Napisane przez: pirath | 30 września 2013

relacja z warsztatów zapachowych poprowadzonych z uczestnictwem Oliviera Durbano…


O tych warsztatach dowiedziałem się już z początkiem sierpnia i od tamtej pory siedziałem jak na szpilkach – wiedząc, że już wkrótce poznam twórcę moich ukochanych perfum… do Warszawy przybyliśmy z Sabbath i Polą już w piątek, aby móc spotkać się z Mistrzem Durbano na specjalnym spotkaniu premierowym, jego najnowszego zapachu Lapis Philosophorum… daruję sobie przytaczanie emocjonujących szczegółów ze spotkania z Olivierem, bo te znajdziecie z poświęconego temu wydarzeniu wpisie… z wrażenia nie mogłem zasnąć do 3 nad ranem i bynajmniej nie była to wina kolacji w pewnym hinduskim lokalu… na szczęście nie było problemów z zerwaniem się z łóżka skoro świt o 9, aby udać się na Bemowo i wziąć udział w tym niesamowitym wydarzeniu…  impreza odbyła się w Domu Perfumeryjnym Quality – prowadzonym przez rodzinę Państwa Missalów

01dziewczynka z sekretarzykiem, czyli Anna Liwska…

02a oto pasjonująca zawartość sekretarzyka, nic nie udało mi się zwędzić, bo Ania za dobrze pilnowała…

Gospodarze powitali nas tradycyjnym poczęstunkiem złożonym z łakoci domowego wypieku i kawą… Dom Perfumeryjny jest piętrowy, więc ulokowano nas w specjalnej salce konferencyjnej na piętrze i tam oczekiwaliśmy przybycia Oliviera Durbano… maestro przybył punktualnie i warsztaty wystartowały od niesamowitego pokazu… w posiadaniu perfumerii znajduje się kolekcja oryginalnych flakonów, min. Romy, Shalimara, Samsary i Opium – ale są to ich edycje sprzed kilkudziesięciu lat… Pani Stanisława Missala postanowiła specjalnie otworzyć niektóre z nich, zupełnie jak otwiera się trzymaną na specjalne okazję butelkę wina – aby uświetnić te szczególne warsztaty, poprzez pokazanie uczestnikom, jak bardzo te wciąż produkowane zapachy zmieniły się w obrębie ostatnich dekad…

03stare wersje znanych perfum z przed kilkudziesięciu lat…

Powiem tak, wąchając Samsarę sprzed 25 lat i tę obecnie produkowaną – nie byłbym w stanie uwierzyć, że to wciąż ten sam zapach… różnica jest tak drastyczna, iż wersja obecnie produkowana, nie jest nawet cieniem edycji z przed lat i jedyne co nie uległo zmianie to sama nazwa… wersja klasyczna jest tak upojna i animalna, że w początkowej fazie wydawało mi się że wącham paliwo do diesla… niesamowita, przejmująca, dosłownie paraliżująca rozmachem i dobitnością woń… zapewne edycja 2035 będzie pachniała co najwyżej mydełkiem Fa i pewnikiem będzie to ekstrakt perfumeryjny… ten sam problem dotyczył Laury Biagiotti – Roma, jakże obecnie popularnej – a jednak wersja z przed lat niemal zupełnie nie przypomina to co znajdziemy we współczesnych flakonach…

04Lucasai, Ania i Pan Michał Missala, opowiadający o nutach orientalnych…

05przybycie Oliviera Durbano, bardzo sympatyczny i wesoły z niego człowiek….

Następnie przeprowadzono prezentację nut i składników najczęściej stosowanych do produkcji zapachów orientalnych, które stanowią najliczniejszą i najpopularniejszą kategorią zapachową… to nie świeżaki, a kompozycje orientalne – jak zaznaczył prowadzący prelekcję Pan Michał Missala, są wbrew obiegowej opinii, wciąż najchętniej nabywaną przez kupujących kategorią zapachową perfum… zapachy orientalne kojarzą się nam z bliskowschodnim przepychem i ciężarem – ale to tylko jedno z obliczy w spektrum tej kategorii tematycznej… zaprezentowano nam ekstrakty, esencje, absoluty i olejki – między innymi czystego frankońskiego olibanum (zakochałem się), czystej ambry, ambry marokańskiej (pachnie niesamowicie i zupełnie inaczej), wanilii, sandałowca, kardamonu i mojego ulubionego labdanum, które występuje w postaci pasty o konsystencji i kolorze toffi… Pan Michał poprowadził zasadniczą część warsztatów polegającą na omówieniu najstarszej i najnowszej historii perfum orientalnych i opowiedział o tym jak ewoluowały kompozycje zapachowe na przełomie stuleci, zmieniając swą formę od narzędzi służących kultom religijnym, przez lekarstwa na wszelkie dolegliwości – aż po specyfiki służące tuszowaniu zaniedbań higieny osobistej, aż po czasy obecne…

06temat warsztatów, perfumy orientalne 1000, 100 i 10 lat temu…

07Olivier zaczyna opowiadać o swoich kompozycjach i poszukiwaniach inspiracji…

Jednak największą atrakcją tych warsztatów była, jedna z osób je współprowadzących – a mianowicie Olivier Durbano we własnej osobie… Olivier jest twórcą niesamowitej linii zapachów Parfums de Pierres Pomes – zawierającą między innymi moje ulubione perfumy, Black Tourmalin… tę część warsztatów polegającą na omówieniu kamieni, zapachów i inspiracji stojących za powstaniem poszczególnych kompozycji Oliviera, omówił on sam z pomocą Pani Asi Missala, w charakterze tłumacza z angielskiego na polski… Olivier przybliżył nam historię powstania swoich wszystkich zapachów, w kolejności chronologicznej… Durbano przedstawił mam swoje najnowsze dzieło, czyli Lapis Philosophorum (Kamień Filozoficzny) – dziewiąty i ostatni zapach zamykający i będący podsumowaniem całej kolekcji Parfums Poems… na szczęście Olivier podkreślił, że będzie wciąż komponował – ale na uwadze ma zupełnie nowe projekty, którymi zaskoczy nas prawdopodobnie już w przyszłym roku…

08prezentacja najnowszego zapachu, będącego początkiem i końcem kolekcji…

09Olivier prezentuje Lapis Philosophorum…

Olivier zaznaczył też, że jego fani z Polsce, jako w zasadzie pierwsi – mają okazję poznać jego najnowsze dzieło, które powstało dosłownie kilka tygodni temu, a do produkcji trafiło dosłownie parę dni temu… nawet Państwo Missalowie, którzy widzieli się z Olivierem na targach perfumeryjnych we Florencji i Mediolanie – wyznali, że Durbano jest pod tym względem niezwykle tajemniczy i do samego końca trzymał wszystkich w niepewności… wiedzieli, że chodzi o nowy zapach, ale wtajemniczył ich w szczegóły dopiero parę dni temu… Olivier tłumaczył, że dotąd niemal rok w rok powstawała nowa kompozycja – zaś ta jest metafizycznym podsumowaniem całej kolekcji, jej początkiem i końcem… wyznał, że bardzo długo szukał inspiracji dla tej kompozycji i znalazł ją tradycyjnie w kamieniu, ale jakże wyjątkowym… Kamień Filozoficzny też jest swoistą mityczną metaforą, alchemicznym Graalem o nadprzyrodzonych właściwościach – między innymi leczenia śmiertelnych ran, miał pomagać w stworzeniu eliksiru nieśmiertelności i posiadał specjalną właściwość przemiany metali powszechnych w złoto…

10kamienie, którymi Olivier inspirował swoje dzieła…

11można było przymierzać i robić sobie zdjęcia z jego naszyjnikami…

Następnie opowiedział o swoich inspiracjach i koncepcji w zgodzie z którą powstały wszystkie tworzące kolekcję kompozycję… podkreśli, że najważniejsze są dla niego przeciwieństwa i skrajności, które uwielbia ze sobą łączyć… nuty chłodne i zimne, ostre i delikatne, surowych i miękkich – uwielbia je przeplatać i bawić się nimi, zupełnie jak przy tworzeniu swoich niesamowitych naszyjników… kolejny aspekt to uduchowienie i mistycyzm, które są dla niego jedną z podstaw kreacji… bardzo silnie inspiruje się legendami, religią, wierzeniami i symboliką – czerpiąc wzorce z wszystkich kultur… każdy z jego zapachów zawiera w sobie składnik łączony z jakimś obrządkiem i wierzeniami – a wiele z nich nawiązuje do wędrówki dusz… mamy więc kadzidło służące uświetnianiu obrządków religijnych i jest swoistym wspólnym mianownikiem, łączącym niemal wszystkie nurty religijne… podczas omawiania każdej kompozycji, wśród nas krążyły kamienie, symbolizujące każdy z zapachów i nasączone nimi blotery….

12oto cała dziewiątka…

13Lapis Philosophorum czyli Kamień Filozoficzny

Podczas omawiania Black Tourmalina, Olivier powiedział, że osobiście preferuje ideę niemych wykładów zapachowych – gdzie zapachy kontempluje się w milczeniu… jedna ze słuchaczek zaproponowała, abyśmy spróbowali i ten właśnie zapach każdy rozpatrywał indywidualnie, w absolutnej ciszy… Durbano opowiadał też o symbolice samych kamieni, których nazwami i przymiotami tytułował całą kolekcję… cytryn symbolizuje łaskę płynącą od boga dla ludzi, coś na wzór energii słonecznej spływającej od słońca na ziemię… heliotrop to z kolei popularny w kulturze hinduskiej talizman, służący oczyszczaniu krwi z toksyn i zakażeń u każdego z posiadaczy tego kamienia… heliotrop był ósmym zapachem z całej serii, w tamtejszej kulturze cyfra 8 oznacza nieskończoność (u nas też, ale przedstawiana horyzontalnie) – zaś kolor perfum nawiązuje i do krwawych łez w samym kamieniu, kwiatu i hinduskiego rytuału oczyszczania krwi…

14nasze pamiątkowe zdjęcie, od lewej: mua, Pola, Lucasai, Anna Liwska i Sabbath…

Gdy nasa tura warsztatów dobiegła końca w okolicach godziny 14, zostaliśmy zaproszeni przez gospodarzy na słodki poczęstunek… postanowiłem poprosić Oliviera o autograf, gdyż z wrażenia zapomniałem o tym poprzedniego dnia… napisał mi tak osobistą dedykację iż nie mogę jej przytoczyć, więc poprosiłem go o podpisanie otrzymanej miniatury Black Tourmalina… następnie udaliśmy się do oddzielnego pomieszczenia, tam porozmawialiśmy chwilę na osobności (czułem się jak podczas audiencji u papieża)… towarzyszył nam Pan Michał w charakterze tłumacza (Panie Michale serdecznie Panu dziękuję za wsparcie), ale szczegóły rozmowy są również na tyle osobiste, że wolałbym zachować je dla siebie… pożegnałem się z nim bardzo wylewnie, po staropolsku i wyszedłem jako ostatni… na dworze czekał na mnie moje piękne panie i udaliśmy się na małe afterparty…. żałuję, że Lucasai nie mógł z nami zostać, ale i tak imprezka wypadła wybornie, pomimo niedomagania ze strony obsługi lokalu (zamówienia były realizowane z takim poślizgiem, że chwilami zastanawiałem się, czy zasadzono już jabłonkę na moją szarlotkę)… było dużo psikania, wymiana flakonów i próbek, dobre jedzonko i przesympatyczne towarzystwo pasjonatów zakręconych w równym stopniu co ja… istnienia kawałów, jakie tam zasłyszałem, nawet sobie nie wyobrażałem – a zdjęć z wiadomych powodów nie zamieszczam… 🙂

około 23 pożegnaliśmy się wylewnie (z Anią żegnałem się w sumie trzy razy, w tym dwa razy przez pomyłkę) i ruszyliśmy z Sabbath w drogę powrotną… do Katowic  odstawiłem ją na trzecią, zaś do Opola przybyłem trzy kwadranse później i padłem spać… to był niesamowity weekend i niesamowite emocje… życzyłbym sobie, by każde stołeczne warsztaty, zaszczycał swą obecnością równie zacny gość co Olivier, choć jego w mym personalnym rankingu może spróbować przebić wyłącznie Ellena… 🙂

Reklamy

Responses

  1. zazdraszczam… Tylko tyle napiszę 🙂

  2. Świetna relacja, ja również zazdroszczę (tylko sam nie wiem, czego bardziej – spotkania z Durbano, czy afterparty… chyba tego drugiego jednak) 😉

  3. RoQ – czuję się zazdroszczony… 😉
    Gryx’ie – dziękuję i wybacz, że musiałem zedytować Twój komentarz, ale zapewne domyślasz się dlaczego i proszę abyś zachował tę wiedzę dla siebie… 🙂

  4. Dziękuję za sympatyczną atmosferę podczas warsztatów.Jestem oczarowana potrójnie 🙂 a to za sprawą pierwszej wizyty w Domu Perfumeryjnym Quality Missala- poezja perfumeryjna , wdziękiem Oliviera 🙂 oraz niesamowitą atmosferą,którą stworzyły osoby kochające perfumy tak jak ja 🙂 Dziękuję Sabbath, Marioli oraz pani która trafnie doradziła mi pielęgnację
    Do zobaczenia na następnych warsztatach.Było bardzo magicznie 🙂

  5. Na mnie takie wrażenie zrobił stary Shalimar. Nowy Shalimar to zapach pop – ten dawny to KLASA. Orient zadziorny i zarazem wybujale zmysłowy. Klasa wielka.
    Dzięki za wspólne dwa dni Piracie. :*

  6. Witajcie. Mnie również było miło ,że mogłam pierwszy raz uczestniczyć w tak miłych warsztatach. I to z Oliwierem! Mogłabym godzinami słuchać i wąchać. Zaskoczyło mnie jak się różnią zapachy teraz od tych dawnych. SHALIMAR genialny (był). Samsary używałam i zastanawiałam się już całe lata temu dlaczego inaczej pachniała kupiona w Polsce ,a inaczej z tzw. zachodu..

  7. Oj, nie sądziłem, że to tajemnica, przepraszam.

  8. A ja ciągle jestem oszołomiona, emocje zwykle docierają do mnie po czasie i teraz jest ten czas… ech. Dziękuję za świetną wyprawę.
    Mnie również zszokował Shalimar. Obecna wersja strasznie się na mnie paskudzi a ta to po prostu poezja. Już wiem na co teraz będę polować… tsasssaasssa.

  9. Roq – trzeba było nie zazdraszczać tylko przyjść… 😉 kilka znajdujących się tam osób przywitałoby Cię z naprawdę otwartymi ramionami… 😀

    gryxie – he he dobrze kombinujesz, ale pomimo zacnego towarzystwa pięknych i równie zacnie pachnących niewiast – tym razem muszę przyznać, ze spotkanie z maestro zupełnie mnie pochłonęło… nie czułem nawet głodu, pragnienia i zmęczenia co jest swoistym ewenementem, biorąc poprawkę iż posiadam kilka żołądków… 😀

    neo – ja również świetnie się bawiłem… zarówno gospodarze jak i szacowny gość stanęli na wysokości zadania i z przyjemnością ich wysłuchałem, szczególnie ciesząc się z informacji o kulisach powstawania tych wszystkich wspaniałości z ust samego Oliviera… 😉

    Sabb – ja je wszystkie tak odebrałem… każdy aż kipiał zmysłowością, charyzmą i upojną, niemal zwierzęcą aurą… szkoda że takich perfum już nie robią… i ja Tobie ślicznie dziękuję za te dwa fascynujące dni… było fantastycznie i strasznie się cieszę, że zdecydowaliśmy się na wspólny wypad… i do zobaczenia już w ten weekend… 🙂

    Aleksandro – prawdopodobnie trafiłaś na wersję już w nowej odsłonie, a zdobyczna z zachodu była jeszcze tą klasyczną… zgadzam się, że takie porównania budzą największe rozczarowania, ale pomimo tego osobiście darzę Samsarę i Shalimara szczególną estymą, nawet pomimo tak drastycznego spłycenia ich bukietów… 😉

    gryx’ie -to ja Cię przepraszam i z góry dziękuję za Twoją dyskrecję… 😀

    Polu – heh, ze mnie też to jeszcze nie zeszło… chwilami aż ściska mnie w żołądku gdy sobie pomyślę, że w końcu poznałem ojca moich ukochanych perfum… to niesamowite uczucie tak sobie siedzieć i gawędzić z kimś kto pewnie zupełnie nieświadomie obdarował mnie takim szczęściem i tak znacznie wpłynął na całe moje życie… niesamowite uczucie, ale zapewne każdy ma takiego swojego Oliviera… 🙂

  10. Chyba muszę Cię przeprosić za moje poprzednie komentarze, teraz dopiero widzę z kim mam doczynienia 🙂 masz fachową wiedzę o świecie zapachów, które są Twoją pasją, to piękne 🙂 bardzo podoba mi się też Twoje pióro, umiesz pisać o tym co kochasz. Ja też tj już pisałam wcześniej kocham perfumy, perfumiarzy. I choć to może zabrzmi dziwnie, ale dla mnie dobry zapach jest ważniejszy od ubrania 🙂 To on kreuje nasz wizerunek, odpowiednio dobrany potrafi powiedzieć wszystko bez słów. Miło mi się czyta Twoje notki, pozdrawiam 🙂

  11. Po prostu miałeś genialny weekend!
    Tak zwiewnie o tym wszystkim ostatnio piszesz, czuć że chodzisz naładowany pozytywną niekończacą się energią 🙂
    Uwielbiam zapachy Oliviera i nie mogę się doczekać nowego dzieła. A do tego nakreciłem się na starego Shalimara, to musi być orientalny ogień… 🙂

  12. angeliono – dziękuję Ci bardzo za miłe słowa – ale nie przepraszaj, bo nie ma za co… nikt z nas nikomu nie musi się tłumaczyć ze swojej miłości i pasji… ale w pełni się z Tobą zgadzam, że perfumy są jak ubranie a nawet ważniejsze… ja traktuję je jak drugą skórę i codziennie poświęcam przynajmniej tyle samo uwagi temu co na siebie włożę, zarówno w kwestii odzienia jak i doboru perfum… zapach może za równo kreować jak i wyrażać nas samych, podkreślać nasze samopoczucie, nasz indywidualizm i działać jako opoka i bariera ochronna… również pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

    narde – oj tak, i przez cały tydzień próbowałem go odespać, choć wciąż chodzę niedospany… owszem energia twórcza mnie rozpiera, ale jak już usiądę do komputera to mam wrażenie, że za chwilę przed nim zasnę… 😀
    p.s. a co do Shalimara, to jest płynny ogień… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: