Napisane przez: pirath | 21 września 2013

okołoperfumeryjna spowiedź fanatyka, czyli krytyk filmowy / perfumeryjny oczami konsumenta…


Przysłuchując się niedawno ożywionej dyskusji (niemal kłótni) dwójki znajomych koneserów tzw. „ambitnego” kina – naszła mnie pewna refleksja… koledzy licytowali się kto jest większym twórcą, padły nazwiska reżyserów i aktorów, które pierwszy raz w życiu słyszałem… padały nazwy filmów i skrócone opisy treści dowodzące rzekomo głęboko zakonspirowanej w treści scenariusza prawdy i dualizmu… padały tytuły obrazów poruszających tak egzotyczną fabułę (coś o pasterzach kóz i schnącej na drzwiach farbie olejnej) jak i ledwie aluzyjną symbolikę, że nie śmiałem nawet słówkiem się odezwać, w obawie że zostanę uznany za ignoranta, profana i z miejsca ukamienowany kuflami po piwie… na koniec panowie doszli do pojednawczego konsensusu, że oto upadek wielkiego kina (ble ble ble), królują hollywoodzkie gnioty, pozbawione głębi i polotu odmóżdżacze, golizna i urągająca komercha… i wtedy coś we mnie drgnęło… a co jeśli przypadkowy czytelnik blogów perfumeryjnych w ten sam sposób postrzega moją własną/środowiskową pisaninę o perfumach?… upadek treści i przerost formy, wszechobecna gloryfikacja mainstreamowej tandety? słabe, pozbawione własnej tożsamości klony i mierne gnioty sygnowane znanymi brandami i nazwiskami?… wreszcie pogarszająca się trwałość, pasmo druzgocących reformulacji i generalnie upadek Sztuki na rzecz sztuki…

krytycy filmowi

Odynie jestem potworem!… albo w najlepszym wypadku oszołomem, plującym jadem nad zamierzchłą przeszłością, która nie interesuje już nikogo poza bandą fanatyków, stęsknionych za dawnym porządkiem – piszących sążniste elaboraty i punktujących zapachy za ich domniemane wady… nuty, akordy, bukiety, a co ja w szkole muzycznej, albo u kwiaciarki jestem?… piszcie lepiej na co dupeczki lecą i ile dni trzyma!… oto uzmysłowiłem sobie, że dla osoby z poza środowiska czytanie statystycznej recenzji perfum, jest całkiem tożsame z moim przysłuchiwaniem się dyskusji tej dwójki zagorzałych miłośników kina… niezrozumiały, hermetyczny, branżowy bełkot i nieustanne pastwienie się nad „fajnością„, „efekciarstwem” i „frajdą” jaką przeciętny widz z ukontentowaniem odnajduje i oczekuje od filmów… owszem, chyba każdy zauważył, że od miałkości ramówki telewizyjnej ręce opadają, a kino komercyjne ambicją nie grzeszy – ale przecież nikt tego od niego nie oczekuje i nikt nie zmusza do oglądania!… ludzie chcą się rozerwać, uciec i odpocząć psychicznie od własnych problemów, zamiast umartwiać się nad przymusową kontemplacją przygnębiającej i wymagającej myślenia fabuły „głębokiego” kina niezależnego… większość społeczeństwa raptem raz na 10 lat idzie się rytualnie odchamić do teatru, filharmonii lub opery (zazwyczaj dzięki darmowym wejściówkom)  – ale na co dzień pragnie zwykłej, przaśnej rozrywki!… statystyczny Kowalski kupuje perfumy co najwyżej w sieciówce (częściej osiedlowej drogerii, albo bazarze), zazwyczaj to co mu koledzy zarekomendują, albo kupi żona – a o istnieniu perfumerii i perfum niszowych, dowiaduje się wpadając przypadkiem na jakiegoś bloga, bo wygooglował: „zapach który podoba się kobietom„…

Jeśli mamy ochotę zobaczyć nową Piłę 13 (wypruwanie flaków z niemowląt), Szybkich i Nieprzewiniętych 9 (z Justinem Biberem i jego nowymi spodniami w roli głównej), albo z przymusu (bo dziewczyna nalega, a wyposzczony i napalony facet zniesie każde poświęcenie) kolejną część naszej „ulubionej” sagi Zmierzch – to mamy w d… co na temat tego typu filmów sądzi banda skrzywionych krytyków filmowych… chcemy rozrywanego mięcha, pościgów, zapierających dech efektów, popatrzyć na ś.p. biust Angeliny – mamy do tego prawo i nikt nie ma nam prawa narzucać co mamy i chcemy oglądać i co ma się nam podobać!… i właśnie dlatego nie chcę uchodzić za autorytatywnego krytyka perfumeryjnego (fuj!), który niczym despotyczny tyran wyśmiewa, nakazuje i wmusza… wolę przybliżyć, zachęcić, ewentualnie odradzić – zaś ocenę końcową (z racji sporej dozy subiektywizmu i odmienności gustów) wolę pozostawić potencjalnemu nabywcy – który samodzielnie to zweryfikuje przez powąchanie w autopsji i sam zadecyduje co mu leży… nic na siłę, a i zgoła odmienne zdanie komentujących, niespecjalnie mnie zmartwi, bo przecież każdy ma prawo do własnego…

wróćmy jeszcze na moment do analogii kinematograficznej…

Przecież filmy oglądamy po to by się rozerwać, zabawić i przede wszystkim odpocząć/oderwać się od szarzyzny otaczającego nas świata… a teraz spróbujmy wcielić się w rolę zwykłego widza, a nie jakiegoś (z całym szacunkiem dla profesji) nadętego, nawiedzonego krytyka filmowego – toczącego pianę nad upadkiem kina i miałkością płynących z ekranu treści, brakiem głębi i drugiego dna, skąpstwa intelektualnego i nieustannie epatującej z ekranu golizny… a przecież niszowe Ormiańskie, Afgańskie i Boliwijskie kino jest takie piękne (analogia dla pijących do ekskluzywności, wyrafinowanych i górnolotnych kompozycji niszowych)… większości ludzi wystarcza do szczęścia, że przyjemnie czymś pachną, dziewczyny kuszą chłopców apetycznymi, choć nie zawsze wyszukanymi woniami – a i same lubią przytulić się do miśka, który zamiast potem, pachnie dla odmiany komercyjnym do bólu zapachem marki X… i nie ważne jak badziewny i płytki jest to zapach, spełnia swoją funkcję i dopóty ktoś nie połknie bakcyla (i co za tym idzie apetyt nie zacznie rosnąć w miarę jedzenia) – nie ma sensu tego zmieniać ani tym bardziej napiętnować, wmawiając komuś, że ma zdupczony gust, skoro jego potrzeba została zaspokojona… reasumując: jeśli miałbym do wyporu wąchać kupę rodowodowego kota Elżbiety II i mydełko, reklamowane przez Kasię Cichopek – wybiorę woń mydełka i guzik mnie obchodzi, że jest mało wyrafinowane, skoro pachnie sympatycznie…

krytyk filmowy

Większość ludzi perfumuje się dla własnej przyjemności, lub by zwrócić na siebie uwagę – a że ogólny próg oczekiwań i gusta tzw. masowe są stosunkowo niezbyt wyrafinowane (by to dostrzec potrzeba szerszej perspektywy i ewolucji którą przechodzi każdy maniak), ludzie sięgają po zapachy sprawiające im przyjemność, popularne (dobra recenzja i obiegowa opinia) po prostu miłe (bo im się podoba), łatwe i przyjemne (są wszędzie i łatwo osiągalne) i w przystępnej cenie (stać ich na bilet)… jeśli ktoś nie chce i nie odczuwa takiej (wyższej) potrzeby – to na cholerę wmawiać mu, że jest pozbawionym gustu, smaku i własnej tożsamości lemingiem, kopiującym i bezkrytycznie chłonącym oklepane, odgórnie mu narzucane przez pazernych kreatorów, producentów filmowych, środowisko i media standardy?… tak jak świadomie zostaje się żołnierzem, strażakiem czy gwiazdą porno – tak z przekonania i potrzeby (ewentualnie potrzeby przynależności) zostaje się hipsterem, honorowym dawcą krwi, posiadaczem konta na Fejsie, weganinem albo ateistą… podobnie zupełnie świadomie i w zgodzie ze swoimi preferencjami sięga się po konkretne gatunki filmowe i rodzaje perfum… to wyłącznie kwestia gustu, oczekiwań i potrzeb, czy sięgamy po trywialnego świeżaka albo niszowego kadzidlaka – podobnie kwestią wyboru jest czy przedkładamy komedie romantyczne i oldskulowe niemieckie porno, nad głębię awangardowych dzieł Bergmana i Jarmuscha… a może poruszający dramat obyczajowy, niezależnego Pakistańskiego minimalisty – traktujący o 8 letnim chłopcu, który utykając na lewą nóżkę, przez bite 5 godzin seansu idzie pieszo do sąsiedniej wioski i na koniec rozlewa niesione w bańce kozie mleko?…

a teraz zestawmy to z naszym pachnącym podwórkiem…

Ileż to razy czytam i sam zawodzę o banalnych zapachach (romantycznych komediach), bezpłciowej masówce (hollywoodzkie kino akcji), klonach i mniej lub bardziej zamierzonych zapożyczeniach (sagi o wampirach i zombi), etc… owszem bardzo często są to gnioty rzeczywiście niewarte wydanych na bilet/flakon pieniędzy – ale jeśli ktoś chce, lubi i mu to odpowiada to dlaczego nie?… uważam, że przede wszystkim najważniejsza jest świadomość i wiedza że istnieje coś więcej… dobrze jest mieć alternatywę i być jej świadomym, móc w dowolnym momencie zwrócić się w inną stronę, zmienić styl i środowisko, zakosztować czegoś nowego i dać się zaskoczyć… większość z ludzi kojarzy Anime z przerysowanymi kreskówkami albo sadystycznym japońskim porno – ale zapewniam, że sądzą tak tylko ci, którzy prawdziwego Anime nigdy nie oglądali… zmierzam do tego, że mechanizm działania krytycyzmu sam w sobie jest niezmienny, niezależnie od obranej tematyki i dziedziny, którą reprezentuje…

krytyk

Wprawdzie sam omijam festiwale, przeglądy i maratony kina niezależnego (preferuję fantasy i kino dokumentalno historyczne) – ale rozumiem, że są ważne, potrzebne a wręcz niezbędne, dla obrony i ustanowienia czegoś w rodzaju kinematograficznej (a w przypadku perfumowych blogów, olfaktorycznej) poprzeczki – swoistego punktu odniesienia, choć niekoniecznie wzorca, bo to też jest bardzo płynne i relatywnie względne… na przykładzie tej kłócącej się dwójki pasjonatów, wreszcie pojąłem misję niesioną przez tzw. krytyków i purystów filmowych… już wiem dlaczego grzmią i wystawiają tak miażdżące noty – już nie postrzegam ich jako bandę nawiedzonych oszołomów… to dzięki nim zrozumiałem, że ta zdawać by się mogło pompatyczna, nadęta i często wybujała i nazbyt uduchowiona pisanina o perfumach ma jednak sens… osobiście postrzegam niekomercyjne blogi tematyczne jako swoistą misję, niezależną od mody i koniunkturalizmu wykładnię rzeczywistości (często diametralnie inną niż życzyliby sobie tego producenci) – niosącą przestrogę i alternatywę, poszerzającą horyzonty i edukującą chętnych, że można inaczej, że są inne perfumy na rynku oprócz Top10

Pisać zatem i pastwić się nad ewidentnymi gniotami, czy lepiej zachować poprawność polityczną, aby przypadkiem kogoś nie urazić?… pewnie, że pisać, wyśmiewać i napiętnować! (producentów, nie odbiorców)… w końcu chodzi o ostrzeżenie dla potencjalnej, niezbyt zorientowanej wobec agresywnego marketingu ofiary, która przecież nie musi się znać i szukając opinii na blogu/forum – pragnie zasięgnąć niezależnej opinii, której z racji iż ma swój rozum i wolną wolę, wcale nie musi podzielać… zresztą rzadko kiedy to co podoba się tzw. krytykom (nieważne czego), odpowiada również preferencjom masowego odbiorcy – natomiast często coś na czym ci pierwsi nie zostawili suchej nitki stało się wielkim hitem… wprawdzie nie zgadzam się z tezą (wybaczcie kolokwializm), że kupa musi być dobra, bo przecież miliard much nie może się mylić – ale czasem po prostu nie warto iść pod prąd, a dobry zapach/film obroni się sam…

I pewne jest tylko, że Bollywoodzkie porno nigdy się nie przyjmie… wyobrażacie sobie, że w kulminacyjnym momencie przerywają – wstają, pojawiają się dziesiątki statystów i wszyscy zaczynają tańczyć i śpiewać?… 😀

Reklamy

Responses

  1. Wyobraziłem sobie :O hahahaha

  2. Nigdy nie mów nigdy jest jedna stacja tv gdzie to był by prawdziwy hit . I nie grzeszył byś oglądając tę wersję 🙂

  3. Świetnie napisane:) I zgadzam się w 100% z Tobą, zwłaszcza z tą misją do spełnienia 🙂

  4. Piracisko drogie,

    w pierwszej chwili planowałam, że najpierw przyznam Ci rację a potem z wrodzonej przekory zrobię małe zastrzeżenie ale chyba sobie daruję. 😀

    Kiedy wczoraj w nocy przeczytałam Twój wpis cofnęłam się trochę w czasie i zdałam sobie sprawę, że właściwie od kiedy wyklarowały się pierwsze zręby mojego obecnego gustu perfumeryjnego (czyli w okolicach 20 roku życia), wydaję się oddaną fanką filmowych etiud z Afganistanu czy innych w tym stylu. 😉 Bo od kiedy przeminęło mi dziecięce upodobanie do pudrowych perfum w zasadzie przez cały czas pachniałam czymś wśród moich rówieśników mało popularnych albo obrażanym – czyli chyba po prostu nierozumianym. Gdyż były to albo perfumy dla starych bab (Anais Anais, Organza, Mitsouko, Shalimar, Jungle Elephant), starą prostytutką (Soir de Lune O.o Poison, Hypnotic Poison, Alien O.o) detergentami do czyszczenia łazienki (Chanel No. 5, White Linen, Cinnabar) albo wręcz trupem (Angel). Mnie te zapachy zachwycały i ogólnie zdanie znajomych wisiało mi i furkotało. Zrozumiałam jednak, że w kwestii zapachów piękno oraz ciekawość są pojęciami tak bardzo względnymi, że w zasadzie trudno jest dokonywać uogólnień [a próbowałam, oj jak próbowałam! 😉 Wystarczy przeczytać najstarsze wpisy na moim blogu].

    Przeszło mi do tego stopnia, że dziś nawet nie uznaję za stosowne podkreślać na każdym kroku, że wyrażam tylko i wyłącznie moją prywatną, całkowicie subiektywna opinię. Bo to największa oczywista oczywistość perfumowego świata. Ostatecznie po co zakładamy blogi? M.in. dlatego, żeby uargumentować (sobie, potencjalnym czytelnikom, latającemu potworowi spaghetti – bez różnicy) czemu dana kompozycja nas zachwyca a inna przeciwnie. 🙂 NAS, nie jakąś szacowną, wyedukowaną, utytłaną kapitułę, która z bliżej niewyjaśnionego powodu wybrała naszą nieskromną osobę na rzecznika, sekretarza oraz organ decyzyjny we wszystkich spornych kwestiach.

    Jeżeli coś piszemy to dlatego, że tak uważamy, tak rzecz odczuwa nasz nos, tak w reakcji z zapachem X oddziałują nasze emocje. Kiedy chcemy pochwalić się cudownym odkryciem, zgnoić (w naszym mniemaniu) badziewny chłam, wyłuszczyć, co nam w duszy gra. Nawet, kiedy czytamy recenzję, z którą kompletnie się nie zgadzamy i w związku z tym tworzymy własny wpis z własną „wersją zdarzeń” [przynajmniej mnie się to czasem zdarza], to przecież robimy to tylko i wyłącznie dla własnej potrzeby. Trudno o rzecz bardziej subiektywną!
    Jak ze świadomością wszystkich powyższych zastrzeżeń ktokolwiek zdrowy na umyśle może uważać się za nieomylną alfę i omegę, której opinia jest świętością??

    Uważam za istotne może coś innego, niż większość użytkowników perfum [hmmm… czyli kto właściwie?], na pewno lubię i cenię zapachy kompletnie różne od owej hipotetycznej „większości”, piszę o tym na blogu – i to wszystko. Tylko i aż. 🙂 A że przy okazji zwiększam pulę miejsc dla olfaktorycznej alternatywy? To bardzo dobrze!

    Natomiast co do bollywoodzkich pornosów: no nie wiem… Oglądałam kiedyś ichni horror, zrealizowany jak najbardziej poważnie, w którym osoby opętane przez wyjątkowo paskudnego demona w pewnym monecie też zaczęły tańczyć i śpiewać. Więc jestem sceptyczna wobec Twojego sceptycyzmu. 😛 Chyba nie doceniasz ludzkiej wyobraźni. 😉

  5. Uświadamiać warto!
    Szanując się lepiej z serca zaproponować alternatywę dalej by inni mogli skosztować tej jednej chwili która może choćby zasiać coś co w przyszłości wykiełkuje i przyniesie progresywny sens. Niech jakosć życia liczy się w każdym calu. 😉

  6. Ależ się uśmiałam, ciekawe spostrzeżenia i świetny wpis.
    Chyba każdy obszar pasji, przy odpowiednim jego zgłębieniu (co jest niezbędne, nieuniknione i całkiem naturalne) staje się w końcu niszowym, branżowym bełkotem. Po prostu nie da się inaczej. Eksplorując określone obszary, docierasz głębiej, analizujesz, zastanawiasz się i dochodzisz do rzeczy (zapachów, filmów, książek, utworów takich czy innych) coraz mniej popularnych, nieznanych, niszowych.
    Oczywiście natychmiast odniosłam ten wpis do siebie. Perfumeryjnie jestem średnio zaangażowanym (choć raczej niszowo niż mainstreamowo) i wyłącznie konsumentem, ale znacznie mocniej siedzę w muzyce ludowej. Ileż my się z zespołem nie nadyskutujemy nad wyższością wykonań in crudo nad wykonaniami mainstreamowo-popularno-folkowymi tudzież różnicami w manierach poleskiej czy połtawskiej i tym, co nas odróżnia od statystycznego Kowalskiego folkojada. A za najbardziej wartościowe uważamy niszowe wykonania wioskowych babć, wg Kowalskiego kompletnie niezjadliwe. Chyba w każdej dziedzinie takie zjawiska występują i są zadziwiająco powtarzalne. Ale czyż to nie cudowne móc eksplorować tereny niekoniecznie oczywiste dla ogółu?

  7. Piracie, uwielbiam Twoje poczucie humoru ::)

  8. A ostatni akapit natychmiast skojarzył mi się z…

    Choć pewnie już znasz ;]

  9. Maniek – ja nie potrafię, próbuję ale nie ogarniam… 🙂

    Tom – na szczęście nie mam telewizora… 😀

    Perfumoholiczko – dziękuję… 🙂

    wiedźmo – he he jak ja lubię scrollowanie myszą podczas czytania komentarzy… 🙂 obawiam się, że ludzi Twojego pokroju, do których dopiero od niedawna dorosłem (mając na myśli gusta) jest najmniej i ich nie trzeba namawiać do eksperymentów, inwencji i samodzielnego zgłębiania perfumeryjnych półek w poszukiwaniu objawień i idealnego zapachu, wyrażającego samych siebie… miałem na myśli konieczność zachęcania do tego tych, którzy na co dzień nie przywiązują uwagi do tego iż zapach jest tak samo ważny jak swoista fryzura, własny styl w ubiorze, czy inne upodobania… większość ludzi postrzega zapachy w kategorii woni przyjemnych i nieprzyjemnych, a jeśli przyjemnych, no to git… a przecież różnorodność i rozpiętość dostępnych na rynku wariantów aż przeraża… dlatego sądzę, że warto szukać, choć jestem świadomy, że tylko nieliczni rzucą się na naprawdę głęboką EdT… 😀

    W moim przypadku, poza swoistym ekshibicjonizmem towarzyszącym dzieleniu się z innymi moim zdaniem na temat danego zapachu, dochodzi jeszcze chęć podzielenia się z kimś czymś w moim mniemaniu nowym… i nie ważne czy to nisza, zapach znany albo nie, nowość czy staroć – liczy się odkrywanie czegoś, choćby na nowo i dzielenie się tym z innymi… a nóż ktoś przeczyta, też dopiero pozna i w efekcie podzieli mój zachwyt?… kocham perfumy, ale cieszę się jak małe dziecko poznając nowe wonie, choć te nie są niczym nowym, a na dodatek są dość szeroko znane i powszechne… zresztą czy atrakcyjność zapachu podlega jakimkolwiek ramom czasowym? owszem niektóre wonie pachną nam staro, czasem trącą dziadem, ale czy wynika to bezpośrednio z samego bukietu – czy bardziej z sytuacji z której daną woń zapamiętaliśmy? przecież już same okoliczności w których widzimy i z którymi dany zapach kojarzymy to wspomniany przez Ciebie subiektywizm w czystej formie… mimo wszystko lubię się dzielić i wyżyć opisując coś, ubierając w słowa emocje które odczuwam i scenografię którą każdy zapach tworzy przed moimi oczami… uwielbiam to i chcę się tym dzielić z innymi…

    Lubię też czytać jak inni widzą dany zapach, ale robię to dopiero gdy sam go opiszę… nie chcę się podświadomie nastawiać i już w przedbiegach szufladkować zapachu… to zaskakujące jak czasem opisy danych perfum potrafią się od siebie różnić, choć nie mniejszą frajdę odczuwam, gdy wyczytuję podobieństwa i zbliżoną do mojej własnej wizji interpretację… zawsze to miło odnaleźć bratnią duszę, która postrzega coś podobnie… 🙂
    z drugiej strony, czyż nie byłoby nudno i sztampowo, gdybyśmy się zgadzali i wszyscy postrzegali różne zapachy jednako?… uwielbiam różnorodność i nie wyobrażam sobie życia w świecie klonów, bez miejsca na indywidualizm, własne zdanie i swobodę interpretacji… a chyba nie ma drugiej równie niezdefiniowanej i podatnej na swobodną interpretację dziedzinę sztuki niż perfumiarstwo… 🙂

    narde – dokładnie, mi też podsunięto pod nos alternatywę dla Fahrenheita, a nawet kilka i patrz czym to się skończyło 🙂

    Myszo – pięknie napisane… ta relacja występuje na każdym widać poletku… im głębiej w czymś jesteśmy zakorzenieni, tym sięgamy głębiej i zgłębiamy płaszczyzny sięgające w niemal nieskończenie rozbudowane wątki – zupełnie jak byśmy obserwowali przyrost fraktali… 🙂

    nisho – z wzajemnością – merry meee… 😀
    p.s. nie znałem, właśnie oplułem colą monitor, ubranie i klawiaturę – ale dzięki 😀

  10. Przeczytałam Twój wpis i mam dwa odczucia.
    Pierwsze: każda osoba zajmująca się czymś i posiadająca większe doświadczenie w tym przechodzi przez etap, w którym czuje się jakby mówiła do ludzi po chińsku. Myślę, że stąd też część Twoich odczuć (choćby też ze słuchania rozmowy o kinie – oni właśnie zaczęli przechodzić na chiński 😉 ).

    Druga: nie uwzględniłeś moim zdaniem jednego czynnika – są konformiści i nonkonformiści 😉 Ci drudzy wybierają to co im się podoba niezależnie od tego co kto o tym sądzi… Natomiast Ci pierwsi, których jest większość zadowalają się tym, że ktoś stwierdzi „ooo! Wybrałaś to! Ja też to lubię”. Tyczy się to również perfum 🙂 I myślę, że im z tym dobrze 😉
    Natomiast ja sama, będąc zielona jak trawa na wiosnę, czasem gdy czytam recenzję zastanawiam się JAKIM cudem można znaleźć tyle rzeczy w jednym flakonie…
    A potem stwierdzam, że ja w jednym opakowaniu pudru znajduję tyle samo 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: