Napisane przez: pirath | 29 sierpnia 2013

z cyklu szybki przelot przez – BWWM jak banał, wtórność, widmo i malizna…


Ostatni szybki przelot nie przyniósł żadnej nadziei na cokolwiek wartego wąchania, podobnie jak dzisiejszy… wprawdzie na Douglasowej półce z nowościami zaroiło się od nowych form życia – ale próżno w nich szukać życia, polotu i inwencji… banał i wtórność goni anemię i maliznę, a lansowane jako nowość niedobitki Annayake nieodmiennie irytują mnie za każdym razem, gdy tam zaglądam… do diaska, postawcie tam coś przynajmniej z bieżącej dekady – a jeśli już tak bardzo chcecie się tego pozbyć, to przynajmniej równie desperacko to przeceńcie!…

Dziś postanowiłem nie robić sobie złudzeń i płonnych nadziei – więc po wstępnych testach bloterowych (jak wiadomo blotery przekłamują), postanowiłem zaaplikować każdą ze świeżynek na nadgarstki i wierzch dłoni… na lewy nadgarstek poleciał nowy Roberto Cavali, na prawy wierzch dłoni jeszce spocony Paco Invictus – zaś na prawym nadgarstku wylądował nowy L’Homme w wersji uwaga Parfum Intense (klękajcie narody, może w końcu poczuję, że to YSL)… uwierzycie, że po raptem kilkunastu minutach, gdyby nie pamięć, gdzie co wylądowało – miałbym spore problemy ze wskazaniem co jest czym?… wszystkie pachną w tej samej, oklepanej i wyeksploatowanej słodziakowo aromatycznej konwencji, od której powoli zaczyna mi się ulewać… ja wiem że to się sprzedaje, ale po kiego grzyba robić coś, czego nie sposób po paru kwadransach od siebie odróżnić?… no może poza YSL, bo choć tuż po aplikacji tradycyjnie niewiele poczułem, jednak po około godzinie zaczął smętnie, lecz zauważalnie inaczej niż reszta nucić pod nosem czymś przypominającym rachityczny Le Male’owy kwiat pomarańczy, ale po kolei…

Roberto Cavalli - Just Cavalli Him

Roberto Cavalli – Just Cavalli Him – to mój pierwszy kontakt z marką i niespecjalnie czuję parcie na poznanie reszty… oto rasowy banalny, nijaki i tandetny świeżak, różniący się od średniej rynkowej w równym stopniu co napoje kawowe, serwowane na różnych stacjach paliw… takie pozbawione wyrazu siuśki, niemające z kawą nic wspólnego i kosztujące dużo więcej niż są w istocie warte… minęła raptem godzinka i na skórze pozostał jedynie smętny akord drzewny, za którym trzeba ganiać z nosem przy skórze… Panie Robercie dziękujemy, ale raczej nie zadzwonimy…

Paco Rabanne - Invictus

Paco Rabanne – Invictus – kolejny przerost formy nad treścią, sprowadzający się do przedstawienia własnej interpretacji ogranej, jak pewna reklama jogurtów z ekstra dużymi kawałkami owoców… powstał niemrawy klon Dsquared Potion / CH 212 VIP, który jak na dzieło czterech nosów, a w tym jednego wybitnego (Olivier Polge) – wypada żenująco słabo… zamiast zapachu zwycięstwa, powstał skrajnie komercyjny pasztet, mający unieść na swych skrzydłach w przestworza, nie glorię epickich sportowych zwycięstw – a pikujące ostro w dół słupki sprzedaży (zapewne po miażdżącym sukcesie 1 Milion w wersji Intense)…

Yves Saint Laurent - L'Homme Parfum Intense

Yves Saint Laurent – L’Homme Parfum Intense – po edycji EDP i wersji Intense w jednym, spodziewałbym się czegoś więcej niż zapachu widmo… bursztynowy kolor cieczy, stopień koncentracji, wiele mówiący dopisek Intense i logo uznanej marki poniekąd gwarantuje, że tym razem poczuję coś więcej niż smętnego, kuriozalnie cichego, anemicznego casualowca – ale i tu sromotnie się zawiodłem… ostatnio odnoszę wrażenie, że YSL nie robi nic poza rozdrabnianiem się i sygnowaniem coraz mniej wyrazistych, swoistych i wartych zachodu kompozycji… wprost trudno uwierzyć, że ta sama marka wypuściła swego czasu Opium, Rive Gauche, M7 i Kourosa… obecna twórczość marki wskazuje raczej na pogoń za łatwym pieniądzem przy pomocy skrajnie poprawnych i zupełnie bezpłciowych perfum – a L’Homme Parfum Intense okazał się przysłowiowym ostatnim gwoździem do trumny, który mnie w co do słuszności powyższej teorii utwierdził…

Dsquared² - Potion Blue Cadet

Dsquared² – Potion Blue Cadet – nie trzeba nawet wąchać, by przekonać się, że to świeżak (kolor zdradza wszystko), a we wnętrzu flakonu znajdziemy totalną maliznę, naciąganą i równie przekonywującą, co oficjalna myśl wykreowana naprędce przez speców od marketingu… podobnie jak w przypadku zapachu, również w kwestii flakonu producent poszedł na totalną łatwiznę – dodając jedynie wydumane Blue Cadet (porażająca inwencja)… w gruncie rzeczy okazało się, że nie ma na czym zawiesić nosa i jak struty wróciłem do domu… jak tak dalej pójdzie, nie wyobrażam sobie łatwiejszego rozdania subiektywnych Pachnących Oskarów na koniec roku – za to wśród pretendentów do tytułu Pachnącej Maliny panuje niemiłosierny tłok…

Advertisements

Responses

  1. Wizualnie l,homme jest rewelacyjne , same perfumy robią nieco mniejsze wrażenie ale tragiczne nie są . Anemiczne to są ostatnie wypusty Gucci gwałcące nos dennością ale zawsze jest nisza jak by co.

  2. Niestety ale masz rację – wszystkie nowości pachną bardzo podobnie czyli nijako. Kilka dni temu odwiedziłem Douglasa i wąchałem powyższe perfumy. Żadnej nie zapamiętałem, nuda, nuda, nuda…

  3. Uwielbiam, gdy z taką swadą rugasz kolejne mierne mainstreamowce! 🙂

  4. pirath – jakie masz zdanie na temat wersji UNBOX perfum sprzedawanych w perfumeriach internetowych? Czy są należycie zabezpieczone przed warunkami zewnętrznymi (światło, wilgotność) podczas transportu oraz na okres magazynowania?

  5. Tom – owszem prezentuje się nieźle, ale akurat w moim odczuciu wygląd i prezencja flakonu to ostatnie kryterium na które zwróciłbym uwagę podczas doboru perfum… a o ostatnich wypustach Gucci lepiej się nie wypowiadać… 🙂

    Bendigo – ale gdzie tu miejsce na logikę i instynkt samozachowawczy producentów? każdy zazwyczaj stara się zwrócić uwagę na swój produkt jakąś szczególną cechą, wyróżnić swój produkt, choć często sprowadza się to do gloryfikowania truizmów i statystycznej funkcjonalności do rangi przełomowych odkryć – a tu każdy jest beznamiętnym klonem innego, więc co koniec końców klient kupi? gdzie tu walka o przywiązanie klienta do marki?

    fqjciorze – he he pomimo poirytowania tą całą sytuacją i frustracją wywołaną przez tę swoistą stagnację – cała przyjemność po mojej stronie… 🙂

    ciekawski – nie bardzo rozumiem co masz na myśli przez termin unboxing (rozpakowywanie czegoś)… jeśli miałeś na myśli perfumy sprzedawane bez opakowań, to jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, by ktoś przysłał mi butelkę bez jakiegokolwiek opakowania zastępczego (nawet testery), a po drugie nawet jeśli to zazwyczaj butelka ta przybyła do sklepu/hurtowni w jakimś większym opakowaniu zbiorczym, więc trudno mówić o większej podatności produktu na wady wynikające z teoretycznie większej ekspozycji na światło i warunki atmosferyczne…
    p.s. mam trochę do czynienia z logistyką i magazynowaniem, więc raczej nie sądzę, by klient końcowy, sklep, hurtownia ani nawet producent (poza tymi dysponującymi własnym transportem i magazynem) miał jakikolwiek wpływ na to jak przewożone i składowane są ich towary w drodze do miejsca przeznaczenia… skąd klient kupujący np. wiadro kleju do drewna (klej nie może być przewożony w temperaturze poniżej 12 stopni i zdarzało mi się cofać dostawy, które przyjechały przy -15 stopniach pod zwykłą plandeką) ma mieć pewność, że zimą towar przyjechał do sklepu zgodnie ze sztuką w izotermie – a wcześniej nie przemarzł na jakimś nieogrzewanym magazynie przeładunkowym? tego niestety nie wie nikt, a już na pewno nie perfumeria i klient, który na końcu otrzymuje produkt… ale jestem pewien, że nawet perfumy które nie są pakowane w opakowania jednostkowe (o ile takie są, bo osobiście się nie spotkałem) posiadają jakieś opakowanie zbiorcze…

  6. Piracie masz racje ale flakon robi pierwsze wrarzenie . Zawsze ! Jesli jego zawartość nie psuje tego wrarzenia to mniej boli wydana kasa i bardziej cieszy jego kupno.

  7. pirath – pod tym linkiem jest chyba najlepiej wyjaśniony ten termin: http://perfumytaniej.pl/testery_i_unbox-y.html

    moje pytanie wzięło się z tąd, iż szukam Joop’a Homme na alledrogo i większość to ‚unboxy’. Nie wiem czy jest się czego obawiać – w końcu tester ma swoje indywidualne pudełeczko od wyjazdu z fabryki, a te ‚unboxy’ to ja nie wiem skąd naprawdę wytrzasnęli (?). Ale przecież nie dostali od producenta 30 flakoników luzem w jednym kartonie, tylko musiało to być jakoś z głową zapakowane ;).
    Zastanawia mnie sens wypuszczania ‚unboxów’ przez Joopa skoro ich testery wyglądają identycznie jak normalne produkty, więc cały opis z powyższego linka traci sens.

  8. Tom – w kwestii flakonu, jedyne co mnie interesuje, to sprawny, nie lejący, szczelny i generujący pełne, obfite chmurki atomizer… co do reszty, to mogę dostać perfumy nawet w butelce po mleku… 🙂

    ciekawski – a więc dobrze typowałem… 🙂
    powiem tak, produkt pułkowy w ładnym fikuśnym opakowaniu, tester i wersja unboxing – to wciąż jeden i ten sam produkt… nie opłaca się robić innych flakonów jako testery – to ten sam produkt ale zapakowany inaczej, skromniej lub w opakowaniu zbiorczym, jak procesory do komputerów… CPU można je kupić w ładnym pudełku z wiatraczkiem i wentylatorem, albo zazwyczaj nieco taniej z wytłoczki, gdzie umieszczono ich np. 20 sztuk (tzw wersja OEM)… pomijając formę opakowania (dla sklepu najistotniejsza jest jak najniższa cena zakupu), a jak wiemy ładne opakowanie to koszt znacznie podwyższający cenę… jakościowo ten wciąż ten sam produkt, tylko podany inaczej… osobiście nie widzę różnicy i jeśli komuś nie zależy na ładnym kartoniku (zazwyczaj lądują w koszu) to po co za nie płacić więcej (bo tylko do tego się to sprowadza)?…

    p.s. unbox to sztuczny podział, bardziej ideologiczny niż merytoryczny, działający na tej samej zasadzie, co magia słowa tester (niektórzy wciąż wierzą, że to lepszy i bardziej skoncentrowany produkt)… kupujesz flakon perfum i to jak został on zapakowany, lub dystrybuowany do hurtowni nie ma żadnego znaczenia… jeśli perfumy miały przemarznąć, lub ugotować się, to bez znaczenia czy kartonik był ładny i zafoliowany, czy był to tester, albo opakowanie zbiorcze z wytłoczką jak na jajka w środku – wszystkie będą w tej samej kondycji… 🙂
    pozdrawiam

  9. Jak to cudownie że mamy nisze…:)

  10. oj tak, jest przynajmniej gdzie ukoić skołatane nerwy po brutalnym zderzeniu z beznamiętną, pozbawioną smaku rzeczywistością… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: