Napisane przez: pirath | 1 września 2013

Le Labo – Rose 31 EdP, czyli róża z probówki…


Le Labo to nieco ekscentryczna, ale przy tym nad wyraz oryginalna marka, zainspirowana i na wskroś przesiąknięta klimatami laboratoryjnymi… chłodne, sterylne, minimalistyczne wnętrza ich rozlewni, podobnie jak sklepiki Comme des Garcons, bardziej przypominają jakąś naprędce zaaranżowaną (choć nie aż tak obskurną) mekkę dla hipsterów* – którzy jak wiadomo brzydzą się komerchą i mainstreamem, niż wnętrze perfumerii… dziwna knajpa, zamiast kieliszków i kufli mają probówki i pipety, na półkach stoją flakony do złudzenia przypominające robione na receptę lekarstwa – a za barem krząta się jakiś barman/farmaceuta w białym kitlu… no i ten miły akcent, polegający na umieszczaniu na etykiecie imienia i nazwiska osoby, dla której perfumy zostały namieszane… to ja poproszę setę Rose 31 – ale wstrząśniętą, nie mieszaną… 😉

*nim stając się popularna, zostanie spalona – poniekąd dzięki pierdylionowi słitfici z trampkami, kawą i niedojedzonym żarciem, hurtowo spamujących Instagrama i Fejsa

La Lebo Rose 31

Wedle wszelkich znaków na niebie i etykiecie – Rose 31 to zapach różany, ale nie kupuję jego nienaturalnego brzmienia… ukazana w otwarciu róża Le Labo jest plastikowa, syntetyczna, okrutnie pocięta, a przez to zupełnie nieswoista… Patchouli 24, choć śliczne – z perspektywy czasu (w miarę poznawania jak pachnie i powinna pachnieć paczula) też określam raczej jako około paczulowe… róża jest nutą trudną, specyficzną i mającą ciągoty totalitarne, ale naprawdę ciężko sknocić jej brzmienie w perfumach – a co dopiero w perfumach wedle nazwy, całkowicie róży poświęconych… naturalne, najwyższej jakości składniki?… ekhm, odniosłem wrażenie, że niektóre wody różane za kilkanaście złotych pachną zgrabniej i bardziej przekonywująco… (już słyszę głosy oburzenia, łaknące krwi za to bluźnierstwo – ale mam nadzieję, że uda mi się dokończyć wpis, nim ktoś wbije mi MacBooka Air’a w plecy…)

Le Labo shop

Z drugiej strony, jeśli ktoś nie przepada za tradycyjnym motywem róży w perfumach, czyli ostentacyjnym, o wybujałej projekcji – będzie interpretacją Le Labo zachwycony… laboratoryjna róża jest cicha, dyskretna i trudno uznać jej egzystencję za dominującą… została skrzętnie ukryta pod kminkiem (również wyciszonym), a całość zamknięto w drewnianym pudełku – skrzętnie skrywającym jej obecność przez nozdrzami jej przeciwników… żaden detal bukietu nie męczy, nie uwiera i nie zwraca na siebie zbytniej uwagi… pod tym względem Rose 31 to bardzo bezpieczny, wyważony i oszczędny w ekspozycji zapach – o bardzo jednorodnym przebiegu, ale do czasu… wykaz nut nie jest w stanie tego oddać, ale Rose 31 finiszuje „na bogato” z niemal orientalnym, ale wciąż umiarkowanym zacięciem…

Rose 31

Nuty tworzące dyskretny bukiet tych perfum, skorelowano z niesamowitą dbałością o wyrównanie siły wybrzmiewania… delikatna róża, wyzbyty swego dźwięcznego aromatu, ale nie pozbawiony swej pieprznej ostrości kminek i odrobina vetivery – tworzą bardzo noszalny i spójny bukiet… w tle przemyka subtelny akord oudu i przykurzonego piżmem kadzidła – dodając dojrzałej fazie Rose 31 wyrafinowanej, zjawiskowej głębi… anemiczna róża, pięknie wybrzmiewa pospołu z subtelnym agarem, a przejmującą, wibrującą dobitność, ich obecnie bardzo modnego połączenia – z wdziękiem emuluje i ożywia nuta żywicznego labdanum… brzmi to pięknie, lekko, niesamowicie neutralnie i na tyle chłodno, by nie pomylić Rose 31 z żadnym agarowo różanym, orientalnym niszowcem…

Le Labo bartenderbardziej świeżej partii już nie da się przygotować… muszę też przyznać, że bardzo podoba mi się oryginalna konwencja sklepów Le Labo i pomysł robienia perfum bezpośrednio dla klienta i na jego oczach…

Le Labo mixing perfume

reasumując: zapach powstał w 2006 roku, czyli na długo przed narodzinami wszechobecnej oudomanii… ośmielę się wysnuć tezę, iż pomimo tej uwierającej w początkowej fazie syntetyczności – jest to jedno z najbardziej przystępnych i praktycznych ujęć subtelnie różanego orientu, nawiązującego do jakże wdzięcznego połączenia oudu i róży… to spokojny, nieco pieprzny, z gracją przełamany vetiverą i kadzidłem zapach… wyrafinowany, ujmujący bukiet tych perfum, ukontentuje miłośników róży, zwłaszcza tych nie lubiących za nadto obnosić się z jej obecnością w perfumach… wykończone miękkim, ciepłym drewnem, Rose 31 – spodoba się również tym, dla których dobitność i ciężar obecnie serwowanego połączenia róży z oudem, wydaje się nazbyt krzykliwe i przytłaczające… dodając do tego idealnie wyważoną projekcję i bardzo przyzwoitą trwałość – otrzymujemy finiszujący „na bogato” pierwszorzędny wzorzec dyskretnego, agarowo różanego orientu – nim stał się tym, czym jest obecnie…

przypomina mi: delikatniejszą odsłonę Kilian Incense Oud i Musc Oud, okraszoną finezją anonimowej róży od Atelier Cologne i subtelną delikatnością z jaką zaaranżowano bukiet L’Artisan Parfumeur Al Oudh… a, że nie samą niszą człowiek pachnący żyje, miłośnicy przysadzistego Drakkar Noir i Ungaro III oraz znacznie delikatniejszego Cartier d’Un Soir też powinni być zadowoleni…Le Labo Rose 31 EdP

Głowa: róża, kminek,
Serce: róża, wetyweria, cedr,
Baza: piżmo, drzewo gwajakowe, olibanum, labdanum, agar,

Reklamy

Responses

  1. Nie znam jeszcze produktów Le Labo ale przyznam że już kiedyś spodobała mi się cała otoczka i filozofia. Jest klimat 😉 Zastanawiałem się kiedyś nawet nad takim customem w postaci wykonania zapachu wedle własnego pomysłu…to bylo by coś.! Piracie a jak oceniasz jakość olejków użytych do produkcji tych perfum (wszystkich poznanych tworów Le Labo)?

    A Rose31 dopisuję do tych wartych spróbowania spośrod innych produktów tej firmy.

  2. Piracie, mylisz kminek z kminem rzymskim – co się niestety często zdarza. Kmin rzymski – czyli kumin – pachnie całkiem inaczej niż nasz swojski kminek, dodawany do kiszonej kapusty.

    Rose 31 znam, na mnie niemal w ogóle nie czuć róży. Poza tym ze „stajni” Le Labo uwielbiam Santal 33 – piękny, kremowy sandałowiec. Ostrzę też ząbki na Poivre 23 – ale cena i dostępność sprawia, że chyba dopiero za rok będę myśleć o flaszce…

  3. narde – hmmm wizja kusząca, ale ceny profesjonalnych olejków wciąż skutecznie odstraszają mnie od podobnych eksperymentów… już wolę trwonić pieniądze na gotowe flakony… 🙂

    co zaś się tyczy samych olejków, to ich zapachy (trudno powiedzieć cokolwiek po poznaniu raptem dwóch zapachów) choć sprawiają niezbyt sugestywne wrażenie oddania poszczególnych nut – jednak ich perfumy pachną całkiem długo…

    VI4 – Odynie uchowaj!… 🙂 jestem świadomy istnienia obu nut i rozróżniam niemal spoconą, nieco kardamonową, ostrą woń kminu rzymskiego od kminku – zresztą nie sposób ich pomylić, gdyż pachną zupełnie odmiennie, pomimo dość zbieżnej nazwy… 🙂

    owszem przez pryzmat nieco pieprznego zacięcia tych perfum można pomyśleć o kminie rzymskim – ale przez wzgląd na dość słabą wyrazistość poszczególnych nut i brak specyficznego aromatu, raczej skłaniam się iż rzeczywiście jest to kminek, choć i tak dość anemiczny jak na możliwości tej ingrediencji… 🙂 generalnie odnoszę wrażenie, że niemal wszystkie używane przez Le labo nuty nie grzeszą sugestywnością brzmienia, widać taki ich urok/zamierzona maniera…

  4. A ja wyraźnie czuję tą „spoconą” nutę – na szczęście nie dominuje, bo kminu w perfumach nie lubię. Kminek moim zdaniem to zdecydowanie nie jest – przecież on ma dość „świeży”, niemal świdrujący w nosie zapach. Swoją drogą, chciałabym znaleźć prawdziwy, wyrazisty kminek w perfumach…

  5. też nie przepadam za kminkiem, choć chyba bardziej nie lubię jego smaku… ale całkiem ładnie ukazano kminek w Lutensie Chypre Rouge (niestety już nieprodukowanym) i bodajże w Amouage Opus IV… kmin zaś jest w Opus II i chyba najbardziej spocone jego oblicze odnajduję w klasycznym Cartierowym Declaration…

  6. Znasz jakieś żródło gdzie sprzedają takie profesjonalne olejki ? byłbym wdzięczny za ewentualnego linka.

  7. osobiście tego nie śledzę, ale Sabbath wie, bo sama kupowała, fqjcior pewnie też jest lepiej zorientowany w temacie… 🙂

  8. No dzięki, na razie się rozglądam w temacie i jak przyjdzie czas to wiem już gdzie zagadać 🙂

  9. jeśli nie odczuwasz realnej, żywotnej potrzeby eksperymentowania (bawić się można na tanich powszechnie dostępnych olejkach) – uprzedzam, że to koszmarnie droga fanaberia, z naciskiem na KOSZMARNIE… 🙂

  10. Co ja poczne jak nie od dziś koszmarnie mnie kręci i przestać nie zamierza…:)

  11. ponoć nic tak nie ostudza zapału jak zaporowa cena i perspektywa pokaźnego debetu… 🙂

  12. powoli do celu… 😉

  13. aż do epickiego powiedzonka sprzedawcy o śmiertelnie poważnej minie „przepraszam, ale otrzymałem instrukcję aby zatrzymać Pana kartę”… 😀

  14. No no no, Ładne wsparcie…

  15. samo życie… 😉

  16. damy rade.. 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: