Napisane przez: pirath | 10 września 2013

Robert Piguet – Bois Noir, czyli przytulna, drzewna błogość…


Tak jak kota można zagłaskać na śmierć, tak i rzeczy przyjemne – ale serwowane nazbyt często przestają cieszyć, a ich smak traci swą wyjątkowość… tak właśnie postrzegam magię oudu, rozbitą obecnie, niczym boczna szyba samochodowa, na tysiące niemal identycznych kawałeczków – a każdy symbolizuje jakąś osnutą na nucie oudu kompozycję… owszem niektóre ze szklanych kosteczek mają bardziej regularne, bliższe ideałowi kształty, inne prezentują się mniej okazale – ale nawet te najdoskonalsze gubią się i dewaluują wobec natłoku dziesiątek sobie podobnych…

Nazbyt hermetyczne?… obecnie trudno „nowym oudem” kogokolwiek zaskoczyć – a w moim odczuciu kolejna, okrągła i jubileuszowa premiera innego wcielenia oudu, wywołuje ten sam rodzaj euforii, co wygranie szóstki w totka po raz 78 z rzędu… 🙂 że mało prawdopodobne?… no to bardziej przyziemnie, wyobraźcie sobie, że wyciągacie z kinder niespodzianki, piąty raz z rzędu tę samą zabawkę…

Bois Noir

Od kilku lat możemy zaobserwować wysyp, prawdziwe eldorado kompozycji przedstawianych oud w powtarzającym się cyklicznie i dość hermetycznym spektrum aranżacji – z tej tylko przyczyny, iż jest to składnik modny, popularny, mile widziany i nieźle nakręcający koniunkturę… oudomania nie jest już tylko domeną niszy, przesączyła się nawet do segmentu mainstreamowego – gdzie kusi i walczy o klienta, który jakimś cudem niszową agaromanię przeoczył… wynikiem tego jest imponująca lista zapachów, mniej lub bardziej do siebie podobnych – ale z różnym kunsztem i kreatywnością zaaranżowanych… w efekcie coraz trudniej połapać się i ogarnąć tą klęskę urodzaju – a jeszcze trudniej wyłowić z pośród nich prawdziwą perełkę… a taką perłą, ba prawdziwym klejnotem w koronie jest w mym odczuciu Bois Noir Roberta Pigueta (Polu, kolejny raz stokrotne dzięki!)…

oiled wood

To nie jest oud totalny, dramatyczny, zamaszysty i przesadnie orientalny – to oud subtelny, diabelnie zmysłowy i skąpany w drewnie, lepkim, balsamicznym i gęstym jak miód… wróć!, mówienie o tej kompozycji w kontekście samego tylko agaru jest sporym niedopowiedzeniem – gdyż kultowy agar jest tu tylko jednym z wielu elementów misternej układanki, składającej się na ujmujące, ciepłe brzmienie Bois Noir… skłamałbym twierdząc, że jest to aranżacja innowacyjna i przełomowa, gdyż jest podobna do czegoś co poznałem już wcześniej – ale szczęśliwie tak rozegranych interpretacji oudu jest na rynku niewiele… mam na myśli urywający zadek LM Parfums Black Oud, którego również zaserwowano w nie mniej ujmującym, głęboko drzewnym przybraniu oraz Arabian Nights od J. Del Pozo… w obu agar przedstawiono równie łagodnie, majestatycznie i w niezwykle ucywilizowany sposób – silnie złagodzony obfitością innych, nie mniej szlachetnie zobrazowanych drewien…

wooden floor

Bois Noir zaczyna się łagodnym, otulającym drewnem – dojrzewa drewnem okazałym i lekko wzburzonym za sprawą przypraw i miękkim, wręcz balsamicznym drewnem finiszuje… to taka nie kadzidlano żywiczna, a oudowo orientalna wersja Wonderwood od CdG i równie powabna w noszeniu… otwierające kompozycję ujęcie miękkiego, niemal maślanego drewna gwajakowego i ciepłego cedru już po chwili zaczyna atakować aromatyczna paczula i odważne drewno sandałowe – rześkie, wibrujące i nieco przyprawowe… zupełnie jakby dosypano tam odrobinę goździka (przyprawy) i suszonego imbiru – przez co całość momentami zaczyna zachowywać się jak pyliście popiołowe, awangardowe serce Serge Noir Lutensa… trwa to dosłownie godzinkę, by zapach uspokoił swe bliskie palpitacji serce i powrócił do swego sielankowo balsamicznego brzmienia – pieszczącego nozdrza satynową miękkością wysublimowanych, otulających drewien… czuję się w tych perfumach, jakbym stąpał na bosaka po ciepłej, dobrze naolejonej drewnianej podłodze, jakiegoś starego drewnianego domostwa – która choć czasem skrzypnie i głucho zatrzeszczy, daje poczucie stabilności i bezpieczeństwa…

reasumując: agar jest tu tylko dodatkiem, jedną z wielu nut tworzących wysublimowany, ciepły i wykwintny bukiet złożony ze szlachetnych, balsamicznych drewien… nieznacznie tylko słodki, obdarzony niesamowitą głębią i szalenie przyjemny zapach – o nienagannej, acz dyskretnej projekcji i tytanicznej wręcz trwałości… po prostu cudo…

przypomina mi: w sercu ma coś w sobie z goździkowej, ostrej pylistości Serge Noir Lutensa, a finisz to niemal dyskretnie orientalny Arabianh Nights od J. Del Pozo – ale przede wszystkim jest to doskonały (i odczuwalnie tańszy) zamiennik dla Black Oud od LM ParfumsRobert Piguet - Bois Noir

2012, Aurelien Guichard

Głowa: drzewo gwajakowe, cedr,
Serce: drzewo sandałowe, paczula,
Baza: piżmo, labdanum, żywice,

Reklamy

Responses

  1. Ha! Odkryłam straszną prawdę na Twój temat! Ty, Piratku Drogi, tak faktycznie lubisz oud. ;P Lubisz go tak bardzo, że boli Cię powtarzalność kolejnych agarowych zapachów i dlatego tak bardzo cieszysz się, kiedy coś z niej się wyłamuje. Ha. Poproszę o czapkę Sherlocka Holmesa. ;D

    Jednak piszę z innego powodu niż chęć skomentowania recki. Otóż chciałabym odpowiedzieć na pytanie, które wczorajszego wieczora Pola zadała mi smsem ale nie mogłam jej odpowiedzieć z racji, że mój telefon ostatnimi czasy przeżywa okres młodzieńczego buntu, w związku z czym trudno sie ze mną skontaktować. [Polu, jeżeli to czytasz, przepraszam za brak odp.!] Dlatego, jakby co, proponuję blogową skrzynkę mejlową (adres znajdziesz u mnie, w zakładce „Autorka”. 🙂

  2. ha! rozgryzłaś mnie wiedźmo! (tu gest ściągania maski z twarzy opryszka, jak w Scooby Doo)… lubię oud, lubię różnorodność, niepowtarzalność – nie przepadam zaś za sztampą, ślepym kopiowaniem wzorców i przejawami przerostu ilości nad treścią… czy to naganne? 😉
    poprawność polityczna i dziękczynne rzucanie się na każdy łaskawie rzucony ochłap nie są moją mocną stroną i niespecjalnie nad tym ubolewam… 🙂
    p.s. już skrobię maila…
    pozdrawiam

  3. To , jak na razie, jedyna kompozycja z gatunku oudowych, którą mogę nosić, co mnie cieszy ogromnie. Czytając, zatęskniłam za czymś konkretniejszym na skórze, więc jeśli jutro utrzyma się deszcz i temperatura zmaleje, zarzucę na siebie pelerynkę z mgły tego pysznego, zawiesistego zapachu.
    Uwielbiam jesień, mgły, deszcze (bez wiatru), bo sprzyjają noszeniu moich ulubionych cięższych kompozycji.
    🙂

  4. też uwielbiam deszcz i jesień… to moje ulubione pory roku, a samochodem w deszczu mogę jeździć aż do osuszenia baku 😉

  5. Black Oud uwielbiam agarowa era nie planuję mnie zmęczyć więc i tym razem pewnie wpadne… Ależ się cieszę 🙂
    I ten akcent z Serge Noir…aJaajaj 😀

  6. no i 300 zł tańszy niż BO 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: