Napisane przez: pirath | 14 października 2013

Cartier – Eau de Cartier, czyli ujmujące prostotą i podstępne Eau…


I oto kolejny raz zadurzyłem się w Cartierze, choć z początku na jakiekolwiek uczucie się nie zanosiło… od razu zaznaczę iż to nie miłość, bo w kontekście tych konkretnie perfum, to stanowczo zbyt mocne słowo – krzywdzące Roadstera, Must, d’un Soir, Santosa i przede wszystkim Declaration, ex aequo z damskim Le Baiser Du Dragon… namiętność i sentyment jakim darzę tę niezbyt popularną w krainie kultu Starbucksa, markę jest ogromna i nawet jeśli stara miłość ponoć nigdy nie rdzewieje – warto było choćby na chwilę przeżyć powrót sztubackiego uniesienia, nawet jeśli to tylko przelotny romans (twardy będę i kolejnego flakonu nie kupię!)…

Cartier - Eau de Cartier

To bardzo prosta, ujmująca swym minimalizmem kompozycja… jasna, czysta i zarazem intrygująca – dzięki bujnie wybrzmiewającemu akcentowi schyłkowemu, który dominuje i pięknie wypełnia legendarne Iso E Super… otwarcie jest bardzo świeże, lekko cytrusowe z dominującym yuzu i kolendrą, ale już po chwili zapach robi się monolityczny, wręcz nieznośnie kolendrowy… z chwilą gdy milkną ostatnie takty cierpkich ale soczystych cytrusów, nastaje ostre, bardzo wytrawne, całkiem pieprzne serce – solidnie i totalnie zdominowane oschłą, surową i despotyczną nutą kolendry, nieznacznie tylko rozświetlanej soczystą zieleniną emanującą z liści i kwiatu fiołka… lubię wyraziste wonie, ale nie przepadam za kolendrą aż tak bardzo, by docenić rozmach i zawziętość z jaką ją zaserwowano… pod tym względem Eau de Cartier przypomina mi trochę niedawno opisanego Portrait od Paula Smitha – tyle, że ten nie wybrzmiewa aż tak przejmująco i jest nieco słodszy, a przez to prezentuje się nieco treściwiej…

Cartier - Eau de Cartier z kolendrą oraz iso e super

Stylistycznie intensywne otwarcie i wyraziste kolendrowe serce Eau de Cartier jest czymś pomiędzy Cartierem Declaration, a Bvlgari Pour Homme, ale niedaleko mu też do żołnierskiej prostoty Victrix od Pro Fumum Roma – i choć u włochów dominuje liść laurowy, to pod względem reprezentowanej surowości i czystości brzmienia, idą ramię w ramię… stadium to utrzymuje się przez niecałą godzinę – stopniowo milknąc, łagodniejąc i wytracając ten wytrawny, wybitnie ziołowy impet… w końcu nastaje era kształtnego, pełniutkiego i zniewalająco wyrazistego akordu bazy – wybrzmiewającej przecudnej urody, mięsistym, pełnym i zaserwowanym z rzadko spotykanym w tak czytelnej formie Iso E – które wraz z nutą delikatnego cedru, tworzy i wypełnia cały akord bazowy… w tym miejscu zapach porzuca swoją surową wytrawność i przeistacza się z surowej, samczej wody toaletowej – w przepiękną, mięciutką, otulającą symfonię drzewno, oleiście kadzidlanej delikatności…

Cartier - Eau de Cartier woda toaletowa unisex

W akordzie bazy, zapach staje się niesamowicie wyrafinowany, delikatny, zwiewny i ciepły – subtelnie i niezdefiniowanie drzewny i uwiedzie tym niuansem każdego – zwłaszcza jeśli ofiara nie wie, że za tę cudowną woń odpowiada jedna, jedyna molekuła – Iso E Super… dla niewtajemniczonych tłumaczę: nie jest to ciężar i rozkosz z jakim pieści nozdrza powiedzmy CdG Wonderwood lub inny pełnokrwisty drzewniak – to raczej lekkie, otulające swą jedwabistą delikatnością, lekko kadzidlane i wciąż wzorcowo neutralne drewienko, w stylu D2 He Wood – ale i tak pachnie 100 x lepiej i jest jak do rany przyłóż… w początkowej fazie Eau de Cartier sprawia silne wrażenie kompozycji dla mężczyzn, ale z chwilą nastania Iso E – staje się idealnie bezpłciowy, w unisexowym tego słowa znaczeniu…

reasumując: porażająca prostota, finezja i lekkość – minimalistycznego, nieco surowego bukietu, głównie za sprawą imponująco i z rozmachem wybrzmiewającego motywu Iso E Super… trwałością niestety nie powala i choć monumentalna wstawka z kolendry nieco mnie znużyła – ale dla obcowania z tą przepiękną i przysadzistą nutą Iso E, warto się przemęczyć, by pławić się w jego hipnotyzującym brzmieniu…

przypomina mi: pod względem prostoty, artykulacji i początkowej surowości przypomina mi Victrix od Pro Fumum Roma, ale jest zdecydowanie bardziej od niego okrzesany – zaś stylistycznie najbliżej mu do kolendrowego casualowca o znacznie subtelniejszym zacięciu, czyli Portrait Paula Smitha… ale miłośnicy klasycznej Cartierowej Deklaracji i Bvlgari Pour Homme też poczują się bardzo przyzwoicie dopieszczeni…Cartier - Eau de Cartier EdT

2001

Christine Nagel (męskie Lalique White i Hommage, zamieszała też w B*Menie od Muglera)

Głowa: kolendra, yuzu, bergamotka,
Serce: liść fiołka, lawenda, fiołek,
Baza: cedr, paczula, piżmo, biała ambra,

Advertisements

Responses

  1. Lubię ten lekki i wyrafinowany bukiet. Niby nic wielkiego a jednak ma w sobie jakiś nośny pierwiastek Cartiera który zdecydowanie wyróżnia to pachnidło na tle innych w sieciówce. Świetnie nosi się latem.
    Wersja Orange równie urocza. I ponoć jest też taka z Oudem ale jeszcze nie wiem jak pachnie… 😛

  2. Do mnie niestety zapach nie przemawia.. może dlatego, że mój nos w ogóle nie toleruje cytrusów. Przyjaciółka natomiast używa tych perfum i za nią ciągną się zmysłowo i ciepło.

  3. narde – ja w ogóle bardzo cenię Cartiera za całokształt… marka ma swoisty lekki, szykowny, wysublimowany i elegancki sznyt wyróżniający nietuzinkowe i naprawdę luksusowe perfumy… w zasadzie czego bym od Cartiera nie powąchał – zachwycam się lekkością i kunsztownością ich kompozycji, a własny, niepowtarzalny styl to w tych czasach prawdziwy ewenement… 🙂

    Perfumoholiczko – wszystko jest kwestią gustu, wielu ludziom cytrusy kojarzą się z powszechnością, banałem i płynem do mycia podłóg – niż z perfumami, ale bez nich perfumy byłyby zdecydowanie uboższe i pozbawione soczystej lekkości jakie cytrusy sobą wnoszą… mam kilku swoich niekwestionowanych ulubieńców z tego gatunku, a bezprecedensowo koronę dzierży niepozorne Eau de Hadrien od Annick Goutal… gorąco Ci polecam… 🙂

  4. Tak właśnie Cartier to wielka klasa.
    Nawet swoją biżuterię do dnia dziś wykonują ręcznie według niezmiennej koncepcji i folozofii, mając na stanowisku dosłownie kilku wkręconych złotników – artystów .
    Muszę kupić ukochanego Must de Cartier, już dawno mi się skończył a od kąd zacząłem poznawać niszę to tak się zapędziłem że gdzieś po drodze zapominiałem o tym uroczym pachnidełku..a przecież czasem tęsknie 😉

  5. narde – zaskoczyłeś mnie swym uwielbieniem dla Must… to taki niepopularny, niemal niszowy zapach Cartiera… 😉

  6. Kompozycja tak wyrafinowana i charyzmatyczna emanuje wielką wrażliwością oraz pewnym intymnym dostojeństwem… skrojona z francuskim spokojem i artyzmem. Jest jak jak moment zakochania. Romantyczna! 🙂
    teraz to już napewno zbieram na kolejny flakon…

  7. lepiej bym tego nie ujął… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: