Napisane przez: pirath | 3 października 2013

Olivier Durbano – Lapis Philosophorum, czyli olfaktoryczna recepta na kamień filozoficzny…


Nie chciałem się śpieszyć z recenzją Lapisa, gdyż mówiąc zupełnie wprost nie bardzo potrafiłem się na nim skupić… jego polska premiera miała dla mnie podtekst wybitnie osobisty i moja uwaga skupiała się na osobie jego twórcy, którego miałem zaszczyt poznać osobiście… musiałem ochłonąć i zabrać się za Kamień Filozoficzny na spokojnie, z dala od setek innych flakonów i tysięcy bloterów… ale nawet po powrocie do domu, długo nie umiałem tego zapachu ogarnąć i musiałem dać sobie sporo czasu, aby wgryźć się w jego odmienność… szczególnie, że pierwszej, premierowej aplikacji Lapisa na mój nadgarstek dokonał sam Olivier – więc tym bardziej nie mogłem oddać się zgłębianiu walorów kompozycji… ale już wtedy wiedziałem, że zapach ma zupełnie odmienny od reszty kolekcji charakter…

Lapis Philosophorum EdP

Lapis Philosophorum to kompozycja zwieńczająca całą kolekcję Perfume Poems, której jest ostatnim, dziewiątym elementem… elementem niezwykłym, przepełnionym mistycyzmem i dualizmem – jak sam określił zapach jego autor… Lapis jest zarówno początkiem i końcem całej historii, traktującej o kamieniach półszlachetnych i zarazem (w moim odczuciu) najbardziej odmiennym i swoistym zapachem w całej linii… jego odmienność przejawia się brakiem wyeksponowanego w każdym z dzieł Durbano akcentem olibanum, które choć wymienione wśród składników – wyraźnie unika kontaktu z mymi wiecznie spragnionymi tej nuty nozdrzami… zapach jest cichy, dyskretny i ciepły jak jego barwa, ale przede wszystkim sprawia wrażenie soczystego i owocowego – głównie za sprawą winogron i ich pestek stanowiących trzon tematyczny bukietu… woń winorośli dominuje Lapisa i rządzi kompozycją niepodzielnie, a tuż za nią przebąkuje niesamowicie delikatny, wręcz lakoniczny akord drzewno mszanej wyściółki…

winogrona

Brakuje mi tu wyrazistej opoki z olibanum, która prędzej czy później wyziera z każdego zapachu mistrza… tym razem jest ona zbyt cicha i zdawkowa, abym mógł cieszyć się jej okadzającą obecnością… ale paradoksalnie, pomimo ewidentnego braku tej jakże swoistej dla dzieł Oliviera, wspólnej bazy, tego swoistego znaku wodnego kompozytora, która gości we wszystkich jego poprzednich kompozycjach – Lapis i tak mnie oczarował swym niewymuszonym wdziękiem… jest odrobinę leśny i mineralny, zupełnie jak niektóre dzieła Ramona Molvizara – ale przede wszystkim jego nadrzędną cechą jest lekkość i neutralność z którą wybrzmiewa… cecha ta sprawia, iż Kamień Filozoficzny bardzo trudno określić i jednoznacznie zdefiniować…

Sumaryczne wrażenia z licznych testów nadgarstkowych, pozwoliły mi określić zapach jako bardzo delikatny i ciepły, do końca zachowujący swą aurę niezdefiniowanej zwiewności… jego bukiet wprost idealnie koresponduje z kolorem cieczy, który jest po prostu niesamowity… obracając w palcach flakon odnosi się wrażenie, że perfumy minimalnie świecą – zupełnie jakby zawierały dodatek czegoś fluorescencyjnego… Lapis Philosophorum pomimo swej lekkości jest niesamowicie zwarty, obły i kulisty… żadna nutka nie wychyla się przed szereg, a bukiet tworzy coś na wzór spójnego obłoku, o wybitnie eterycznej konsystencji…

Olivier Durbano Lapis Philosophorum

Zadanie oddania w zapachu tego metaforycznego kamienia jest bardzo trudne i umowne – głównie przez wzgląd na mistyczny, nieokreślony charakter substancji, którą Durbano postanowił uświetnić i wyekstrahować za pomocą zapachu… pomimo wspomnianej odmienności, da się tu wyczuć pewne charakterystyczne dla jego twórczości niuanse, między innymi symbolikę, tajemniczość, mistycyzm oraz inspirację legendami… opowiadał o tym na ostatnich warsztatach zapachowych, gdzie szerzej prezentował dziewiątkę… jak mniemam, wino symbolizuje tu eliksir życia, a jego moszcz jego esencję – zupełnie jak pestki winogron i samo wino symbolizują początek i koniec pewnego cyklu… podobnie określił to Olivier i sądzę, że naprawdę udało mu się uchwycić tę myśl w zapachu… kompozycja ma wybitnie monotematyczny i niezmienny charakter i przez cały swój byt wybrzmiewa w określonej już w samym otwarciu tonacji… po jakichś 5-6 godzinach zapach robi się bardzo cichy i blisko skórny – ale poprzedzające to stadium godziny to soczystość, lekka słodycz i ciepło, wygrzanych w słońcu winogron

reasumując: zupełnie odmienna, niesamowicie oryginalna i bardzo prosta kompozycja… jej lekkie, miękkie otulające ciepło jest jak promienie światła przebijające się przez dojrzałą kiść winogron… choć nie odnalazłem w Lapisie klasycznego serca innych Durbanowych kompozycji, nie jestem ani trochę zawiedziony – gdyż zaklęty w tych perfumach duch wina, zadziałał na mą duszę niezwykle pokrzepiająco… gorąco polecam wszystkim miłośnikom wina i kompozycji o owocowym zacięciu…

przypomina mi: absolutny precedens, pachnący winem i zmiażdżonymi wraz z pestkami, świeżymi winogronami…Lapis Philosophorum Olivier Durbano

2013

Olivier Durbano

Głowa: tatarak, jałowiec, rum, białe trufle, grejpfrut, osad z czerwonego wina,
Serce: olibanum, jadłoszyn, szara ambra, mięta,
Baza: opoponaks, mirra, piżmo, mech dębowy,

Advertisements

Responses

  1. Zaskakujący pomysł na kolejny kamień i zapach też mnie zaskoczył, właśnie tym, że dla mnie też odbiega od pozostałych. Koniecznie muszę go bliżej poznać…

  2. Uno – gorąco polecam, bo pachnie zaiste nietuzinkowo i kompletnie odmiennie niż reszta kolekcji… no i ta sugestywna woń winogron… w sumie niewiele czuć więcej, ale jej ciepło i esencjonalność rekompensuje minimalistyczny charakter kompozycji… 🙂

  3. Winogrona? Niezwykłe skojarzenie. Ja winogrona czuję w Amethyste. Tu nie. Ale, mimo winogron, Twoja wizja do mnie trafia – ma ten sam nastrój, temperaturę i charakter, co moja.
    Przeczytałam z ogromną przyjemnością.

  4. Może być ciekawie, muszę koniecznie przetestować.

  5. Jadłoszyn? Co to bo pierwsze słysze o tej nucie. Flakon LP robi mocne wrarzenie ale po recenzji Sabbath bardziej chce poznać Turmalin ,mam nadzieje ze nie zawiode sie gdy dotrze do mnie prubka z Q ps wiesz gdzie można nabyć miniature Turmalinu bo cena flakonu w Q zwala z nóg

  6. Mnie trochę dziwi że mimo takiego bogactwa nut twoj nos skoncentrował się głównie na winogronie. Wizja ładna i spokojna, dająca w odczuciu aurę która idealnie wpasuje się w jesienny refleksyjny stan. No i ten jadłoszyn zaciekawił. 😉
    Dobrze że czytałem recenzję Sabbath bo po twojej mógłbym nie zapragnąć Lapisa natychmiast… 😛

  7. na mojej skórze wychodzą niestety głównie owoce – cytrusy. taki świeżak na lato.

  8. Sabb – a owszem winogrona, ich pestki, nieco wina i niewiele więcej… i absolutnie nie postrzegam tego jako wadę, bo zapach jest ciepły, szlachetny jak wspomniane wino i bardzo lekki… do zobaczenia jutro czarna siostro… 🙂

    Robercie – gorąco zachęcam bo zapach jest kompletnie odmienny od wcześniejszych dzieł Durbano i dzięki temu ma swój indywidualny, kompletnie niepowtarzalny charakter…

    Tom – też nie mam pojęcia co to za nuta i jak pachnie, ale Turmalin to absolutna podstawa dla każdego perfumomaniaka… ten zapach po prostu wypada znać… odlewki Turmalina czasem krążą po sieci i u dziewczyn na wizażu… monitoruj allegro, ale wątpię by ktoś się chciał pozbyć tych perfum, pomimo iz są trudne i diabelnie specyficzne…

    narde – wprawdzie w stopce wymieniam kompletny wykaz nut, zazwyczaj podprowadzony z fragrantiki – ale w treści recenzji zwykłem wymieniać jedynie nuty, które sam czuję i niespecjalnie przejmuję się jeśli nie znajdę ich w oficjalnym wykazie nut, gdyż on sam również z rozmysłem nie jest podany jako kompletny… winogrono i wino na tyle dominuje tę kompozycję, że zupełnie pominąłem lakoniczne tło kompozycji… ale nie wątpię że skóra innego człowieka może bardziej i lepiej uwypuklić nuty, które z kolei mi umknęły… a teraz marsz poznawać Lapisa!… 😀

    Andrzeju – świeżak i cytrusy? no cóż, każdy ma swoją opinię i nie ma sensu polemizować o czymś tak subiektywnym jak własne odczucia…

  9. Tak jak piszesz, znakiem charakterystycznym kompozycji Durbano było mniej lub bardziej wyczuwalne kadzidło. Dodawał ono niezwykłego, mistycznego wymiaru i czyniło z nich pachnidła zupełne wyjątkowe. Ale już Pink Quartz oraz następujący po nim Citrine nieco mnie rozczarowały – właśnie brakiem mistycznej kadzidlanej woni (choć róża w PQ wymiata). Kolejny Heliotrope okazał się powrotem „do korzeni”. Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i jest jednym z moich ulubonych Durbanków. Lapis…. wedle Twojego opisu prawdopodobnie dołączy do Pink Quartz i Citrine, ale kto wie – może jednak pozytywnie się rozczaruję?

  10. no właśnie, a ja tu kadzidła i tej specyficznej otoczki nie czuję w żadnym akordzie… sprzeczamy się o to z Sabbath, bo ona odnajduje w tym zapachu znacznie więcej niż ja i twierdzi, że Lapis jest „bardzo Durbano”, a ja że to całkiem odmienna, monotematyczna i bardzo minimalistyczna jak na jego standardy kompozycja… może zechcesz rozsądzić (solennie obiecuję nie składać odwołań, apelacji ani kontr pozwów 😀 )?

    p.s. moja ulubiona święta trójca od ojca Oliviera, to RC, BT i Heliotrop… lubię PQ i pomimo jego ewidentnie różanego zacięcia, odnajduję w nim w końcu tę specyficzną kadzidlaną bazę, ale w Lapisie ni hu hu… ale pocieszam się tym, że prawdopodobnie tak właśnie miało być i mimo wszystko zapach zasługuje na uwagę – właśnie przez wzgląd na tę bardzo oryginalną nutę, której próżno szukać nawet w przepastnych szeregach niszy… czekam z niecierpliwością, na Twoją recenzję LP… 🙂

  11. Coś mi się zdaję, że moje odczucia nt. LP będą raczej bliższe Twoim, aniżeli Sabbath, ale: powąchamy – zobaczymy. 🙂
    Moi faworyci spośród Durbano to (w kolejności przypadkowej): Rock Crystal, Back Tourmaline, Turquoise (niesamowity – mineralno-algowo-kadzidlany), Jade (o właśnie- tu kadzidła jakby także mniej) i Heliotrope.

    Swoją drogą zaintrygował mnie fakt, że Mistrz Durbano przyznał się do konsultacji ze znajomym chemikiem w zakresie procesu twórczego. Jestem nieco podejrzliwy, zwłaszcza po tym, jak dowiedziałem się, że inny rzekomy perfumiarz – niejaki Gérald Ghislain – wcale perfumiarzem nie jest, a doskonałe skądinąd zapachy Histoires de Parfums tworzy niejaka Sylvie Jourdet, gruntowanie wykształcona i doświadczona perfumiarka, co więcej – prowadząca działalność dydaktyczną w tym zakresie. Jakoś nigdy do końca nie uwierzyłem w to, że Durbano sam tworzy swoje pachnidła – są zbyt koherentne i doskonałe warsztatowo. Choć z drugiej strony, może to właśnie jego talent i styl to powoduje?
    Jako osoba zafascynowana procesem tworzenia perfum i darząca podziwem perfumiarzy – rozumianych jako artystów i rzemieślników – nieporównanie mniejszą atencją darze tzw. dyrektorów kreatywnych czy też właścicieli marek, którzy sami nie są perfumiarzami. Stąd przyznam szczerze, że spotkanie z Durbano samo w sobie nie wydawało mi się nader atrakcyjne, w przeciwieństwie do możliwości spotkania przy tej okazji zacnych gospodarzy Quality i rzeszy perfumowych entuzjastów oraz blogerów.

  12. hmmm wiem do czego zmierzasz… też kiedyś zastanawiałem się czy rzeczywiście Olivier komponuje samodzielnie, czy też ktoś mu w tym pomaga – ale suma summarum doszedłem do wniosku, że w sumie to bez znaczenia – bo liczy się efekt końcowy o którym to właśnie on decyduje… pomysł zrodził się w jego głowie i on drogą selekcji nadał każdej ze swych kompozycji ich ostateczny szlif… pamiętam z jaką pasją, miłością i przekonaniem opowiadał na ostatnich warsztatach o swoich kompozycjach… był tak przejęty, wskazywał tyle detali i przyczyn dlaczego dany zapach jest właśnie taki, a nie inny, że to nie może być tylko samo firmowanie czegoś własnym nazwiskiem…
    zgadzam się, że kunsztowność warsztatu jego kompozycji jest doprawdy powalająca i jakby nie było – stoi za nim potężny talent…
    Durbano jest artystą – niepokornym, zmiennym i nieprzewidywalnym, żyje momentem i niczego nie planuje z wyprzedzeniem – a wąchając jego rozbudowane tematycznie portfolio jestem skłonny uwierzyć iż nie jest to starannie wyreżyserowana maniera… 😉
    mam nadzieję, że ewentualnej wizyty Elleny, Sheldake’a albo Polge’a sobie nie odpuścisz i razem padniemy na klęczkach, u stóp któregoś z nich… 😀

  13. W sumie to i racja – dla ostatecznego efektu nie jest aż tak istotne, czy to sam Durbano, czy może kto inny łączy i miesza ingrediencje (choć mnie to akurat wybitnie interesuje, takie zboczenie ;-)). Liczy się przecież efekt końcowy, a ten jest – jak wiemy – spektakularny. Z kolei Durbano zna swoje dzieci jak nikt inny, więc z pewnością potrafi o nich przekonująco i z detalami opowiadać.

    Natomiast na wizyty utytułowanych perfumiarzy, których przykłady wymieniłeś, nie liczę. Oni tego nie praktykują. Są zajęci swoją robotą. Od PR są przecież inne osoby i to one odwiedzają perfumerie z prezentacjami. Nawet w przypadku niszy jest podobnie – pierwsze dwa przykłady z brzegu: Marc Chaya z firmy Maison Francis Kurkdjian czy Viktoria Christian z firmy Clive Christian. Ani Francisa Kurkdjiana ani Gezy Schoena (który robi zapachy dla Christiana) nie będziemy raczej mieli szansy spotkać w naszym kraju, choć – obym się mylił 😉

  14. Naprawdę zbyt płyne ostatnio z tym moim obsesyjnym wąchaniem, więc ostatni kamień wolę sobie zostawić na czas kiedy już ochłonę i uspokoję nozdrza.. 😉
    A że i ja mam do Durbano szczególne uczucia to tym lepiej się zloży.
    No i już się doczekać nie mogę na test BT w wersji pierwszej .mmm 😀

  15. fqjciorze – wiem, wiem… 😀 to bardzo dobrze widać, czytając Twoje wyczerpujące i obfite w opis techniczny recenzje, że sfera techniczno logistyczna procesu kreacji szczególnie Cię interesuje… ja dla odmiany zwracam bardziej uwagę na efekt całkowity – emocje, uczucia i obrazy, którymi dana kompozycja emanuje… czasem aż żal rozbierać jakieś cudo na czynniki pierwsze i pastwić się na poszczególnych niuansach – gdy całość wybrzmiewa tak pięknie i spójnie…

    a co do wizyty kogoś znanego, to zdaję sobie sprawę, że w przypadku tych nazwisk mówimy o nieco innym targecie wizyt i odbywają się one zazwyczaj na innym szczeblu, ale kto wie? w końcu Ellena tworzy zarówno niszę i mainstream – więc nie wiadomo czym jakaś kampania promocyjna zechce nas w przyszłości zaskoczyć… a przynajmniej taką mam gorącą nadzieję, to moja wersja oficjalna i takiej mam zamiar się trzymać… 🙂

    narde – he he, pierwszy BT może Cię lekko zaskoczyć zawziętością akordu otwarcia, ale właśnie tym te perfumy mnie w sobie rozkochały… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: