Napisane przez: pirath | 6 lipca 2013

The Different Company – Bergamote, czyli pomazaniec z poważnym defektem…


Teoretycznie Bergamote jest damskie (istnieje też unisexowa wersja Divine Bergamote, lecz nie miałem okazji jej poznać), ale kto się w teraz na tym wyzna – gdy mijany na ulicy chłopak? taszczy torebkę, a dziewczyny biegają w trampkach i bojówkach… abstrahując od lawirujących kanonów mody, których po prostu nie ogarniam i lansowanej przez producentów, oraz popartej licznymi przykładami tezy: że perfumy nie mają płci (uważam jednak, iż mają ją noszący je ludzie) – pierwsze chwile z tym zapachem to czysta błogość, w której chciałbym się pławić i skonać w jej ramionach… dodatkowo jego ojcem jest król minimalistycznego perfekcjonizmu, więc tym bardziej zdecydowałem się porwać na opisanie Bergamote, autorstwa Zeusa olfaktorycznego Olimpu – Jeana Clauda Elleny

oto moja własna – proEllenowa mini wersja dekalogu (odmawiać leżąc plackiem przed flakonem Terre, zaś śpiewniczek zostanie wydany w późniejszym terminie):

1. nie pożądaj perfum innych niż autorstwa jego…
2. nie będziesz wymawiał imienia Elleny nadaremno…
3. nie zabijaj reformulacjami receptur jego…
4. nie zdradzaj kompozycji Elleny z wyrobami innych marek…
5. nie podprowadzaj genialnych formuł jego (Montale Red Vetiver)…
6. nie kwestionuj talentu i nie pożądaj formuł, które jego są…
7. nie posądzaj o plagiat mistrza swego…

The Different Company - Bergamote

Choć całym sercem ubóstwiam Ellenę, niestety Bergamote ideałem nie jest, ani tym bardziej klejnotem w portfolio genialnego wirtuoza blotera, za którego Ellenę uważam… słowa, które za chwilę padną czynią mi straszną przykrość – poważnie narażając na szwank me bezkrytyczne uwielbienie dla niedoścignionego kunsztu Jean Clauda, ale muszę… pewnie żadna pielgrzymka na kolanach do Olimpu, tfu siedziby Hermesa/TDC w Paryżu, nie zmaże świętokradczego bluźnierstwa jakiego się dopuszczę – ale chcąc pozostać w zgodzie z ideałami obiektywizmu – muszę stwierdzić, że to niestety bardzo słaby zapach… piorun ciśnięty z trójzębu gromowładnego Elleny jeszcze mnie nie poraził? no to kontynuuję…

Choć pierwsze chwile z tym zapachem to dla mego nosa absolutna Nirvana, jednak w miarę dojrzewania bukietu Bergamote, mój entuzjazm opadł – równie szybko co niedomagający bukiet, projekcja i trwałość tych perfum… owszem to minimalizm, z którego Ellena poniekąd słynie – ale tym razem przesadził z ilością cieć i zapachowi daleko do niedoścignionych, wysublimowanych, purystycznych, zjawiskowych arcydzieł, które miałem przyjemność dotąd poznać… owszem bergamotka z otwarcia jest cudna, autentyczna, wręcz namacalna – ale nastający po niej kwiat pomarańczy, choć ascetyczny i subtelny – niestety nijak nie potrafi w pojedynkę uciągnąć słabowitego brzmienia tych perfum… tym razem nut jest za mało, nic ich dyskretnie nie cementuje, brak w nich też swoistej eteryczności i polotu charakterystycznego dla dzieł Elleny

bergamotka

No i ta nieszczęsna, niewytłumaczalna dziura, pomiędzy dość długim otwarciem, a sercem kompozycji – a która objawia się na mojej skórze po każdej aplikacji… wygląda to tak, że wraz z zanikaniem tworzącej akord otwarcia bergamoty, którą dopełnia aromat świeżo tartego imbiru – nastaje trwająca parę minut pustka, gdy zapach niemal w ogóle nie pachnie… po czym nagle pojawia się znikąd delikatny, silnie zdeformowany, zupełnie do siebie niepodobny, lekko pudrowy kwiat pomarańczy… nie słodki, nie upojny, nie swoisty lecz nazbyt okrojony i wbity w silnie krępujący go uniform – maskujący i zupełnie zaburzający bujną figurę, z której nuta ta słynie… generalnie cały bukiet sprawia wrażenie, jakby krawiec pozszywał go z niewystarczającej ilości materiału, aby pokryć nim całą powierzchnię kompozycji…

The Different Company, to autorski projekt mistrza Elleny, w którym poza nim samym uczestniczy jego córka i paru innych perfumiarzy… wprawdzie Sel de Vetiver, nie zachwycił mnie oryginalnością, głównie przez wzgląd na znaczne podobieństwo do kultowego Guerlain Vetiver – ale przynajmniej godnie trzyma zadany poziom i z gracją bawi nos… natomiast Bergamote to sromotne rozczarowanie, które zawodzi na całej linii, kalając zacny rodowód tej marki  – więc wybacz mistrzu, ale nie tym razem i nie za te pieniądze… po orzeźwiającym, diabelnie sugestywnym koncercie bergamoty z odrobiną imbiru, nastaje niemal niczym niewypełniona pustka, która dodatkowo znika ze skóry szybciej niż plazmy na otwarciu nowego elektromarketu… wprawdzie tak porywającego ujęcia cytrusów życzyłbym sobie w każdej kompozycji, ale oszałamiające wdziękiem otwarcie, sztuczne i nieprecyzyjne serce oraz w praktyce nie istniejąca, lekko kremowa  baza – to ździebko za mało jak na talent i warsztat przypisany temu nazwisku…

reasumując: niestety klapa na całej linii… diabelnie nie trwały, chaotyczny i błyskawicznie znika ze skóry… owszem to kompozycja cytrusowa, ale przykład Eue d’Hadrien udowodnia, że klimaty cytrusowe potrafią okupować parkiet bardzo długo, z wdziękiem i z nienagannym krokiem… wprawdzie wciąż wielbię Ellenę, ale tego pomazańca zdecydowanie nie polecę nikomu…

przypomina mi: kompozycja cytrusowa w klimacie Annick Goutal Eau d”Hadrien i obdarzona trwałością Hermes Orange VerteThe Different Company Bergamote

Głowa: bergamotka, imbir,
Serce: kwiat pomarańczy, nuty zielone,
Baza: rabarbar, piżmo,

Reklamy

Responses

  1. A może mistrz był na kacu…

  2. Ha! Ha. Ha. Ha. Ha. HA.
    Od początku wiedziałam, że dobrze robię nie wpisując się do tej całej Waszej religii. 😛

  3. bluźnisz, na stos wiedźmo!… 🙂
    p.s. jak tam spotkanie z Polą we Wrocku? odbyło się?, bo nijak dodzwonić się nie mogłem…

  4. Sam – jak wiesz – jestem wielbicielem kunsztu JCE, ale – choć nie znam póki co Begramote – podobne rozczarowanie spotkało mnie podczas testów Bigarade Concentree autorstwa tegoż (z kolekcji F. Malle), a i Vetiver Tonka z kolekcji Hermessence zasmucił wątłą trwałością. Czasem odnoszę wrażenie, że Ellena poświęca kwestie „parametrów użytkowych” na rzecz samej treści, konceptu. Źle, że zapomina, iż perfumy muszą mieć ogon i chęć przebywania na skórze dłużej, niż 3-4 godziny…
    Jedno mnie jednakowoż w Twojej – interesującej skądinąd recenzji zaskoczyło – zestawienie Sel de Vetiver i Vetiver Guerlain jako podobnych do siebie. Wg mnie oba są bardzo różne i oba mają gigantyczną unikatowość w potraktowaniu tematu. SdV to jeden z najoryginalniejszych współczesnych wetiwerowców, jakie znam. Inny to oczywiście VE F. Malle, ale to już zupełnie inna historia…

  5. Ojtam zaraz, na stos! 😀 Wolałabym na grilla. 😉 Karkóweczka, piwko, te sprawy. A nie od razu z grubej artylerii.
    Z Polą jakoś nie mogłyśmy dojść do porozumienia (jej komórka ostatnio przeżywa okres buntu) ale w końcu ustaliłyśmy datę spotkania, więc chyba jest dobrze. 🙂

  6. fqjciorze – też zauważyłem że Ellena przykłada większą uwagę dla uchwycenia wizji, zachowania konwencji i robi to o tyleż bezkompromisowo i konsekwentnie, że Orange Verte którego uwielbiam nigdy nie kupię… z drugiej strony RoQ uważa, że to bez znaczenia ile perfumy pachną, ważne by przez ten krótki czas życia pachniały tak pięknie że d.upę urywa… niestety pod tym względem czuję się równie zawiedziony co trwałością…

    co zaś się tyczy domniemanego podobieństwa Sel de Vetiver z Vetiver Guerlain, po prostu tak je odbieram… oba są szalenie piękne, oba chciałbym mieć i pierwszą myślą jaka mi przyszła po powąchaniu TDC było Guerlain… vetivera skąpana w przyprawach, wytrawna, przejmująca wyrazistością siebie samej jak i szlachetnego wypełniania… wprawdzie wąchałem Seil tylko raz, bo próbka niewielka, ale dopiero porównanie ich ręka w rękę da lepszy wgląd czym w istocie się różnią…

    wiedźmo – moja komórka z kolei nie łapie zasięgu w moim własnym domu… złożyłem reklamację, ale pewnie nic to nie da, więc pocieszam się tylko iż do końca umowy pozostały 3 miesiące i bye bye Play… tylko dajcie znać kiedy to spotkanie, co bym zdołał się stawić na to grillowanie, tudzież kawę… Pola w razie czego ma moją komórkę… 😉

  7. Nawet w domu? O ile nie mieszkasz w środku lasu, trochę to dziwne (na dobrą sprawę współcześnie nawet w lesie można bez trudu się dodzwonić, więc i to nie byłoby usprawiedliwieniem).
    A dasz radę w środowe wczesne popołudnie? 😉

  8. niestety z bólem muszę odmówić, gdyż prozaicznie i przyziemnie – pracuję… 😉
    ale myślę, że jeszcze w tej pięciolatce zdołamy zsynchronizować poprzez naszych sekretarzy nasze terminarze, moi ludzie zadzwonią do twoich ludzi i audiencja dojdzie do skutku… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: