Napisane przez: pirath | 22 października 2013

Pro Fumum Roma – Fumidus, czyli zapach palonej żywym ogniem, dębowej beczki…


Jesień mamy w pełni i sezon na pieczone w ogniskach ziemniaki, choć w przypadku tych perfum – nie pieczone, a spalone… Fumidus to przedstawiciel najcięższej, najbardziej ekstrawaganckiej niszy i dziwadło nad dziwadła… jawi się jako sromotnie przepłacony śmierdziel dla koneserów, ekscentryków i nienawidzących świata introwertyków… piekło, spalenizna, zgliszcza i pogorzelisko, wyrażone ponad 40% koncentracją olejków zapachowych… to bardzo trudny i wymagający zapach, który doceni zaledwie ułamek populacji, lubujący się w woniach skrajnych i balansujących na granicy akceptacji… to nie jest zapach, który założymy idąc do Bezdomki po bułki, do pracy, kolację u przyszłych teściów, albo wypad z przyjaciółmi do knajpy – no chyba, że przynajmniej część z nich regularnie sypia w trumnach, odgryza głowy małym zwierzątkom i czynnie udziela się w OSP

palenie beczek na whisky

Otwarcie tych perfum jest po prostu przerażające!… gryzący dym spalenizny, palonego i nadpalonego drewna oraz nieco wulgarna, ostra woń świeżego destylatu whisky… za spektakularność, realizm i przejmującą rozmachem sugestywność – Pro Fumum ma u mnie olfaktorycznego Oscara… najprościej powiedzieć, że to garnek ze spalonymi ziemniakami… może to być też jesienne pogorzelisko, w którym ktoś piekł – ale ostatecznie spalił pieczone w zbyt gorącym popiele ziemniaki… ale tak naprawdę to wnętrze głęboko palonej, dębowej beczki, w której dojrzewa i sezonowana jest whisky

wypalanie beczek

Jak myślicie, skąd bierze się głęboki kolor, trącący palonką posmak i bogaty, powalający swą głębią bukiet zapachowy – w najstarszych i najbardziej cenionych przez koneserów rocznikach?… ten charakterystyczny smak i aromat, bierze się z palonej żywym ogniem beczki, wykonanej z bardzo starego drewna dębowego… zabieg ten ma za zadanie wydobyć aromat i smak z karmelizowanego ogniem drewna, który w przeciągu wielu lat leżakowania, przechodzi z drewna – wprost do napitku, z którym się bezpośrednio styka… najlepsze whisky sezonuje się w używanych beczkach, w których wcześniej dojrzewały cherry i wina… ich aromat, który wsiąkł uprzednio w drewno, stopniowo przechodzi i wzbogaca walory smakowo zapachowe samej whisky – stąd trafne skojarzenia z wanilią, owocami i kwiatami, których próżno szukać wśród składników destylatu, a stosowanych przy produkcji win…

beczka na whisky od środka

Nadpalone drewno liściaste wydziela bardzo specyficzną woń, każdy ją czuł nazajutrz na swojej odzieży – wróciwszy z ogniska, którego wędzarniczą wonią przesiąkła odzież i włosy… czuć tu też aromat jesiennego ogniska, tlących się kłębach gęstego siwego dymu, lekko wilgotnych liści – dopełnionych przepiękną, głęboką smołą brzozową i soczystą vetiverą… ale nie do końca, bo po oswojeniu z tej pierwszej, gryzącej w nozdrza spalenizny, ta akceptowalna i cudownie autentyczna po jakimś czasie woń – to nic innego jak osmalone i nadpalone drewno liściaste, z którego wykonuje się beczki, w jakich przez lata dojrzewała whisky… dopiero po wielu latach leżakowania, przezroczysta ciecz nabierze ciemniejszej, bursztynowej barwy, oraz dymnego smaku i zapachu specjalnie spreparowanej w tym celu beczki…

leżakujące przez lata beczki

I taką właśnie świeżo opaloną ogniem, od środka beczką i świeżym destylatem pachnie Fumidus, na początku – by z czasem dojrzeć, podobnie jak szlachetny trunek, aby u schyłku kompozycji wyewoluować do pełnego, głębokiego bukietu Jasia Wędrowniczka w edycji Black Label… gdzieś po środku ewolucji Fumidusa, gdy swąd palonego drewna i ostry akord świeżo lanej whisky przycicha – czuć piękną, bujną, soczystą vetiverę, która pięknie rozświetla i ożywia to wytrawne pogorzelisko… faza schyłkowa Fumidusa jest jego swoistą przeciwwagą… jest bardzo przyjemna i wyważona, intrygująca za sprawą wciąż przebąkującego akordu smalonego drewna – a przy tym zaskakująco lekka, wybitnie vetiverowa i zupełnie niepodobna do piekielnego otwarcia… na szczęście zapach posiada umiarkowaną projekcję, choć jest bardziej niż trwały… umiarkowana projekcja to zaleta, bo po kilku godzinach gdy vetivera w końcu słabnie i milknie – upiorna woń spalenizny znów powraca, niczym Freddie Kruger w kolejnej części Nocnych Marów

whisky

W fazie dojrzałej zapach przypomina mi trochę klimaty Encre Noire od Lalique

1996

Skład: palone drewno, smoła brzozowa, whiskey, vetivera,ProFumum Roma Fumidus

Reklamy

Responses

  1. Pamiętam, jak pierwszy raz testowałam Fumidusa kilka lat temu. Pamiętam dlatego, że wywołał nad wyraz intensywną, ścinającą z nóg migrenę. Poległam całkowicie. Na szczęście potem było już tylko z górki i teraz mogę bestię podziwiać bez dodatkowych, serwowanych przez mój własny organizm atrakcji. A jest co podziwiać… 🙂

    • he he to jest nas dwoje… Kamali Incense, Turmalin i inne zachwyciły mnie od pierwszego niucha – ale tego dosłownie się przestraszyłem… 🙂 w tym zapachu najgorszy jest tylko, czy może aż początek – ale później rzeczywiście jest już z górki… 😉
      pozdrawiam…

  2. Marcinie pozwole się nie zgodzić na taką pogode jak wczoraj czyli intensywne słońce i 21 stopni Celsjusza to ja widzę tylko suchą lawende i suchą paczule czyli opisywany przez Ciebie Nazeh od Pani Justyny. Natomiast zweglone ziemniaczki ze zweglonym garnkiem i polane zwegloną kuchenką 😉 to widze raczej na siarczyste deszcze na kałuże pokryte gnijącymi liścmi itd itp ale obawiam sie że zapachy jesienno wiosenne powoli przestaja mieć racje bytu tak jak nie maja racji bytu wiosny i jesienie w tej chemicznie zmodyfikowanej pogodzie. Kiedy ostatniego dnia zimy jest -30 a pierwszego dnia wiosny jest +30

    • ok, to Twoja wizja, ja zaś – abstrahując od zmiennej aury za oknem, pozwolę sobie pozostać przy mojej… 😉

  3. Marcinie Twój blog Twoja prawda ekranu 😉 ja tylko wpitoliłem swoje 30 groszy 😉

    • takie Twoje prawo… 😉

  4. Idealny czasoumilacz dla nie lubianych znajomych w pracy . Zobaczyć jak szukają czegoś ostrego żeby skrucić sobie agonie BEZCENNE.

    • he he a cenę widziałeś? taniej wyjdzie po prostu podpalić śmietnik na korytarzu… 😉

  5. Pamiętam pierwszy test Fumidusa – jak chyba każdego odrzuciło mnie, z drugiej strony pomyślałem: „fajnie, że tworzą takie zapachy – przynajmniej nie jest nudno” zawsze nisza czymś cię zaskoczy. jest to idealny zapach dla wrednych pań z dziekanatu 😉

    • o tak, nisza to prawdziwa ostoja indywidualizmu, nieskrępowanej kanonami, modą, dbałością o targety i pełna swoboda w kreacji… właśnie za to cenię najbardziej tę półkę, choć i tu objawia się moda – na przykład teraz wszystkie marki licytują się na oud… 🙂

  6. Niestety widziałem ale Fumidus i Arso budzą moją ciekawość więc pewnie i tak kupie chodziaż odlewke. Niezła wizja i faktycznie taniej:)

    • szczególnie polecam CI Arso, Tundrę i Olibanum… to moja osobista trójka faworytów od PFR… 😉

  7. Nie potrafię się pławić w otwarciu i dopiero później udaje mi się dostrzec coś piękniejszego w postaci wiarygodnej smoły brzozowej i tej wilgotności vetiverowej.hmm przydało by się zrobić świeże podejście do zapachu ponieważ wąchałem dość dawno temu. Jednak pozostane przy Arso jako bezpiecznym w każdym calu i póki co…w sam raz na soczystą jesień 😉

    • he he w otwarciu Fumidusa mogą pławić się podpalacze i piromani 🙂 a z tej dwójki też wolę Arso i Olibanum… 😉

  8. Napewno kiedyś je sprawdze jednak na chwile obecną Fumidus i Arso mają pierszeństwo. Patrząc na oferte tej marki aż ślina cieknie . Same smakołyki:)

    • oj tak, mają w ofercie ponad 20 kompozycji, jest z czego wybierać 🙂

  9. No Wy wszyscy??? (prawie wszyscy, okej ;))
    Nie powiedziałabym, że Fumidus to miso-przytulasek, jednak od jakiegoś koszmaru też mu daleko. Powiem więcej: kiedyś, bodaj zimą 2011, naszło mnie na testowanie dużej ilości kwiatków, owocków i innych perfum w tym stylu. Potestowałam sobie, coś tam opisałam i kiedy pewnego wieczoru poczułam chęć na Fumidusa, nie opierałam się specjalnie. 🙂 Wyjęłam flakon, spryskałam skóreę i -uuuchch! Cóz to było za cudowne uczucie! 🙂 Jednocześnie silna zmysłowa przyjemność połączona z (niemal wzruszającym) wrażeniem, że właśnie wróciłam do domu. Do swojego świata. Do estetyki, którą kocham prawdziwie.
    Że oto rozszalały świat wrócił nareszcie na właściwe tory. 🙂 Czy jakoś tak. No.
    To pisałam ja, Morticia Addams. 😀

    • wiedźmo, bądźmy szczerzy (o ile dobrze Cię zrozumiałem), Fumidus jest trudny i ciężko mi uwierzyć że ktoś może go pokochać od przysłowiowego, pierwszego niucha – bez chwili na oswojenie się i przywyknięcie do jego ekstremalnie awangardowego brzmienia…

      też lubię się „odchamić” czymś bardzo niszowym do poduchy, zwłaszcza jeśli zdarzyła mi się przygoda z czymś niezbyt porywającym, ale umówmy się, że Fumidus, (zwłaszcza w swej pierwszej, piorunującej fazie) to nie jest wymarzone pachnidło dla celów relaksacyjnych… 🙂

      to pisałem ja – rączka… 🙂

    • Faktycznie najpierw rzeczywiście zaliczyłam zaskoczenie, krótkie „o!”, jednak było to zdumienie radosne. A później było już tylko lepiej. Coraz lepiej, coraz bardziej przyjemnie. To pachnidło wciąga jak, nie przymierając, chodzenie po bagnach. 🙂

      Natomiast z drugim akapitem nie mogę zgodzić się w ogóle. Bo często miewam sytuacje, w których nie potrafię zrelaksowac się przed snem w towarzystwie zapachu kwiatowego czy (a kysz, zgiń przepadnij!) przeznaczonego do testowania świeżucha, za to nigdy nie mam kłopotów z zaśnięciem, kiedy do snu towarzyszy mi Black Afgano, Messe de Minuit (tu już w ogóle dobre sny gwarantowane :)), Black lub Dark Aoud Montale, Victrix czy właśnie Fumidus. Przy czym wspomniany kwiatowiec czy świeżak wcale nie musi być zły; po prostu czuję się weń mało komfortowo. Ich wonie nie są odpowiednim towarzystwem do zstępowania we własną podświadomość. Za to jakieś trudne, zawiłe, rasowo niszowe pachnidło od razu poprawia mi humor i pozwala się zrelaksować! Nie potrafię tego inaczej opisać.

      I sorry, Piracie ale jakoś bardziej pasujesz mi na wuja Festera. 😛 (Ale żeby nie było, że od razu zgarniam dla siebie najlepszą rolę żeńską, równie dobrze mogę być babcią Addams. ;)).

  10. he he a jednak… 😉 z magią Fumidusa każdy musi się oswoić, no chyba że jesteś zawodowym amatorem podpalaczem, rozmiłowanym w brzmieniach spalenizny… 🙂

    wiedźmo najbardziej lubimy zasypiać w objęciach woni, które znamy, cenimy i ich noszenie sprawia nam niewymowną przyjemność… to nie podlega dyskusji, choć ja mam tą przypadłość, że często kładę się spać, pachnąc tym co do późnych godzin nocnych opisywałem, albo wrzuciłem na siebie w celu przetestowania… i bardzo często zasypianie przychodzi mi nader trudno i nie tyleż przez męczącą i wybitnie nie leżącą mi woń lecz przez to że jest to coś na tyle nowego, intrygującego i nieznanego, że moja uwaga podświadomie skupia się nie na zasypianiu, tylko na zapachu… 🙂

    he he wuja Fostera powiadasz? wprawdzie nie jestem łysy, ale obwód wokół bioder by się zgadzał… 😀 zaś Ty na babcię Addams jesteś zdecydowanie za młoda, więc prędzej była byś córką Morticii… 😀

  11. Dziś miałem okazję spróbować.spalenizny niestety nie wyczułem:( natomiast woń czystego olejku z wetiweru,która pamietam bo kiedyś dostalłem taki,przywieziony z Bali-,niczym nie zakłocona 🙂 dla mnie te perfumy to czysty wetiwer…pobowałem też pachouly tej marki i mam wrażenie ,że tam jest tylko piękna paczula złagodzona czystą benzoesową bazą bez niczego więcej.kocham takie miękkie paczuli!

  12. Przepraszam za literówki:)

  13. to jedynie dowodzi tezie, że na każdym te same perfumy będą pachnieć inaczej, a czasem drastycznie inaczej… u mnie najpierw objawia się masa spalenizny, potem alkoholowe wyziewy, a vetivera, choć nie przeczę mocna, wieńczy całość w fazie schyłkowej… a swoją drogą Pro Fumum słynie z kreowania dzieł wybitnych i zarazem niesamowicie obfitych…
    p.s. nic się nie stało 😉

    • Dałbym się pociać że to właśnie czysty wetiwer tak niesamowicie mocno pachnie jak otwarcie tych perfum 🙂

  14. Rafale, na każdym dany zapach układa się inaczej i wcale nie jest powiedziane, że każdy poczuje uderzenie palonego drewna i gorzały na skórze, u Ciebie równie dobrze na pierwszy plan może wychodzić vetivera… 🙂

  15. OHYDA!!!!!

    • aż tak? 😀

      • masakra!!! Fetor!!

        • nie jest tak źle, ale trzeba lubić te klimaty 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: