Napisane przez: pirath | 22 lipca 2013

Amouage – Fate Men EdP, czyli ziołowo kadzidlanej sagi zwieńczenie…


Tęczowa butelka nowego Fate Men zaskoczyła mnie dalece bardziej, niż ziołowa stylistyka samej kompozycji – do której Amouage zdołało mnie już przyzwyczaić swoimi ostatnimi wypustami… na pierwszego niucha nihil novi, zapach jest bardzo Amouage – choć wypada zacieśnić ramy czasowe, do mniej więcej premiery Memoir (dla mnie kwintesencją klimatu Amouage zawsze będą Gold, Jubilation i Opus VI)… to właśnie ten zapach zapoczątkował stopniowe odejście od ciężkiego, swoistego dla orientu brzmienia Amouage – zwracając się w stronę woni mniej ostentacyjnych, dyskretniejszych, zdecydowanie stroniących od bliskowschodniego bogactwa… niby odmienne, ale wciąż wyraziste i pełne – konsekwentnie osnute wokół aromatycznych ziół, tworzących monotematyczny, wytrawny trzon najnowszych kompozycji…

Amouage Fate Men

Fate z 2013 roku, to swoiste podsumowanie pewnego rozdziału w twórczości Amouage i jednocześnie zapowiedź czegoś nowego i na ten moment raczej nieodgadnionego… paradoksalnie ten zapach jest obrazem teraźniejszości, migawką z dotychczasowego dorobku i swoistym podsumowaniem serii… Fate to zawoalowana retrospekcja przeszłości i lakoniczna zapowiedź przyszłości… początek i koniec… flakon Fate przypomina mi trochę kolorową szklaną kulę, mieniąca się kolorami tęczy, zupełnie jakby zawierała w sobie dusze wszystkich wcześniejszych zapachów marki… a najzabawniejsze jest to, że mój nos podchwycił tę szaleńczą myśl – gdyż w Fate naprawdę można odnaleźć cząstki Interlude, Memoir oraz Opus IV i VII

świdrujący, ziołowo kadzidlano żywiczny początek Fate Men, jest jak mieniące się niczym w kalejdoskopie kolory, zaklęte w skrywającym zapach szkle… kusi i nęci, intryguje i wabi niczym syrena zwodząca zbłąkanych żeglarzy na pewną zgubę… co ich czeka? tego nie wie nikt, albowiem sam Fate jest zmienny niczym koleje losu… nieco enigmatyczny, początkowo żwawy i wyrazisty, by po kilku godzinach stać się odległy, mglisty, lakoniczny niczym najodleglejsza przyszłość, której nie zna nikt… los można przepowiedzieć, można próbować go zmienić, odwlekać lub prowokować nieuniknione, ale nie można przed nim uciec… ale czy naprawdę chcemy go poznać?… Fate jest dla mnie raczej podsumowaniem, niż zwiastunem czegoś nowego… jest epilogiem, zwieńczeniem dzieła, przysłowiową kropką nad „i” – choć nie ostatnim słowem…

Fate Men EdP

dobra, dość filozofowania – skupmy się nad samym zapachem, choć w sumie niewiele mogę dopowiedzieć do wcześniejszych historii… zacznę od podzielenia się myślą, że ostatnie wypusty Amouage przypominają mi olfaktoryczny, przygotowany z typowo bliskowschodnim zacięciem – zielnik… swoisty hołd dla ziół i przypraw, którym Amouage poświęciło w ostatnich swoich kompozycjach sporo miejsca i uwagi… była już kozieradka (Opus VII), kmin (Opus IV), oregano (Interlude) i piołun (Memoir) i choć nie miałem przyjemności poznać Beloved Men, pewnie i on niósł w swych ramionach dorodny bukiet ziół… i pewnie nie będzie dla Was zaskoczeniem jeśli napiszę, że i Fate jest ziołowy, a nawet bardzo…

Pomimo wplecenia w bukiet całej gamy szlachetnych nut kadzidła, imbiru, szafranu i żywicznego labdanum – trzonem kompozycji jest nieśmiertelnik (kocanka), potężne zioło mające niebagatelny wpływ na kształt bukietu tych perfum… a więc to kocanka wieńczy dzieło… ta sama, która tworzy upojną wizję dzikiej nadmorskiej plaży w Annick Goutal Sables i z wdziękiem oddaje urok szkockiej złotej jesieni w niedawno opisanym Like This od ELd’O… nie chcę pisać, że ostatnie wypusty Amouage zlewają mi się w jedną całość, choć nie sposób tego nie zauważyć… nie ukrywam, że konsekwencja Amouage w kultywowaniu monotematycznych arii, osnutych na dominującej grze pojedynczych ziół zaczyna już nużyć mój rozmiłowany w różnorodnościach nos… tak jak kota można zagłaskać, a w nadmiarze eksploatowanym oudem zanudzić na śmierć – tak i nieco monotonna tematyka ostatnich kompozycji Amouage zaczyna mnie męczyć i szczerze powiedziawszy cieszę się, że to już koniec… pora zatem na coś nowego i świeżego…

kocanka

Trzeba jednak przyznać, że Amouageowa ziołowa saga odchodzi w pięknym stylu… po absolutnie cudownym Memoir i równie pięknym co depresyjnym Honour, przez dłuższy czas odczuwałem niedosyt, który wypełniło dopiero bardzo arabskie dzieło szóste (Opus VI)… Interlude choć donośne, wyraziste i śpiewające pełną piersią nie porwało mnie bez reszty, podobnie utrzymany w zbliżonej konwencji Opus VII, a pierwszą reakcją przy poznawaniu Fate było – nooo nieeee, znoooooowuu?… jednak rozczarowany bynajmniej nim nie jestem, bo poza wspomnianą kocanką, zapach wybrzmiewa cudownie wręcz wyartykułowanym olibanum, żywym, czystym i jaskrawym oraz upojnym labdanum – dopełnionym umiarkowanie zaakcentowaną garścią szlachetnych przypraw, drżącą różą i ciepłem balsamu copahu… stadium to pieści nos przez dobre dwie godziny, po czym kadzidło dopala się i na skórze pozostaje jedynie dyskretna, cicha i bardzo drzewna pieśń żałobna, pochlipująca lukrecjowo labdano piżmowymi łzami…

reasumując: zapach bardzo podobny stylistycznie do ostatnio następujących po sobie wypustów Amouage – ale ten swoisty koncert pożegnalny to prawdziwe oratorium na kadzidła, absynt i labdanum… dźwięczne, czyste, pokrzepiające ciało i duszę… jedyne do czego mógłbym mieć zastrzeżenia, to dość niemrawy rapsod żałobny, zagrany u schyłku…

przypomina mi: Amouage Memoir, Interlude, Opus IV i VII oraz Annick Goutal Sables i Etat Libre d`Orange – Like This,Amouage Fate Men EdP

Głowa: mandarynka, szafran, absynt, imbir, kmin,
Serce: kocanka włoska (nieśmiertelnik), róża, kadzidło (olibanum), lawenda, czystek (labdanum), balsam copahu,
Baza: czystek (labdanum), cedr, lukrecja, bób tonka, sandałowiec, piżmo,

Reklamy

Responses

  1. Zbyt mało zapachów Amouage poznałem by się sensownie wypowiedzieć. Jednak zaprzyjaźniłem się już, jak na razie z bogatym męskim Jubilation. A to wystarczy by poszybować dalej… Wychwytując słowo ‚Arabski’ moje spragnione ostatnio tej stylistyki nozdrza podpowiadają mi że kolejnym będzię Opus szóste. Tak Piracie, nie ‚szósty’. Biorąąc pod uwagę że pewnie mamy na myśli chronologiczne oznaczenie dzieła jednego twórcy,to właśnie tak wypada odmienić poprawnie. Jak to dobrze być muzykiem i odczuwać dobitniej jak jedno z drugim się przenika… Jak widać, slychać i czuć nasze zmysły sprowadzają się do jednego zródła wszelkiej kreacji 😉

  2. Amouage ma bogatą ofertę i sporą rozpiętość aranżacyjną, choć osoby śledzące na bieżąco ich ostatnie wypusty na pewno zauważą, że ostatnio uczepili się pewnej tematyki… proponuję siegnąć po Gold, Jubilation, Dia, Honour, Opus VI i Memoir by poznać skalę ich możliwości…

    p.s. nie zgadzam się z Twoją interpretacją… Henryk Ósmy, czy Henryk Ósme? Opusy Szóste, to liczba mnoga, zaś Opus szósty – szczególnie uwzględniając sens zdania i kontekst, to rodzaj pojedynczy i moim zdaniem jak najbardziej poprawna forma odmiany… 😉

  3. W swoim czasie sięgne po nie napewno. Nie wyrabiam, tyle tego.

    Obawiam się że mimo to racji nie masz,choć nie o nią tutaj chodzi.
    Wiem że z punktu widzenia poprawnej polszczyzny brzmi to paradoksalnie ale jednak to fakt. 😉

  4. jestem pragmatykiem, więc nad puryzm językowy (zwłaszcza absurdalne, bezsensownie wyjątki, komplikujące i tak już zawiłe reguły) przedkładam czytelność przekazu… sprawdziłem specjalnie deklinację liczebników porządkowych i głównych, ale formy „szóste” nie znalazłem… jest za to „szósty” aka przykład powyżej…

  5. Opus to nie Henryk 😛 Włącz sobie dwójke Polskie Radio i posluchaj klasyki, będziesz wiedział o co mi chodzi.
    Teraz jadą na Jazzowo 🙂

  6. tyle, ze to nie muzyka (opus), tylko nazwa własna… zresztą nieważne, nie będę sobie takimi anachronizmami zawracać głowy, skoro w obecnej formie brzmi to bardziej logicznie niż wedle zasady, na której rzekomą poprawność nie znalazłem reguły… 😉

  7. Jak już wspomniałem wyżej: Opus- chronologiczne oznaczenie dzieła jednego twórcy. Dlatego domniemam że nie jest to nazwa własna sądząc po symbolach oraz sensie naturalnej kolejności powstawania a tymbardziej użycia cyfr Rzymskich. Jak w klasyce, komozytorzy oznaczają swoje dzieła w identyczny sposób i mówi się jak na naszym przykładzie – szóste.
    Sam tego nie rozumiem ale tak jest i tyle.
    🙂

  8. to nie są dzieła jednego twórcy, ponadto każdy traktuje o zgoła innej tematyce…jedynym wspólnym mianownikiem jest tu słowo Opus (cykl nazywa się Libary Collection)… a następujące po sobie części tylko pozornie są częścią większej całości… jakbyś nie odmieniał przez przypadki, rodzaje i liczby forma „szóste” nijak nie występuje, poza teoretyczną korelacją „te opusy szóste”… a teraz znajdź praktyczną formę zastosowania takiego wytworu w mowie… dlatego świadom urojeń zamierzchłych pokoleń naszych językoznawców, celowo i z premedytacją pozostanę przy obecnej formie „ten opus szósty”… 😉

  9. Jeden twórca Amouage i nieistotne jakiemu nosowi to zlecą bo to sprawa drugoplanowa w tym przypadku i wynika ona z pewnej polityki marki. Cykl owszem jest, dlatego tymbardziej ma to sens całości jeśli wszystko powstawało po kolei i nadawano temu adekwatne nazwy. Możemy nawet uznać że właściwym wspoónym mianownikiem jest tutaj ziołowość właśnie i akcentowanie w każdym z zapachów danego z zioł. A że skład kompozycje mają różne to już wynika z ich natury.
    Jak w symfoniach, inne nuty inny motyw przewodni inne określenia częsci i ich tempa, emocje, itd…
    Nadal rozumiem do czego bijesz 😉 Tylko taka wymowa panuje do dzień dziś, czy ci sie to podoba czy nie.

    Może i bezsensownie ciągnąć dłużej temat który jest poza samym zapachem tutaj opisanym przez ciebie. Ja na siłę nie chcę jakoś specjalnie drążyć. A ty i tak pozostaniesz przy swoim. Niech tak będzie. Bo w sumie jakie to ma znaczenie, skoro i ja i ty wiemy o co chodzi… To tylko szóstka choć nie w totka 😉

  10. A żeby cię kulturalnie ‚dobić’ odsyłam do lektury którą specjanie dla ciebie wyszukałem 🙂 http://obcyjezykpolski.strefa.pl/?md=archive&id=199

  11. ręce opadają… według wywodu tego pana, podstawą do stosowania tej chorej odmiany ma być gramatyka języka łacińskiego… veto!, żyjemy w Polsce i stosujemy polską odmianę przez przypadki – zwłaszcza, że w przypadku innych, stale występujących zwrotów zapożyczonych z łaciny, stosuje się rodzimą odmianę i zostało to już dawno uregulowane… sorry, ale czyjeś niedbalstwo tym bardziej nie jest w mym odczuciu obligatoryjne, dla stosowania podobnej reguły…

    czy dobiłeś? raczej mamy 1:1, bo tak na marginesie (nie żeby mi zależało, albo ubodło) – ale formy grzecznościowe (Cię, Tobie, Ty) pisze się od wielkiej litery, mój purysto… 🙂

  12. Opus (łac.) = dzieło. Dzieło jest rodzaju nijakiego, więc dzieło szóste, nie dzieło szósty 😉

  13. Rozstrzygam spór kompromisowo – obie wersje są poprawne, ale rozumiem racje obu stron 😀

  14. michau – Twój argument mnie przekonuje (tłumaczenie polskie diametralnie zmienia postać rzeczy i nadaje takiej formie odmiany sens)… 😉
    narde – mój błąd, zwracam honor… 😉
    Gryx – dzieło szóste brzmi lepiej i poprawniej niż opus szóste, cóż człowiek uczy się całe życie… 😀

  15. Za internetową poradnią językową Wydawnictwa Naukowego PWN
    http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=2333

    Ostatnio ze zdumieniem stwierdziłem, że rzeczownik opus mimo odmiany charakterystycznej dla rzeczowników rodzaju męskiego sam jest rodzaju nijakiego, co determinuje (na przykład) nienaturalne dla mnie konstrukcje w rodzaju np. opus dziesiąte. Jestem ciekaw, dlaczego tak jest i jakie inne rzeczowniki wykazują podobne „anomalie”.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Radek Gontarek
    Wyraz opus (w skrócie: op., po łacinie dosłownie `dzieło’) wraz z liczebnikiem służy do porządkowania utworów bądź cyklów utworów niektórych kompozytorów, poczynając zasadniczo od Beethovena (np. I Symfonia C-dur op. 21). W języku polskim wyraz opus odmienia się dziś jak rzeczowniki rodzaju męskiego: opus, opusu, opusowi, opusy, opusów, natomiast w wyrażeniach opus dziesiąte, opus dwudzieste pierwsze itp. zachował się – zgodny z rodzajem łacińskim – rodzaj nijaki tego rzeczownika. Jest to rzeczywiście wyjątkowa sytuacja, ale nic nie wskazuje na to, aby miała się ona zmienić.
    — Grzegorz Dąbkowski, prof., Uniwersytet Warszawski

    „Anomalii” w takim rozumieniu – czyli rozbieżności między rodzajem gramatycznym rzeczownika a jego odmianą – jest więcej. Na przykład mężczyzna w liczbie pojedynczej odmienia się jak rzeczowniki rodzaju żeńskiego, a książę jak rzeczowniki nijakie.

    — Mirosław Bańko

  16. Piracie mój jak ja cie lubię 🙂
    Broń ‚cokolwiek’ nie wiem czy boże ale ja nie mam się za puryste. (napewno nie językowego choć pedantyzm mi doskwiera ale na innych płaszczyznach) Przeważnie wręcz przeciwnie bo nie dbam o poprawność językową na co dzień, lub lepiej- nie jest to dla mnie pierwszorzędne. Bardziej cenie sobie by ludzie po prostu potrafili się porozumieć. Jeśli dwie strony wiedzą o co chodzi to najważniejsze.,sposób jest mało istotny. Oby bylo zdrowo, kulturalnie i z szaczunkiem. A ta rozkmina powstała z powodu tego że jako muzyk nie od dziś stykam się ze znaczeniem słowa opus. Dlatego jeśli ktoś mówi że czarne jest białe to znaczy że trzeba mu uświadomić co nieco. A honor zbyt powierzchowny dla mnie sens ma by móc, lub chcieć się utorzsamiać z jego odczuwaniem. Bo prawda i tak zawsze jest głebiej i nie trzeba jej tłumaczyć. Każde tłumaczenie samo w sobie jest wypaczeniem jej naturalnej istoty.
    A z tym dobiciem to było tak żartobliwie 😉

    PS. Zastanawia mnie opcja z tymi formami grzecznościowymi co napisałeś. że niby w środku zdania również z dużych liter? ..albo coś teraz ja nie kumam… 😀

    • Dołączam się do narde – moim zdaniem pisanie zaimków osobowych w korepspondencji codziennej, mailach, smsach jest hiperpoprawnością, a więc błędem. Wg mnie zaimki osobowe pisane z wielkiej litery powinny być używane tylko w tradycyjnej, papierowej, korespondencji.

      Piracie, na otarcie łez, dodam, że mnie uwiera, mimo że poprawna, forma „w województwie opolskiem, mazowieckiem” – zasada ta sama, co z opus – słowo rodzaju nijakiego, a jednak chciałoby się pisać „w opolskim, mazowieckim”.

  17. PWN – dziękuję Ci za solidne źródło, ale już wszystko jasne…
    narde – form grzecznościowych w stosunku do adresata (druga osoba), niezależnie od miejsca wystąpienia w zdaniu, zawsze piszemy z tzw. wielkiej litery… w razie czego służę linkiem ze stosowną regułą… zawodowo jestem zmuszony generować tony korespondencji, utrzymanej w dość formalnej formie – więc akurat te reguły, są mi dobrze znane…
    michau – a jakie znaczenie ma rodzaj użytego nośnika przy korespondencji?… to bez znaczenia czy używasz papeterii, laptopa, albo komórki – zasady pisowni są niezmienne… 🙂

    sam nie jestem purystą językowym (to zresztą widać) i nie ukrywam, że trzymanie się pewnych zasad (co widać) traktuję dość luźno… powiem więcej niektóre do tego stopnia mnie irytują – że świadomie je łamię, tworząc odmiany i formy lingwistyczne, nie występujące w naturze… niestety zasady pisowni języka polskiego, podobnie jak nasze prawo – są tak zawiłe, pełne sprzeczności, absurdalnych wyjątków, niekonsekwencji oraz anachronizmów iż coraz trudniej się w tym połapać (część zasad jest martwa, podobnie jak łacina – a wciąż żywa i nadal bruździ) i zamiast to uprościć, kurczowo trzymamy się zasad nie mających już prawa bytu… kiedy ostatnio słyszeliście kogoś wymawiającego hełm (część uzbrojenia) i Chełm (miasto) na tyle swoiście, że dało się wychwycić znaczenie kontekstowe po samym brzmieniu wymowy?… kiedyś dało się to wychwycić, jak akcent w mowie, nawet potocznej – zaś obecnie rozróżnianie pisowni przez ż, rz, h, ch u i ó to zbędny, pozbawiony praktycznego uzasadnienia balast, dodatkowo komplikujący coś co i tak do łatwych nie należy… a potem się dziwią, że ludzie robią błędy… oczywiście nie mam na myśli bendem, mogem i japko, tylko klasyczny ort…

    reasumując: z racji iż nie mam racji, postanowiłem zmienić brzmienie zdania i poprawić ten nieszczęsny „opus szóst”y, ale nie na wciąż kuriozalnie i niegramatycznie brzmiący „opus szóste” – lecz na wersję spolszczoną i daleko bardziej sensowną, czyli „dzieło szóste”, co powinno ukontentować wszystkie strony… 😉

    pozdrawiam i dziękuję Wam za rzeczowy i konstruktywny udział w dyskusji… Miodek będzie z nas dumny… 🙂

  18. A ja będę nadal obstawał przy swoim, że jeśli traktujemy „Opus” jako nazwę własną perfum, niezwiązaną z nomenklaturą muzyczną, wersja „Opus szósty” (ten Opus, ten zapach, ten właśnie szósty z kolei) jest jak najbardziej akceptowalna 😉 O rozróżnianiu „h” i „ch” po brzmieniu wymowy słyszałem już kiedyś na zajęciach z fonetyki, dla mnie to niepojęte 😉 Pozdrawiam!

  19. no właśnie… czy w przypadku gdy wspomniany opus nie dotyczy dzieła muzycznego (zmienia się kontekst) – czy obowiązuje ta sama wynikająca z zachowania oryginalnej pisowni, niegramatyczna zasada odmiany?
    pozdrawiam 😉

  20. Według mnie bezprzecznie opus to opus. W tym wypadku nazwę ciężko uznać za własną bo aż rzuca sie w oczy bezpośrednie nawiązanie (kolejnośc powstawania lub numerowania, rzymskie cyfry). Oryginalnie nie jest by móc przeoczyć ten fakt. Jeśli się ni mylę od jeden do siedem, przy czym wszystkie one nadal opisane jako Opus. Pomijając szate wzroniczą opakowania, jakże klasyczną.

    pozdrawiam 🙂

  21. pozostaje zatem trzymać się kurczowo zasady i po prostu nie używać, jeśli sens i gramatyka wypowiedzi nakazywałaby (olaboga) odmianę przez przypadki… 😉 swoją drogą ciekawe ile jeszcze podobnych trupów zalega w szafach językoznawców… 😀
    pozdrawiam…

  22. W otwarciu kojarzy mi się z Sables marki Annick Goutal, ale na szczęście ten akord szybko ustępuje. Jest tak, jak napisałeś, ziołowo i kadzidlanie. To bardzo mocny zapach, znakomita projekcja i trwałość – tu przypomina mi lubiany przeze mnie Gold. Testuję od wczoraj, to moje pierwsze wrażenia. Czy wart swojej ceny? Nie, powinien być sprzedawany w cenie wcześniejszych amouage.

  23. no ja się czuję już tą serią nieco znużony i szczerze mówiąc, cieszę się że „cykl ziołowy” dobiegł końca… stęskniłem się już za rasowym orientem w wydaniu Amouage i poniekąd też jestem zdania, że monotematyczna oda do zioła mogłaby kosztować ździebko mniej niż rewelacyjne Jubilation czy Gold… 🙂

  24. Kuźwa człowiek chciał poczytać komentarze, o zapachu, a tu co ? Forum miłośników języka polskiego 😉

  25. czasem tak bywa… na tym blogu nie moderuje się i nie kasuje komentarzy – więc często wychodzą naprawdę epickie offtopy… 🙂

  26. Czy kocanka pachnie jak kozieradka? Testowałem dziś te perfumy i roześmiała mi się gęba gdy rozpoznałem ten aromat….a w wykazie nut nie ma 🙂

    • kocanka (nieśmiertelnik) pachnie równie „ziołowo” i intensywnie, ale o niebo przyjemniej (w moim odczuciu) niż kozieradka, z którą mam niezbyt przyjemne wspomnienia z dzieciństwa… 🙂 ale oczywiście to kwestia rodzaju i jakości olejki i formy przedstawienia z udziałem nut towarzyszących, ale owszem są podobne (sklep zielarski)… 🙂

      • Dzieki 🙂

  27. Zapach od początku do końca pachnie curry:)

    • he he, coś w tym jest 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: