Napisane przez: pirath | 28 lipca 2013

Davidoff – The Game, czyli wizja wieczoru, według młodszego z braci Ellena…


No to mamy kolejnego „gracza” w drużynie wieczorowych imprezowiczów… tym razem autorem kompozycji, reklamowanej wiele mówiącym dopiskiem „winner takes all” jest Bernard Ellena, młodszy brat słynnego Jeana Clauda Elleny… oczywiście powinowactwo z hElleńskim bóstwem jeszcze nie oznacza iż też wskrzesza flakony i zamienia czysty alkohol w perfumy – ale nie ukrywam, że moje oczekiwania względem kompozycji znacznie poszybowały w górę… cóż więc skrywa w sobie flakon, stylizowany na sztapel żetonów do gry w kasynie?…

The Game EdT

W otwarciu The Game z 2012 roku mamy ponoć wódę, a konkretnie gin, którego oddziaływanie Berni postanowił dodatkowo wzmocnić jagodami jałowca… cudownie, to jakby do nalewki wiśniowej dodać świeżych wiśni i wzmacniać maślany smak masła, masłem… problem polega na tym iż nie czuję tu ginu, a jedynie specyficzny zielonkawo wytrawny, aromat jagód jałowca… czuję też grzeczny, słodki i nieco zgnuśniały akordzik przyprawowy, który wybrzmiewa zresztą dziwnie znajomo… jednak w kontekście bukietu i szumnej zapowiedzi sukcesu, wspomaganego sugestywną reklamą, sugerującą wybitnie wieczorowy charakter kompozycji – użycie na wieczorne wyjście tych perfum wydaje mi się tożsame z założeniem do garnituru sandałów (koniecznie z białymi skarpetami)… zaś uzupełnienie tej wyszukanej garderoby stanowią przewiewne, wzorzyste bermudy, zastępujące długie, zaprasowane na kancik spodnie – bo przecież jest nam gorąco, w perspektywie liczymy na seks i nie chcemy aby spociły nam się jajka…

Davidoff The Gamezałożę się, że amant na zdjęciu, poniżej kadru nosi wspomniane bermudy i sandałki, wydatnie podkreślone oślepiającą bielą skarpet…

The Game to oklepany, nawet nie silący się na oryginalność i własny charakter zapach, wzorowany na rodzinie Armani Code… dziwne, bo w trakcie testów bloterowych zapowiadał się całkiem nieźle – co należy potraktować jak kolejną przestrogę, by nie kupować perfum w oparciu o przelotny kontakt z papierkiem… oto przed mym nosem staje kolejny beznamiętny słodziak, doprawiony gorzałą i udający wyrafinowaną kompozycję na wieczór… problem polega na tym, że kompozycji o tym charakterze są na rynku dziesiątki, a tylko kilku udało się wybić ponad przeciętność… nie wiem czy Bernard pracował ściśle pod zamówienie, albo po prostu nie jest tak uzdolniony jak starszy brat – ale pójście na taką łatwiznę zdecydowanie nie przysporzyło mu splendoru… spodziewałem się ostrej „młócki” i zdecydowanych cięć, kreatywności – jednak Bernard nie skacze po zapachowej pięciolinii niczym wojownik ninja, tnąc nuty i docinając akordy z chirurgiczną precyzją… jego ostra katana nie wypruwa z nut wnętrzności, jak ma w zwyczaju czynić jego utalentowany starszy sensei… niestety znane nazwisko w tej branży to jeszcze nie wszystko…

The Game for Men

Nowy Davidoff to bardzo zachowawczy, defensywny i pozbawiony charakteru zapach… trudno wskazać jego mocne strony, gdyż wszystkie jego kluczowe aspekty rozczarowują… nijaki, pozbawiony polotu, głębi wyrafinowania i zdecydowania bukiet – oparty na garści niezbyt czytelnych, pozbawionych wyrazistości przypraw… anemiczna, słodycz, anemiczne drewno i pozbawiona kolorytu, spłowiała zielenina po prostu nuży… do tego słabowita jak na aranżację wieczorową projekcja i trwałość, która nie dotrwa nawet do serwowanego wprost do łóżka śniadania we dwoje… zwycięzcy biorą wszystko? wolne żarty!, ten zapach nie porwie nawet wyposzczonej nimfomanki, no chyba że wyglądasz jak gość ze zdjęcia powyżej – ale w takiej sytuacji noszone perfumy mają marginalny wpływ na efekt uwodzenia…

reasumując: The Game z 2012 roku to swoisty znak czasów, symbolizujący upadek inwencji i postęp w kopiowaniu – choć w tym przypadku wyjątkowo nieudolny… nudny, smętny, pozbawiony jaj i charakteru, pseudo wieczorowy słodziak, jakich pełno… nic ciekawego i wartego zachodu, nie polecam…

przypomina mi: niedorobiony brat bliźniak linii Armani Code, choć zapewne wzorowano się na wersji Ultimate i bardziej szpanerskiemu CH 212 VIPDavidoff The Game EdT

nuty iście baśniowe i niewspółmierne do treści – ale zachowałem oryginalny kontekst… 😉

Głowa: aromatyczny gin i jagody jałowca,
Serce: wibrujące przyprawy, teksturowany irys,
Baza: męskie drewno, wyszukane drewno hebanowe, elegancka vetivera,

Reklamy

Responses

  1. Aż żal, że człowiek się musi z takim chłamem potykać… Z drugiej strony lepiej przestrzec ludzi i skierować ich wzrok w inną stronę, gdzie znajdą coś naprawdę wartościowego, więc jakiś pozytyw z tego wypływa 🙂

  2. Gdyby nie Pirat pewnie nigdy bym nie powąchał tego produktu bo na odległośc już wygląda podejrzanie.
    No i pachnie jak ulep nijakości właśnie. Niby można się doszukać czegoś pozytywnego w tej słodyczy która w połączeniu z przyprawowymi nutami przypomina mi trochę palony benzoes . Ale to niewiele w całościowym wydźwięku by móc się wkręcić…
    Ale znając życie to każda potwora znajdzie swojego amatora.

    A ja jak narazie to wkręciłem sobie Dirty English 😉

  3. belor – jestem zdania, zresztą u Ciebie na blogu też swego czasu został poruszony ten wątek, że opisywanie kiepskich, słabych i niezbyt udanych zapachów też ma wbrew pozorom głębszy sens… tu nie chodzi o wyżycie się, obsmarowanie i zjechanie – lecz przestrogę dla innych… to ważne, bo na bezstronność reklam i obiektywizm pracujących w perfumeriach konsultantów trudno liczyć, a ludzie chcą i mają prawo wiedzieć jak jest naprawdę…

    może zabrzmieć to dziwnie – ale uważam, że blogi perfumeryjne prowadzą pewną misję, swoisty edukacyjny rekonesans towaroznawczy – wskazują (subiektywnie offcourse) zapachy słabsze, ich wady, polecając inne, godniejsze uwagi alternatywy, wskazują mało popularne, ale warte poznania zapachy i te o których już prawie nikt nie pamięta… 😉

    narde – oj DE polecam w całej rozciągłości, to fantastyczne i umiarkowanie ciężkie perfumy (dla fanów labdanum, do których się zaliczam pozycja obowiązkowa) więc śmigam w nich nawet latem… a szansa że spotkasz kogoś również nimi pachnącego jest taka jak trafienie 5-ki w totka… 😉

  4. pirath, mniej więcej tak to widzę, jak to właśnie ująłeś 🙂

  5. Jest szansa na nowego Davidoff The Game Intense :)?

    • owszem, nawet gdzieś widziałem próbkę… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: