Napisane przez: pirath | 23 października 2013

Roberto Cavalli – Just Cavalli Him, czyli po prostu przerysowany…


Oglądając jakiś film, albo serial – czasem stwierdzam, że to szmira i poirytowany zmieniam kanał… w przypadku perfum nie jest to takie proste – bo zaaplikowany zapach pachnie ładnych kilka godzin, a nierzadko horror trwa prawie dobę… nie pomaga wielokrotne mycie dłoni, kąpiel z nieprzyzwoitą ilością dodatków pieniących – bo chwilę po wyjściu z wanny, koszmar zazwyczaj wraca… wprawdzie nowy Cavalli nie jest z gatunku wyjątkowo trudnych niszowych śmierdzieli, nie jest to też retrospekcja z koszmarnych doświadczeń z L’artisan Parfumeur Passage d’Enfer – po którym chciałem odgryźć sobie dłoń… wielogodzinne obcowanie z zapachem, który męczy – potrafi doszczętnie zepsuć samopoczucie… z tego samego powodu nie powinno się nosić nielubianych perfum na siłę, byleby w końcu je zużyć…

reklama Roberto Cavalli - Just Cavalli Him

Niestety nowy Roberto Cavalli doszczętnie zrujnował mi nastrój… jeśli to tytułowe i metaforyczne „tylko/po prostu Cavalli” oznacza wizytówkę marki – to nie mam najmniejszej ochoty poznać reszty… zapach jest agresywny, bardzo nośny i namolny – po prostu irytujący swą niemiłosiernie wyżyłowaną artykulacją i wszędobylską projekcją bukietu, który absolutnie mnie nie bawi… nie odnalazłem tu wdzięku, polotu, ani naturalności swobodnie wybrzmiewających nut – zastałem za to niemiłosiernie podrasowany bukiet… owszem to kwestia gustu, ale nie przepadam za tak krzykliwymi, wręcz ordynarnymi i nabuzowanymi brzmieniami… z drugiej strony, ileż bym dał, aby co niektóre z moich ulubionych perfum wybrzmiewały z taką pasją i determinacją… niestety potężna projekcja i bardzo dobra trwałość – to jedyne pozytywy, na jakie mogę się zdobyć w przypadku tych perfum…

Hummer H2te perfumy są jak ten samochód… krzykliwe, ordynarne i przerysowane… owszem zwraca uwagę, ale czy ktoś chciałby tym naprawdę jeździć?…

Just Cavalli to przejmująca, chwilami wulgarna i barbarzyńska woń, złożona z ziół, cytrusów i czyniącej całość jeszcze bardziej wybujałą, papryczki pimento – tej samej, która tworzy jakże oryginalny i przyjemny klimat w Kenneth Cole Signature… oto najzwyklejszy w świecie casualowiec, jakich pełno – próbuje silić się (coś na wzór Paco One Milion i Davidoff Championa) na powalający archetyp męskości, choć wypada po prostu groteskowo… gdybym nie widział etykiety, a zapach byłby bardziej tonkowy – obstawiałbym, że to pewnie kolejny przejaskrawiony Versace, albo jeszcze bardziej obciachowa, „wieczorowa” odsłona Energise, od Bossa… jakbym nie próbować zapachu zdiagnozować – nic dobrego z tego nie wychodzi… ten zapach przypomina mi dziesiątki innych, równie badziewnych i nic nie wnoszących bukietów, którymi producenci raczą nas zarówno w taniutkich massmarketowych „no name’each” oraz mainstreamowe ikony – z budżetami na kampanie reklamowe, większymi niż roczne PKB Królestwa Tonga

Roberto Cavalli - Just Cavalli Him eventa jak już kupię kolejny łańcuszek, to rozsiądę się wygodnie we wnętrzu podobnie urządzonego night klubu i sącząc kolorowego drinka z fikuśną parasolką – oddam się relaksującej rozmowie ze stałymi bywalczyniami… będę (dla odmiany) spijał z ich wypełnionych botoksem ust – jakże zasłużone komplementy o mojej szykownej biżuterii i eleganckim samochodzie… 😉

Zapach przypomina mi mocno przerasowaną, bardzo zieloną wodę toaletową – naszprycowaną sterydami i udającą na siłę klimaty śródziemnomorskie… ale stylistycznie najbliżej mu do krzyżówki co niektórych Bossów (XY, Hugo, Energise i Bottled Sport), Armanich (Code i Mania) – wzmocnionych przez tuzy nocnych hulanek: CH 212 VIP, Boss Bottled Nigth, DKNY Red Delicious, Bond 007 i tanimi odpowiednikami Playboya, z lokalnego dyskontu… pachnąc Just Cavalli, poczułem się jakbym właśnie zaparkował moim ostentacyjnym H2, na jednocześnie kilku miejscach parkingowych – w drodze do jubilera, po kolejną złotą ketę, gdyż te cztery już noszone na mym napęczniałym od sterydów karku, niedostatecznie podkreślają moją zajebistość… po jakimś kwadransie zapach na szczęście łagodnieje, upodabniając się stylistycznie (głownie przez tupet i wydźwięk bukietu) do czegoś w rodzaju Davidoff Championa… obie kompozycje są równie rześkie, przebojowe i z łatwością zwracają na siebie uwagę otoczenia – choć ekhm, do klasy i aranżacji Championa (wprost nie wierze, że to piszę) brakują Robercikowi całe lata świetlne…

reasumując: przerysowany, krzykliwy i niemiłosiernie wtórny, zaskakujący jak obejrzenie 8 razy z rzędu Szóstego Zmysłu – wybitnie mainstreamowy zapach jakich pełno… pomimo iż bardzo trwały i obdarzony niemiłosiernie donośną projekcją – naprawdę nie warto, choć coś czuję, że będzie całkiem nieźle się sprzedawał…

przypomina mi: zbyt długo by wymieniać, a to tylko nieudolny i przerasowany klon niemal wszystkiego wokół…

2013

Domitille Bertier (Burberry The Beat for Men i Van Cleef & Arpels Midnight in Paris) oraz Clement Gavarry (Armani Code i CK Eternity Summer 2005/2007) – a więc panowie zarówno wcześniej jak i teraz warsztatem nie błysnęli (no chyba, że chodziło o szybką spłatę hipoteki za domy, więc rozumiem pobudki)… 😉Roberto Cavalli - Just Cavalli Him EdT

Głowa: cytrusy, nuty zielone, rozmaryn, papryczka pimento,
Serce: wetyweria, szałwia, kardamon, nuty metaliczne i ozonowe,
Baza: skóra, drewno sandałowe,

Reklamy

Responses

  1. Piracie, nie szkoda Twojego pióra i nosa dla takich „woni”?
    Jeśli dostanę Cavalli pod choinkę, to pomyślę, że to jakiś kawał 😉 i od razu wyląduje w wc. To chyba odpowiednie miejsce na takie „cuda”. Tak uważam, przez przypadek poznałem jej „moc” i w pełni zgadzam się z Twoją opinią. Pozdrawiam.

  2. aj tam zaraz nosa… jestem pasjonatem i zwykłym użyszkodnikiem perfum – ale uważam, że czasem warto napisać coś ku przestrodze i bynajmniej nie traktuję tego jako stratę czasu… 🙂 a raczenie się urokiem prawdziwie urodziwych perfum daje największą przyjemność właśnie – gdy wyłuskać je spośród plew, podobnych do wyżej opisanego zapachu… 😉
    również pozdrawiam…

  3. Nie zapoznałam się z Just Cavalli for him, bo wystarczyło, że zraziłam się do Just Cavalli for her. Jest wprost przeciwnie- tragicznie NIE trwały, za to płaski i wtórny, nudny i chemiczny. Również się z nim męczyłam, na szczęście krótko.

    • ta linia to pewnie kolejny znak czasu… kończą się pomysły, rynek żąda nowości, czymś trzeba zapchać ofertę… tylko czemu odnoszę wrażenie, że wszyscy czekają w ścisku na windę – gdy tuż obok są zupełnie puste schody?… 🙂

  4. Denny zapach i jeszcze gorsza jego reklama w tv emitowana 100 razy dziennie. Do tego jak na złość dostaje jego próbke przy każdych zakupach w Sephorze . Czyżby kolejny hit po sztabie od Paco?

    • na szczęście nie oglądam telewizji… 🙂
      Paco był wulgarny, ale przy tym był czymś nowym, odkrywczym i zaskakującym, stąd jego popularność – a w tych perfumach próżno szukać nowych brzmień i świeżych pomysłów… 😉

  5. Przypadkowo widziałem reklamę i podzielam zdanie kolegi Toma.
    No to Frugo,haha.. 😉

  6. A mi się podoba ten zapach. I nie piszę tego z przekory. Po prostu fajnie się go nosi. Przyjemny i bez dramatycznych wolt w kierunku apteki czy cmentarza. Czyli tak, jak zapach powinien „działać” 🙂

    • nie RoQ, absolutnie nikt nie myśli, że najbardziej znany i trzęsący forami prowokator w tej branży, nie napisałby czegoś tego z przekory… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: