Napisane przez: pirath | 8 sierpnia 2013

Bentley – Bentley for Men Intense EdP, czyli niedoszły mainstreamowy renesans…


Odbierając od Poli (pozdrawiam serdecznie) próbki obu Bentleyów, (wcześniej trochę o nich poczytałem) miałem cichą nadzieję, że oto doświadczam narodzin nowej Prady mainstreamu… wprawdzie sama Prada to świeżynka, płotka i olfaktoryczny nuworysz, który przebojem wdarł się w szeregi najbardziej utytułowanych elit europejskiego perfumiarstwa (Dior, Hermes, Chanel, Givenchy, Guerlain, Lalique) – ale co by nie mówić, gdy Prada wypuszcza jakiś zapach, jest to wysmakowana perełka… a sięgając po nowe Bentleye (zwłaszcza po poznaniu pierwszego) żywiłem przeświadczenie, że oto rodzi się nowa, wykreowana wybornie i ze smakiem ikona wyrafinowanego mainstreamu – zakładająca kłam marazmowi i wszechobecnemu upadkowi ideałów… chciałbym móc napisać, że nie jedna marka stricte niszowa mogłaby uczyć się od młodziutkiego Bentleya (podobnież od Prady) jak się robi szykowne, wyrafinowane perfumy – i że Intense zawstydziło gustownym powiewem renesansu, gnuśniejące mainstreamowe towarzystwo wzajemnej adoracji… ale nie napiszę…

Bentley for Men EdT i EdP

Są trzy główne czynniki odróżniające ten zapach od toaletowego braciszka: kolor, dopisek Intense i stopień koncentracji EdP -, zwiastujący prawdziwą orgię dla tych, których dyskretny, może nazbyt asekuracyjny bukiet protoplasty, okazał się niewystarczająco porywający… Intense to prawdziwe EdP i o ile Bentley EdT gościł na mojej skórze długo – wersja Intense jest po prostu monstrualnie trwała, choć spodziewałem się bardziej wybujałej projekcji i zdecydowanie bardziej wyrazistego, złożonego i wyrafinowanego bukietu… a tym czasem Intense choć sprawiające w pierwszej chwili wrażenie pełniejszego, bogatszego i bardziej wypasionego pod względem wachlarza nut – w istocie pachnie równie dyskretnie i niezbyt wylewnie… z jednej strony jest to wada, ale przecież Bentley to nie głośny i ostentacyjny 1000 konny Bugatti Veyron – tylko stateczna, elegancka limuzyna i może po prostu Anglicy stwierdzili, że nie wypada?…

Bentley launches its first luxury fragrance range for men

Owszem, otwiera się z gęściej, nieco pudrowo, pełniej i bardziej słodko niż pieprzna wersja toaletowa, uwypuklono również stanowiący filar kompozycji wątek przyprawowy z liściem laurowym na czele – ale jeśli spodziewaliście się miażdżącego kopniaka z półobrotu w rodzaju Diora Homme, Gucci Pour Homme, L’Instant de Guerlain i Bugatti Pur3 Black, będziecie rozczarowani… w wykonaniu Bentleya, „intensywny” znaczy tyle, co bardziej wymownie i pełniej – ale niekoniecznie mocniej i głośniej… we wnętrzu Intense, wyłożonym drewnem i obszytym najlepszej jakości skórą – nawet przy ostrym ruszaniu wciąż panuje cisza, a mocarny silnik pozwolił sobie jedynie na nieco głębsze mruknięcie… jak przystało na dobrze ułożony samochód dla gentlemana o nienagannych namiarach – nawet uciekając nim przed paparazzi, nie ośmieszy nas obciachowym wyciem silnika, piskiem opon i popierdywaniem z zamontowanej w części bagażowej tuby… nie zalecam jedynie uciekania przez tunele…

rozbity Bentley– Danka, dzwoń po szwagra, niech pożyczy lawetę od Zdzicha!
– ciekawe czy AC pokryje naprawę, jak pan myśli panie władzo?
– a mówiłam Władziu, nie szarżuj (tu zamachnięcie się torebunią)
– eee powiedz w ubezpieczalni, że sarna albo dzik ci wyskoczył…
– no coś ty na Manhattanie?

Zapach płowieje i obkurcza się w zastraszającym tempie – trzymając się kurczowo swego dyskretnego akordu przyprawowego, niczym wystraszone dziecko maminej spódnicy… spodziewałem się ekspansji, głębi, większego tupetu i czegoś daleko bardziej dorodnego (jak na Intense przystało) i pod tym względem perfumowany Bentley sromotnie mnie rozczarował… cóż z tego że jest nieco bardziej wyczuwalny – skoro znacznie uboższy w detale, niż jego nie stroniący od licznych wysublimowanych niuansów, toaletowy brat?… bukiet Intense w zasadzie sprowadza się do bycia słodkawo przyprawowymi ciepłymi kluchami – teoretycznie mocniejszy, ale cóż z tego, gdy cały jego potencjał ulatuje w gwizdek… nie odnalazłem w nim ani kadzidła, ani spektakularnych drewien, a jedynie delikatny benzoes i mocno spłaszczoną paczulę… w efekcie Bentley Intense wypada mniej ciekawie i brakuje mu wielu smaczków i detali obecnych w edycji toaletowej i po prostu zawiewa od niego niewymowną pustką i nudą… jedyne co zasługuje na szczególne uznanie, to wrażenie obecności nuty orzecha laskowego w fazie schyłkowej…

reasumując: zapach sromotnie mnie rozczarował, choć jest całkiem trwały jak na EdP przystało… brak mu kunsztownych detali, smaczków i wyrafinowania kameralnego bukietu wersji toaletowej, którą osobiście uważam za daleko bardziej udaną i wysmakowaną… Intense jest ciche, dyskretne, przyprawowo słodkie i zupełnie nieskore do ewolucji… ot tkwi sobie cichutko na skórze, popierdując niezbyt porywającym, lekko słodkawym akordem przyprawowym… żeby nie było iż się pastwię – dodam, że jest to całkiem przyjemny zapach, ale nie wniósł sobą nic świeżego i odkrywczego (a mógł) powielając jedynie schemat kompozycji już istniejących, a utrzymanych w posobnej stylistyce…

przypomina mi: charakterem ociera się o nowego CK Dark Obsession, ale wykastrowanego z tego fenomenalnego zamszowego finiszu… Bentley Intense to bardziej kawiarniano cukierniany słodziak, ale niemal pozbawiony apetyczności tego gatunku…Bentley Intense for Men

rok produkcji 2013, nos Nathalie Lorson

Głowa: bergamotka, czarny pieprz, liść laurowy,
Serce: szałwia muszkatołowa, afrykańskie geranium, cynamon, rum, nuty drzewne,
Baza: skóra, benzoes, kadzidło, cedr, paczula,

Reklamy

Responses

  1. No szkoda… 😉

  2. I ja spodziewałem się czegoś więcej…
    Jednak nadal mam chęć przekonać się na własnej skórze. 😉

  3. hm mam zupełnie inne odczucia a na to Sabbath pachniał wręcz zjawiskowo, może po prostu Piracie nie do twarzy Ci z tą furą 😛 ?

    Ja planuję flaszkę ale dopiero na jesień.

  4. Polu, nie przeczę jest przyjemny… może się podobać, ale jest nazbyt asekuracyjny i odnoszę wrażenie że zmarnowano potencjał tkwiący w tej nobliwej marce, a mogli śmiało szarpnąć się na coś bardziej wyszukanego niż serwowanie tego co już na rynku jest… 😉

    mi do twarzy jest ze zdjęciem Astona Martina One 77, ale nie mam skarpetek pod kolor nadwozia… 🙂

    • Witaj Piracie:) Myślałam, że jestem na bieżąco, a okazało się, że jednak nie;) Wybacz, że dopiero dziś przeczytałam tę , jak zwykle wyrafinowanie wysmakowaną recenzję. Po prostu zakupując flakon dla męża (Krzysztof, imieniny za chwilę!) posiłkuję się Twoimi opiniami i przyznam, że dziś te skarpetki mnie rozwaliły:)) Dziękuję!!!! A przy okazji poproszę o pomoc. Co kupić facetowi, który po trzech latach przerzucania w swoich szpargałach 10 ml odlewki i NIE używaniu jej,raptem (po jednorazowym użyciu) zakochał się w Interludi Men. Akurat dziś nie stać mnie na całą flaszkę w prezencie, poradź…..co w zamian???

      • Masz na myśli Amouage Interlude? Osobiście nie szukałbym mu na siłę zamiennika, sam powinien go wybrać bo inaczej jest duża szansa że wyrzucisz pieniądze w błoto. Spróbuj kupić mu odlewkę tych perfum, albo uzbieraj na cały flakon, bo perfumy na prezent, a zwłaszcza zamiennik tego co ktoś lubi, to śliski i niebezpieczny temat, pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: