Napisane przez: pirath | 30 lipca 2013

Hugo Boss – Just Different, czyli rzeczywiście inaczej…


Na szczęście nie chodzi o Apple’oweThink Different„, bo znając umiłowanie jabłkowych specjalistów do komplikowania rzeczy prostych i oczywistych – dostalibyśmy flakon z innowacyjnym atomizerem psikającym do tyłu i tylko we czwartki… a reklamując jego wadliwe działanie, usłyszeliby, że „źle trzymamy„, bo przecież etykieta z podświetlanym ogryzkiem ma być z tyłu… tym razem chodzi o innego orędownika dobrego stylu, którego kolekcje (od jesieni ’39, aż po wiosnę ’45) można było podziwiać na frontach II Wojny Światowej – w postaci nienagannie skrojonych mundurów min. Wermachtu, SS, Kriegsmarine i Luftwaffe

Hugo Boss Just Different EdTczyż to nie wygląda jak gustowna manierka dla ubranego w nie mniej gustownie skrojony mundur żołnierza?

Tym razem Hugo Boss bardziej się postarał, stawiając nie na oklepane cytrusy, lecz zielone jabłuszko… aby skojarzenia z „mydełkiem” nie były zbyt oczywiste, wspomniane jabłuszko dzielnie wspomaga swą rześkością mięta – całkiem zręcznie emulując nutę, znacznie ostatnimi czasy popularnego grejpfruta… nie powiem, otwarcie pomimo iż syntetyczne – jest świeże, aromatyczne, bardzo wyraziste i trwa nadspodziewanie długo, płynnie przechodząc wprost do akordu serca… brzmi to całkiem znośnie, choć muszę wyznać, że aplikując sporą ilość na dłoń, do tzw. „poduchy” – odczułem pewien dyskomfort wynikający z zawziętości tego nieco prze aromatyzowanego, jabłkowo miętowego akordu… w sercu kompozycji dochodzi też do swoistego przeładowania (zamulenia) bukietu inwazją ziół – które w moim przypadku zaowocowało krótkotrwałym odczuwaniem mdłości… czyżby ciężar upiojnej frezji pospołu z bazylią i kolendrą nazbyt dociążył akord?… trwało to wprawdzie tylko chwilę, ale pamiętam że podobnie zareagowałem (głównie mój żołądek) na tę „majerankową” fazę w Lalique Equus i Declaration Essence

Hugo Boss Just Different

Just Different z 2011 roku jest nie tylko inny, ale również zmienny… po dość jaskrawym rozwinięciu nastaje drastycznie odmienny, spokojny, kojący, niewymownie przyjemy schyłek… finezyjny, zaaranżowany z niespotykanym wdziękiem akord bazowy, pieści nos pięknie skomponowanym tematem, osnutym na aksamitnie wybrzmiewającym drewnie kaszmirowym, wspomaganym delikatną paczulą, labdanum i kadzidłem – układającym się na wzór delikatnie okadzonej orientalnymi wonnościami, świeżo upranej materii… chwilami odnoszę wrażenie, że wącham świeżo uprane, lecz od lat używane szaty liturgiczne, przesiąknięte subtelna wonią szlachetnych żywic… świat stanął na głowie, aż trudno mi uwierzyć, że to Boss

Just Different Hugo Boss

reasumując: zaskakujący oryginalnością i zmiennością, przepięknie i finezyjnie finiszujący zapach… wprost nie mogę uwierzyć że to naprawdę Hugo… z początku nieco narowisty, ale przepięknie skomponowany, drzewno żywiczny finisz z nawiązką rekompensuje wszelkie niedomagania… nawet jeśli ktoś nie przepada za jabłkowo miętowym mohito – warto zmęczyć otwarco serce, by doczekać do tego ślicznego, dyskretnego i całkiem trwałego finiszu… całkiem nieźle spisuje się podczas upałów, z którymi wyśmienicie radzi sobie nawet jego ciepła, drzewna baza…

przypomina mi: Avon Pure O2 zmiksowane z CK Dark Obsession i dopełnione odrobiną Tumulte/Dirty EnglishHugo Boss Just Different Man

Głowa: zielone jabłko, mięta,
Serce: frezja, bazylia, kolendra,
Baza: drewno kaszmirowe, paczula, labdanum, olibanum,

Advertisements

Responses

  1. Mnie odrzuca wszelaka chemiczność, szczególnie kiedy występuje już od samego początku. Choć orzeźwienie rodem z tymbarka może się podobać.
    No i ta szczeóolnie kusząca część – baza. Choć ona sama raczej nie wystarczy by się zachwycić to poznam chętnie. A flakon bardziej z bidonem kojarzę.

  2. bidon, manierka jeden grzyb – ale w kontekście mundurów wojskowych Bossa, bardziej pasowało mi to pierwsze… 😉

  3. Nie no, kiedy widzę markę Boss w kontekście perfum to już pół biedy, ale jeśli widzę znowu w kolejnej reklamie perfum młodziutkiego podrostka który zamiast porządnego krawata nosi tzw. śledzika i to po raz tysięczny czarnego-to ręce opadają. No ale rozumiem że podrostek nie chce prezentować się poważnie, bo te wąziuteczkie krawaty wraz z leciutkimi perfumami i ogólnym znieweścieniem dopełniają obrazu degrengolady kultury.

  4. Poza tym czemu nikt nie zwraca uwagi na fakt że zgodnie z savoir-vivre czarny krawat to krawat żałobny.

  5. hmmm to raczej pytanie do kogoś prowadzącego blog modowy… 🙂

  6. chociaż mam pewną hipotezę… 😀
    jeśli jesteś ucieleśnieniem współczesnego wzorca męskości, to prawdopodobnie przy wzroście 180 cm ważysz równe 50 kilo, nosisz rurki, modną torebkę i luźną bluzkę z zaje…fajnym, obwisłym dekoltem… obwisłym bo zwisającym na pozbawionym klaty torsie… jeśli ubierzesz takiego mena w garniaka to klasyczny krawat (męski zwis) zajmie powierzchniowo pół jego klaty co będzie wyglądać dość groteskowo, stąd wybór czegoś o skromniejszym rozmiarze… 😀
    ale co ja się tam znam na modzie męskiej… 😉
    coś takiego jak ten: http://polki.pl/work/privateimages/formats/E/84262.jpg

  7. Niezła koleś 😉

  8. Ała, Pirath! Moje oooczyyy! Ostrzegaj na drugi raz, że linkujesz drastyczne treści, OK? 😀 Po drugie (już ad rem), „majerankowa faza”, powiadasz? Mrrr, mój śp. dziadek miał lata temu dezodorant nieźle dający majerankiem właśnie, Kelvin się zwał bodajże (że niby jakieś subtelne nawiązanie do Fahrenheita? W sumie, puszka czarno-czerwona była, o ile pamiętam) 😉 A po trzecie i ostatnie – Jaredowi Leto wolno więcej (mnie się nawet te śledziowate krawaty podobają, abstrahując już nawet od mej niechęci do wszelkiego rodzaju „formalnych uniformów”). 😉 Pozdrawiam!

  9. narde – tak, to samczyk (mężczyzna nie chce przejść mi przez palce)

    Gryx – ja to określam mianem fazy majerankowej, a chodzi o niemal smoliście przymulający akord zielono ziołowy… ciężko go opisać, ale mi od razu przewracają się bebechy… pojęcia nie mam kim jest koleś z tego zdjęcia, pewnie jakiś celebryta, ale na szczęście nie mam telewizora by to sprawdzić… 🙂

  10. „Przymulający akord zielono ziołowy” nie brzmi dobrze, przyznaję, a już taki „w typie” Zino odrzuca mnie na kilometr (mam alergię na połączenie lawendy, geranium, kolendry i mchu). Jared Leto zaś to człowiek renesansu – aktor (m.in. Requiem dla snu, Podziemny krąg, American psycho), reżyser, wokalista (no i model oczywiście) 😉

  11. hahaha ten ‚podrostek’ ma ponad 40 lat ! 😛 Aktor, muzyk Jared Leto

  12. podrostek, czy nie – dobrze się trzyma i chwała jemu, grafikom i Adobe za to… 😉 podkreślę, warto przetrzymać otwarcie i doczekać do fazy schyłkowej, dopiero tak zaczyna rozpościerać się piękno tej kompozycji… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: