Napisane przez: pirath | 16 sierpnia 2013

Jovoy – Les Jeux Sont Faits, czyli okazały, dostojny i nieziemsko wygodny, skórzany mebel…


Uwielbiam francuskie nazwy, są takie melodyjne i tak miłe dla ucha, że wręcz stworzone do świntuszenia – choć znaczenie i okoliczności, w których padły przypisywane Juliuszowi Cezarowi słowa (alea iacta est (łac.), les jeux sont faits (fr.) czyli kości zostały rzucone), do romantycznych bynajmniej nie należą… ale po francusku nawet limite de vitesse (limit prędkości) brzmi romantycznie i nastrojowo, czego nie można powiedzieć o niemieckim geschwindigkeitsbegrenzung, które bardziej przypomina rozkaz rozstrzelania, tudzież nazwę jakiejś śmiercionośnej broni… 😀 ale ja nie o tym – choć zapach zauroczył mnie tak dalece, że nie obejdzie się bez przydługiego, egzaltowanego bełkotu jako wstęp… 😉

Uwielbiam też zapach skóry w perfumach oraz bogactwo, różnorodność i odmienność jej obliczy… miękkie, mocno licowane skórki z Cuir Ottoman z Parfum d’Empire, intensywna, męska i mocna skóra Hermesa Bel Ami, surowa skóra z Cuir Mauresque Lutensa i Boadicea the Victorious, nobliwa i szlachetna w Courvoisier i przesiąknięta końskim potem w Equus Lalique… są też miękkie, dobrze wygarbowane, choć wciąż trochę dzikie skórki z Pivera Cuir (Cuir de Russie) i pachnące pomadą i wodą kolońską oblicze skóry Lubina i dziesiątki pomniejszych ujęć tej nuty u Diora, Muglera, L’Artisan Parfumeur, Amouage, Guerlain, Gucci – a przecież nawet nie dotarłem ze swym nosem do większości dedykowanych skórze, niszowych wspaniałości… powiem więcej, z przyjemnością przywdziałbym nawet damskie Angel i Alien z serii Les Parfums de Cuir

stary fotel chesterfield

Skóra to bardzo wdzięczna i szczególnie bliska ludzkiemu powonieniu nuta… w końcu towarzyszy nam od zawsze, nim jeszcze nauczyliśmy się tkać, prząść i wyplatać odzienie z wełny, roślin – by koniec końców skończyć w objęciach tkanin syntetycznych, a ostatnio nawet przetworzonych wtórnie butelek PET… woń skóry kojarzymy z bliskością, ciepłem (zarówno innej osoby jak i odzieniem) oraz bezpieczeństwem… z czasem i upowszechnianiem się innych rodzajów tkanin, skóra wyewoluowała/wycofała się do form bardziej odświętnych i prestiżowych… od skórzanych mebli, przez wyszukaną galanterię, odzież wierzchnią, na skórzanej tapicerce samochodowej kończąc… w końcu powiedzonko „fura, skóra i komóra” tyczy się kreowania wizerunku (wątpliwe, ale wciąż występuje w przyrodzie) za pomocą przedmiotów kojarzonych jeszcze do niedawna z elitarnością i luksusem…

I tu pojawia się na firmamencie marka Jovan, ze swoim arcy skórzanym Les Jeux Sont Faits (po francusku – kości zostały rzucone)… pierwsze, co przykuwa uwagę, to piękny, robiący niesamowite wrażenie swym wysmakowanym, nieregularnym kształtem, przypominający stylową karafkę flakon – zwieńczony równie wysublimowanym w formie korkiem… już sam kolor tych perfum zwiastuje szyk i wyrafinowaną, dojrzałą elegancję – lecz mnie najbardziej zaintrygował jeden ze składników w wykazie nut… stare krzesło typu Chesterfield (rodzaj pikowania i drapowania materii za pomocą guzików albo ćwieków)… a trzeba przyznać, że zaprezentowany przez Jovoy, wiekowy mebel prezentuje się nad wyraz okazale…

Jovoy - Les Jeux Sont Faits

Z początku nieznacznie ostry, lekko żywiczny i pylisty… zupełnie jak uniesione drobinki kurzu, które osiadły w zagłębieniach starego mebla… fotel jest stary, miejscami przetarty, mosiężne ćwieki pokryła brunatna patyna, a w wyniku usytuowania w pobliżu okna – skóra miejscami spłowiała, popękała i pomarszczyła się… ale to nic, gdyż solidny mebel wciąż prezentuje się okazale i jest diabelnie wygodny… starość wdarła się wprawdzie w jego stare, solidne dębowe kości, stąd skrzypnie sobie albo zatrzeszczy przyjemnie, gdy poczuje na sobie ciało gospodarza – ale wciąż zapewnia komfortowe i stabilne oparcie plecom… takich solidnych mebli już nie robią – szczęście, że robią jeszcze takie perfumy…

Les Jeux Sont Faits to esencja niszy, reprezentujący to co w niej najlepsze i najpiękniejsze… głębia, esencjonalność i autentyzm wyrażona poprzez bujny, przykuwający uwagę i wzbudzający zaufanie – nieco staromodny bukiet starego gabinetu, przesiąkniętego wonią fajki i dobrego alkoholu… stylistycznie te perfumy to przejmująca naturalnością iście Frapinowa finezja, buchająca w początkowej fazie ciepłem alkoholowych wyziewów – męskością, szykiem i elegancją Courvoisiera oraz naturalnością żywcem wyjętą z Lubina… zapach wcale nie łatwy, ale jeśli ktoś lubi te klimaty – jakże błogi… skórzasty i paczulowy nieco tytoniowy, lekko słodkawy – pokrzepiony wytrawnością ziół, muśnięty drewnem, żywicami oraz wanilią… jego hojny, złożony bukiet ewoluuje majestatycznie i nieśpiesznie, piszcząc nos głębokim, wyrazistym – skórzano tytoniowo paczulowym akordem, który obawiam się usatysfakcjonuje raczej koneserów gatunku i ortodoksyjnych miłośników rasowej niszy…

Les Jeux Sont Faits

W otwarciu znajdziemy ciepły, nadający bukietowi odrobinę ożywczej wilgoci alkohol oraz intensywnie wybrzmiewającą, rzeczywiście podniszczoną skórę – doprawioną nadającym zapachowi odrobinę wytrawnej ostrości dzięglem, i łagodzącymi tę pikanterię, słodyczą suszonych owoców… ahhh jak tu miło, komfortowo i przytulnie… nieco ostra w pierwszym odczuciu skóra, nieopatrznie pochlapana rumem – mięknie z czasem, wspomagana aromatycznym tytoniem i wychodzącą na pierwszy plan, dostojną paczulą… to ona dominuje serce i schyłek kompozycji, nadając oswojonemu brzmieniu skóry ten spokojny, upojny tembr… ehhh cóż za porywający złożonością bukiet… tyle nobliwych, starannie zaserwowanych wspaniałości, na tak niewielkiej przestrzeni… po kilku godzinach zacna nuta skórzana ostatecznie abdykuje na rzecz ciepłej, miękkiej paczuli wspomaganej nutką tytoniu, wanilii, ciepłych drewien i na powrót ożywiającego schyłek labdanum… ehhh po prostu poezja i orgia dla zmysłów, która wprawiła me nozdrza w przyjemne drżenie na wiele godzin…

krzesło i podnóżek chesterfield

reasumując: fantastycznie skrojone perfumy, głębokie, dostojne, wyraziste, niesamowicie przytulne i będące kwintesencją niszy… niesamowicie bogaty, sugestywny i majestatyczny bukiet, zaaranżowany w starym dobrym stylu – symbolizuje atmosferę komfortowego angielskiego saloniku, przepełnionego wonią tytoniu, paczulowego kadzidła, dobrego alkoholu i wiekowych skórzanych mebli… projekcja dobra, trwałość wyśmienita, raczej na chłodniejsze i ciemniejsze pory roku – gorąco polecam i wpisuję na listę AMH…

przypomina mi: Frapin 1270, Courvoisier L’Edition Imperiale, Cuir Ottoman i Ambre Russe od Parfum d’Empire oraz Histoires de Parfums – 1740 Marquis de Sade…Jovoy - Les Jeux Sont Faits EdP

2012, Dorothée Piot

Głowa: angielski gin, dzięgiel, kandyzowane i suszone owoce, akord kubańskiego rumu,
Serce: liście brązowej tabaki (przypominająca spelunkę hazardzistów), kmin (klimat meczu bokserskiego),
Baza: drewno sandałowe (stoły w klubach), labdanum (zwierzęcy zapach powietrza), skóra, wanilia i paczula (stare, znoszone krzesło Chesterfield),

Reklamy

Responses

  1. Esencja niszy.., to hasło wybitnie do mnie przemawia. I jak tu sie nie skusić na taką porywającą głębie! Zapach wydaje się bardzo klimatyczny mimo że skóra i tytoń to na co dzień nie moje rewiry. Jednak tym razem brzmi to obłędnie pięknie. Zauważyłem po innych recenzjach kompozycji marki Jovoy że ma wielki potencjał i tworzy niebanalne i rasowe pachnidła.
    …eh Piracie zbankrutuje przez ciebie, no nie tylko przez ciebie. 😉

  2. jest niesamowicie klimatyczny… bardzo poważny, majestatyczny i dostojny… widać, że marka postawiła nie tylko na budowanie fameu, ale też na jakość i klimat swoich kompozycji… naprawdę czuć w tych perfumach gorące uczucie…
    p.s. zbankrutujesz, to pewne – ale nie przeze mnie tylko rządzę, nad którą nie umiesz/nie chcesz zapanować… 😉

  3. Racja, jedno widzi mi się za drugim… 😉

  4. Oooooo to w takim razie mj must niuch….uwielbiam zapach skóry

  5. zwłaszcza takiej 😉

  6. Testuje te perfumy i mam wrażenie że ktoś pomylił próbki(???),może trzeba sie spryskać bez umiaru żeby wydobyć ciekawsze nuty:) 🙂

    • hmmm dziwna sprawa, bo ja po trzech zapodanych globalnie psikach tych perfum (z próbki) mam dość – więc chyba masz nieco przytępiony węch… proponuję Ci odstawić na jakiś czas mocne perfumy… 🙂

  7. Dobre:) naprawde trzeba sie tym zlać nieco żeby docenić zapach,po lekturze nut spodziewałem się hardcoru,a to takie przyjemne pachnidełko ze słodką bazą…gdzie tu klub i tytoń,ring i stare krzesło, haha!

    • bo wykaz nut nie ma większego przełożenia na faktyczne odczucia, związane z bukietem w praktyce… równie dobrze mogli wymienić miśki Haribo, Colę Light i podobne… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: