Napisane przez: pirath | 29 września 2013

relacja ze spotkania z Olivierem Durbano…


Jak każdy perfumomaniak, z naciskiem na „maniak” mam swoje olfaktoryczne marzenia… jednym z nich było poznanie osobiście Oliviera Durbano, twórcy kompozycji mojego Signature Scent – Black Tourmaline i złożenie na jego ręce wyrazy szacunku i uznania dla jego pracy… kocham ten zapach, identyfikuję się z nim i marzyłem by móc powiedzieć Olivierowi jak szczególnym i wielkim jest dla mnie człowiekiem… w przeszłości trochę korespondowaliśmy mailowo, to przesympatyczny człowiek – ale nic nie zastąpi osobistego hołdu… z początkiem sierpnia, niczym grom z jasnego nieba – dotarła do mnie wiadomość, że mam w końcu szansę ziścić jedno z moich największych marzeń i osobiście spotkać się z nim, podczas jego wrześniowej wizyty w Łorsoł… wtedy jeszcze nawet nie przeczuwałem, że jego wizyta ma związek z prezentacją jego najnowszego zapachu, Kamienia Filozoficznego – choć nie ukrywam, że to bardzo miły i znów przepięknie skomponowany bonus…

01

02

Dostaliśmy propozycję spotkania z mistrzem w przeddzień oficjalnych warsztatów i mieliśmy sposobność zamienienia z nim paru słów na zupełnie prywatnej stopie… postanowiłem wykorzystać tę sposobność i wręczyć mu szczególny prezent, nad którym dość długo rozmyślałem… upominek dla takiej osobistości musi być wyjątkowy, a jednocześnie nie chciałem wprowadzić go w zakłopotanie czymś kosztownym – pragnąc jedynie wyrazić moje uznanie i podziw dla jego twórczości… postanowiłem postawić na nasze polskie złoto, czyli bursztyn… to piękny, ciepły kamień (skamieniała żywica) więc bryłki bursztynu idealnie nadają się jako upominek, dla kogoś rozmiłowanego w kamieniach półszlachetnych i żywicach (to czuć w jego kompozycjach)… wybrałem dla niego specjalny okaz polerowanego kaboszonu, aby ukazać piękno, głębię i ciepło jego wewnętrznej faktury oraz kilka surowych bryłek – aby mógł sobie wyobrazić mnogość form, odcieni i faktury tego naszego, bałtyckiego… bursztyn był zawinięty w płachtę z czarnego aksamitu, zapakowanego w robione na zamówienie, czarne drewniane pudełeczko – a całość posiadała, również aksamitne, szyte na zamówienie etui… od wewnętrznej strony puzderka umieściłem dedykację po francusku i po polsku – ale jest na tyle osobista, że pozwolę sobie nie przytaczać jej treści…

03

Oczywiście zdaję sobie sprawę iż Olivier doskonale zna już bursztyn, ale ten upominek miał mieć wydźwięk symboliczny i jednocześnie lokalny… choć któż wie – może, będąc artystą ulegnie inspiracji i w przyszłości stworzy kolekcję bursztynowych naszyjników, albo bursztynowo ambrowo kadzidlane perfumy?… niefortunnie po angielsku (a w tym języku się komunikowaliśmy) bursztyn nazywa się amber, zupełnie jak nasza ambra, więc trochę wychodziło masło maślane – ale z pomocą kompetentnego tłumacza, udało się przedstawić maestro koncepcję… z tego miejsca chciałbym bardzo serdecznie podziękować Pani Asi i Panu Michałowi Missala, za ich nieocenioną pomoc z tłumaczeniem kontekstu moich wypowiedzi… pomimo iż bardzo dużo rozumiem – moja gramatyka języka angielskiego jest na poziomie Kali widzieć, Kali chcieć... 😉

04

Oczekując na audiencję u mistrza, postanowiliśmy z Polą trochę się rozejrzeć i dosłownie na naszych oczach – do perfumerii dotarła po licznych perypetiach przesyłka z Lapis Philosophorum… gdzieś po drodze rozkraczył się TIR spedytora i ważna przesyłka utknęła pomiędzy miastami, gdzieś w Polsce… została dosłownie wyszarpana spod plandeki i dowieziona do perfumerii – a mało brakowało aby pokaz premierowy zapachu odbył się bez największego po Olivierze, bohatera dnia… pierwsze co zwraca uwagę, to jego ciepły – pomarańczowo bursztynowy kolor… sam zapach również zachwyca swą ciepłotą i delikatnością – jednak jego recenzję zamieszczę nieco później… zresztą spójrzcie sami, jak pięknie jego kolor koresponduje z włosami i sweterkiem Poli

05

06

Czekając z Polą na spotkanie z Olivierem, mieliśmy okazję podziwiać jego przepiękne naszyjniki, kolczyki i bransoletki… najlepszy spośród jubilerów i perfumiarzy architekt, fantastycznie bawi się surowością faktury kamienia… od jego kompozycji bije niesamowita naturalność i prostota… każda jest wyjątkowa i stylistycznie niepowtarzalna… w międzyczasie chciano nas poczęstować kawą i torcikiem, ale byłem zbyt przejęty spotkaniem z mistrzem, aby móc cokolwiek przełknąć… tak jak wyjechałem z domu przed 8 rano, tak do 21 nie miałem nic w ustach… normalnie ewenement, bo zazwyczaj nie dopuszczam do ryzyka schudnięcia…

07

Pogawędziliśmy przez chwilę z gospodarzami, by dowiedzieć się o zapachu nieco więcej – ale sami przyznali, że Durbano cokolwiek o LP, wspomniał im dopiero na targach perfumeryjnych w Mediolanie, do samego końca trzymając najnowszą kompozycję w absolutnej tajemnicy…  zresztą Olivier słynie ze swej tajemniczości, gdyż jak sam powiedział, nie lubi zdradzać wcześniej jakichkolwiek szczegółów – aby móc w każdej chwili zupełnie zmienić całą koncepcję… wreszcie mistrz podszedł do nas i przywitał się przez podanie dłoni… zamieniliśmy parę słów, zasypałem go falą truizmów – plotąc w przejęciu jak wielkim jest dla mnie człowiekiem i jak bardzo cenię sobie jego perfumy i na koniec wręczyłem mu upominek… Pani Asia dzielnie mnie wspierała, tłumacząc wszelkie związane z jego symboliką zawiłości (ponownie ślicznie dziękuję za nieocenioną pomoc), zaś sam Olivier tak bardzo się wzruszył, że aż mnie wyściskał… uwierzycie, że z wrażenia prawie się popłakałem?… rozważałem też, czy w obliczu dostąpienia takiego zaszczytu, nie zawiesić kąpieli na okres około tygodnia – ale zwyciężył zdrowy rozsądek… tym niemniej dla nas obu było to bardzo wzruszające przeżycie i nie wyobrażam sobie lepszego podziękowania niż jego serdeczna, spontaniczna reakcja… zresztą sam jestem z natury wylewny, o czym część z Was zdążyła się już osobiście przekonać… 🙂

08

09

Misja życia wykonana – pomyślałem i postanowiłem taktownie się wycofać, aby Sabbath – którą Olivier parę dni wcześniej zaprosił na kawę, mogła w końcu porozmawiać z nim na osobności… pogawędziliśmy chwilę z gospodarzami, drżącymi z podniecenia łapkami wychyliłem filiżankę kawy i wówczas przekazano mi jego wiadomość, iż Oliviera tak wzruszył mój upominek – iż chciałby spotkać się ze mną prywatnie, po jutrzejszych warsztatach i chwilę porozmawiać… zatkało mnie i prawie dostałem zawału… byłem tak wzruszony i podekscytowany, że pomimo pełnego wrażeń dnia nie byłem w stanie zmrużyć oka do 3 nad ranem… z przejęcia zapomniałem nawet poprosić mistrza o autograf (rozumiecie, antyrama, podświetlenie i tlące się na ołtarzyku kadzidełka), więc poprosiłem go o to dopiero nazajutrz… Olivier podpisał mi się dopiero po sobotnich warsztatach, chciałem początkowo zamieścić słitfocię – ale treść sentencji jest tak osobista, iż nie kwalifikuje się do publicznego zamieszenia… przepraszam, ale musicie zadowolić się zdjęciem miniatury Black Tourmalina, również z jego osobistym autografem… chyba jej nigdy nie użyję…

10

11

Troszeczkę wybiegnę w przyszłość do naszego sobotniego spotkania, tuż po warsztatach – ale Olivier powiedział mi coś bardzo istotnego o jego kolekcji zapachowej… napomknął, że Lapis Philosophorum (Kamień filozoficzny) jest dziewiątym i ostatnim zapachem z tej kolekcji – ale szczęśliwie nie ostatnim w ogóle… zamyka tę tylko historię, jest jej zwieńczeniem i swoistym podsumowaniem…. nie chciał też zdradzić swoich planów na przyszłość, gdyż jak wyznał – jako artysta ceni sobie nieskrępowaną kreację, niezliczoną mnogość ścieżek do wyboru, bez zamykania się na inne drogi i nie jest w stanie przewidzieć, co go zainspiruje i co będzie chciał uwiecznić za rok, albo dwa lata… dla niego liczy się dany moment, bez snucia i rygorystycznego trzymania się konceptu… dodał, iż każdy z jego zapachów jest swoistym zlepkiem emocji z danego roku, lub okresu jego życia…

12

13

Pozwoliłem sobie skwitować jego słowa, iż jego zapachowe portfolio przypomina album ze zdjęciami, przedstawiający migawki z jego życia, a same kompozycje wyrażają emocje, myśli i inspiracje, którymi się kierował w konkretnych chwilach swojego życia… zgodził się z moją analogią do zapachowego kalendarium… na zakończenie spotkania podarował mi bransoletkę i zalakowane w buteleczce opiłki złota (nawiązanie do mocy kamienia filozoficznego)… dodał też, że mój prezent zrobił na nim tak wielkie wrażenie, iż również pragnie podarować mi coś wyjątkowego… wyjął ze swojej teczki drobiazg, który jak nadmienił zawsze ze sobą wozi, jako coś osobistego i coś czego nie ma nikt inny… wyściskał mnie i wycałował i znów prawie się rozkleiłem… to niesamowite, jak niesamowicie wrażliwą, uduchowioną i emanującą pozytywną energią, osobą jest Olivier Durbano… to artysta i kreator z krwi i kości… przy tym jest niesamowicie ciepłą i otwartą osobowością… opowiada z taką charyzmą i uczuciem i do tego jest przesympatycznym, niesamowicie wesołym człowiekiem… to był dla mnie zaszczyt i prawdziwa przyjemnosć, móc wreszcie poznać go osobiście…

p.s. chciałbym również serdecznie podziękować za gościnę i nocleg Myszy, która przenocowała nas z Sabbath pod swoim dachem… Myszo, ślicznie Ci dziękuję – a Twój krem z cukinii był tak epicki, że do tej pory wspominam jego smak z rozrzewnieniem… :*

Reklamy

Responses

  1. Wspaniała relacja, super zdjęcia i w ogóle. Widać, że strasznie zależało Ci na poznaniu tego człowieka i bardzo się cieszę, że w końcu miałeś ku temu sposobność oraz, że Olivier okazał się dokładnie takim typem człowieka, jaki sobie wyobrażałeś.
    Fajnie było się spotkać, przepraszam, że tak krótko (moja wina!)

  2. he he ja też się cieszę, banan nie schodził mi z gęby przez całą drogę powrotną… 🙂 było super i strasznie się cieszę z poznania tylu wspaniałych osób, również na afterparty na którym Cię niestety zabrakło!!!… 🙂
    ale następnym razem zwiążemy, zakneblujemy i uprowadzimy… Ania już naszykowała łopatę jakbyś zanadto protestował 🙂
    wciąż mam nadzieję, że w końcu uda nam się porozmawiać dłużej łuki i oczywiście wszyscy trzymamy kciuki w wiadomej sprawie… 😀
    pozdrawiam i do rychłego… 🙂

  3. Muszę pogadać z Anią o tej łopacie, bo wiesz, ja tylko taką z drewnianą lakerowaną rączką dam się okładać 😉

  4. Osoby takie jak pirath sprawiają, że Polska to kraj wyjątkowy.
    Gratuluję pomysłu prezentu oraz idealnego jego doboru.
    Poczułem dumę, chociaż mnie na spotkaniu nie było.

  5. Piracie, świetny wpis:) Rzadko się udzielam, bo jestem perfumowym lajkonikiem – z tych, co to kupują i pachną tym, co się podoba, bez większej analizy – ale czytam cię regularnie:) To niesamowite, kiedy udaje się realizować marzenia:)

    VI4

  6. Kamienieeeeee……. 😀

  7. Chyba nie muszę pisać, że zazdroszczę spotkania z Durbano… i oczywiście wszystkimi perfumomaniakami 🙂

  8. Marcinie,gratuluje spotkania z mistrzem i zazdroszcze zarazem.
    Prezent dobrany idealnie.
    Ten uscisk dłoni pewnie czujesz do dzisiaj…
    W pełni zgadzam sie i podzielam zdanie aleksandra,szczególnie pierwsze zdanie.

  9. Gratuluje Ci! Ciesze się bardzo ze spełnienia Twojego marzenia.

  10. aleks – strasznie mi poprawiłeś samopoczucie i aż się wzruszyłem… bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję i oczywiście pozdrawiam… 🙂

    VI4 – również dzięki – a mi jest zawsze miło gdy czytelnicy komentują, więc proszę się nie krępować i pisać… 🙂

    Moustache – i to jakie!… 🙂

    escitoro – oj jest czego zazdrościć, to fantastyczna osoba, ciepła, wesoła i niesamowicie otwarta na ludzi… mam też nadzieję, że kiedyś zobaczę Cię na którymś zlocie… 🙂

    Robercie – dzięki, a i nie przeczę, że rozważyłem nie mycie się przez jakiś czas, aby jak najdłużej zachować ślad po spotkaniu tak ważnej dla mnie osobistości… ale mam inną, bardzo osobistą pamiątkę od Oliviera, więc moje otoczenie może odetchnąć z ulgą… 😀

    Tom – dzięki, jak widać marzenia jednak się spełniają i warto je mieć… 🙂

  11. pirath, cieszę się bardzo że udało ci się zrealizować marzenie 🙂
    jeszcze bardziej, że Durbano okazał się tak ciekawym człowiekiem i nie zawiódł twoich nadziei 🙂 Życzę jeszcze wielu zapachowych niespodzianek i trzymaj dalej tak jak do tej pory )

  12. Cześć !

    Serdecznie gratuluję Ci drogi Pirathcie realizacji swego marzenia. Entuzjazm i radość bijące z powyższej relacji są niezwykle krzepiące i to nie tylko w kwestii Twojej pasji ( a w zasadzie naszej wspólnej pasji, jaką jest perfumiarstwo ), lecz także sensu largo – to naprawdę jest zaraźliwe i niezwykle optymistyczne. A jeśli ów entuzjazm podany jest ze swadą tak niesamowitego gawędziarza jak Ty, to jest to już niemal prawdziwe szczęście.

    Serdecznie pozdrawiam –
    Cookie

  13. Super relacja i super prezent. Pirathcie pokochaj krawaty ! 🙂

  14. heeh cała ta relacja i tak nie oddaje w pełni ładunku emocjonalnego jaki przedstawia zdjęcie gdzie wręczasz podarunek 😉
    p.s. zdjecie poli rzeczywiscie mogloby być wizytówką tego zapachu – ładna synchronizacja

  15. belorku – heh nawet nie będę pisał jak jestem szczęśliwy, bo to chyba widać… Olivier jest fascynującą, ujmującą, pełną ciepła osobowością, jego spokój i emanująca od niego pasja jest po prostu zaraźliwa… nie jest też choćby w najmniejszym stopniu zepsuty i opowiada z takim uczuciem… on naprawdę przelał w te perfumy swoje uczucia i obdarzył je swoją duszą… z pozoru choć są od siebie tak różne, jednak mają swoją niezmienną bazę, jakby odcisk dłoni Oliviera i to naprawdę czuć… i dzięki że wpadłeś… p.s. będziesz na sobotnich warsztatach w Krakau? miło byłoby móc poznać Cię osobiście… 🙂

    Cookie – heh dziękuję Ci, szczególnie iż sam jestem pod wrażeniem Twojej ciepłej, otwartej, szlachetnej i spolegliwej osobowości… 🙂 mam nadzieję, że i nam wkrótce będzie dane poznać się osobiście i spędzić na pokrzepiającej konwersacji dłuuuugie godziny… 🙂 po cichu liczę, że dasz się w końcu skusić na któreś warsztaty zapachowe… 😀

    dandysku – he he pokochać nie pokocham, ale lubię, choć nie znalazłem w szafie żadnego pasującego do okazji – a nie tworzącego do kupy z marynarką stylizacji stricte pogrzebowej… 🙂

    marku – owszem, tego co czułem i wciąż czuję nie wyrazi i tysiąc słów… a zdjęcie Poli mogłoby też posłużyć za ikonę Hermesa (kolor niemal idealny)…

    pozdrawiam wszystkich i serdecznie Wam dziękuję za dobre słowo… 🙂

  16. Piękne emocje, uczucia, stany ducha i prezenty 🙂
    Wczuwając się w to co piszesz nie trudno samemu doznać tej wibrujacej energi miłości.., niesamowicie pozytywnie napędzającą me serce. Ogrom szczerej pasji odwdzięcza Tobie to co najcenniejsze…

    Oby wszystkie pozostałe i te przyszłe marzenia się spełniły..!

    A póki co to ja cieszę się że w sobotę ponam ciebie. 🙂
    Pewnie wylewny nie bedę choć pewnie aura będzie wyjątkowa i wszyscy rozkręcą się jak domino 🙂

  17. Też planuję wybrać się na pierwsze w moim życiu warsztaty zapachowe – właśnie do Krakowa. Już się cieszę na samą myśl.
    Bursztyn – świetny prezent. Gratuluję pomysłu! Jednocześnie życzę jeszcze wielu takich miłych „uduchowionych” spotkań.

  18. pirathku, poszedłbym bardzo chętnie niestety w weekend jestem wyłączony więc nie tym razem. A cod ospotkania, to liczę że nas nie minie 🙂

  19. Przede wszystkim gratuluję Pirathcie spotkania z Mistrzem i świetnej inicjatywy dot. wręczenia mu wyjątkowego prezentu. Twoją pełną entuzjazmu relację ze spotkania i warsztatów czyta się (i ogląda) bardzo dobrze. Pozdrawiam! 🙂

  20. narde – dzięki, choć Monica Bellucci może mieć pewne zastrzeżenia w kwestii spełniania moich marzeń 😉 ja również cieszę się, na nasze spotkanie w realu… 🙂

    Bendigo – o proszę, kolejna miła niespodzianka… 🙂

    belorku – rozumiem, choć niechętnie godzę się z myślą, że znów nie będzie nam dane… 🙂

    fqjciorze – dziękuję Ci bardzo – choć żałuję, że zabrakło Twojej osoby w Łorsoł… po cichu liczyłem, że nie odpuścisz sobie takiego wydarzenia i będzie w końcu sposobność do poznania Cię osobiście… 🙂 może następnym razem?

  21. Niestety z powodów zawodowych musiałem zrezygnować z chęci udziału w tym zacnym spotkaniu. Jak pech, to pech. Ale czytając Twoją relację, poczułem się, jakbym tam był. No i może faktycznie uda się następnym razem. 🙂

  22. ehhh czasem tak bywa… ja zapowiedziałem, już miesiąc wcześniej, że 27 mnie w pracy nie ma – choćby żabami rzucało… 🙂 mam nadzieję, że ten następny raz nastąpi w niedługim czasie… 😀

  23. Piracie, litosci! jaki Ty jestes zaniedbany i tlusty…. zadbaj o siebie bo na tych fotach wygladasz gorzej niz fatalnie. Wielki bebech. Mniej jedzenia!

    • Andrzeju – szkoda, że poza zdobyciem się na krytykę mojej fizjonomii, z którą jak najbardziej się zgadzam – zabrakło Ci jaj na udzielanie mi jej pod swoim prawdziwym imieniem… gratuluję odwagi cywilnej… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: