Napisane przez: pirath | 9 października 2013

z cyklu szybki przelot przez – JWPiP, jak jesienny wysyp premier i porażek…


Umówiłem się dziś ze znajomą na kawę w lokalnym kołchozie handlowym, gdzie sunąc majestatycznie w stronę kawodajni – postanowiliśmy wdepnąć na chwilkę do mijanego po drodze Douglasa… jako, że dawno nie było „szybkiego przelotu przez” – postanowiłem skorzystać z okazji i rozejrzeć się za jakimiś wartymi grzechu nowościami… patrzę na regał i przecieram oczy ze zdumienia, bo albo ktoś tam czyta moje wypociny – albo zwolnili wreszcie z hukiem osobę odpowiedzialną za ekspozycję… uwaga!, Annayake zniknęło z półki z nowościami!… wciąż wstrząśnięty tą nieprawdopodobną wręcz metamorfozą, po chwili znów oniemiałem…

Gucci Made to Measure

Na półce wdzięczy się do mnie funkel nówka, nie śmigany – Gucci Made to Measure, czyli w wolnym tłumaczeniu „szyty na miarę gniot” (jak się po chwili okazało)… po raz kolejny ręce mi opadły i tym samym ostatecznie i nieodwołalnie postawiłem na marce Gucci grubą krechę… oto zapowiadane szumnie objawienie, zamknięte w całkiem zgrabnym flakonie i obdarzone całkiem obiecującym kolorem płynu – okazało się banalną kopią któregoś z Bossów (postawiliśmy z koleżanką na Hugo), zmieszanego z równie milusią, co trywialną stylistyką Calvina Kleina Free… nudy, wtórność i totalna malizna – będąca lakoniczną kopią wszystkiego wokół, co niezbyt wyszukane… ale coś czuję, że będzie się nieźle sprzedawał – choć flakon, a konkretnie jego pozłacana zatyczka, sprawia w dłoni dość tandetne wrażenie… szkoda, ale jakby nie patrzeć na własne życzenie Gucci zaliczył klepisko… szapo ba Frida

Prada - Luna Rossa Extreme

Zniesmaczony odstawiam Gucciego na półkę, patrzę i oto widzę przed sobą kolejną spektakularną nowość… chwytam za czarny flakon Prady Luna Rossa Extreme – pewien, że nie odejdę zawiedziony… zaaplikowałem zapach na skórę i nie zawiodłem się… to przepiękne, lekko słodkie, zmysłowe, ciepłe i lekko zawiesiste perfumy… zupełnie nie podobne do swej wcześniejszej odsłony, ale jak przystało na standardy Prady – dopieszczone i wyrafinowane w każdym calu… przypominają mi troszkę tegoroczne objawienie, czyli Calvina Kleina Dark Obsession (dziękuję Pani Weronice za wyłapanie błędu, bo zapach powstał w tym roku) – który również celuje w spokojne, stonowane i dyskretne klimaty zamszowej, lekko słodkiej suity… coś mi się widzi, że tej jesieni będę prowadzał się za rączkę z nową Pradą

Toni_Gard - Mint Man

Omiotłem wzrokiem półeczkę z nowościami i po raz drugi w tym sezonie – zobaczyłem flakony Toni Gard – Mint Man… marka kompletnie nic mi nie mówi, a jeśli mam być szczery – kolorek kartoników, żywcem przeniesiony z oldskulowego Trabanta, niespecjalnie zachęca do zgłębiania walorów tego arcydzieła minimalizmu… trochę szkoda, że szatę graficzną opakowania postanowiono upodobnić do armatury w toalecie publicznej – bo sam zapach pachnie niesamowicie przyjemnie… pachnie jak lekka, zwiewna świeżość – jaką zostawia za sobą ktoś żujący delikatnie miętową gumę do żucia… odrobinkę słodki, liźnięty przełamującymi monolityczność mięty cytrusami, po prostu słitaśny… zdecydowanie wrócę do niego – bo coś mi się widzi, że Roadsterowi od Cartiera właśnie wyrosła konkurencja…

Calvin Klein - Fresh Encounter

Na zakończenie złapałem za nowego Calvina Kleina – Fresh Encountera, którego premierę idealnie zsynchronizowano z jesienną aurą za oknem… nie ma to jak wypuścić letniego świeżaka, w trakcie najbardziej depresyjnej pory roku – ale wersja Fresh okazała się (przynajmniej na bloterze) miłą odmianą w stosunku do ewidentnie pozbawionego wyrazu (i wszystkiego innego też) protoplasty… otwarcie oczarowało mnie słodkawą, wonią świeżych owoców (słynna pułapka otwarć CK) więc na razie nie będę zapachu komentował, dopóki na własnej skórze nie przekonam się o jego rzeczywistych walorach… tym niemniej, jestem mile zaskoczony dzisiejszymi odkryciami i już wkrótce (do pół roku) mam zamiar opisać je nieco szerzej…

Reklamy

Responses

  1. Luna Rossa Extreme przypomina mi trochę Lolitę Lempicką (anyż?). Na moim nadgarstku trwa prawie pół doby, będąc przy tym wyraźnie wyczuwalną. Wreszcie coś ciekawego się pojawiło na perfumowych półkach mainstreamu. Wyprosiłem próbkę w Sephorze, więc będę jeszcze testował. Tymczasem czekam na recenzję Rasasi JAISH (pani Justyna zdradziła mi, że wpadł ci w noc ten zapach 😉

  2. Szkoda że piszesz o tym Gucci nie jest tego wart.Ta marka już dawno sięgneła dna i jak widać dobrze jej z tym

  3. a propos marki Toni Gard – jest to marka Premium rodzimej firmy Jacques Battini… takie info znajdziesz na stronie JB…. ciekawa jestem również marki Forster&Johnsen z tej samej strony (drewniane? pudełko wygląda super), niestety przemiły pan w Douglasie poinformował mnie, że są to zapachy dostępne tylko w sklepie internetowym…

  4. Muszę przetestować nową Pradę jak tylko będę w okolicy Sephory. W moim rodzinnym mieście jej nie dają 😉

  5. Ta Prada zapowiada się całkiem ciekawie, nie powiem (przymykam już nawet oko na tę nieszczęsną lawendę). Co do Gucci – sam nie wiem, czy ta ich polityka bardziej mnie smuci, czy wkur… za :/

  6. Też byłem ostatnio w Douglasie i przechodząc obok półki Gucci nawet się nie zastanawiałem czy przeniuchać nową kompozycję, jak widać nic nie straciłem 😉
    Prada miała cos w sobie choć też bez rewelacji jak na tamten moment.
    To pewnie ostatnie oczarowanie woniami orientu spowodowało że dużo mniej z mainstreamowych zapachów ma szansę mnie teraz zaciekawić. Może jak ochłonę 🙂

  7. Bendigo – ma coś w sobie z delikatności i smaku Lempickiej, a co do Jaisha to już niebawem… 😉

    Tom – piszę bo wypada, choćby ku przestrodze…

    Magdo – bardzo Ci dziękuję za interesującą informację… 🙂

    lucasai – gorąco Ci polecam, jest zupełnie inna niż inne Prady i właśnie przez to taka intrygująca… 🙂

    gryx’ie – mi już polityka Gucci lata koło… 😀

    narde – niewiele straciłeś, ale (cj do G) zuch chłopak z Ciebie za twardą postawę 🙂 a co do orientu w mainstreamie to jego go tam masa, choć nie zawsze pachnie jak orient który kojarzymy z bliskim wschodem… 🙂

  8. tak wiem, orient a Orient 🙂

  9. Straszny lolek – nowa Prada trzyma na mnie krócej niż klasyczna Luna Rossa… . Generalnie po pierwszym teście jest mocno przeciętnie – ładne otwarcie, pieprzno-anyżowe, ale potem jest coraz zwyczajniej (i słabiej). Mam nadzieję że miss Andrier nie wyczerpała swojego geniuszu na genialnej i wciąż najlepszej pozycji w portfolio marki tj. Amber.

  10. Daj sobie spokoj z tym Gucci chcesz ich nowe produkty z tamtej ery sięgnij po produkty Tom Forda!!!

  11. narde – tak jak nisza i Nisza i mainstream i Mainstream… 🙂

    dandysku – dla każdego coś miłego i nawet jeśli ta wersja nie bardzo Ci się podoba, to sądzę, że Prada dopiero wchodzi na obroty ze swoim zapachowym portfolio… co rusz wychodzi jakaś nowa kompozycja, a ich zróżnicowanie to nic innego jak próba dotarcia do klientów o innych gustach… choć zawsze to lepiej niż wypuszczenie jednego banalnego gniota – mającego zadowolić przy okazji wszystkich i nikogo nie zmęczyć…

    Michal – właśnie dlatego, że znam ich wcześniejsze produkty – pastwię się (ku przestrodze) na obecnych… 😉

  12. dokładnie tak 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: