Napisane przez: pirath | 25 września 2013

Hermes – Bel Ami, czyli zapach przeszłości…


Na wstępie chciałbym Was przeprosić za absencję w ostatnich dniach – ale mój zawodowy grafik, jest ostatnimi czasy napięty jak kostium Miley Cyrus, na ostatniej gali VMA… 😉 pomimo iż 18 lat ukończyłem już niemal dwa razy temu – ostatnio świętowałem w gronie znajomych utratę dziewictwa… otóż dokładnie 18 września, dostałem mój pierwszy w życiu mandat karny, za przekroczenie prędkości… z tego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić dwóch sympatycznych policjantów z czarnej Vectry – patrolujących DK94… chciałbym im z tego miejsca podziękować za wyrozumiałość, łagodny wymiar kary oraz powinszować wysokiej kultury osobistej – przez co zapłaciłem ten mandat z prawdziwą przyjemnością… 🙂 tym niemniej, mocowanie się z bohaterem dzisiejszego wpisu, zajęło mi znacznie więcej czasu niż początkowo zakładałem…

Poznałem pobieżnie Bel Ami już ponad rok temu, trafiając na jego tester w lokalnym Douglasie… wąchany z blotera, zwłaszcza tuż po aplikacji – sprawia wrażenie wytrawnie i wytwornie skórzanego… klasyczny, wykwintny bukiet, zaprawiony zapachem surowej skóry… do tej pory byłem przekonany, iż Bel Ami to taki Hermesowy odpowiednik niszowego Parfum d’Empire – Cuir Ottoman, tyle że mniej od niego upojny i dosadny… jednak zaaplikowany na skórę, sprawia wrażenie, że trzon jego kompozycji stanowi kardamon i niesamowicie piżmowy goździk, dziabnięty szorstką pudrowością korzenia irysa i ziołowością szałwii oraz bazylii… fan ta sty czna woń, prosta i jednocześnie wybitna – ale zrozumie i doceni ją wyłącznie mężczyzna dojrzały… zaznaczam, że nie jest to zapach łatwy i słitaśny – skaczący wokół nosiciela, niczym szczeniaczek, któremu okazano odrobinę atencji… w dumne Bel Ami trzeba się wgryzać i zabiegać o jego względy, nim się otworzy… zupełnie jak przy próbie obłaskawienia statecznego kocura, gdzie nie wystarczy poklepać się w kolano, albo zagwizdać – by niczym uległy piesek, przydreptał na zawołanie do nogi i mrucząc, zaczął się łasić… ten zapach trzeba z własnej inicjatywy poadorować i obłaskawić, niczym wylegujące się dostojnie kocisko, które w końcu, gdy samo zechce – łaskawie zaszczyci nas, zwalając się na kolana w najmniej spodziewanym momencie…

Hermes Bel Ami

Bel Ami z 1986 roku, to również klasyczny szyk, jakość i stonowana dyskrecja – żywy powiew starej perfumeryjnej szkoły, kultywowanej już wyłącznie przez nieliczne marki… w początkowej fazie zapach jest nieznacznie ziołowo cytrusowy, delikatny i niesamowicie przy tym miękki… ale już po paru minutach staje się tak bardzo męski, że można sobie pokłóć palce od twardości pokrywającego ten zapach zarostu… w swym dojrzałym stadium jest nieco oschły, oziębły i na swój sposób wyniosły… chwilami odnosiłem wrażenie, że jest w nim sporo piżma – choć prawdopodobnie za meander ten odpowiada surowość, z jaką objawiono tu skórę… pojawia się już w otwarciu, lekka, dyskretna, ledwie wyczuwalna, tkwi sobie przyczajona pod wytrawnym, ziołowo przyprawowym, wyraźnie naznaczonym piżmem sercem – zaś w pełni ukazuje swe cudownie miękkie, wciąż niezwykle męskie oblicze dopiero u progu akordu bazowego… gdyby serce Bel Ami było nieco bardziej waniliowe niż ziołowe – byłby całkiem podobny i równie władczy, co Rasikh od Syed Junaid Alam

Bel Ami jest szykowny, dobrze wychowany i nienagannie klasyczny… otwiera drzwi i przepuszcza przed sobą panie, zdejmuje im okrycia i wstaje od stołu, gdy te udają się stadnie, przypudrować nosek… jest jak starej daty gentlemen – nieco wyniosły, elegancki, o nienagannych manierach i klasycznej, zgrzebnej prezencji… poznany bliżej, okazuje się ciepły, szlachetny i bardzo sympatyczny – lubi z fasonem pożartować i nie pogardzi kieliszkiem czegoś mocniejszego… jednym słowem stara dobra szkoła, chadzająca w garniturach szytych na miarę – wciąż używający do golenia brzytwy i zostawiający za sobą dyskretną woń dobrej, markowej wody… żeby nie było – zapach absolutnie nie trąci starym dziadem, ani kliniką geriatrii w środowe przedpołudnie… to niesamowicie wysmakowana i nienaganna woń, idealna dla kogoś kto podryw na samochód taty i skórę od starszego brata, ma już dawno za sobą… w jego finiszu pojawia się przepiękny, głęboki mech dębowy i odrobina wstrzemięźliwej vetivery… przez moment gości też dyskretna, żywiczna słodycz – przypominająca mi labdanum (nie kojarzę jak pachnie styraks, ale obie nuty to żywice), złagodzona jedwabistym, powłóczystym ciepłem ambry

reasumując: bardzo klasyczna, niewątpliwie męska, wymagająca i wyrafinowana kompozycja o dyskretnej, lekko skórzanej prezencji i doskonałej trwałości – dla dojrzałego i statecznego mężczyzny…

przypomina mi: echo Bel Ami odnalazłem w między innymi BtV Complex, SYJ Rasikh, Lubin Figaro i Krizia MoodsBel Ami Hermes

Głowa: mandarynka, szałwia, bergamotka, cytryna, kardamon,
Serce: goździk (roślina), paczula, korzeń irysa, bazylia, jaśmin, cedr,
Baza: skóra, kokos, wanilia, mech dębowy, wetyweria, styraks, ambra,

Reklamy

Responses

  1. Dokładnie tak Bel Ami jest klasycznie piękny . Wysoko oceniam zapachy Hermesa i mam nadzieje że nigdy go nie zechcą dostosowac do obecnych trędów

  2. Tom – Hermes słynie głównie z tego ze trendy, modę i badania targetów konsumenckich ma głęboko gdzieś… 🙂

  3. I oby tak zostało .

  4. Już raz prosiłam autora o prywatny kontakt, gdyż ja zbieram o perfumach wszystko od lat, dosłownie wsztstko, nawet zdjęcia reklamowe i zyciorysy ich twórców a nie tylko opisy składów, jak rowniez flakony, ale moja prośba pozostała bez echa…. szkoda. Z jakich materiałów źródłowych korzystasz opisując dane perfumy ?
    ja mam w swoich zbiorach kilka grubych segretarów, i tam są opisy, zdjęcia, reklamy, procesy produkcyjne, skandale zw. z perfumami a nawet próbki zapachów. Byłoby co pisać… ludzie nie mają pojecia i nie interesują się tym, dlaczego dane perfumy mają taką a nie inną nazwę, Najczęściej kupują to co jest modne, to co polecaja im inni, nie mając pojęcia jaki jest sklad zapachowy danych perfum. A ja odkrywam z radością wielki come back zapachów sprzed lat, m.in. Kobako, Evasion, Eden czy Roma…. No nic opisuj sobie dalej perfumy, choć napewno nie kochasz ich tak jak ja 🙂

  5. angelino – odpowiedziałem Ci w poprzednim wątku i podałem mojego maila. jest on też zamieszczony w zakładce „o blogu” pod głównym bannerem…
    p.s. nie będę się z nikim licytował na miłość do perfum 🙂

  6. Hmm, czyli żeby kupić perfumy, powinnam znać ich skład i historię nazwy? żyj i daj żyć innym – jedni gromadzą segregatory z danymi, inni wąchają i kupują, bo im się po prostu podoba – nie ma w tym nic nagannego.

  7. Dzień dobry. Kiedyś trafiło mi się 10ml tego zapachu i powiem szczerze że jest w nim coś intrygującego, do tego stopnia że kupiłem dużą flaszkę. I kolejna kłótnia w domu;-)

  8. VI4 – sądzę, że w jednym i drugim nie ma nic nagannego, a pasje rządzą się swoimi prawami… 😉

    rex’ie – recenzja powstała właśnie z Twojej próbki Bel Ami… jeszcze raz dzięki Ci za ten skarb… 😉

  9. Wręcz pewniak że nie będę go nosił ale zarazem czuję potrzebę poznania. Nuty zachęcają, kojarzą się z klasycznością jaka obecna w męskim Eternity. Dobrze czuję nie czując?

  10. No to się cieszę. Gdzieś troszkę wojażowałem to myślę że sprawię Ci małą przyjemność i dostarczę Ci parę ciekawych kompozycji do zrecenzowania bo robisz to znakomicie.

  11. narde – niestety niezbyt jest to Eternity… to dość trudny zapach, ale piękny w swej zdawkowości…

    rex’ie – dziękuję, również za kolejne inspiracje… 🙂

  12. Jestem pod wrażeniem tego zapachu, zaczyna się delikatnie – cytrynowo, a po 20 minutach na skórze jest już tylko bardzo intensywny zapach labdanum, wymieszany z Artemisia vulgaris (bankowo, bo to nie szałwia) – taki dokładnie jak ze smutnej kościelnej uroczystości… I tak trwa przez kilka godzin, gaśnie jakimś nieokreślonym aldehydowym, mainstreamowym cieniem, i jedyne to mi przeszkadza w nim lekko przeszadza. Na tle mojego ulubionego i równie „kościelnego” GPH 1 – ten to zapach kadzidła, tamten mokrych desek dawnych drewnianych kościołów wymieszany z propolisem. Obydwa nietuzinkowe, dla indywidualistów. Klasyka…

    • niestety Gucci PH jest wybitnie niezastąpionym pachnidłem i bardzo nad tym ubolewam… strach pomyśleć co to będzie, gdy skończy mi się kiedyś kupiona ad acta setka, której jeszcze nie tknąłem… a Bel Ami to przykład odchodzącej już w niebyt stylistyki rasowego europejskiego perfumiarstwa, które stopniowo wraz z zakończeniem produkcji tych zapachów, odejdzie bezpowrotnie do lamusa… szkoda, ale niestety nic na to nie poradzimy i trzeba korzystać póki wciąż dostępne na rynku…

  13. Witam serdecznie, po raz pierwszy postanowiłem napisać komentarz na moim ulubionym blogu do tego jakże cudownego opisu moich uwielbianych perfum spod znaku szypru i skóry…BEL AMI jest wzorcem powielanym w tych czasach przez najznamienitsze niszowe marki, a mianowicie chodzi mi o Roja Dove Fetish pour homme wydanym w 2012 roku oraz Puredistance M, który jest również dziełem tego Pana. Czuć tu wyraźnie jak bardzo Roja inspirował się Bel Ami, że postanowił pokazać jak dosadnie powinna pachnieć skóra w klasycznym starym aucie. W Puredistance M wzorowano się na zapachu skóry ze starego astona martina…i na Bel Ami:) Jest to zapach taki jak go opisano na tym blogu. Zgadzam się z autorem co do każdego zdania w tym tekście.

    • Witam, bardzo mi miło i dziękuję za miłe słowa 🙂


Odpowiedz na rex Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: