Napisane przez: pirath | 19 sierpnia 2013

Lacoste – Elegance, czyli wspominki o czekoladkach After Eight…


Zważywczy na rodzaj konfekcji, zestawienie nazwy Lacoste z przymiotnikiem Elegance uważam za równie trafne, jak serwowanie tatara z polędwicy w restauracji dla wegan – mimo tego krokodylek dość pozytywnie mnie zaskoczył, choć bynajmniej nie od domniemanej, eleganckiej strony… elegancję w wykonaniu Lacosty wciąż nieodmiennie kojarzę z sandałkami, tenisówkami w oczojebnych kolorkach, sportowymi ciuszkami dla chcących uchodzić za tenisistów poza kortem oraz nieśmiertelnymi koszulkami polo – noszonymi przez różnych figo fago, z kołnierzykiem postawionym na sztorc (do kompletu z włosami)…

Ale nie takie Lacoste złe jak je pirath maluje, bo abstrahując od tego czy komuś szmatki z krokodylkiem leżą, czy też nie – marka posiada w swojej kolekcji kilka całkiem niezłych zapachów… Challenge, Essential i Style in Play, to ewidentnie przyjemny casualowiec i dwa zgrabne świeżaki – całkiem zresztą nieźle wstrzelone w profil marki… wprawdzie tkwiący we mnie szyderca aż się rwie, by wyszydzić serię L12.12 – ale dziś szyderstwo pości i obiecałem sobie z biednego Lacoste nie drwić…

seria L12.12

żartowałem 😉

Dawno, dawno temu, nim mocarni krokodylowi włodarze, postanowili zakpić sobie w żywe oczy z rozmiłowanych w czcigodnym, zielonym logotypie nabywców serią L12.12 – w 2007 roku światło dzienne ujrzał niepozorny Elegance… skromna flaszeczka z minimalistycznym korkiem, skrywa w sobie delikatnego, równie nieśmiałego co butelczyna i całkiem przyjemnego casualowca – opartego na odświeżającej nucie mięty pieprzowej, pieprzu, drewna i czekoladyElegance to bardzo dyskretny, niezbyt wylewny i bezpieczny zapach… tworzące serce kompozycji przyprawy, choć z pozoru straszą nazwami (czarny pieprz, muszkat i kardamon) zostały utemperowane do poziomu, który nie zagraża nawet delikatnej, purystycznej i orzeźwiającej mięcie w otwarciu… niby zapach wyrywa się chwilami by pachnieć z wyrazistym pikantnym przytupem Challenge – ale trochę się wstydzi i speszony ucieka, tfu, wycofuje na z góry upatrzoną pozycję strategiczną…

Lacoste Elegance

Otwarcie jest lekkie, dyskretne, nieco ziołowe, zdominowane przez hojnie i neutralnie zaaranżowaną miętę pieprzową… ani słodka jak w Roadsterze, ani wulgarna jak chuch po miętowej gumie do odświeżania paszczy… spokojna, wyważona mięta, ciągnie za sobą lekko pikantny ogonek (w końcu mięta pieprzowa), a już kilka minut od aplikacji, towarzyszyć jej zaczyna całkiem pokaźny wianuszek przypraw – tworzących całkiem zgrabny, wyrazisty akord serca… trochę ziół, nieco przypraw, którym asekuracyjnie spiłowano kły i założono kaganiec (z logo Lacoste of course), a i czarny pieprz sprowadzono do parteru, za sprawą subtelnego niuansu owocowego i coraz mocniej wyczuwalnej nuty czekolady/pralin… całość brzmi spójnie, dyskretnie i naturalnie, a przy tym przyjemnie i całkiem smakowicie…

czekoladki After Eight

Im zagłębiam się dalej w miętowo, przyprawowo, czekoladowy las, tym akord ten bardziej mi się podoba… niby to kolejny sztampowy przyprawowiec, ale dostatecznie przekonujący za sprawą ujmującego mariażu mięty z czekoladą, subtelny, lekki, niemal zmysłowy… jeśli lubicie i zechcieliście kiedyś pachnieć niemal miętowymi listkami czekoladek After Eight – wybór Lacoste Elegance będzie idealnym wyborem… faza dojrzała to całkiem zgrabnie i sugestywnie (wciąż nie mogę zwalczyć w sobie skojarzenia ze wspomnianymi czekoladkami) miętą, czekoladą, szczyptą pieprzu z kardamonem, a u schyłku dochodzi do tego delikatny, ciepły akord ambrowo drzewny… nie powiem, brzmi to bardzo poprawnie, apetycznie i przyjemnie…

reasumując: całkiem zgrabne, dyskretne i sprawiające bardzo pozytywne wrażenie pachnidło, które choć szczytem wyrafinowania ani elegancji nie jest – jednak daje komfort używania czegoś ciekawego, innego i niebanalnego – a wciąż bezpiecznego i przyjemnego… pachnie z umiarkowaną mocą, dość długo jak na standardy marki – raczej na dzień, bo ze względu na ubiór (tenisówki, szorty i polówka), selekcjoner nas w tych perfumach do klubu nie wpuści…

przypomina mi: pachnie delikatnie i intrygująco, trochę jak Escada Magnetism i Cartier Roadster, zmieszane z Paco Black XS, Armani Code i S.T.Dupont NoirLacoste Elegance for Men

Głowa: mięta pieprzowa, tymianek, jagody jałowca,
Serce: maliny, gałka muszkatołowa, czarny pieprz, kardamon,
Baza: drewno sandałowe, drewno cedrowe, ambra, piżmo, gorzka czekolada,

Reklamy

Responses

  1. Nigdy nie mogłem się przekonać to tego dość oryginalnego mimo wszystko połączenia jakim jest czekolada z miętą. Jakoś nie trafiło ono w mój gust. Zdecydowanie wolę kawę z chilli 🙂

    PS. Co do S.T Dupont’a, to będę mieć dla ciebie prezent w przyszłym miesiącu,przypomnij się jakbym zapomniał 😉

  2. wcale Ci się nie dziwię, ja nie wyobrażam sobie barbarzyństwa jedzenia frytek z majonezem, picia espresso z mlekiem (normalna kawa to co innego), ani pizzy na słodko (z ananasem i kiwi) oraz wielu innych kulinarnych koszmarów… 😉
    prezent? zanotowałem… zostałeś wciśnięty na listę zachciewajek, pomiędzy wycieczką do Japonii i schadzką z Monicą Bellucci… 😀

  3. Z wyobrażeniem nie mam problemów i lubię ekserymenty wszelakie, nawet te kulinarne… Wiem że czasem warto się przełamać i chociaż spróbować by się przekonać że niekoniecznie jest tak jak myślimy 😉

    Tak, bardziej prezencik. Może być niespodzianka czy wolisz wiedzieć już teraz?
    Nie potrafię ukryć że będzie (o ile wszystko pomyślnie pójdzie) tematycznie w zgodzie z naszą cudowną pasją. Więc ‚jakby co’ to liczę na recenzje..

    Aaa.., to mnie wciszaksz… No ok w sumie wiotki ze mnie człek więc nawet w bagażu do Japonii się na luzie zmieszcze. Chyba że Monika ma córeczkę to na czas waszych schadzek mogę się nią odpowiednio zaopiekować 😛

  4. ja też lubię eksperymenty, ale te mam już szczęśliwie za sobą i never fucking again!… 🙂
    co do niespodzianki, zaskocz mnie 🙂

  5. Moim zdaniem to jednak tymianek prym wiedzie w tym pachnidle a nie mięta. Na początku miałem wrażenie, że ta lacoste’a została skrojona w starej aptece… Prócz challenge refresh jedyny zapach, który mi podchodzi z zapachów lacoste

    • skóra każdego z nas ma unikalne właściwości i tendencję do uwypuklania lub niwelowania określonych nut na nosicielu – więc nie wykluczone, że u Ciebie „wyżej” zagrał tymianek… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: