Napisane przez: pirath | 4 sierpnia 2013

Thierry Mugler – A*Men Pure Coffee, czyli widział kto espresso?…


Kawoszem jestem, duszą, sercem i ciałem – pijam jej dużo i żadną opcją serwowania nie gardzę… mało która woń sprawia mi tyle przyjemności jak zapach świeżo mielonej i zaparzonej kawy… otwieranie świeżego opakowania kawy (najlepiej ziarnistej) koncelebruję niczym odświętny rytuał – zachowując nawet puste opakowanie (które kładę na biurku), aby hipnotyzująca woń aromatycznej palonki umilała mi dzień jak najdłużej… lecz jak na ironię, kawy w perfumach wciąż bezskutecznie szukam – gdyż to co znajduję, poza szumnymi zapowiedziami z kawą niewiele ma wspólnego… czasem zadaję sobie pytanie: jak to możliwe, by tak rozwinięta i licznie wspomagana zdobyczami chemii branża, jaką jest współczesne perfumiarstwo – nie potrafiła wiarygodnie odzwierciedlić zapachu kawy?…

Kawa w perfumach wypada płasko, lakonicznie i całkiem do siebie niepodobnie… jeśli już w aranżacji występuje „coś” z mniejszym lub większym wdziękiem kawę emulujące – to zazwyczaj jest to smakowe cappuccino, lurowata zimna Nesca, tudzież aromat rozpuszczalnego granulatu… a mi marzy się zapach prawdziwych palonych ziaren, świeżo zmielonego proszku lub intensywny aromat esencjonalnego naparu, przesycony szlachetną, wyrazistą, oleistą i jakże swoistą głębią … żądam zbyt wiele?… skoro chemikom udało się spłodzić całe tabuny nut ozonowo wodnych, z wdziękiem odtworzyć konwalię (której zapachu nie da się pozyskać w naturalny sposób), pozyskujemy aromaty skóry (w różnych rodzajach wykończenia), minerałów (kamieni), wiktuałów (karmel, toffi, bekon) i alkoholi – to jaki u licha problem jest z kawą?… zbyt ambitne i wyrafinowane?… skoro udało się oddać oleistość egzotycznych konopi i nie mniej niszową truflę – to dlaczego oblicze jakże powszechnej i pożądanej w niemal wszystkich kulturach kawy, wciąż przypomina jej PRL’owski substytut z inki, cykorii i mielonej słomy w roli wypełniacza?

kawa rozpuszczalna

Nie inaczej wypada Muglerowy Pure Coffee, którego ujęcie kawy niewiele ma wspólnego z kawą i ledwie na upartego da się zdefiniować to „coś”, nieudolnie za kawę robiące… poraża mnie pokraczność z jaką kreatorzy porywają się na szlachetną, wyrafinowaną głębię tej nuty i nie mogę wyjść z podziwu jak to możliwe, by tak rozminąć się z pierwowzorem?… każdy zna cudowny aromat palonych ziaren i upojną woń świeżo parzonej kawy i bez znaczenia jest czy wybrzmiewa zwykłą plujką w szklance i drucianym koszyczku lub czarnym złotem, wyciskanym przez potworne ciśnienie i młynek z profesjonalnego sprzętu dla baristów… w końcu jeśli ktoś tytułuje coś per „kawowe”, to spodziewać należy się kawy – jeśli perfumy są oudowe, to w aranżacji spodziewam się oudu, a nie zapachu pasty do butów… ufff

Pure Coffe z 2008 roku jest bardzo A*Menowe i utrzymane w typowej dla Muglera stylistyce – osnutej na kanwie nieśmiertelnego połączenia paczuli, cedru i piżma, które Jacques Huclier (twórca linii X*Men) musi uwielbiać pasjami… paczula to swoisty „znak wodny” nadwornego kreatora Muglera i tu również szczelnie wypełnia ramy kompozycji… nie powiem, brzmi to całkiem poprawnie i ciekawie (zresztą jak wszystko od Muglera), nosi się bardzo przyjemnie i nie wątpię, że jako ulepkowaty słodziak znajdzie sporą grupę wielbicieli – ale ileż można?… recepta na sukces jest prosta, bierze się bazę klasycznego paczulowo karmelowego A*Mena, dodaje się szczyptę substytutu kawy rozpuszczalnej, paruje się nuty by wybrzmiewały w wyrównanym i niezbyt skorym do ewolucji stopniu i tadaaaaam!, gotowe… można pakować w ten sam, choć odmienny kolorystycznie flakon, zapakowany w udający opakowanie po kawie kartonik i odcinać kupony od swojego największego komercyjnego sukcesu… zieeeeew…

Thierry Mugler A Men Pure Coffee

Zapach jak przystało na standardy linii „X*Men” cechuje wysoka trwałość i nienaganna projekcja… całkiem przyjemnie się go nosi i szczerze powiedziawszy, jako ten „pełniejszy” – zrobił na mnie znacznie lepsze wrażenie niż pierwowzór… wybrzmiewa przyjemnie, a przez swą nieznacznie większą złożoność, z dużo większą gracją i nonszalancją przykuwa uwagę otoczenia… gdyby nazwano go C*Men nie byłoby do czego się przyczepić – jednak w obliczu nazwy Pure Coffee, żaden kawosz takiej względem kawy zniewagi nie puści Muglerowi płazem…

reasumując: Pure Coffee? wolne żarty!.. toż to nawet koło kawy nie stało, nie wspominając, że zaserwowano nam odgrzewanego kotleta, z nieznacznie odmienionym wizerunkiem, za sprawą wysoce umownie brzmiącego akordu kawowego… o ile o Ice*Men można było powiedzieć, że jest specyficzną, ale suwerenną (z naciskiem na przełomową) kompozycją – to o Pure Coffee nie można powiedzieć nic ponadto iż jest pomazańcem A*Mena w prostej linii po zaledwie drobnych poprawkach kosmetycznych…

przypomina mi: w zasadzie całą linię X*Men ze naciskiem na A*Mena, choć i B*Mena tu uświadczyłem…Pure Coffe A Men

skład: paczula, piżmo, kawa, karmel, wetyweria, cedr,

Reklamy

Responses

  1. Mam identyczne odczucia, i co do tego zapachu, i co do kawy w perfumach (a raczej – jej nieudolnych imitacji) 😦

  2. Widać wszyscy podobnie oceniamy interpretacje tej ingrediencji.

  3. Parę lat temu dostałam próbkę Wood Coffee CdG i musze przyznać, że wyczułam tam kawę i nie Inkę bynajmniej.
    Nie wiem jakby wypadł drugi raz na mojej kapryśnej skórze, ale wtedy byłam zaskoczona. Nie moge powiedziec, że to zapach świeżej, mielonej czy zaparzonej kawy, który i mnie wodzi na pokuszenie za nos, ale kawy prawdziwej na pewno.
    Z tego co przeczytałam w necie, takich jak ja, pozytywnie wyrażającej sie o tym zapachu jest mniejszość 😉
    Tak czy siak, zgadzam się, że to zapach najtrudniejszy do odwzorowania.
    Pamiętam spacer po Krakowie z plecakiem, w którym na dnie, schowana między ubraniami leżała sobie mała paczuszka ze świeżo zmieloną arabiką.
    Czekając na zielone światło dotarło do mnie, że ludzie wokół mnie zaczęli pytać, skąd tak mocny zapach kawy na skrzyżowaniu?
    Nawet się nie domyslali, że tak intensywny zapach może pochodzić z tyciej paczuszki na dnie mojego wielkiego plecaka.
    Alez to będzie porażające wydarzenie, gdy ktoś w końcu odda w perfumach ten charakterystyczny bukiet.

  4. Ja troszeczkę tę PRAWDZIWEJ kawy czuję na sobie po aplikacji Vamp a NY, szkoda, że tak szybko zaczyna dominować lawenda.

  5. Ten charakterystyczny Muglerowy zapachowy klimat robi 5 tylko pięć i aż 5 składników: paczula,bergamotka,czekolada(maltol),kawa i mięta.Kto lubi bardzo ten zapach to polecam zakupić te 5 olejków do kominków zapachowych i użyć w równych proporcjach.Kiedy potrzeba wytchnienia od upałów można zwiększyć udział mięty a kiedy chcemy wywołać zmysłowy klimat zwiększamy ilość kawy,paczuli i czekolady.Kolońskie jednak nadal muglerowskie wrażenie zrobi zwiększenie udziału bergamotki.Polecam własne eksperymenty także w roztworze alkoholowym,może to być zapach do szafy torby,odświeżacz powietrza,jako perfumy się nie nadaje bo jakość składników takich olejków jest niska i zawierają za dużo nośnika który na końcu daje odczucie goryczki.

  6. A ja mylę tak.Można zrobić kompozycję dokładnie o zapachu kawy,podprawić kumaryną i może też białym piżmem tylko czy byłby to zapach noszalny i zaakceptowany przez użytkowników,czyli czy by się sprzedawał.Na wielu forach słyszę o poszukiwaniach kawy idealnej, lub kawy choc trochę podobnej do zapachu espresso.Obok mnie stoi prawdziwy olejek kawy arabskiej i druga butelka z kawą syntetyczną.Obydwa ładne a ten prawdziwy tłusty,gorzkawy,palony i głęboki.Ten syntetyczny ładny z powiewem cashmeranu i kumaryny.Zrobiłem zapach kawy na bazie piżma ambry,iso,podprawiłem kroplą kardamonu i cahmeranu.Polowę tej kompozycji podprawiłem orientalnymi przyprawami.Szkoda że jeszcze zapachów nie da się przesyłać przez internet to ocenili byście sami.Ale musicie mi uwierzyć że to fajny zapach, ale chyba nie do perfum dla człowieka.Raczej zapach do wnętrza związanego z kawą.To może dlatego tej kawy tak mało w kawowych kompozycjach?Może to tak powinno być? Sam nie wiem.

  7. Moustache – poważnie? muszę koniecznie spróbować, gdyż w moim odczuciu słynny (głownie ze względu na cenę) kawowy Bond wypada bardzo przeciętnie, dzięki za rekomendację, choć ze zdobyciem próbki pewnie będzie cieżko… 😉
    Gryx, belor – ale to żenujące – skoro wysyłamy ludzi na księżyc, to z odtworzeniem nuty kawy problemu być nie powinno…
    Marzenko – niestety nie znam tych perfum…
    Piotrze – obawiam, się że rzeczywisty skład Muglera jest nieco bardziej złożony… ponadto płacąc za kawę, chciałbym otrzymać od komercyjnie trudniącej się aranżacją perfum – kawę…

  8. Oczywiście ze bardziej złożony ale te 5 składników daje ten muglerowski i już wyczuwalny styl słynnego anioła i da się to wyczuć.

  9. A co sądzicie o Ted Lapidus Black Soul imperial ?

  10. mi się podoba, całkiem szykowny, choć w klimatyce pacopodobnej…

  11. No to sobie poczekamy na objawienie. 🙂

  12. BLack Soul Imperial udanym dziełem jest jak na mainstreamowe możliwości. A kawa w nim wyczuwalna tylko przez jakis czas i to niezbyt jakoś oczywiście kawowo. Choć ujęcie ładne i dosć naturalne.

  13. BSI to jeden z lepszych przyprawowych słodzików ostatnich lat… niby wtórny, a jednak ma to coś, co pozytywnie wyróżnia go na tle licznej konkurencji…

  14. Czasem zastanawiam się na ile myślenie o wtórności ma sens. A jeśli by potraktować każdą kompozycję oddzielnie bez oglądania się w tył. Bo przecież zapewne wiele z nich powstało niezależnie w naturalny sposób chęci wyrażenia czegoś głębszego.., nawet w mainstreamie( mam nadzieję). Wiadomo że porównań nie sposób uniknąć. Człowiek bardzo kreatywna istota i w związku z tym wszędzie może się zdażyć coś podobnego,a to może być tylko pozór.

  15. można to rozpatrywać w dwójnasób… z jednej strony ograniczona ilość ingrediencji powoduje pewne niezamierzone podobieństwa aranżacyjne i stylistyczne – choć z drugiej strony często jest to zwykłe kopiowanie i podążanie za atrakcyjnym, modnym i popularnym tematem… kreatywna to jedno ale w tym biznesie chodzi przede wszystkim o pieniądz, zwłaszcza w mainstreamie… 🙂

  16. No właśnie, niestety tak jest. A to co dobre takie też pozostanie, zanim to ewentualnie wykastrują 😉

  17. prędzej czy później wszystko wykastrują… biznes to biznes, a że ludzie wszystko kupią to kółko się zamyka…

  18. Wolę patrzeć bardziej optymistycznie 🙂

  19. odp. Poważnie poważnie 🙂 naprawdę sama byłam zaskoczona. Staram się jeśc zdrowo, więc nei jestem struta od środka, a jednak moja skóra potrafi reagować tak róznie przy tych samych perfumach, że czasem musze dawac sobie kilka prób. Nie wiem więc, czy Wood Coffee przy innej okazji pachniałoby dalej kawą, ale wtedy tak. Nie jest to jednak zapach prosty, dlatego i kawa w nim zawarta nie jest doslowna. Pachnie kawą prawdziwą, a jednak nie wali w nos jak ta „prosto z młynka”. Zdziwiłam się, że perfumerie mające w ofercie CdG nie posiadają tej kompozycji. Ja próbke dostałam w prezencie, podejrzewam że koleżanka kupiła z odlewek na wizażu albo allegro. Sama z chęcią bym sprawdziła jeszcze raz. 🙂

  20. CdG jest w Polsce trudno osiągalne (spora w tym zasługa specyficznego podejścia marki) ale spodziewałem się, że tego będzie jeszcze trudniej dopaść… owszem skóra ma znaczny wpływ na nasze postrzeganie perfum, czasem można się bardzo zdziwić, jakie potrafi płatać figle… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: