Napisane przez: pirath | 20 lipca 2013

LM Parfums – Black Oud, czyli do trzech razy sztuka…


Pierwszy zapach z kolekcji LM Parfums mnie nie ruszył, drugi niemal zabił, trzeci zaś zachwycił… sięgając po raz trzeci po próbkę LM Parfums spodziewałem się kolejnego klona, podobnego do pierdyliona innych oudowców – albo czegoś poprawnego, ale w sumie nijakiego, jak w przypadku Vol d’Hirondelle… a tu taka niespodzianka…  suche, nieco pyliste i apteczne otwarcie, osnute na muszkacie i kadzidle sprawia wrażenie podobieństwa do D2 Potion… dopiero po chwili pylistość ustępuje pod naporem narastającego akompaniamentu żywicznego labdanum i delikatnie korzennego ujęcia przypraw – upodabniających kompozycję do Gucci Pour Homme i Dirty English, czyli zapachów, które spasione tygryski lubią najbardziej… ale to nie koniec, bo zaraz po pojawieniiu się labdanum, z odmętów bukietu wyłania się bardzo wyrazisty, herbalno oleisty detal, jakby żywcem wyjęty z serca Nasomatto Black Afgano i J. Del Pozo Arabian Nights

LM Parfums  - Black Oud

Black Oud jest urzekająco piękny, satynowo miękki, upojny, subtelnie orientalny i bardzo umami*… oleistość wpleciona pomiędzy nuty tworzące zniewalający bukiet tych perfum jest tak wyrazista i subiektywna iż nie sposób ją zignorować… a tak pachnie tylko jeden składnik, który jakiś czas temu miałem przyjemność poznać w różnych stężeniach, czyli ISO E Super… podejrzewam, że to właśnie obecność ISO E odpowiada za tę kadzidlano oleistą aurę, tworzącą klimat większości uznawanych za najbardziej zjawiskowe i zniewalające kompozycje perfumeryjne ostatnich lat… ale na obecności ISO E lista wyróżniających ten zapach przymiotów się nie kończy… zapach szczególnie przypadł mi do gustu właśnie dlatego iż jest oudowy jedynie w nieznacznym stopniu… oud jest tu zaledwie szlachetnym uzupełnieniem bukietu, a nie zasadniczym trzonem kompozycji – dzięki czemu zapach sprawia wrażenie delikatniejszego, bardziej wyrafinowanego i złożonego…

*umami to smak tłusty, oleisty – jeden z pięciu podstawowych smaków obok gorzkiego, słonego, kwaśnego i słodkiego…

Ujmę to tak, gdyby Black Afgano pachniał właśnie tak, czyli jego bukiet byłby zdominowany, a nie jedynie dopełniony wspomnianym niuansem – byłbym wielkim wielbicielem i orędownikiem tych perfum… szczęśliwie w 2012 roku powstał Black Oud, którego ze względu na cenę (po przekalkulowaniu) i przejściowe kłopoty z dostępnością, szczególnie polecam jako moim zdaniem ciekawszą alternatywę dla miłośników klimatu flagowca od NasomattoBlack Oud jest ciepły, otulający, drzewno przyprawowy, lekko orientalny, po prostu cudowny… jego dyskretna, niemal cielista aura zręcznie pieści nozdrza, doprowadzając mój nos do orgazmu… te perfumy są jak erotyczny afrodyzjak, dzięki któremu krew szybciej krąży, a powieki stają się jak z ołowiu, niczym podczas relaksująco odprężającego masażu… są jak ciepło, dotyk i zapach ukochanego ciała, śpiącego obok w łóżku…

Woman and Catten obrazek doskonale oddaje zjawiskowo metafizyczny klimat tych orientalnych, subtelnych perfum… ciemne barwy symbolizują drzewno przyprawowy charakter trzonu kompozycji, zaś fiolet to ożywiające całość labdanum…

Początkowa złożoność i wielowątkowość, a następnie zniewalająca subtelność i gracja tych perfum nie pozwala mi oderwać nosa od pachnącej nimi dłoni… gdybym był kotem, mruczałbym z zadowolenia i tarzał się po dywanie, niczym kociak potraktowany kocimiętkąBlack Oud to lekkie, zmysłowe, zręczne i niesamowicie pociągające połączenie ujarzmionych nut przyprawowych, z ciepłem drewna, żywic i muśnięta ambrą… oczywiście jestem świadomy, że spory udział w tym misterium ma ISO E Super, ale mimo wszystko Black Oud zrywa ciżemki… zachorowałem na własną flaszkę, pożądam jej desperacko i nie odstrasza mnie nawet cena niebezpiecznie sięgająca 1000 zł za 100 ml… zawsze to lepiej niż prawie 500 zł za 30 ml Black Afgano, a moim zdaniem efekt finalny bezspornie lepszy i parametry mocno zbliżone… po przeliczeniu, to naprawdę niewiele za tak misternie zaaranżowany, emanujący dyskretnym bogactwem orientu zapach z oudową nutą…

reasumując: wyrafinowany, upojny, zniewalający, doskonale skomponowany – po prostu bezkonkurencyjny orient o bardzo wysublimowanym, dyskretnym i upojnym brzmieniu… porywające misterium delikatnie zaserwowanych przypraw, upojnych drewien, spowite zjawiskową magią ISO E Super… gorąco polecam wszystkim chcącym pachnieć urzekająco, intrygująco i niebanalnie, zwłaszcza miłośnikom Black Afgano

przypomina mi: lista podobieństw jest długa i zmienna, wraz z zanurzaniem się w kolejne, upojne akordy kompozycji, a więc chronologicznie: DSquared2 Potion, Gucci Pour Homme, Juicy Couture Dirty English, J. Del Pozo Arabian Nights, Nasomatto Black Afgano i L’artisan Parfumeur – Al OudhBlack Oud LM Parmums

Głowa: gałka muszkatołowa, kmin, kadzidło,
Serce: oud, labdanum, ISO E Super?,
Baza: drzewo sandałowe, cedr, cywet, kastoreum, wanilia, ambra,

Reklamy

Responses

  1. Niestety, na razie obejdę się smakiem – znalezienie Black Oud u mnie łatwe nie jest, a wysyłka jest absurdalnie droga. Niemniej „napalam się” na zapach i w końcu jakoś go dorwę, bo brzmi u Ciebie smakowicie 😉

  2. zostało mi z pół mililitra próbki z atomizerkiem, wiec jeśli reflektujesz, to podaj proszę swoje namiary wysyłkowe na maila (podany w oblogu) – a chętnie Ci podeślę to co ocalało… 🙂

  3. Znam to pożądanie doskonale 😉

  4. no to jest nas dwoje 😉

  5. Jakbyś miał jakieś wieści o rozbiórce flaszki do daj proszę znać. Ewentualnie jak już kupisz swoją.., to się razem napijemy 😉 Niestety mnie na jedynie chyba tylko dostępną seteczke nie prędko będzie stać 😉

  6. u mnie wygląda to podobnie… 😉

  7. PS. coś mi się przypomniało że kiedyś, tak jakby obiecałeś recke Oud Royal (?) 🙂

  8. Wspomniałem o Black Oud, w którego to komentarzach do recenzji postanowiłeś go urazić… 🙂

  9. No jak nie chcesz to nie będe namawiał 😉

  10. znasz to uczucie, gdy babcia wmusza w Ciebie kolejnego mielonego, a Ty, choć są smaczne – zakrywasz usta i powstrzymujesz odruch bezwarunkowy na samą myśl o kolejnym? )

  11. hhaaha, dobre…
    Już rozumiem twoją agarową niechęć.

  12. nie tyleż niechęć co przesyt wymagający długiego odpoczynku… nie chcę przez wysoką powtarzalność popaść w krzywdzącą rutynę…

  13. Tak zdrowiej, doceniam i ubolewam zarazem 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: