Napisane przez: pirath | 28 sierpnia 2013

Serge Lutens – Fille en Aiguilles, czyli melancholia leśnego elfa…


Uwielbiam spacery po lesie, zwłaszcza jesienią… liście mienią się wszystkimi kolorami i stopniowo pokrywają leśną wyściółkę coraz grubszym kobiercem… temperatura i operacja słońca robi się całkiem znośna, a mgły występują nie tylko o świcie… wprost idealne warunki do szwendania się gdzie oczy poniosą – dopóty chłód nie zacznie smagać lodowatymi biczami po plecach, a przemoczenie nogawek jeansów nie sięgnie kolan… człapię tak sobie nieśpiesznie, pogrążony w zadumie – gdy doszedłem do miejsca, gdzie las liściasty miesza się i przechodzi w typowo iglasty… to niesamowite uczucie, jakby zderzenia dwóch światów, zwłaszcza zapachowe… oto wilgotne, lepkie od mgły pnie okazałych drzew liściastych – pokryte gdzieniegdzie mchem i bluszczem, spotykają wysmukłe sosny, świerki i jodły… leśne runo stopniowo przestaje szeleścić opadłym listowiem i moje stopy zaczynają zapadać się w miękki, iglasty dywan… gdzieniegdzie leży w tym cmentarzysku igieł jakaś drobna szyszka – czasem trzaśnie sucha gałązka, strzaskana pod naporem mego wielorybiego cielska… czuję jak miękkie runo, po którym stąpam ugina się niczym gigantyczny materac…

las

Nieprzebrane miliardy opadłych igieł, tworzą komfortową i niesamowicie pachnącą wyściółkę… wokół mnie strzeliste pnie oblepia zastygła w bezruchu żywica, przypominające łzy lub krople potu, wyciśnięte z drzew przez niedawne upały… przybliżam twarz do zwisającej gałęzi jodły i wciągam w nozdrza upojną woń żywicy pokrywającej najmłodsze pąki igliwia… pocieram je palcami i przykładam do nosa – chłonąc łapczywie ich żywiczną, surową, dziką słodycz i bijące od ich aromatu życie… wokół wszystko umiera i przemija w niekończącym się cyklu życia i śmierci… ale im głębiej wkraczam pomiędzy dorodne drzewa, tym silniej, pomimo dość niskiej temperatury, czuję woń okazałych sosen… pomimo iż najniższe gałęzie znajdują się kilkanaście metrów nade mną – dostrzegam ich zastygły w bezruchu, spływający po pniach pot i czuję ostrą, upojną woń ich soków… dopada mnie tęsknota za czymś niezdefiniowanym i romantyczna, jesienna melancholia… najchętniej bym tu zamieszkał, ale perspektywa biegania 15 kilometrów po bułki, skutecznie wybiła mi tę myśl z głowy… pora wracać i napisać recenzję Fille en Aiguilles Lutensa

Fille en Aiguilles

Trochę kręci mi się w głowie od nadmiaru świeżego powietrza – a gorąca herbata z miodem, choć powoli rozgrzewa zziębnięte kości, sprawiła, że zachciało mi się spać… walcząc z przemożnym zmęczeniem, desperacko pragnąc łóżka – postanowiłem na świeżo spisać wrażenia… Fille en Aiguilles z 2009 roku, zaczyna swą pieśń starym, baśniowym lasem iglastym… oddech tysięcy drzew różnych gatunków układa się w niesamowicie barwną i wielowątkową wizję… jeśli szukacie wyrazistości i ostrych detali, las Lutensa może Was nieco rozczarować i proponuję od razu zwrócić nozdrza w stronę Pro Fumum Roma Arso albo Let Me Play the Lion od Les NezLutensowy las, to las bajkowy, nieco senny, barwny i przytulny – zdecydowanie bliżej mu do przyprószonej śniegiem tajgi z Zagorska od CdG, Gucci Rush Men i Christian Lacroix Tumulte… obecne tu kadzidło, tworzące mistyczny, dyskretny klimat Lutensowych szpilek, bardziej przypomina mi za sprawą sugestywnego dodatku liścia laurowego Hinoki i Laurel od Monocle Scent i Tumulte – niż wyraziste, dźwięczne brzmienie Cristal de Roche Oliviera Durbano… już śnię, czy też mój umysł, balansujący na granicy snu – przenosi mnie ku kolejnym lokacjom…

las iglasty

Obecne w sercu suszone i kandyzowane owoce przywodzą mi z kolei na myśl Straight to Heven Kiliana… ich subtelna, wyrafinowana słodycz miesza się z wyrazistą nutą liścia laurowego, znów przypominające mi Laurela i Tumulte… ale nuta ta jest bardziej rześka i żywa, bardziej przypomina barwne, na wpół soczyste kolaże, którymi za każdym razem, od nowa – oczarowuje mnie labdanowy Dirty English od Juicy Couture i Jubilation XV od Amouage… niesamowicie, złożony, zmienny i płynny jak ruch rozkołysanych wiatrem gałęzi drzew, zapach, którego bukiet chwilami do złudzenia przypomina mi labdanowo kadzidlaną Normę Kamali Incense w wersji lightSzpilki nieustannie ewoluują, zmieniają się i drepczą w kółko po własnych śladach – niczym hipster, próbujący wyjść z lasu z pomocą rewolucyjnych map Apple… 😉

igły i szyszki

Igliwie, wyraziste i świdrujące w otwarciu, lubi powracać falami we wszystkich akordach – choć w dojrzalej fazie najczęściej słychać okazałą jodłę, wspomaganą wszędobylską, ale niezbędną dla zachowania wartkości brzmienia nutą wawrzynu… ich wytrawną, ciemno zieloną barwę przełamuje ciepła słodycz suszonych owoców, z których część to owoce zebrane wprost z leśnego runa… w sercu kompozycji bawi również imbir i muszkat, nadając bukietowi szlachetnej głębi… pomimo całego tego bogactwa i nieustannej ewolucji bukietu, gdy poszczególne nuty nachodzą na siebie w uporządkowanych chaosie – kompozycja emanuje niesamowitą harmonią i niezbyt krzykliwą, idealnie wyważoną projekcją… schyłek to po prostu majestatycznie wybrzmiewający akord serca, raz żywiczno słodkawy, z wdziękiem emulujący upojne labdanum – by po chwili rozpalić się wawrzynowym rumieńcem, tudzież buchnąć dyskretnym miksem kadzidła, piżma i muszkatu

reasumując: nieustannie ewoluująca symfonia, harmonijnie przeplatających się woni… wdzięczne i z rasowo niszowym zacięciem zaaranżowane pachnidło na koncelebrację złotej jesieni… oto baśniowy las według Lutensa, pachnący igliwiem, przystrojony wawrzynowym wieńcem – nęcący dojrzałymi w słońcu i zasuszonymi bezpośrednio na krzaczkach, leśnymi owocami, muśnięty muszkatem i kadzidłem… projekcja umiarkowana, trwałość bardzo dobra…

przypomina mi: w pierwszej chwili pomyślałem, że to coś w rodzaju Norma Kamali Incense w wersji unplugged, ale zapach przypomina mi zadziwiająco szerokie spektrum innym kompozycji z Laurel, Hinoki i Zagorskiem od CdG, poprzez Gucci Rush, a na Kilian Straight to Haven, Tumulte i Pino Silvestre kończąc…Serge Lutens - Fille en Aiguilles

skład: wetyweria, liść laurowy, sosna, przyprawy, kadzidło, labdanum?, jodła balsamiczna i suszone owoce, piżmo?,

Reklamy

Responses

  1. ale to się czyta wybornie! dziękuję za spacer po lesie, w którym obawiając się kleszczy, dawno nie byłam

  2. Jedna z tych bezsprzecznie genialnych kompozycji mistrza Scheldrake. Nasycony, witalny i bezpośrednio naturalny zapach. Najbliżej mu do Arso jednak, choć oba da się bez problemu rozpoznać. 😉

  3. Iso – bardzo Ci dziękuję, cała przyjemność po mojej stronie… 😉

    narde – a owszem, na pewno jedna z najbardziej zmiennych i jednocześnie jakże swoiście Lutensowa konstrukcja… 😉

  4. pieknie opisales ten zapach Pirath! I fantastyczne zdjecia!

    Jestem w decyzyjnym mega-rozkroku co kupic na zblizajaca sie pore roku:
    Fille eu Aiguilles czy moze Zagorsk czy Honour Man od Amouage…

    Jak Ty obstawiasz powyzsze typy? Najciekawszy? etc?

    Fille widze na forach bardzo cenia faceci pomimo jego nazwy… 😉 – nie mam zdania ad trwalosci i intensywnosci jeszcze.

    Honour – bardzo na mnie trwaly, poczatek pieknie pieprzowy, pozniej wysladza sie troche za sprawa geranium ale pieprz czuc nadal.

    Zagorsk dla odmiany jest zielony, z czasem bardziej wybija u mnie fiolek 😦 Klimatycznie chyba bliski Fille eA.

    pomocy….

  5. Andrzeju – wszystko jest kwestią gustu, ze szczególnym naciskiem na WŁASNEGO gustu, więc obawiam się, że decyzję co Ci się bardziej podoba musisz podjąć samodzielnie… Ty płacisz, Ty nosisz i Ty wybierasz…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: