Napisane przez: pirath | 31 sierpnia 2013

John Varvatos – Star USA, czyli amerykańska gwiazda na europejaską modłę…


Jak wiadomo wszystko co amerykańskie jest najlepsze, największe i najbardziej cool – tak przynajmniej sądzą ci, którzy zachłysnęli się wizją amerykańskiego lifestyle’u, czyli demokracji, dobrobytu, wolności, równości – szeroko propagowanego przez hollywoodzką fabrykę propagandy, tfu snu… a tym czasem Ameryka szczególnie upodobała sobie luksus w „egzotycznym” wydaniu europejskim… chcesz pokazać, że masz pieniądze, klasę i styl?… to stawiasz dom murowany, a nie z płyty OSB, kupujesz willę w Toskanii, jeździsz europejskim samochodem, ubierasz się w Mediolanie, interesy prowadzisz w Londynie, a dzieci posyłasz do Szwajcarskiej szkoły z internatem… a wszystko w zgodnie z zasadą o wzajemnej fascynacji cudzą odmiennością kulturową – to co europejczyków już nie rusza, wciąż kręci amerykanów (szczególnie tych o szerszych horyzontach i świadomych, że Europa to nie kraj, a kontynent)… stąd nie dziwią mnie wycieczki i zapożyczenia ze strony amerykańskich kreatorów – pragnących rozsławić wiodącą potęgę (zaiste coraz tęższą) i pokazać światu coś więcej niż kolejny odświeżacz powietrza… niestety z różnym skutkiem…

John Varvatos Star USA EdT

Star USA z 2011 roku, to przykład zapachu skrajnie zachowawczego, wykreowanego wedle zasady „chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle” oraz będącego totalnym przerostem formy nad treścią… patriotyczna nazwa, patetyczny gest zwycięstwa i niebanalne, przykuwające uwagę opakowanie – ma przesłonić bijącą od zapachu słabiznę i spowodować, by rzesze lokalnych patriotów (siedzących zazwyczaj na werandzie, ze strzelbą na kolanach i doglądających czy gwiaździsty sztandar aby równo łopoce) pobiegną do sklepu i złożą kolejną ofiarę na ołtarzyku patriotyzmu… niestety gwiazda USA świeci bardzo bladym światłem, a pompatyczna reklama ze znakiem zwycięstwa (V jak victory, ang. zwycięstwo), zaadoptowana w burzliwych latach 60-tych przez hipisów – dziś wypada po prostu groteskowo… mi przynajmniej współczesne USA kojarzą się z permanentną inwigilacją, państwem policyjnym, podszytym ignorancją dupocentryzmem oraz wybiórczym niesieniem pokoju i zwyciężaniem tam, gdzie w znacznych ilościach występuje ropa…

John Varvatos Star USA commercial

Tak naprawdę jedyny detal, który zasługuje na uwagę, to oryginalne opakowanie – imitujące stare butelki z ceramicznym korkiem i metalową klamrą… wita nas lekkie, świeże, subtelnie owocowe, asekuracyjne i nieco Calvionowe otwarcie… po chwili zapach robi się zauważalnie aromatyczno przyprawowy, klasyczny i męski – a gdzieś w jego tle wdzięczy się staroświecki akord koloński, osnuty na aromatycznym świerku i kardamonie… z tym kardamonem ździebko przesadzono, gdyż zagłuszył wszystko inne i kompletnie zdominował akord serca – a uzyskany efekt przypomina lżejszą odsłonę „proszkowejPolleny Aromy – Eau de Cardamon… pomijając aspekt nadpobudliwości kardamonu, zapach jest bardzo zachowawczy i zawiewa od niego sztampą oraz nudą…

Arizona

Wprawdzie przyprawowo drzewny casualowiec sprzeda się wszędzie, ale jeśli już ktoś porywa się na tak górnolotną oprawę – wypadałoby choćby w minimalnym stopniu jej sprostać, jak i z odrobinę większą konsekwencją trzymać się zapożyczonej konwencji kompozycji… a tym czasem dostajemy ledwie dychającą Europę, w klasycznie amerykańskim wydaniu – monotonną i pełną życia niczym pustynny krajobraz ArizonyJohn Varvatos Star USA to niby klimaty europejskie, ale zaserwowane nijako i nazbyt asekuracyjnie – efektem czego jest kolejny, pozbawiony polotu i skrajnie przewidywalny CK Encounter… zapach dość szybko przechodzi do przykurzonego, smętnego, drzewno zielonego akordu bazowego i równie szybko znikła ze skóry… nie czuję tu ani glorii zwycięstwa, ani nie poczułem się jakoś specjalnie „wyzwolony” przez symbolizującą niesienie pokoju „gwiazdę„… widać posiadanie nieco ponad pół baku „ropy” to za mało, by doświadczyć jej potęgi…

reasumując: straszna słabizna, niemrawa, nazbyt asekuracyjna i pozbawiona polotu… choć zapach pozornie naśladuje klasyczną europejską stylistykę i na milę epatuje amerykańskością – uzyskany efekt końcowy jest nieudolny i groteskowy… słaba, nudna aranżacja, bardzo słabe wykonanie i równie słaba trwałość – sprawiają iż zdecydowanie nie polecam ubiegania się o wizę na zakup tych perfum…John Varvatos Star USA

przypomina mi: kolejny niemrawy i pozbawiony polotu Calvin Klein Encounter

Głowa: cytron, jagody jałowca, imbir,
Serce: kardamon, nuty drzewne, osmantus, świerk,
Baza: wetyweria, fasolka tonka, ambra,

Reklamy

Responses

  1. Potrafisz poprawić człowiekowi humor! Uwielbiam Twoje wpisy. Ps skrobniesz cos o M7 oud absolu?

  2. oczywiście, tylko najpierw muszę zdobyć próbkę…

  3. flakonik fajniutki 🙂

  4. i tylko flakonik… 🙂 taką butelkę można czasem wyszperać na strychu i w piwnicy, bez konieczności wydawania pieniędzy na tą kichę… 🙂

  5. Jak by co to chętnie pomogę.

  6. Zdecydowanie, i ma się jeszcze gwarancję oryginalności i tego specyficznego zachowanego klimatu starych flaszek.

    Co do M7absolu. to bierz próbkę bo sam chętnie poczytam o twoich odczuciach względem tego pachnidła. 😉

  7. narde – chętnie, ale skąd?… flakony widzę w tylko co niektórych, wybranych Douglasach, a więc próbka z tego źródła zdecydowanie poza moim zasięgiem… no chyba, że znajdzie się jakaś dobra dusza, która zechce podesłać biednemu, kulawemu pirathowi próbasa – wówczas chętnie pokuszę się o porównanie Absolu z wersję z 2009 roku… 😉

  8. Chętnie ci podeśle materiał testowy ale najpierw skołuje atomizery dam ci znac koło czwartku /piątku jesli zechcesz.

  9. super, dzięki 😀
    atomizerek, chętnie sam Ci wyślę…

  10. Nie trzeba zajme się sam tą sprawą

  11. w takim razie proszę o kontakt na pirath@interia.pl 🙂

  12. Pirath doszedł do Ciebie e-mail ?

  13. niestety nie

  14. Prosze o kontakt na podany num telefonu lub tomm-1980@wp.pl odnośnie M7 absolu

  15. No ,właśnie tego dobrego kolege powyżej miałem na myśli 😉
    Zdaje sobie sprawę że takie porownania są nieuniknione ale chyba lepiej byś spojrzał na absolu w miarę obiektywnym i swieżym okiem,.. sorry nosem.? 😉

  16. Tom – napisałem do Ciebie maila tuż po 20…

    narde – mam jeszcze 75 ml starej wersji M7, chętnie porównam, czy będzie za czym płakać gdy się skończy, lub prędzej skiśnie… 🙂

  17. Pirath wybacz ale miałem źle zkonfigórowaną poczte padł mi smartfon a zastępczego nie ogarniam . Dzisiaj dopiero odebrałem meila od Ciebie i potwierdzam ,że Twoja próba była udana, prosze prześlij mi dane do wysyłki . Jeszcze raz przepraszam za problemy .

  18. Ale ze mnie pustak! Wreszcie sie udało jutro robie wysyłke. Sorry za moją tępote . Okazja do rewanżu jeszcze będzie tym razem chce tylko poznać Twoją opinie

  19. Tom nic się nie stało, ot złośliwość przedmiotów martwych… 🙂
    zatem z niecierpliwością oczekuję Twojej przesyłki, z góry dziękując za trud i żywiąc nadzieję, że wkrótce będę miał okazję do rewanżu… 😀

  20. Pierwowzór zawsze pozostanie tym wyjątkowym i niepowtarzalnym dziełkiem…za którym nie raz się jeszcze kiedyś zatęskni. Ale mam nadzieję że mimo wszystko podejdzie ci przyzwoita wersja absolu. A i wiesz Piracie jakby ci miała skisnąć to wiesz co zrobić z żyjącym nadmiarem już teraz…. 😀

  21. a kysz demonie, nie oddam! 😀

  22. może przeżyje 😛


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: