Napisane przez: pirath | 1 października 2013

Paul Smith – Portrait for men, czyli ujmująco niepozorna elegancja…


Dziś dla odmiany postanowiłem napisać coś innego niż o niszy i Olivierze Durbano, którego rodzina wywodzi się notabene z Grasse… 😀 wybaczcie, ale wciąż krążę myślami wokół spotkania z mistrzem – i wciąż nie mogę uwierzyć, że siedziałem z maestro przy jednym stoliku i skubaliśmy jedną kiść winogron… teraz żałuję, że nie dałem się namówić Pani Stasi Missala – gdy chciała mi te winogrona zapakować na drogę… miałbym jeszcze jedną relikwię w kolekcji… 🙂

Jakiś czas temu przyszwędała mi się próbka Portrait for Men, niejakiego Paula Smitha, którego wprawdzie kojarzę – ale nigdy nie miałem bliższej styczności z jego zapachami… jego kompozycje zaszufladkowałem sobie na średnio niskiej półce targetu mainstreamowego – gdzieś pomiędzy Tommym, a Lacoste i niespecjalnie paliłem się do zgłębiania jego olfaktorycznych dokonań… ale ostatnio znudzony i pragnąc rytualnie odchamić swego kinola, czymś zapewne przaśnym – sięgnąłem po próbkę Portrait… psiknąłem sobie w łapkę i niespecjalnie skupiając uwagę nad woniejącym z nadgarstka „czasozapychaczem” – oddałem się innym, pasjonującym zajęciom, takim jak segregowanie skarpetek i parzeniu herbaty…

Jakież było moje zdziwienie, gdy w trakcie krzątaniny, zacząłem całkiem wyraźnie czuć kardamon… zaintrygowany rozejrzałem się nosem po pomieszczeniu i dopiero na końcu wpadłem, aby sprawdzić własny nadgarstek… poczułem lekko słodkawą woń, spod której wyzierała pięknie zaserwowana nuta kardamonu… swoista, upojna i zarazem lekka, miękka i objawiona z ujmującą delikatnością – ale kompletnie wyzbyta zazwyczaj towarzysząca tej nucie agresji… zapach sprawia wrażenie klasycznego i bardzo męskiego, głównie za sprawą wiodącej nuty kardamonu – ale jednocześnie jest niesamowicie taktowny i delikatny…

Paul Smith Portrait

Spowitej w wysmakowanej słodyczy przyprawie, towarzyszy też swoista zielona nuta… wahałem się pomiędzy liśćmi fiołka, a porzeczką i bingo!, bo sekretnym, intrygująco rozświetlającym bukiet składnikiem – okazał się delikatny kwiat czarnej porzeczki… cóż za lekkość i finezja… Portrait ładnie dojrzewa na skórze, tworząc wyważony bukiet – budujący idealny constans pomiędzy starodawną, męską elegancją a delikatną, świeżą nowoczesnością… sprawia to wrażenie czegoś niesamowicie uniwersalnego i zarazem neutralnego… zapach noszony na sobie sprawia wrażenie dyskretnie wycofanego, dając tylko nieznacznie znać o swoim istnieniu, przez co wybornie nadaje się tam, gdzie nie chcemy skupiać na sobie atencji – chcąc jedynie nieznacznie podkreślić swoją obecność… po około dwóch godzinach umiarkowanie donośnego przebąkiwania – akord porzeczkowego kardamonu ustępuje miejsca ciepłej, równie dyskretnej mieszance lekkiego drewna i szlachetnych, delikatnych żywic

Paul Smith and Barnabe Fillion

Gdzieś po środku kompozycja sprawia wrażenie podobieństwa do CK One Shock, ale jest jego znacznie bardziej taktowną i lekką odsłoną… stadium dojrzałe przemyka zaś niebezpiecznie blisko Dark Obsession, również od CK i Escady Magnetism – tworząc otulający, ciepły akord, wyrażony z niesamowitą, choć nieco blisko skórną delikatnością… przyznam, że nie spodziewałem się takiej, graniczącej ze zwiewnością finezji – zwłaszcza gdy doczytałem, kto jest autorem kompozycji… Portrait to tegoroczna (2013) świeżynka, którą skomponował Barnabe Fillion – model i perfumiarz z zamiłowania, jeden z ulubionych modeli Paula Smitha… tym bardziej jestem zaskoczony, że dość trudnej sztuki łączenia tradycji z nowoczesnością, z tak miłym dla nosa skutkiem – podjął się entuzjasta, komponując coś czym zagrał na nosie daleko bardziej doświadczonym od siebie kreatorom…

reasumując: jeśli ktoś szuka zapachu wciąż klasycznego, ale zaserwowanego z typowo nowoczesną finezją, znajdzie w Portrait wymarzonego towarzysza do pracy i niezobowiązujące okazje w gronie przyjaciół… zapach choć delikatny, sprawia wrażenie męskiego i nie pozostawia złudzeń co do płci noszącej go osoby… projekcję ma raczej umiarkowaną, podobnie jak trwałość – ale jest to kompozycja obdarzona na tyle niepowtarzalnym bukietem, iż bez trudu zwróci na siebie uwagę…

przypomina mi: przedziwne połączenie męskości i świeżości Mexx Pure z CK One Shock, a całość przedstawiono z finezją i delikatnością CK Dark Obsession i Escady MagnetismPaul Smith Portrait for Men

2013

Barnabe Fillion

Głowa: bergamotka, kardamon, różowy pieprz,
Serce: geranium, kwiat czarnej porzeczki,
Baza: cedr, balsam tolu, mirra i labdanum,

Reklamy

Responses

  1. Tego pana ze zdjecia po prawej biore bez dwoch zdan 🙂
    Mi Portrait odpowiada, jest niezobowiązujący i bezpieczny. Jestem na tak!

  2. he he Agatko, cóż za miła niespodzianka, móc gościć Cię w mych skromnych progach… 🙂 mnie Portrait również bardzo pozytywnie zaskoczył, zarówno kompozycją, co osobą kreatora… aż się dziwię, że Paul nie zdecydował się umieścić go w roli twarzy tych perfum – gdyż taki wybór zdawał się być oczywisty… 🙂
    pozdrawiam Cię serdecznie i mam nadzieję, że zechcesz odwiedzać mnie częściej… 🙂

  3. taki niebanalny i radosny 🙂
    Kwiat czarnej porzeczki zachęca.

  4. oj tak, pomimo iż delikatnie zaakcentowany – niewątpliwie jest prawdziwą ozdobą kompozycji… 😉

  5. Nuty całkiem „do rzeczy”, muszę przyznać. Jakoś tak zawsze omijałem tę markę, nie wiedzieć czemu.

  6. przyznam, że mnie również niezbyt kusiła do zgłębiania jej walorów, ale ponoć nie powinno się oceniać książki po okładce… 🙂

  7. Czy podobieństwo do obu wymienionych przez Ciebie Ck jest na tyle duże, że kupienie Portrait mija się z celem? Nie lubię dublować zapachów, a już One shock i Dark obsession są dla mnie wyjątkowo zbliżonymi zapachami.

    • absolutnie nie. Portrait jest bardzo swoistym i specyficznym zapachem, a wskazane porównanie miało jedynie na celu pomoc w zlokalizowaniu sobie jego brzmienia. Osobiście uważam, że brzmienie One Shock i Dark Obsession dzieli przepaść tak głęboka, że spokojnie zmieściłbyś tam przynajmniej kilka flakonów, nim doszedłbyś do poziomu „zbliżony” 🙂

  8. Przeciez czesc tej recenzji jest zywo zerznieta od Marcina Budzyka. Zalosne

    • Doprawdy? A zauważyłeś/aś, że recenzja MB powstała dopiero około 5 miesięcy po mojej?… 😉

      • No cóż, a więc trzeba się z komentarzem Raport’a jak najbardziej zgodzić. To naprawdę żałosne ze strony MB.
        Z drugiej strony jak kopiować to od najlepszych 😉
        Pozdr.

        • oj tam zaraz najlepszych… to bardzo miłe ale nieprawdziwe, wszak jestem tylko zwykłym miłośnikiem perfum… 🙂

          A tak na poważnie, to ja bym w tę sytuację żadnego domniemanego „odgapiostwa” nie mieszał, ponieważ w przypadku recenzowania tych samych perfum, podobne spostrzeżenia i skojarzenia to żadna zbrodnia, a wręcz coś naturalnego. To co rzeczywiście jest tu rażące, to porażająca ignorancja komentującego, który zamiast wpierw spojrzeć na datownik – zasugerował się prawdopodobnie własną kolejnością czytania obu recenzji i niechcący strzelił swemu „guru” w stopę… ale dzięki i pozdrawiam 🙂


Odpowiedz na narde Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: