Napisane przez: pirath | 12 września 2013

YSL M7 Oud Absolu (2011) vs. YSL M7 (2002), czyli starcie marketingu z legendą…


Oczywiście jestem świadomy, że każdy zapach na danej osobie będzie układał się i wybrzmiewał nieco inaczej… każda z istotniejszych nut przybierze na skórze nieco odmienną barwę, zagra mniej lub bardziej wyraziście – pełniej lub płycej, głośniej lub ciszej, dłużej i krócej, po prostu inaczej… wprawdzie zazwyczaj to tylko niuanse, nieznacznie odmieniające główny nurt brzmienia – ale często właśnie te detale sprawiają, że dany zapach nam się podoba lub nie i odnajdujemy w nim cechy podobieństwa do innych (zwłaszcza w kontekście reformulacji i reedycji)… tym niemniej bardzo cenię M7 i znam te perfumy na sobie, a mając na uwadze, że moja własna setunia prędzej czy później kopnie w atomizer – postanowiłem dzięki uprzejmości Tomka (pozdrawiam serdecznie i dziękuję Ci za tę sposobność) sprawdzić na co będę skazany, gdy wybije godzina 0

Po pierwsze to super, że M7 wróciło, choćby w formie naprędce skleconej (elitarnej, ale do nabycia w sieciówkach) linii butikowej… szkoda, że Gucci nie poszło tą ścieżką, lansując butikowe edycje PH, Rush i Envy… po drugie, to bardzo miły gest względem koneserów i miłośników starej dobrej szkoły, pamiętających jeszcze czasy, gdy YSL komponowało z klasą, a nie dla wyników sprzedaży… tych, których nie urzekła obecna, przesadnie zdawkowa stylistyka YSL (piję do serii L’Homme), wciąż mogą używać swoich ulubieńców (Jazz, M7, Rive Gauche i Pour Homme, a czekam jeszcze na awans Kourosa i Opium) – a dla młodszego pokolenia, uciekającego zazwyczaj z podkulonym ogonem przed potęgą oldskulowych killerów – zostaje ambitnie rozwijana o kolejne popłuczyny, linia L’Homme

Absolu, oblatywany ad-hoc, sprawia wrażenie łudząco podobnego, niemal identycznego z pierwowzorem – ale po dłuższym obcowaniu z tym zapachem i serii porównań łapa w łapę, doszedłem do wniosku, że jest bardziej cywilizowany – dosłownie oszlifowany z wszelkich chropowatości, skromniejszy i deczko słodszy, po prostu grzeczniejszy niż jego niesamowicie awangardowy (jak na czasy i nurt w którym zaistniał) protoplasta… najważniejszy w M7 jest oud i paczula (te same nuty, które zazwyczaj ludzi od M7 odrzucały) – zaś w wersji Absolu jest ich jakby mniej, a przede wszystkim nie są one tak hojnie i odważnie wyeksponowane…

Generalnie trzy najistotniejsze różnice w brzmieniu obu wersji są takie, że Absolu jest słodszy, gładszy i skromniejszy – a klasyczny M7 jest bardziej agarowo paczulowy, bardziej szorstki i głośniejszy (ciężar kompozycji jak i sama projekcja)… serce klasycznego M7 jest przysadziste, masywne, mocno paczulowe i wyraźnie oudowe – gdy Absolu pachnie wyraźnie lżej i zdecydowanie brakuje mu paczuli, zupełnie jakby ktoś u YSL celowo przykręcił kurek z tymi nutami w obawie, że ludzie się przestraszą… no pewnie, że się przestraszą!… po waszym L’Homme, nawet Lolita Lempicka brzmi groźnie… 🙂

M7 z 2002 roku pachnie pełniej, nieco pyliście, bardziej paczulowo i szorstko – M7 Absolu z 2011 roku pod tym względem jest bardziej przejrzyste… krawędzie bukietu Absolu, są też bardziej obłe i wygładzone – zupełnie jakby ktoś celowo usunął tę pozorną niedoskonałość drobnoziarnistym papierem ściernym, próbując uzyskać gładsze, bardziej jednolite i w swym mniemaniu doskonalsze brzmienie… szkoda, bo właśnie ta swoista chropowatość faktury M7 nadawała temu zapachowi odrobinę narowistej dzikości i podkreślała jego męskość – zupełnie jak kilkudniowy zarost na męskim policzku… wyraziście zaakcentowana, ciepła paczula pięknie uzupełniała i łagodziła oud, nadając kompozycji niesamowitej głębi i niepowtarzalnego smaku – więc komu to przeszkadzało?… przecież ludzie tęsknili właśnie za takim M7, a nie wyblurowanym jak tyłki modelek, po ostrej kuracji fotoszopowej!…

O ile w początkowej fazie zapachy idą raczej podobnie, to już po około godzinie od aplikacji nastąpił zgrzyt… względnie dotąd zbieżny z pierwowzorem Absolu wyraźnie zbladł – a to co z niego pozostało na mej skórze, można co najwyżej nazwać cieniem potęgi dawnego M7… ale jak na ironię, po kilkunastu godzinach od aplikacji, to wersję Absolu czułem wyraźniej, a konkretnie jego słodkawy, balsamicznie ambrowy film… jestem zaskoczony takim obrotem spraw, bo obstawiałem, że to Absolu, jako delikatniejszy odpadnie szybciej – a tym czasem towarzyszył mi równie długo co klasyczne M7, a do tego wyraźniej czułem jego obecność w fazie schyłkowej… wyjąwszy aspekt pewnych rozbieżności w przebiegu bukietu – pod względem trwałości i projekcji nowe M7 godnie staje w szranki ze swym wielkim przodkiem i co więcej, wygrywa z nim na punkty…

face palm cat

Nie da się też nie zauważyć, że wraz z dobraniem zapachowi fikuśnego flakonu – nazwę Absolu wzbogacono o magiczne słowo Oud, jakby protoplasta nie był oudowy (face palm)… jednym słowem: marketing, oportunizm i koniunkturalizm do granic absurdu – a że agar wciąż świetnie się sprzedaje, więc czemu by nie dorobić szumnej ideologii do czegoś oczywistego? (wzorem oleju roślinnego bez cholesterolu)… i pomimo iż Absolu nie jest wykapanym potomkiem swego ojca (barczystego, trochę nieokrzesanego i nieogolonego drwala), a do kształtowania sylwetki Absolu, użyto nie ciężkiej pracy i topora lecz siłowni i zbilansowanej diety opartej na kiełkach – mimo wszystko cieszę się i na tę alternatywę, choćby dla jej pierwszych kwadransów…

p.s. coś mi si wydaje, że te perfumy miały się nazywać Oud Absolute, ale ktoś zdroworozsądkowo uciął im nazwę – bo ten zapach w obecnej formie nie bardzo przystaje do miana absolutnego spadkobiercy swojej własnej legendy, gdyż niby przypadkiem, niby naumyślnie ktoś ciachnął mu jaja… ponadto coś mi się wydaje, że M7 Oud Absolu nie jest kierowany do tysięcy dotychczasowych wyznawców kultowego M7 – ale do milionów potencjalnych nabywców jego najnowszej odsłony…

Reklamy

Responses

  1. Marcinie jesli mam być z Tobą szczery to gdybym osobiście nie kupił flakonu w Douglasie to powiedział bym , ze to jakaś podróba. Na początku czułem cos jakby mirre i mandarynke a puźniej zapach nagle gasł i wydawało mi się że go nie czuje , to znaczy co jakiś czas docierał do mojego nosa bardzo delikatny,słodkawy zapach podobny do olejku do ciasta i to dawało mi do myślenia. Potem sprawdziłem opinie na wizażu i się uspokoiłem bo inni odbierali ten zapach podobnie jak ja . Niedawno zauważyłem ,że latem ten słodkawy aromat o którym piszesz jest bardziej wyczuwalny i teraz to jedne z moich ulubionych perfum. Dziękuje Ci za te recenzje bo bardzo mnie ciekawiło jak odbierzesz ten zapach.

  2. Psiknąłem na wierzch dłoni,czekam na „odlot” alkoholu,wacham,analizuję.Tłusta plama na dloni nudno mdli olejkiem mirrowym z mandarynkowym nalotem.Wcale nie mocno tylko mdławo i gorzkawo zarazem lekko egzotycznym drewnem-to charakterystyczne dla mirry podprawionej „magi do zup perfumerii” czyli labdanum.w otwarciu wyczuwam ambrę tę syntetyczna słodkawą dodawana do kompozycji typu orient.Żadnej wielkiej mocy ani uderzenia nie czuję.Ziołowo drewniano mandarynkowo ambrowy lekki eliksir wcale mnie nie zachwyca ale i nie przeraża.Oud?Mam syntetyczny odpowiednik.Oudu nie wyczuwam w ilości do wychwycenia dla ludzkiego nosa.Myślę może póżniej coś wyczuję.Jadę na godzine do pracy.Próbuję zajęty pracą coś odczuć zapamiętać,pociągam nawet pare razy nosem ale nic nie czuje a rozpyliłem 4 chmurki za uszami i na nadgarstki i nic nie pamiętam.ubrałem się i po godzinie wróciłem i w domu po zdjęciu swetra i kurtki po przewietrzeniu zmysłu węchu zimowym powietrzem wyczuwam slodkawy mirrowy lekko tytoniowy zapach z cynamonowo gożdzikowym aldechydem przypominający rumowy olejek do ciast.Z każdym ruchem ta mirrowo-tytoniowo-rumowa mdłość ciągnie się za mną.Nie powiem że nie przyjemna ale też ńic nowego nic genialnego.Mirra,ambra,rum(mandarynka i przyprawy tworzą ten akord)to już znam to juz byo.Zadziwia mnie ta ostatnio szczególnie zauważalna ludzka sklonność do zachwytów nad byle czym.M7 oud absolu to normalne mandarynkowo przyprawowe nawet lekko kulinarne ,nienowoczesne ,niestety przeciętne perfumy.Żadna nisza żadna nowość,żadne zaskoczenie.Nie znam oryginalnego m7 ale jeśli to coś podobnego to przykro mi bo żadnego wrażenia na mnie nie zrobiły te perfumy.Mam ale nigdy nie używam bo żadnej przyjemności z obcowania z tym zapachem nie czuję niestety.

  3. Niestety podpisuję się pod powyższymi opiniami. Mdła, nijaka kompozycja nijak się ma do oryginału. Pierwsze minuty dają nadzieję, ale po nich następuje totalny zjazd… Niechaj M7 pozostanie pięknym wspomnieniem.

  4. Tom – cała przyjemność po mojej stronie i to ja Tobie dziekuję za sposobność przekonania się co rzeczywiście „butikowe” Absolu sobą reprezentuje… nie ukrywam, że jestem zawiedziony tym co zastałem, ale suma summarum, lepszy wróbel w garści niż sroka an dachu… 🙂

    Piotrze – Absolu jest zaledwie cieniem świetności M7, ale wierz mi że akord oudowy jest w tym zapachu aż nadto wyczuwalny, choć zdaję sobie sprawę że przy obecnej klęsce urodzaju, gdy wszystko wokół kapie i ocieka oudem – oud z klasycznego M7 wydaje się ledwie kameralnym muśnięciem…

    Maru – amen… 🙂

  5. Wczoraj na blogu Fqjciora dowiedziałem sie , o kastracji A* mena . Nie wiem jak pachnie po zmianach ale napewno mnie to nie cieszy. Nie będe szukał nowego zapachowego ideału bo to nie ma sensu pewnie i tak za chwile go potną . Przestaje mnie to wszystko bawic. Najpierw dają nam coś wielkiego a za chwile to kastrują i udaja że nic sie nie stało.Dramat!

  6. Zachłysnąłem się właśnie pierwotnym M7 i nie mogę wyjść z podziwu dla jego ponadczasowego piękna..! .. na zaawansowaną jesień upoluję na ebayu bankowo.
    Chciałem coś napisać o absolu ale teraz już nie wiem co… 😉

    Zły nie jest to napewno A mnie osobiście jako niezależnie potraktowane pachnidło przypadło do gustu. Może nie miażdży jak dawniej ale podobieństwa nie sposób ominąć. Tak że wrażenia mam raczej pozytywne 🙂

  7. Tom – dramat i swoisty znak czasów… nie opłaca się robić dobrze, opłaca się robić dużo i spinnować wiecznie nienasycone statystyki wzrostów sprzedaży… z drugiej strony, większości młodych nabywców (a taki jest obecnie target) przeszkadza ostentacyjność i wyrazistość większości kultowych szlagierów, więc wielkie marki celowo obniżają ich kluczowe walory, by wstrzelić się w coraz bardziej spłycające się gusta… za niedługo we flakonach znajdziemy tylko świeże alpejskie powietrze albo wodę destylowaną, bo liczyć będzie się tylko logo znanej marki i fakt posiadania ich wyrobu…

    narde – nie jest zły, jest po prostu słabszy od pierwowzoru, ale cóż z tego skoro skierowano go do nowych nabywców, nie znających pierwowzoru a ci będą brzmieniem Absolu zachwyceni, choć to tylko cień swego ojca…

  8. Ja to akceptuję takim jakie jest 😉 wiele piękna wszędzie… ahh

  9. Trudno nie przyznać Ci racji ale jak długo można znosić takie praktyki?

  10. Tom, narde ma sporo racji i już jakiś czas temu sam doszedłem do tego samego wniosku… trzeba się pogodzić że wszystko kiedyś się kończy, ale trzeba żyć dalej… na świecie są tysiące pięknych zapachów i wiele wspaniałości jeszcze przed nami, wiele wciąż czeka na odkrycie… nie ma sensu rozpamiętywać, nawet osobiście bolesnych strat – tylko trzeba iść dalej i rozejrzeć się za nowym szczęściem, bo być może czeka na Ciebie tuż za najbliższym krzaczkiem… 😉

    nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem, ale warto zagłosować nogami i bojkotować marki mające konsumentów tam gdzie nie dochodzi słońce… 😉

  11. Tak ale takich marek jest coraz więcej. Co to zmieni ? Zgadzam się z tym że jest wiele perełek do odkrycia , mnie wnerwia to że gdy już sie je dkrywa to albo je kastrują albo zaprzestają produkować. Tak jest za każdym razem.

  12. Co do tego A*Mena i tym podobnych reformulacji, myślę, że marki nie robią tego celowo, w końcu lepiej wymyślić jeden produkt i nic tylko go produkować, niż ciągle zmieniać formułę, co nie tylko kosztuje jeśli chodzi o mieszanie, ale też wymaga logistycznej zmiany zaopatrzenia w składniki, itd, itd. Moim zdaniem to IFRA najbardziej miesza i przez to marki są zmuszane do zmian w zapachach.

    W najnowszych regulacjach IFRA np. zakazano całkowicie używania w perfumach takich składników, jak absolut liścia figowego, czy musk ambrette (to ma polskie tłumaczenie?), dla wielu innych są ograniczenia. Marki nie za bardzo chcą się wycofywać z wypromowanych już zapachów, w końcu na promocję idzie gruba $, stąd zmieniają skład, coś usuną, coś dodadzą i w efekcie dostajemy co dostajemy. Może lepszą opcją byłoby nazywać zapachy generacjami, np. A*Men II czy coś w tym stylu? No ale marki tego nie robią.

  13. Gdyby tak robiono nie byłoo by sprawy bo wiadomo by było że we flakonie znajduje sie interpretacja danego pachnidła a tak sięga sie po flaszke ukochanego zapachu a zamiast niego dostaje sie coś całkowicie innego i jeszcze udają ze nic nie majstrowali przy formule danego zapachu. To typowe szczanie na klijenta i robienie sobie z nigo jaj .

  14. Tom – rozumiem co czujesz, bo sam przez to nie raz przechodziłem… tylko czy jest sens zaprzątać sobie głowę i rozpaczać nad rzeczami na które nie mamy wpływu? po mnie zaczyna to już po prostu spływać i ograniczam się do bojkotowania marek, które gardzą moimi pieniędzmi, oferując mi produkt o zaniżonej względem pierwowzoru jakości… skoro mnie nie szanują jako klienta, to nigdy więcej nie dostaną moich pieniędzy…. wiem że to brzmi śmiesznie, ale przemnóż jedną osobę o podobnych zapatrywaniach na problem, przemnóż ją razy milion innych nabywców i mamy bankructwo… w przypadku biznesu jedyna skuteczna droga persfazji wiedzie przez portfele nabywców… 🙂

    Niszko – i tak i nie… żyjemy w czasach gdzie nie opłaca się robić dobrze… tzw. sztuczne postarzanie produktu, celowe obniżanie żywotności i trwałości wszystkiego co znajdujemy w sklepach ma swój cel… napędza producentom koniunkturę, bo rynek jest już tak nasycony, że nie opłaca się robić rzeczy wiecznych, nie psujących się i bezawaryjnych… firmy oczekują ciągłych, rok w rocznych wzrostów i ostatnimi czasy zaczęły sobie w tym wyraźnie pomagać, samemu napędzając sobie koniunkturę… moja lodówka, którą jako 35 letni (!), zupełnie sprawny egzemplarz (ze względu na zużycie energii) wymieniłem parę lat temu na nowszy model nigdy się nie zepsuł przez 35 lat eksploatacji… ale nie łudzę się, że obecna wytrzyma dłużej niż do upłynięcia jej gwarancji… sądzę, ze pomimo odgórnych ograniczeń IFRA, często absurdalnych i nie mających jakiegokolwiek odzwierciedlenia w rzeczywistość (bo cóż nie szkodzi, nie zagraża w absolutnie 100% w naszych toksycznych czasach?) są to często ruchy wywołane sztucznym wymuszeniem podniesienia sprzedaży… owszem najłatwiej tak jak słusznie napisałeś zrobić hiciora i odcinać kupony, ale przy obecnej konkurencji na tym poletku to nie wystarczy… trzeba ludzi nakłonić by kupowali więcej i częściej… jak? obniżając trwałość i jakość -aby użytkownik psikał więcej, częściej i w efekcie szybciej kupił kolejny flakon… przynajmniej ja tak to widzę… z tym oznaczaniem kolejnych generacji perfum to świetny pomysł (z punktu widzenia nabywców), ale nie sądzę by brandy na to poszły – bo ludziom nowa wersja coraz częściej kojarzy się z czymś tak naprawdę gorszym od pierwowzoru…

    Tom – racja ludzie szukaliby najstarszych wersji, a nowa nie sprzedawała by się tak dobrze jak pierwowzór bez kolejnego numerka…

  15. Wiem że masz racje ale czasem aż ręce opadają . Mam nadzieje że pewnego dnia marki pokroju Gucci obudzą sie z ręką w nocniku.

  16. też mam taką nadzieję…

  17. Widziałem ten zapach w czarnym opakowaniu z brązowym kwadratem i w opakowaniu z czarno-białym zdjęciem faceta na którym jest miniaturka flakonu. Obydwie wersje to EDT 80 ml i flakon też wygląda jakby identycznie. Czym się róznią te 2 wersje?

  18. Czy ten zapach nie zestarzał się za bardzo i nie jest za bardzo geriatryczny (jak niektórzy mówią np. o YSL Pour Homme) dla dzisiejszego świata?

    • M7 w chwili premiery było rewolucją i wciąż jest rewolucją. Geriatryczny? raczej poważny, mocny i diabelnie męski, bo już taki Chanel Monsieur i YSL PH rzeczywiście wedle dzisiejszych standardów zaciągają poczekalnią centrum geriatrii i leczenia chorób wieńcowych (podobnie większość klasycznych wód kolońskich), ale byłbym daleki od stwierdzenia że M7 postarzał się mentalnie. Prędzej bym powiedział że to wersję kolekcjonerską (Absolu) nadmiernie spłycono i wydelikacono, przez co M7 straciło jaja.

  19. Bardzo ciekawa opinia do moment, kiedy przeczytałem „coś mi si wydaje, że te perfumy miały się nazywać Oud Absolute, ale ktoś zdroworozsądkowo uciął im nazwę – bo ten zapach w obecnej formie nie bardzo przystaje do miana absolutnego spadkobiercy swojej własnej legendy, gdyż niby przypadkiem, niby naumyślnie….no nie wierzę!!!!!!!!!

    Oud – francuski dla ” żywicy agar”
    Absolu/e -(męska i żeńska końcówka) =skończone, absolutne, perfekcyjne.
    Yves Saint Laurent to marka a stricte ( łacina )
    francuski dom mody więc wszystko się zgadza:

    Francuski: oud absolu
    Angielski : Absolute agarwood/oud pół….

    Czy jak masz napis w języku np włoskim gdzie perfumy w języku to ‚profumi’ to ktoś idąc Twoim tokiem myślenia literki przestawił żeby było ciekawiej??!
    Ciekawe, ile podobnych ‚mądrości’ znajduje się w pozostałych wpisach.
    Aż strach pomyśleć.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: