Napisane przez: pirath | 21 października 2013

Calvin Klein – Obsession for Men, czyli cynamonowa obsesja…


Sezon na jesienno zimowe słodziaki mamy w pełni, więc postanowiłem zadośćuczynić haniebne zaniedbanie – zamieszczając zapóźnioną recenzję, moim zdaniem najpiękniejszego męskiego zapachu, w ofercie Calvina Kleina… jednocześnie jest to jeden z najstarszych zapachów w ofercie tej marki i to naprawdę czuć… męskie Obsession to urok, polot i klasa minionych dekad – rozmiłowanych w przepychu i rozwiązłości orientalnych brzmień… męska Obsesja, to również jeden z najpiękniejszych i najbardziej urokliwych orientalnych przyprawowców, jakie w ogóle powstały – włączają w to nawet niszę, z moimi cynamonowymi ulubieńcami, czyli Baume du Doge, Rousse i Musc Ravageur… wiem, że to mocne słowa, ale każdy kto ceni sobie wysublimowany orient, rozpiętość i bogactwo jego brzmienia – pokocha te perfumy od pierwszego niucha…

Obsession to uroczy, otulający, głęboki, miękki, słodki i cudownie cynamonowy zapach, który stanowi fantastyczne dopełnienie dla ostrego, wyrazistego anyżku z Opium od YSL i upojnego cynamonu w Boucher Jaipur, do którego Obsession jest zresztą bardzo podobny w brzmieniu… wszystkie są piękne i każdy fantastycznie nosi się jesienią – ale to Obsession jest w moim odczuciu tym najdelikatniejszym, najcieplejszym, najbardziej wyrafinowanym i strawnym… co więcej, zapach doczekał się fantastycznej kontynuacji w postaci delikatnego i bardzo zamszowego CK Dark Obsession, o którym również warto wspomnieć – skoro jesteśmy przy finezyjnych, wysmakowanych i wybitnie otulających brzmieniach…

Calvin Klein - Obsession for Men

Przy tym całym bogactwie i rozmachu, trudno wskazać na poszczególne, tworzące kompozycję nuty, część z nich przemyka, albo nakłada się z innymi niemal niezauważalnie – ale przynajmniej kilka z nich, daje o sobie wyraźnie znać… przede wszystkim od początku do końca towarzyszy nam przepiękny, miękki cynamon, doprawiony z początku szczyptą równie słodkich cytrusów – zaś w akordzie serca, zapach robi się nieznacznie kwiatowy z dominującym, wysoko usytuowanym drewnem różanym, subtelną nutą kwiatu goździka i szczyptą jaśminu

Drewno różane, układające się na podobieństwo soczystego i świdrującego geranium, nadaje zapachowi lotności i wyrazistości – z wdziękiem przełamując upojną sielankowość przyprawowo ambrowego monolitu… męskości temu wyraźnie kwiatowemu sercu, dodaje z kolei muszkat – a im bliżej schyłku, tym kwiaty milkną i pojawia się odrobina drewna sandałowego, paczula, miękkie, białe piżma i kropelka waniliiObsession posiada przepiękny kawiarniano cukierniany, bardzo apetyczny schyłek – wciąż przyprawowy, umiarkowanie słodki, ciepły i otulający niczym kaszmirowy szal…

relkama Calvin Klein - Obsession for Men

offtop mode = ON: pamiętacie jeszcze Kate Moss?… (tak to siostra Ridża z Mody na Sukces), będąca swego czasu twarzą CK (nim wybuchła afera z koksem, która definitywnie zakończyła jej karierę)… Kate zawsze była szczupła, by nie powiedzieć chuda – choć wedle dzisiejszych standardów jest za gruba i do modelingu się nie nadaje… podziękujmy zatem wiodącej damskiej prasie kolorowej, za eskalację wszelakiej maści zaburzeń żywienia u kobiet i nastolatek – choć najłatwiej i najbardziej medialnie jest wskazać na drugą stronę, czyli bardziej widoczne efekty działalności np. Złotych Łuków… 😉 offtop mode = OFF:

Zapach choć w początkowej fazie wyrazisty i bujny – dość szybko staje się delikatny, jasny, bardzo ciepły i przyjazny… pomimo iż powstał w czasach, gdy przypadkowe rozbicie o posadzkę flakonu Chanel Egoiste, uważano za atak terrorystyczny, z użyciem broni biologicznej – można śmiało go nosić, bez kompleksów i obawy, że ludzie wokół zaczną oddychać ustami, albo wkładać sobie tampony do nosów… ten CK to również szlachetna głębia, urok, klasa, finezja i uwodzicielska słodycz – pieszcząca nos przepysznym, niemiłosiernie długim, po prostu rozpieszczającym bukietem…

Pomimo bardzo charakterystycznego dla tamtych czasów, swoistego przeładowania bukietu detalami – zapach sprawia wrażenie bardzo spójnego, wybrzmiewając bardzo harmonijnie, po męsku i balsamicznie… nie ma tu dziur, przeskoków i gwałtownych zmian tematycznych – Obsesja pachnie bardzo dostojnie i dojrzale… nieco ponad godzinę od aplikacji, bukiet cichnie o ponad oktawę, łagodnie i wciąż nieznacznie opadając – trwa w tym stadium, aż po kres niemiłosiernie długiego akordu bazowego… największą zaletą Obsession, przy tym całym jego rozpasaniu jest to, że nie męczy otoczenia i bardzo podoba się kobietom…

Calvin Klein Obsession for Men reklama

reasumując: kultowa kompozycja z czasów dawnej świetności perfumiarstwa… subtelnie orientalny, przyprawowy, słodki i umiarkowanie upojny zapach, po prostu stworzony na jesienną aurę… przepięknie komponuje się z szumem liści i ciepłą odzieżą… dla miłośników apetycznych i subtelnych woni orientalnych, z dominującym cynamonem, subtelnym drewnem różanym, olśniewającą ambrą oraz wyraźnym, otulającym akcentem balsamicznym – pozycja obowiązkowa… wprawdzie nie jest tak tytanicznie trwały jak wspomniane YSL i Boucheron – ale pełen etat, wraz z dojazdem spokojnie wytrzyma, a mości się na co najmniej rozpiętość ramion – zostawiając za sobą uroczy ogonek…

przypomina mi: stylistycznie blisko mu do YSL Opium, choć prawdziwe podobieństwo do Obsession odnalazłem w Boucheron Jaipur i niszowych E’au de Italie Baume du Doge, Musc Ravageur Frederica Malle i Rousse LutensaCalvin Klein - Obsession for Men EdT

1986

Bob Slattery

Głowa: kolendra, lawenda, mandarynka, grejpfrut, bergamotka, lima, cynamon,
Serce: gałka muszkatołowa, goździk (roślina), jaśmin, szałwia, brazylijskie drzewo różane, sosna, mirra, czerwone jagody,
Baza: ambra, drzewo sandałowe, paczula, piżmo, wanilia, wetyweria,

Reklamy

Responses

  1. Piracie, czy mówiąc o słodyczy w Obsession, masz na myśli coś, co wpycha ten zapach na półkę z typowymi „słodziakami”? Przyznam, że uciekam od wyrazistej „słodyczy”, a Twoje odniesienia do Opium YSL, w którym się zakochałem, zachęciły mnie żeby wrzucić wkrótce do „koszyczka” nie tylko Dark, ale i ten dzisiaj omawiany. Gratuluję jak zwykle niezwykłej recenzji 🙂

  2. dziękuję, ale cała przyjemność po mojej stronie… 😀
    Opium jest upojne i ostre zarazem, zaś Obsesja to słodycz wyraźna, ale dyskretna i wciąż mniej nachalna niż A*Men… w dzisiejszym rozumowaniu to jest jak najbardziej słodziak, ale lekko orientalny i dla niewprawionego nosa, sprawiający wrażenie ciężkiego – choć przy klasycznym oriencie, to dopiero waga piórkowa… 🙂 moim zdaniem te perfumy są w równym stopniu słodkie co przyprawowe, choć im bliżej schyłku, tym zapach robi się bardziej ambrowy, gubiąc stopniowo wszystkie nuty poza cynamonem i wanilią… Obsession w porównaniu z Opium jest trochę słodsze, ale jest też znacznie delikatniejsze i ma mniej inwazyjny charakter…
    pozdrawiam 🙂

  3. Oj, lubię orient, a jeszcze bardziej, gdy ten orient nie ma siły rażenia M16 🙂
    Nie mogę się doczekać wizyty w D i pierwszych testów. Pomyśleć, że omijałem obsesję szerokim łukiem… 🙂 Pozdrawiam

    • he he wiem, do czego pijesz… 🙂 a co do Obsesji, to sam dość długo jej unikałem, odstraszony nieco kobiecym flakonem… miałem spory dylemat swego czasu, czy kupić Opium czy Obsession, bo oba strasznie mi się podobały – ale zadecydowała zaprzyjaźniona kierowniczka Douglasa, wskazując na Opium jako trwalsze… 😉

  4. No właśnie… Wspomniałem Ci kiedyś, że zachwyciłem się Opium, zwłaszcza jego kolejnymi odsłonami, po 3-4 godzinach od eksplozji :). Początek wydawał mi się nie do zaakceptowania, do tego stopnia, że unikałem zbliżania do nozdrzy nadgarstka nim zroszonego. Jednak po kilku godzinach jakaś nieopisana siła zaczęła mnie przyciągać do tego miejsca i doznałem olśnienia, jakież to piękne! Tak sobie myślę, że Obsesja może być bliska Opium przez fakt, że to piękno zaczyna grać od samego początku i subtelnie przechodzi kolejne fazy nie tracąc na zachwycie. Czy dobrze odczytuję Twoje wrażenia? 😉

  5. dokładnie, Obsesja zaczyna dość mocnym akordem, ale dość szybko łagodnieje i zachowuje swoisty łagodnie opadający constans, którym wybrzmiewa przez resztę swego bytu… mi też początek Opium czasami przeszkadza, zwłaszcza jeśli porwę się na niego, gdy za oknem jest stosunkowo ciepło i przesadzę z aplikacją… ale może jeszcze kiedyś wiewiórki wrócą do tego parku… 😀

  6. he he :). Opium latem nie ruszę, ale coś czuję, że w Obsesję wpadnę na dłużej :), tak jak było z Deklaracją. Lubię pachnidła, które uzależniają….

    • he he to tak jak ja, a Obsesję Ci z całego serca polecam, raz że to naprawdę świetnie skrojony zapach, dwa piękny – trzy rzadko dziś spotykany… 😉

  7. Dziękuje ci za tą recenzje . Bardzo , bardzo . Coś czuje że niebawem Obsession zagości w mojej kolekcji.

    • dzięki, ale cała przyjemność po mojej stronie… coś mi się wydaje że gdy osuszę odlewkę, kupię sobie choćby trzydziestkę, bo więcej i tak nie dal rady zużyć przy tej konkurencji na półce… 🙂

  8. Ech… Obseszyn, Obseszyn… wspomnień czar, IV klasa LO, studniówka i te sprawy. Po jakichś 10 latach zanabyłem drogą perfumeryjnej wymiany uroczą miniaturkę z atomizerem, no i niestety… albo mi się gust diametralnie zmienił, albo barbarzyńcy namieszali w recepturze, uprawiając zbrodnię dozwoloną w świetle prawa, zwaną reformulacją. Patrząc na nuty, zapach w sumie „nie mój”, cynamon, lawenda i gałka (i mech, mech tam też siedzieć musi, przysięgam na swój karton z samplami!), więc dlaczego wcześniej nosiłem go z wielką przyjemnością? Czyżbym się wyrobił po tych wszystkich latach perfumoholiczego ześwirowania? Być może 😉 A Opium to mój SS (zawsze mi przy tym skrócie jakiś Obersturmbannführer na myśl przychodzi ;)), absolutna, skończona doskonałość w moich oczach (a w sumie – nosie). Dla mnie poza wspólną grupą „oriental” nie mają wiele wspólnego, tj. Obsession wydaje mi się nieco „outdated” (ach, ten lektorat z angielskiego :D), podczas gdy Opium nie straszy bluzą z kreszu i Relaksami 😉 Ale to tylko moje zdanie, pozdrawiam 🙂

    • owsze, Obsesja się nieznacznie zestarzała, ale tylko mentalnie, bo po prostu ludzie wokół niej się zmieniają, podobnie jak nasze gusta i to w tym a nie reformulacji upatrywałbym przyczyny, że zapach już Ci się tak nie podoba… pierwsze zachłyśnięcia się zawsze najdłużej zapadają w pamięć (czasem obrastają do rangi legendy), ale w konfrontacji z innymi woniami po prostu bledną i nie wydają się już tak bezkonkurencyjne jak kiedyś… 🙂
      p.s. nosiłeś w liceum CK? bogatyś że ho ho 🙂 ja w tamtych czasach pachniałem Kanionem i Old Spice… 😉

  9. Ha.Leci do mnie własna 50 Obsession. Dzięki za namiar na Carbone w ludzkiej cenie.

    • no to gratuluję wyboru, zawiedziony nie będziesz… 🙂
      Carbone? le mua?

  10. Dziekuje Ci za recenzje mojego ukochanego zapachu:) Prawde mowiac czekałem na jesien bo to swietna pora na ten zapach. Co do trwalosci to uważam, ze spokojnie dociąga do 12 godzin. Polecam wszystkim fanom mocnych zapachow zapach stosunkowo tani i bardzo niedoceniony w obecnych czasach.

    • Rafale, z największą przyjemnością zabrałem się wreszcie za Obsesję – pobudzony poniekąd równie pięknym i okazałym bukietem Boucherona… tak jakoś Obsesja ciągle mi umykała spod nosa, choć cenię ten zapach od pierwszej chwili, gdy poczułem go ponad cztery lata temu… 😉 to piękne, wręcz idealne perfumy na jesień, potwierdzam, że są wybitnie trwałe (jak na CK ewenement), ale to zapewne zasługa starej szkoły, której Obsession jest swoistym reliktem w naszych czasach…
      p.s. skoro wraca moda na grube oprawki i fryzurki z imponującym falochronem z lat 50/60 to i moda na Obsession wróci, jak się ludziom w końcu to wszechobecne badziewie opatrzy… 🙂

  11. Tak Ty . W Ambrozji którą poleciłeś.

  12. aaaa, tam też mają Carbone taniej?… ale nie sprawdzałem ich oferty bardziej kompleksowo… 🙂

  13. Myślałem od jakiegoś czasu o 40ml Carbone a tam właśnie jest i cena nie przeraża. Jak dojdzie do mnie Obsession biore się za Carbone . Jeszcze raz Ci dziękuje.

  14. od czasu do czasu zaglądam na ten blog i przeważnie gust autora zgadza się z moim ale w tym przypadku jestem ogromnie zdziwiony recenzją. Byłem dziś przetestować to cudo i dwa razy sprawdzałem flakonik czy aby na pewno testuję ten zachwalany zapach. Kompletnie nie ma w nim dla mnie nic ciekawego, i nawet nie bardzo wiem jak argumentować. Czasem od pierwszego powąchania wie się że to nie to. A tutaj moje pierwsze wrażenie było od razu negatywne. być może głównie dlatego, że szukam w zapachach czegoś nowego oryginalnego, nieznanych wrażeń, a tutaj mamy do bólu klasyczny, konserwatywny , skrojony na miarę zapach, przez co dla mnie zupełnie nijaki zapach. coś jakbym od dawna znał już ten zapach, z tysiąca miejsc i sytuacji,

    • muszę wyznać, że Twoja argumentacja kompletnie do mnie nie przemawia… owszem wszystko jest kwestią gustu – ale doprawdy nie widzę powodu, by doszukiwać się wad – w przypadku (powiedzmy samochodu), który jest ładny, komfortowy, wygodny w prowadzeniu i szybki – ale nam akurat te cechy się nie podobają… 😉

      widzisz Obsession to uznany klasyk, w dodatku bardzo udany – więc naśladownictwo tego wzorca u innych producentów, przekładające się na zbliżone tematycznie i równie zachowawcze brzmienia absolutnie mnie nie dziwi… zresztą Obsession to żadna rewolucja… ten zapach jest po prostu niemiłosiernie dopieszczonym wzorcem z pewnego od dawna utartego kanonu, tyle że w wykonaniu doprowadzonym do perfekcji… zauważ, że nie podrabia się stylistyki gniotów i aranżacji stricte niszowych – naśladownictwo konkretnych klimatów dotyczy głównie kompozycji przebojowych, specyficznych i naprawdę miłych w odbiorze – więc teraz już wiesz, skąd się wzięło to uczucie dejavu, w przypadku tych właśnie perfum… to Obsession powstało jako pierwsze, a wszystko co do niego podobne – długo po nim… 🙂
      pozdrawiam

  15. 10 godzin murowania na zewnątrz przy porywistym wietrze i temp. minusowej.Wracam na kwaterę a Pirat opisał pięknie klasyka.Jest mi cieplej.Dzięki.

    • to ja Ci dziękuję, bo po przeczytaniu Twoich słów – ciepło spłynęło na moje serce ( i tym razem nie chodziło o rozlaną, gorącą herbatę)… 🙂
      p.s. miłego odpoczynku Ci życzę… 😉

  16. Pirath: pewnie jest jak mówisz, ja nie mam takiego doświadczenia i wielu zapachów nie znam. Może spodziewałem się czegoś bardziej wyrazistego, odmiennego? Niektóre zapachy rozpoznaję od razu, choćby tu wspomniany ysl-opium, czy guerlain vetiver, czy gucci I-II, czy nawet pr one million co by o nim nie mówić, jest dla mnie bardziej wyrazisty. A tutaj nie wiem. Na pewno dość długo się trzyma ten zapach jeszcze go czuję po 7 godzinach (teraz chyba najbardziej mi się podoba taki ledwo wyczuwalny )
    Ale zdecydowanie to nie mój rodzaj zapachów, spodziewałem się czegoś innego po opisie stąd pewnie to lekkie rozczarowanie, pozdorwionka

    • dronku, to w noszeniu perfum chodzi przede wszystkim o to by samemu sobie sprawić przyjemność i ewentualnie otoczeniu, no chyba, że priorytetem jest właśnie otoczenie… 🙂

      to, że jakiś zapach, nawet powszechnie uważany za debeściarski nie podoba Ci się, nie jest niczym nagannym, bo co człowiek to gusta i inne preferencje… do Ciebie akurat nie trafił, takie Twoje święte prawo i nikt nie może mieć o to do Ciebie pretensji – ot nie Twoje klimaty… 😉

      Obsession to akurat bardzo delikatny i bezpieczny orient – a wierz mi, że w kontekście rdzennego, rasowego „orientu” nawet Opium to pikuś… jeśli szukasz woni orientalnych, ale dobitniej wyartykułowanych – polecam Ci zgłębić szeregi niszy i perfumerii specjalizujących się w oriencie… tam znajdziesz wyrazistość, przepych i artykulację na żądanym poziomie percepcji…

      Obsession to mainstream, a tu próżno szukać wyrazistych killerów, bo te zazwyczaj nie cieszą się wzięciem – a na tej półce zapachowej chodzi przede wszystkim o zrobienie dobrego interesu… 😉
      pozdrawiam

  17. Bardzo miłe wspomnienie…
    Zgadzam się w pełni z każdym twoim słowem zachwytu względem Obsession..!
    No może za wyjątkiem tego że osobiście Opium(edp) uważam za bardziej wyrafinowane pachnidło . Jak już kiedyś wspomniałem wersja edp jest mi bliższa i bardziej dopieszczona perfumeryjnie, więc powiedzmy że w twoim porównaniu się nie liczy 😛 .
    Dzisiaj patrze na tego Calvina z sentymentem oraz bagażem wielu pięknych wspomnień. I choć wiem że raczej już go nie przywdzieje to nadal czasem, kiedy zdarzy mi się go poczuć, odczuwam silne emocje a wtedy wiem że to na pewno To co czuję. Obsesja jest nie do pomylenia!
    Pomyśleć że kiedyś była tak modna jak One Milion dużo, dużo pózniej… A przecież tych kompozycji nawet nie wypada porównywać względem siebie bo przepaść mentalna jaka je dzieli jest zbyt okrutna 😉
    No i dostałem przypomnienie że Boucheron- Jaipur koniecznie poznać muszę i to czym prędzej. 🙂

  18. widzisz narde, nie ogarniam tego fenomenu, bo EdP z natury powinny być trwalsze, pełniejsze i bardziej donośne niż teoretycznie słabsze i mniej skoncentrowane wersje EdT… a na mojej skórze to „toaletówki” wypadają donośniej, pełniej, żywiej i bardziej interesująco w porównaniu z bardziej blisko skórnymi, ociężałymi, niemrawymi i uboższymi w brzmieniu edycjami perfumowanymi… nie wiem czemu u mnie jest na odwrót, ale nie są to przypadki incydentalne, więc coś jest na rzeczy, zwłaszcza że znam kilka osób odbierających to podobnie… musisz bardzo lubić Obsession i rzeczywiście swego czasu był swoistym synonimem dzisiejszego Paco… a jak to mawiają? jakie czasy takie Paco… 🙂

  19. Piękna kompozycja już wiem że zostanie w mojej kolekcji na stałe . Pora na Carbone i reszte cynamonowych cudów które poleciłeś

    • zatem miłego wąchania życzę 😉

  20. Dzięki 🙂

  21. Cześć! Uwielbiam Opium, ale planuję go zamienić na coś innego aby „zejść z tolerancji”. W związku z tym mam pytanko, czy w obsesyjce wyczuwacie może coś co przypomina zapach pierniczków w czekoladzie. W opium często wyczuwam ten przysmak.^^

    • cześć, zapewne chodzi Ci o akcenty korzenne (w zależności co kto postrzega jako akcenty korzenne), ale w Obsession też je znajdziesz, choć najbardziej „świąteczne” perfumy jakie znam to Burberry London (wiśniowy grzaniec) i Boss Bottled (szarlotka z kruszonką)… 🙂

  22. Jutro jadę do perfumerii i zobaczymy czy ulegnę obsesji. Czuję że tak będzie, bo jeżeli jest podobny do Opium to na pewno mi się spodoba. Można tak ująć, że obsesja jest mniej „ostra”, ale bardziej balsamiczno waniliowa niż YSL? Uwielbiam moment kiedy „Opiumista” się rozgrzewa i robi się właśnie taki balsamiczny. Widzę wtedy jakąś gęstą drogę mleczną nadziewaną ostrymi, malutkimi kryształkami. W tedy Opium naprawdę mnie odurza.^^

    • jest podobny, jest słodszy, ale delikatniejszy i wybrzmiewa diabelnie przyjemną korzenną nutą, więc jeśli lubisz Opium, to Obsession też Ci się spodoba… a przy okazji rozejrzyj się za Boucheron Jaipur, bo to ostatni z muszkieterów… 🙂 udanych łowów… 🙂

  23. Pupa blada. Cienko z kasą i po Obsesji a opium mi się skończył. Trzeba sobie zrobić mały detoks. Ehh Opium naprawdę uzależnia, czuję się jak bym stracił drugą połówkę^^.

    Trzymaj się pirath!!

    • czasem taki detoks i abstynencja wychodzi na zdrowie i pozwala odkryć dane perfumy od nowa…

  24. Jakieś 20 lat temu miałem pierwszą styczność z Obsession. Wtedy jakoś mi nie przypadł do gustu, a może to otoczenie mnie przymusiło, moda na świeżaki. Teraz drugie podejście i obok Romy to mój „koń roboczy”.Uwielbiam ten zapach.

    • he he, do niektórych perfum trzeba dojrzeć lub dorosnąć i nie ma w tym nic zdrożnego,a Obsession to właśnie przykład takich perfum 🙂
      p.s. Roma to też przepiękne perfumy, pozdrawiam

  25. mnie osobiscie obsesja dusi i przeszkadza, za ostra ta sloducz jakas taka , poprostu nie dla mnie, wiec pdchodzilem z duzym dystansem do obsession night..az do dzis…. nocna obsesja jest inna, spokojniejsza i chyba mniej wulgarna a przy tym bardziej elegancka, lekka wisienka gdzies mi tam podlatuje, duzo slodyczy ale nie ostrej, delikatnej, spokojnej ale szykownej, polceam, pieekny zapach i mile zaskoczenie

    • to jeden z najmocniejszych i najbardziej inwazyjnych zapachów od CK i jeden z lepszych w swojej grupie zapachowej, ciepłych orientalno przyprawowych słodziaków. To taki klasyczny oldskul, podobny do Boucherona Jaipur i YSL Opium. Mam nadzieję, że go zachowają bo zniknięcie tych perfum byłoby wielką stratą.

  26. To nie perfum – to broń chemiczna masowego rażenia. Na mnie pachnie 48 godzin i to donośnie, anektując całe pomieszczenie. I to zaledwie po dwóch ostrożnych psikach. Obawiam się (nie sprawdziłem, bo miłosierny jestem), że gdybym zaaplikował sobie hojną łapką cztery obfite psiki i wyszedł z domu, łamałbym mijanym osobom nosy i gruchotał kości. Dlatego m.in. nie używam tego perfumu w ogóle. O tym, że nie przepadam za jego mocną kremową nutą nawet nie wspomnę…. Ale pachnidło rzeczywiście niezwykłe.

    • i właśnie za to cenię te perfumy, to bodaj najtrwalszy i najokazalszy z CK i na dodatek wciąż produkowany ekwiwalent YSL opium i Boucherona Jaipur, którego trudno trafić 🙂

  27. A co to się dzieje ? 😉
    https://www.fragrantica.pl/wiesci/Calvin-Klein-Obsessed-1791.html

    • nowy Calvin, ale jeszcze nie miałem przyjemności, tym niemniej dzięki za cynk, pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: