Napisane przez: pirath | 19 września 2013

Montale – Patchouli Leaves EdP, czyli paczula totalnie zniewalająca…


Poznałem Liście Paczuli podczas czerwcowej wizyty we Wrocławiu i zakochałem się w nich bez reszty, od pierwszego niucha… oto paczula totalna, wybitnie niszowa, esencjonalna i przejmująca bujnością i naturalnością swego okazałego oblicza… dopełniono ją uwodzicielską, upojną słodyczą ambry i nieznacznym dodatkiem wanilii… wykończony chromem flakon, skrywa w swym wnętrzu oleistą ciecz o intensywnym, ciemno bursztynowym kolorze i naprawdę szkoda, że Montale nie zdecydowało się w tym wypadku na przezroczyste szkło…  ciemną barwę tych perfum warto też wyeksponować z innego powodu, przestrzegając przed ich aplikacją na ubranie, a mimo wszystko sporo osób tak nosi perfumy… szczęśliwie paczula Montale, zaaplikowana na skórę, po paru minutach gubi gdzieś swą intensywną barwę – choć przez dłuższy pozostawia w miejscu aplikacji specyficzny tłustawy film, wskazujący na bardzo wysoką koncentrację użytych przy produkcji olejków…

Montale - Patchouli Leaves

Patchouli Leaves wybrzmiewa gęstą, dostojną, chwilami aż czekoladową, zmysłową, niesamowicie sugestywną paczulą – wokół której skupia się niemal cały motyw kompozycji… w zasadzie jest to dosłodzony subtelnymi zmiękczaczami monolit – nieustannie buchający bogatym, ciepłem nieznacznie osłodzonej paczuli… zapach pomimo iż brzmi monumentalnie, jest przy tym bardzo przyjemny i łatwy w noszeniu i nie ma w sobie nic z surowej, nieokiełznanej – chwilami brzmiącej wręcz barbarzyńsko paczuli od Villoresi i EtroMontale to paczulowa głębia w przepięknym, niemal balsamicznym wydaniu, na tyle ucywilizowana i przyjazna, iż rozmach z którym wybrzmiewa nie przytłacza, otulając nosiciela ciepłą paczulową jesionką – choć zapewniam, że nie sposób zignorować przejmującą dosadność (zwłaszcza w początkowej fazie) bukietu tych perfum… dosłownie kilka psików ze skromnego samplerowego atomizerka spowodowało, że ponad 100 metrowe pomieszczenie witało każdą wchodzącą do niego osobę dobrze wyczuwalną wonią – choć mało kto wiedział, że to paczula… poniżej kilka przykładowych, spontanicznych reakcji na wejściu…

– coś wam tu spleśniało?…
– ale dziadem wali…
– kto się tak wyperfumował, Marcin to ty?…

liście paczuli

tia… jak widać nisza, a zwłaszcza ta znacznie odbiegająca od głównego nurtu – to propozycje dla ortodoksów i miłośników gatunku… tym niemniej uważam to akurat ujęcie paczuli, za jedno z przyjemniejszych, wierniejszych i bardziej noszalnych – choć nie da się ukryć, że mimo wszystko to jest zapach dla koneserów i osób lubujących się w woniach wyrazistych i monotematycznych… głęboką, acz nie ekstremalną paczulę przedstawiono tu z iście orientalnym przepychem i dopełniono zmiękczającą jej oblicze ciepłą ambrą oraz lekką wanilią – nadającym kompozycji wykwintności i łagodząc chropowatość nuty przewodniej… w pierwszej fazie paczuli towarzyszy dodatek żywicznego labdanum, zwielokrotniając i potęgując wrażenie niesamowitej esencjonalności paczuli, tworząc efekt porównywalny z wąchaniem i nacieraniem skóry czystym olejkiem paczulowym… chwilami słodycz i intensywność paczulowej arii jest tak przejmująca, iż w swej początkowej fazie wydaje się niemal gorzka, apteczna i przejmująca dosadnością… dopiero z czasem wybitnie paczulowy bukiet nieznacznie łagodnieje, a towarzysząca paczuli ambra i łagodnie przemycona wanilia ociepla – finalnie łagodząc i dopieszczając apetyczny, nieco czekoladowy bukiet kompozycji…

reasumując: przepięknie, czysto i dobitnie ukazana paczula, a za sprawą nadających jej gładkości, łagodnych nut uzupełniających, bardzo przystępna i przyjazna w noszeniu… zapach ma szansę spodobać się miłośnikom niszy w wydaniu klasycznym – czyli prostej, sugestywnej i stawiającej na bezkompromisową jakość składników, a przede wszystkim miłośnikom paczuli zaserwowanej w wydaniu lekko orientalnym… trwałość ponad przeciętna, projekcja (najbardziej ewoluujący aspekt kompozycji) ogromna, choć z czasem staje się cichsza i intymnie blisko skórna…

przypomina mi: jeśli słodkie, delikatne, wręcz jowialne Patchouli 24 od Le Labo zmieszać w odpowiednich proporcjach z osławionym Etro, wyszłaby z tego hybryda, przypominająca swym wypośrodkowaniem ujęcie przedstawione przez MontaleMontale - Patchouli Leaves EdP

skład: paczula, wanilia, ambra, piżmo, labdanum,

Reklamy

Responses

  1. Jaka ona piękna, właśnie takiej paczuli szukałem. Do tego doprawiona kunsztownie orientalizującym duetem . No i ta zgodność z nazwą 🙂 mniam I znów Montale daje radę 🙂

  2. O kurczę! A ja właśnie jestem na paczulowym głodzie. Szukam jakiegoś niewycofanego i w miarę łatwo dostępnego zapachu i akurat Ty zjawiasz się z taką recką :)) Koniecznie, muszę teścić.

  3. To bardzo udana kompozycja paczulowa. Paczulomaniakom polecam również moje ulubione Patchouli Noir Il Profumo – najpełniejsze ujęcie tego składnika wg mnie, no i Patchouli Reminiscence (to pierwsze, z zalożenia damskie). Reminiscence stworzyło paczulę lekką, słoneczną i przez to zupełnie niezwykłą. Ech, nie ma nic lepszego niż paczulowy szalik na jesień i zimę 🙂

  4. narde – amen 😉
    skarbku – gorąco polecam, powinnaś być zachwycona…
    Maru – dzięki za rekomendacje, dopisuje do listy kompozycji do obwąchania na pozycji 1372… 🙂

  5. Bo Wrocław jest inspirującym miastem. 😉
    A Patchouli Noir naprawdę warto poznać, genialny zapach. Powinieneś przesunąć go na liście co najmniej 500 miejsc do przodu. 🙂

  6. oj jest… uwielbiam to miasto, za jego niesamowity, otwarty, uduchowiony i kosmopolityczny klimat… a Twoją petycję uwzględnię dopiero gdy złożysz wniosek z kompletem zaświadczeń i świadectwem szczenienia chomika… rozumiesz, procedury… 🙂

  7. oj widzę że „nikt tutaj” nie zna patchouli od Profumum Roma bo….liściasta paczulka od Montale to baaaaardzo podobna do tej NAJPOTĘŻNIEJSZEJ Z PACZUL od Profumum R. Cudowne sa obydwie…i ta rodziny Durante i ta od Montale….

    • znając upodobanie rodziny Durante do używania wysokiego stężenia olejków eterycznych oraz mając na uwadze nośność paczuli (jako nuty, samej w sobie) nie wątpię, że ta od Pro Fumum dosłownie wyciska łzy… 🙂

  8. Właśnie przetestowałem kilka zapachów tej marki i dla mnie to jest głównie syntetyczny badziew 😦 z wyjątkiem patchuly leaves,choć zbyt szybko się wysładza. Dla mnie ten towar wogóle nie powinien stać na półkach Quality!

    • Patchouli Leaves przede mną – szukam uparcie „swojej”paczuli, chociaż moja skóra i nos jej nie lubi. Kilka razy było tuż tuż, ale nadal nie mam tu ideału. Rafał, Montale i dla mnie nie jest zbyt ciekawą marką – ale mam dwa ideały – Aoud Ever – nosi mąż – oud początkowo nieco szpitalny, szybko ta faza mija. Drugi – niestety już niedostępny Kabul Aoud – i to naprawdę rewelacyjny zapach, całkiem inny niż toporne wytwory Montale.

      • Skoro skóra i nos nie lubi paczuli to dlaczego uparcie jej szukasz ? Ja uwielbiam paczulę 🙂 ładnie podana jest w Etro,dużo lżej w L’artisan Parfumeur. Polecam dobrej jakości olejek paczuli( np z Muji) nanieść na skórę pod perfumy,efekty bywają b.interesujące 🙂

    • i ja mam bardzo ambiwalentny stosunek do marki Montale… niektóre ich kompozycje zachwycają inne rozczarowują i sięgając po ich próbki nigdy nie wiem co mi się trafi… mają w ofercie zatrzęsienie zapachów, choć odnoszę wrażenie że ilość niekoniecznie znajduje odzwierciedlenie w jakości… osiem zapachów z oudem to miły gest względem miłośników gatunku, ale w sumie niewiele świeżości wniosły i wskazuje to na silną pogoń za trendami, od czego nisza w moim odczuciu powinna przodować… no i ten Red Vetiver pachnący tak podobnie do Hermesowego Terre… a co do paczuli, polecam jeszcze tę od Villoresi, ale uprzedzam że podobnie do tej z Etro jest dość trudna… 🙂

  9. Jak dla mnie ta od Etro jest piękna,Villoresi okropna 😦 a przypominam że bardzo lubię paczulę 🙂 jestem ciekaw wetiweu Villoresi 🙂

    • vetiver to bardzo wdzięczny i szeroko rozpięty składnik i można z niego wyczarować prawdziwe cuda… a coś mi podpowiada, że ten od Villoresi będzie baaardzo wyrazisty… 🙂

  10. Szukam, bo chcę znaleźć taką, która mi się spodoba – od początku podobał mi się Cocoon, tylko tam jak na złość paczuli było za mało. Zapachy stricte paczulowe mnie odrzucały – ale niedawno nastąpił u mnie jakiś „paczulowy przełom”. To, co kiedyś pachniało mi zbutwiałymi dechami z wilgotnej piwnicy – teraz zachwyca (mowa o Borneo 1834). Patchouli Leaves na liście zakupów, próbka Villoresiego czeka – z nadgarstka bardzo obiecująca. Zmienił mi się gust ewidentnie, bo niecały rok temu nie mogłam pojąć, jak można się upajać takimi zapachami…

    • i to jest chyba największym ewenementem, jak bardzo nasze gusta zapachowe ewoluują, zmieniają się i dojrzewają w czasie… 🙂

  11. Może narażę się fanom Patchouli Leaves. To moja pierwsza kompozycja od Montale jaką testuje i szczerze mówiąc nie tego się spodziewałem. Uwielbiam Paczulę we wszystkich postaciach (szczególnie tą o piwnicznym charakterze), jednak Patchouli Leaves pachnie na mojej skórze skrobią ziemniaczaną wymieszaną z zapachem sfermentowanych ziół. Mieszanka ciekawa i intrygująca, jednak na mojej skórze ta piękna ambrowa paczula przemienia się w nieciekawą woń. Szkoda bo szczerze mówiąc oczekiwałem wiele. Projekcja jest bliskoskórna zaś trwałość bardzo dobra. Zostawię próbkę na chłodniejsze dni. Może wtedy coś bardziej zaiskrzy. Cieszę się że nie zamówiłem większej pojemności. Koncentracja EDP, choć nie zdziwił bym się gdyby to było ” Parfum „.

  12. Oj tak od razu narażę 😉 To nic, że słuchać już dźwięk ostrzenia bliskowschodnich kindżałów i przeładowywania broni gładkolufowej 😉 Nie da się ukryć, iż PL to ujęcie paczuli skorelowane pod gusta Europejczyków, czyli w tej barwie, którą najbardziej lubimy ją wąchać. Ale pomimo tego lokowania. wciąż jest bardzo wierne i bogate. Wszak nie każdy przepada za paczulą naturystyczno ortodoksyjną 🙂

  13. Korzystając z okazji nieco lepszej dyspozycji mojego nosa, założyłem dziś globalnie Patochouli Leaves. To co czułem jak przez godzinę stacjonowałem w chłodnej piwnicy było znakomite. Fenomenalny zapach, kompletnie zmienił mi się odbiór tego zapachu, ale klucz do sukcesu – bardzo mała aplikacja. 2 mini psiki z próbki, odpowiadające połowie normalnej chmury z flakonu a zapach pachniał na mnie z „doskonałą ” projekcją. Dodam że z początku był to tylko jeden mini psik, który wściekle na mnie projektował. Trwałość, bardzo dłuuuuga. Dawno nie testowałem tak znakomitego pachnidła, a Muglerowska paczula przy tej Montalowskiej to jakiś żarcik wręcz 😉 Tutaj mamy typowy zapach liści tej rośliny, z początku skąpanych w gęstym syropie aby po czasie przejść w bardziej łagodne, ambrowo-labdanumowe klimaty 🙂 Wanilii deklarowanej w składzie nie wyczuwam, ale moja skóra zawsze ją chowa. Ambra na mnie zawsze wychodzi słono, tutaj na szczęście nie było to aż tak wyraźne.
    To już 5 poznane perfumy Montale, i jak do tej pory ta marka niczym mnie nie zawodzi. Zdecydowanie mój perfumeryjny klimat, podobnie jak Robert Piquet.

    No przepadłem i kropka 🙂

    • brawo Ty + 🙂
      p.s. dla mnie PL to kwintesencja paczulowca doskonałego, czyli brak konotacji piwnicznych 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: