Napisane przez: pirath | 1 sierpnia 2013

Olivier Durbano – Heliotrope, czyli szafranowa krew w kamieniu z mirry…


Długo przyszło mi czekać na wystarczającą na potrzeby recenzji próbkę tych perfum… ale sądzę, że warto było móc okrzepnąć, nieśpiesznie adorować i kontemplować piękno i królewski majestat ich fantastycznego bukietu… Olivier Durbano (ma swoją kapliczkę w bocznej nawie mej świątyni Elleny) kolejny raz przeszedł samego siebie… kunszt Rock Cristal i Black Turmalinu ciężko dogonić, a co dopiero przebić – a temu skromnemu człowiekowi znów udało się zaskoczyć cały świat, prezentując coś innego i równie dobrego… Heliotrop z 2012 roku to zapach z duszą, niepowtarzalny, majestatyczny, pokrzepiający duszę i tak piękny, że aż chce mi się płakać… i pomyśleć, że skomponował go człowiek tak skromny, że tytułuje się nie mianem perfumiarza, lecz architekta… jakoby przy okazji parając się jubilerstwem kamieni półszlachetnych… kolejny raz, przyklękując na jedno kolano, ściągam z głowy czapkę i kłaniam mu się nisko… tego kalibru dzieła nie zasługują na zwykły uścisk dłoni (o którym zresztą marzę) i lakonicznego szapo ba… tego kalibru dzieła warte są mszy…

Olivier Durbano Heliotrope

Heliotrop to zarówno roślina, jak i kamień – jednak francuskiemu jubilerowi chodziło tradycyjnie o minerał, choć kwiat Heliotropu również tu odnajdziemy… tylko człowiek ponadprzeciętnie wrażliwy jest zdolny ująć wysublimowane piękno kamienia i zakląć je w perfumach… Heliotrop to czarny kamień z krwistymi cętkami, wyglądającymi jak zakrzepłe w kamieniu krople krwi… Olivier nie tyleż skupił się na odzwierciedleniu mrocznej duszy tego niezwykłego kamienia, ale przede wszystkim oddał żar bijący od zatopionych w nim krwawych łez – których jaskrawa czerwień symbolizuje rozżarzone węgle, na których spala się szlachetna, tworząca trzon kompozycji mirra… a jest to jedna z piękniejszych, pełniejszych, bardziej porywających, sugestywnych i przyjaznych mirr, jakie miałem przyjemność zakosztować…

Durbano Heliotrop

Heliotropowa mirra jest upojna, ciepła i przyjazna – mimowolnie emanuje głębokim sakralnym mistycyzmem, bo przecież palenie mirry niemal zawsze uświetnia jakiś obrządek… kadzidło i szlachetne żywice od tysięcy lat towarzyszą obrządkom religijnym w niemal wszystkich kulturach, a unoszące się znad masywnych kadzielnic, białe obłoki symbolizować mają ofiarę cementującą duchową więź z bóstwem i w efekcie jego przychylność… to dziwne, ale i moje skojarzenia z ową mirrą są równie oczywiste – a wynikają właśnie z tych nielicznych sposobności obcowania ze szlachetnym bukietem palonych żywic, używanych z rzadka i głównie podczas obrządków liturgicznych… nawet będąc zatwardziałym ateistą trudno od tego uciec, niezależnie od szerokości geograficznej, na jakiej przyszło nam żyć…

Heliotrop

Czuć w tych perfumach rękę, swoisty znak wodny Durbano – jednak tym razem to nie kadzidło (choć obecne w akordzie otwarcia) – a mirra buduje swoisty, wysublimowany rozmach i dojrzały klimat tych perfum… dusza Heliotropu jest lekka, ciepła, ckliwa, przyjemna i szlachetna, ale przede wszystkim zaskakuje swą otwartością i przejrzystością… tymi perfumami nie da się nikogo przestraszyć, za to skutecznie można nimi zauroczyć i wzbudzić zaufanie ich sączącym się z nich spokojem… lekkość i gracja tych perfum zupełnie rozmija się z klimatem powagi i zadumy, towarzyszącej zazwyczaj dostojnym aranżacjom kadzidlanym, choć spora w tym zasługa delikatności szafranuHeliotrop to wyrafinowana, subtelna głębia i zarazem ujmująca prostota o jasnych pastelowych kolorach… to zapach na tyle uniwersalny i wybrzmiewający delikatną fakturą szafranowego pyłu z taką gracją – iż z powodzeniem da się go nosić nawet latem…

szafran

Heliotrop otwiera się przecudnej urody wibrującymi żywicami oraz zwiewną mgiełką szlachetnych przypraw… majestatyczny bukiet tych perfum ewoluuje w nieznanym tylko stopniu, podobnie jak strużka mirrowego dymu – trącona delikatnym tchnieniem powietrza, podczas nieśpiesznego unoszenia się nad kadzielnicy… upojne elemi, dyskretne i małomówne olibanum i otulająca swym szlachetnym ciepłem mirra – kroczą nieśpiesznie i w jednej linii… okala je delikatny, muśnięty imbirem szafran, którego mistrz Durbano nie pożałował i wyeksponował na równi z samą mirrą… w sercu szeptem przemawiają delikatne kwiaty, z wyczuwalnym heliotropem i przemykającą gdzieś w tle magnoliąz wdziękiem dopełniającą wirtuozerię tego stonowanego bukietu… im bliżej fazy dojrzałej – tym bukiet ulega większej redukcji poprzez stopniowe wyciszanie większości nut – skupiając całą atencję na dostojnie wybrzmiewającej, królewskiej parze szafranu i mirry w asyście dworzan, czyli upojnej słodyczy benzoesu, ambry i majaczącego daleko w tle drewna… cóż za piękna, majestatyczna, emanująca błogością, szlachetna i wzniosła mieszanina dobroci… akord ten utrzymuje się na skórze przez kilkanaście godzin, niosąc zmysłom nieustanną pieszczotę…

mirra

reasumując: porywające lekkością, zaskakujące swym ciepłem misterium mirry i szafranu… czuć w tym szlachetnym bukiecie dłoń Oliviera Durbano, jednak jest to kompozycja inna niż jego wcześniejsze dzieła i nie mam na myśli detali lecz bazę… jej wyrafinowaną wyściółkę stanowi dobroduszna mirra, a nie poważne olibanum… jest to też jedne z najpiękniejszych, najpełniejszych i najbardziej uduchowionych ujęć mirry jaką miałem przyjemność dotąd podziwiać… a przez wzgląd na lekkość i finezję z jaką wybrzmiewa szafranowo żywiczny Heliotrop – gorąco polecam adorowanie i hipnotyzowanie nim świata przez cały rok, dla każdej płci…

przypomina mi: nie znam precedensu, choć uwzględniając ocean szafranu i mirry w roli głównej – kompozycji tej jakby bliżej do bardzo subtelnego, bliskowschodniego orientu… zdjęcia tego nie oddają, ale to nie jest prawdziwy kolor tych perfum… jego czerwień bardziej przypomina złamany fioletem róż – zupełnie jakby wymoczono w nim kwiaty heliotropu i szafranuHeliotrop - Olivier Durbano EdP

Głowa: elemi, olibanum, imbir, czerwona mandarynka, dzięgiel, papryczka chili,
Serce: szafran, magnolia, cypriol, heliotrop,
Baza:  mirra, cedr, drzewo sandałowe, piżmo, szara ambra, benzoes,

Reklamy

Responses

  1. Oj ojoj..będzie się działo 😉
    Jak dotąd poznałem trzy kompozycje pana Oliviera (RC,BT,J). I jak w sumie nie od dziś wiadomo wszystkie one to majstersztyk wysokich lotów. O ile do Kryształu dojrzewałem jakiś czas by w pełni pojąć jego bezkompromisowy geniusz, tak w jego czarnym bracie zakochałem się bez reszty już od pierwszych taktów. Zielony Jade- choć nie sposób odmówić mu uroku, nie porwało mnie aż tak, by czuć się z nim równie bezbłędnie spójnie i tak samo cudownie… A po przeczytaniu twojego dzisiejszego wpisu, przeczuwam wręcz ‚pewnieka’ że Heliotrop będzie kolejnym tym który zawładnie moim zapachowym sercem. I być może tym który przyćmi inne nowośći obecne na pulpicie poznania. Dzięki za przypomnienie, bo sam nawet nie wiem czemu nie sięgnąłem jeszcze do kolejnych kompozycji Durbano dażąc go ofromną sympatią. 🙂

  2. A te za dziwolągi co mi się pod koniec napisały,to emocjonalne zawirowania spowodowane euforyczną drgawką oczekiwanego szczęścia.!

  3. no to IMO poznałeś trzy najlepsze (Turkusu sam nie znam więc biorę na to poprawkę) kompozycję genialnego architekta znad Sekwany… 🙂 czekam na wieści z oblatywania…

  4. No to Cię moja recenzja zdziwi :]

  5. czemu zaczynam się bać?… 😀

  6. Dla mnie ta kompozycja jest mocno naznaczona dzięglem i ten fakt wywołuje u mnie niezwykłą falę wspomnień z dzieciństwa… Pierwszy kontakt z tym pachnidłem miał przez to wymiar niezwykle intymny. Piękne, piękne perfumy!
    pozdrawiam M.

  7. Uwielbiam , uwielbiam , mój ulubiony zapach jak się nim psiknę wszyscy zachwycają się pięknym zapachem. Mam nadzieję , że dostanę jakąś lepszą premię i sobie stuchę kupię 🙂

  8. hmm widzę, że Heliotrop bardzo się podoba… poza wiedźmą, która złośliwie odmawia przyznania się, że kocha ten zapach pasjami… 😉

  9. rety, aż tak??
    ja dołączę do malkontentów – dla mnie, jak dotąd, jednak nic spośród dzieł pana Durbano nie przebiło pary Turmalin i Kryształ; Heliotrop zły nie jest, ale taki… mało wyrazisty 😉
    może przyczyna tkwi w tym – „(…) dobroduszna mirra, a nie poważne olibanum…” – mruk ze mnie i typ niesympatyczny 😉

  10. Odynie uchowaj!, gdzie tam przebiło BT i RC, ale z gracją dorównało… 😉
    owszem to dyskretny zapach, choć ja na wyrazistość jego bukietu nie narzekam.. 😉

  11. jestem zachwycony…jak na razie tylko pirathowym opisem, bo nie miałem jeszcze okazji skosztować opisywanego klejnotu! w ogóle pan durbano jest mi nieznany w swej woni, ale dzięki Tobie – mam nadzieję niebawem otulić się black turmalinem. drogi, kur…, drogi, ale cóż:) znacie jakieś źródło durbanowe prócz missali?!

  12. jak można napisać „nieznany” osobno???!!! wybacz:)

  13. ups, jak widać można 😉 dzięki za czujność, już poprawiam…

    p.s. czasem zapachy Durbano można trafić w sieci, ale po sprawdzeniu cen u samego Oliviera, dodaniu kosztu tragania flakonu zza miedzy u nas i tak wychodzi najtaniej… 😉

  14. piracie, jakiś czas temu szperałem na Twoim blogu wśród opisów przeróżnych i w komentarzach do pewnych perfum doszukałem się opisów o „ołówkowej” woni. ale za cholerę nie pamiętam, jaki to był zapach. kojarzysz może takie wpisy?

  15. zabij mnie, nie pomnę, choć o epitecie z ołówkami coś mi świta… to prawie 6 tysięcy komentarzy… 😉

    p.s. pewnie chodziło o jakiś zapach stricte drzewny (minimalistyczny cedr)… owocnych łowów 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: