłem ich zaledwie kilkaset, a większość użytkowników perfum przez całe życie nie pozna więcej niż kilka, kilkanaście, no góra kilkadziesiąt… nim dotrę do niektórych kompozycji, prawdopodobnie przestaną być produkowane, nieodwracalnie zmieni się ich bukiet oraz charakter (reformulacja) – z innymi los nigdy mnie nie zetknie, choć cuda się zdarzają, biorąc choćby przykład Dana 20 Carats, którego szansę poznania liczę nie w ułamkach procentów, a promilach… czasem wśród setek mniej lub niezamierzenie bardziej do siebie podobnych kompozycji trafiają się prawdziwe perełki… tak niecodzienne, tak idealnie trafiające w nasze gusta, tak niszowe w kontekście swego oryginalnego bukietu – iż z nawiązką rekompensują znużenie i rozczarowanie towarzyszące poznaniu wcześniejszych… i takim właśnie zapachem jest dla mnie Syed Junaid Alam – Nazeeh – objawienie, którego próbkę pozyskałem przypadkiem, sięgając po losowo wybrany flakon…

Nazeeh

Wyobraźcie sobie orient, ale zupełnie odmienny od utartych stereotypów… żadna tam wyciskająca łzy siekiera – mogąca dla większości europejczyków robić co najwyżej za spray na karaluchy – ani oryginalne niczym piasek na Saharze połączenie róży z oudem… nic z tych rzeczy, ten zapach to orient zaserwowany tak odmiennie i porywająco niepozornie, że od dwóch dni nie mogę przestać używać próbki… zjawiskowy i zniewalający swym wyrafinowanym, niesamowicie noszalnym bukietem, którym kusi i intryguje… wyrazisty i męski, a przy tym subtelny i elegancki – niczym wysokiej klasy europejska woda z górnej półki… to nie pomyłka – choć patrząc na flakon można ulec wrażeniu, że bredzę…

Trzon kompozycji tworzy sucha, niemal pudrowa paczula, początkowo rozświetlona odrobiną cytrusów – zaś w późniejszej fazie, zręcznie przełamana żwawo ujętą nutą sandałowca i dopełniona dosłownie kropelką oudu… niezbyt rzucający się w nozdrza dodatek oudu wzmacnia dodatkowo szorstkość paczuli, nadając chwilami kompozycji gorzkiego, iście aptekarskiego polotu… tego samego, którego możemy wyczuć w sercu nieprodukowanego już niestety Gucci Pour Homme… jest tu też ta przejmująca, głęboka i gorzkawa pudrowosć irysa – jakby żywcem wyjęta z serca Diora Homme Intense… przystępna forma ujęcia oudu, dyskretna obecność piżma i drzewny charakter Nazeeh przypomina mi też suchy, drzewno piżmowy charakter pierwotnej wersji M7… nie, nie są do siebie podobne, ale mają ten sam wybitnie męski, wytrawny i lekko szorstki za sprawą oudu i zmiękczony odrobiną otulającej ambrowej słodyczy charakter – wytwornej, rasowo męskiej, rdzennie europejskiej wody toaletowej…

Syed Junaid Alam - Nazeeh EdP

Zapach jest wyrazisty, umiarkowanie donośny i dyskretnie elegancki – więc doskonale sprawdzi się zarówno na dzień pod krawat oraz na wieczorowe wyjście na miasto, nawet latem… słodkawa, nieco tytoniowa paczula, sandałowiec, piżmo i odrobina ujarzmionego oudu – tworzą na skórze charyzmatyczne, dyskretne i diabelnie szykowne widowisko… zapach poza odrobinę ostrzejszym za sprawą odrobiny cytrusów otwarciem – utrzymuje raczej niezmienny paczulowy charakter, osładzając się nieznacznie wraz z przejściem do akordu bazy, co dodaje mu jeszcze więcej uroku… projekcja w sam raz, trwałość zadowalająca – choć w konfrontacji z europejskimi tytanami przegrywa z kretesem… Nazeeh to intrygujący powiew europejskiej, dyskretnej elegancji – jakże odmienny od tego co rozumiemy przez orient i tego co współcześni styliści proponują mężczyznom… po tych dwóch dniach pławienia się w oparach Nazeeh – wciąż jestem zachwycony ujmującym, wyrafinowanym i niepowtarzalnym bukietem tych perfum i zachorowałem na własną flaszkę… no i ta zniewalająca paczulowo ambrowo piżmowa baza… oto rzadko spotykane połączenie klasycznej, wyrafinowanej europejskiej elegancji z bliskowschodnim, zazwyczaj nie stroniącym od przesady orientem… mezalians ten wyszedł Syed Junaid Alam wprost wybornie, a samego Nazeeha gorąco polecam zwłaszcza miłośnikom starej szkoły – z przerażeniem w oczach wąchających owocowo wodne dziwolągi z ostatnich lat…

reasumując: niepowtarzalny, ujmujący cudownie zestrojonym – wpierw szorstkim, później otulającym odrobiną słodyczy bukietem zbudowanym w oparciu o paczulę… wyrafinowany, bezsprzecznie męski, wyrazisty i elegancki zapach dla męskiego tradycjonalisty – przedkładającego silnik spalinowy nad ekologicznymi ogniwami…

przypomina mi: absolutnie niepowtarzalny bukiet, ale stylistycznie i duchem przypomina mi klasyczne Gucci Pour Homme, Dior Homme Intense i YSL M7, choć i miłośnicy klasycznego Fahrenhaita też odnajdą w nim miłą dla nosa odskocznię, zwłaszcza jeśli cenią dyskretną paczulęSyed Junaid Alam - Nazeeh

Głowa: świeże nuty cytrusowe, lawenda,
Serce: drzewo sandałowe, paczula,
Baza: oud, piżmo,

Reklamy

Responses

  1. Oj Piracie skusiłeś mocno. Zapisuję to cacko do niekończącej się listy… 😉

  2. polecam, a co do mojej niekończącej się listy, to zabrakłoby mi miejsca w szafie by to wszystko pomieścić, nawet jeśli kasa nie grałaby roli… 😉

  3. Szafe zawsze można zmodyfikować do tej roli, gorzej poźniej z koniecznym pneumatycznym remontem 😀

  4. miałbym przynajmniej sposobność odwdzięczyć się sąsiadom za umilanie mi życia stukaniem i pukaniem przez cały rok na okrągło o każdej porze dnia i tygodnia… 😉

  5. Gdzie można znaleźć to cudo? Nie rzuciło mi się w oczy w żadnej perfumerii

  6. u mnie w blogrollu, w sekcji polecane perfumerie znajdziesz taką na literę „y” i tam znajdziesz to cudo… 🙂

  7. Dziękuję 🙂 Zamówiłem dzisiaj próbkę. Skusiła mnie Twoja pochlebna opinia i porównanie do Dior Homme Intense, którego zapachu jestem wielkim fanem. Kiedy się już opryskam, dam znać jakie mam wrażenia 🙂

  8. niecierpliwie czekam na wyrok… 😉

  9. Myśle nad własnym flakonem i ciesze się z ceny tego cacka.

    • no nie miażdży, to fakt… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: