Napisane przez: pirath | 29 października 2013

z cyklu szybki przelot przez – 3xIN i 1xMKZW, czyli trzy interesujące nowości i mały kubeł zimnej wody…


Ha!, tegoroczna jesień szczególnie obrodziła w interesujące nowości i objawienia – więc dziś odwiedziłem zaprzyjaźnioną perfumerię stacjonarną w poszukiwaniu kolejnych… na dzień dobry wysłuchałem rozbrajającej anegdotki z życia perfumerii, o pewnej pani, której podano celem odświeżenia nosa (co wyraźnie zaznaczono) pudełeczko z kawą – ta podziękowała za poczęstunek, złapała pierwsze  z brzegu ziarenko i rozgryzła je w zębach… dziewczyna, która ją obsługiwała zdębiała i choć miała łzy w oczach – do końca zachowała profesjonalizm i nie parsknęła śmiechem… i niech ktoś mi powie, że praca w handlu nie wyrabia charakteru… pierwsze objawienie spadło na mnie ze strony, z której absolutnie niczego dobrego się nie spodziewałem…

Lacoste L12.12. Noir

Lacoste L12.12. Noir kompletnie mnie zaskoczyła… spodziewałem się pseudo klubowych, na kilometr zalatujących stylistyką Paco popłuczyn – ale zaaplikowany na skórę Noir, roztoczył przede mną uroczy, lekko owocowy – łudząco podobny do stylistyki CK bukiet… w fazie dojrzałej zapach bardzo mocno upodabnia się do męskiej Euphorii Intense od CK – jest subtelnie słodki, nieco drzewny i zmysłowo otulający i obdarzono go odrobiną polotu innej (bardzo zresztą udanej) „pościelówy” od CK, czyli Dark Obsession… wprawdzie zapach swą oryginalnością nie powala, ale bardzo przyjemnie się go nosi i na pewno do niego wrócę (próbkę już mam)…

Adidas Active Bodies

A teraz wspomniany kubeł zimnej wody, czyli Adidas Active Bodies… przy zapachu mojej młodości ktoś majstrował, ale pojęcia nie mam kiedy… właśnie wykańczana, a nabyta w 2007 roku „setuniaActive Bodies (bez wątpienia oryginał) pokazała mi niedawno ostatnie mililitry – więc zamówiłem sobie kolejną (źródło perfumerii, też nie budzi zastrzeżeń) i dziś wąchając na miejscu tester, oberwałem po nosie… nie jest to jakaś przepaść i pojęcia nie mam kiedy mogło to w przeciągu tych 6 lat nastąpić – ale Czarny Adaś ewidentnie zgubił część ze swego dawnego impetu… zabrano mu część dość długo i soczyście wybrzmiewającej mandarynki i kilkanaście minut od aplikacji czuję dominujący rozmaryn – gdyż wypełniającej serce, pulchnej paczuli i igliwia, też jest wyczuwalnie mniej… wprawdzie wciąż pachnie bardzo długo i swoiście (psika zrobionego na dłoni 8 godzin temu wciąż czuję i zdążył przeżyć Lacoste Noir) – ale zdecydowanie zawartość mojej, kończącej się flaszki wybrzmiewa pełniej, kształtniej, bujniej i bardziej wylewnie… no szkoda…

Dsquared2 - Potion Royal Black

Na koniec wizyty, dowiedziałem się, że w Douglasie pojawiła się kolejna, ponoć elektryzująca nowość… no więc wsiadłem w samochód i pognałem (3km na godzinę, bo korek) do Douglasa, którego zresztą odwiedziłem kilka dni temu, patrzę i rzeczywiście jest!… Dsquared2 – Potion Royal Black – czyli kolejna, warta poznania nowość, tym razem od D2 i tradycyjnie w wersji EdP… zaskoczyło mnie ciężkie niczym Porto, winne i nieco kadzidlane otwarcie… w dalszej fazie zapach robi się intrygująco drzewny, nieco tabakowy i skórzany – układając się coś na podobieństwo najnowszego Rasasi – La Yuqawam Tobacco Blaze, ale jest od niego znacznie bardziej powściągliwy… bez wątpienia jeszcze do niego wrócę – jak tylko kupię gdzieś puste samplerki i sterroryzuję kogoś o próbkę…

Rouge Bunny Rouge Cynefin

a przy okazji sprawdziłem jak pachnie ostatni z trojaczków, czyli Rouge Bunny Rouge – Cynefin… oj nie jestem rozczarowany, zwłaszcza ostrym jak brzytwa, drapieżnie wytrawnym – po prostu przejmującym zielono, ziołowym otwarciem… to więcej niż rozmach i głębia starej daty Dolce & Gabbana pour Homme i Etro Patchouli razem wziętych… tak pewnie pachniały ultra męskie killery lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku… po kilkunastu minutach znacząco złagodniał, ewoluując do stadium wciąż ujmującego zielenią, paprociowca i dalej, brnąc w słodkawe drewna… jak tylko zgwałcę kogoś o próbki, zdam szczegółową relację z oblatywania najlepiej całej trójki…

Reklamy

Responses

  1. No, no już widzę że i mnie czeka wycieczka bo troszkę się tego uzbierało 😉

    • oj tej jesieni jest to oblatywać… czyżby te wszystkie premiery następowały, aby załapać się (przez zapadnięcie w pamięci) przed tegorocznymi nagrodami FiFI i innych rankingów?…

  2. Czekałem na tego czarnego Potiona więc pora na wycieczkę do Douglasa sprawdzić to cudo .

    • no i od wczoraj już jest… jest też jakiś nowy Burberry Rhytm, ale jakoś niespecjalnie mnie zauroczył… ale pożyjemy i poniuchamy… 🙂

  3. No może tak być chociaż nie śledzę takich wydarzeń. 😉

  4. Cieszmy się że w mainstreamie nadal można znaleźć jednak coś godnego uwagi 😉 ..ten wyżej to byłem ja, tylko coś mi się konta pomieszały i miałem niewyróbkę. 😛

    • zauważyłem, jesteś rozgrzeszony… 😉

  5. Mam próbke Rhytma i też mnie nie powalił, spodziewałem się czegoś innego ale trudno. Teraz wypatruje nowego Lalique EN sport .

    • wiele osób go wypatruje i wcale się nie dziwię, bo pierwowzór jest majstersztykiem – więc już widzę tą lawinę negatywnych komentarzy… ciekaw jestem ile osób dostrzeże, że to wersja sport, nim wyleją na Lalique wiadro pomyj… 🙂

  6. ciezko jest odsiac w mainstreamie te perelki, trzeba sie duzo naniuchac, oczywiscie czytanie opini innych tez duzo daje. nie ma to jak praca zespolowa ;). potion „jedynka” to bardzo fajny zapach. czas sprawdzic kolejna juz odslone. pamietam jak kilka lat temu odkrylem fahrenheit absolute – toz to mnie zamurowalo. no i do tego byly jednymi z pierwszych, ktorzy dodali oudu do kompozycji. wtedy ta cala mania agarowa zaczynala dopiero raczkowac.

    • pewnie że ciężko, dlatego między innymi powstają blogi o perfumach, mające w statusie robienie tego za nieświadomych zagrożeń, czyhających na potencjalnego nabywcę, we flakonach opatrzonych logo znanych marek… mnie Potion koniec końców nie porwał, choć w pierwszej fazie testów bloterowych wiązałem z nim spore nadzieje… z Fahrenheitem Absolute miałem na odwrót, zniesmaczył mnie totalną odmiennością od zacnego poprzednika, któego imię nosi – ale recenzja Absolute od Diora już niebawem… 🙂

  7. da_markos – Ja tam w FA agaru nie wyczuwam, a sama kompozycja w sumie niezbyt do mnie przemówiła. Za to z Fahrenheit Aqua to już się działo… 😉

    • jest jest 🙂 – wlasnie tak pieknie stonowany przez mirre i kadzidlo. zaden z tych skladnikow nie dominuje, dlatego FA na tle innych oudów jest pod tym wzgledem oryginalny.oud nie wybija sie na pierwszoplanowa pozycje. znowu do nie AF nie przemowil, to taki wykastrowany z intensywnych nut oryginal dla mnie ;). choc dam mu jeszcze jedna szanse, bo jak dla mnie rodzina F powinna sie doczekac tytulu szlacheckiego 😉

    • szczerze powiedziawszy agaru w FA też nie czuję, ale biorę poprawkę, że mój nos przywykł poniekąd do agaru serwowanego w czystej formie i nieprzyzwoitych wręcz ilościach, ale z drugiej strony wymienienie jakiegoś składnika w wykazie nut wcale nie musi przekładać się na jego rzeczywistą wyczuwalność – podobnie jak częstokroć czujemy nuty, których w wykazie nut nie wymieniono… wykaz nut nie jest obligatoryjny, ani wiążący dla producenta – to tylko zajawka czego można się spodziewać, a już skóra każdego z testujących najlepiej zweryfikuje co naprawdę skrywa dana kompozycja… 🙂

  8. Fahrenheit Absolute to cudne perfumy tyle że na mojej skórze dosyć kapryśne raz wyczówam je na sobie cały dzień innym razem znika po kilku godzinach na początku to mnie drażniło , teraz mi to już nie wadzi . Kocham tego Diora zostanie w mojej kolekcji na stałe

    • dzięki Tobie już niedługo sam się o tym przekonam… 😉

  9. No to ja chłopaki już nie wiem, chyba podejdę do FA na świeżo bo nawet gdzieś tam próbeczkę posiadam.. 😉
    Wiele jest zapachów z oudem który nie wybijają się w całej kompozycji, choćby Al Oudh, Wonderwood czy Black Musk… Tam jednak go czuję, w FA nie uświadczyłem, ale zobaczymy jeszcze zaraz…
    Oryginału osobiście nie lubię za jago skostniałą męskość i ‚zburaczony’ charakter 😛 …a AF wydaje się być nowocześniejszy, bardziej zgrabny, otwarty i emocjonalny. Pozdrawiam 😉

  10. F jest jednym z niewielu przypadków, gdy bardzo dobry zapach został otoczony równie dobrym marketingiem. Od początku był kreowany na „klasyka” i trzeba im przyznać, że się udało. Oczywiście na poczatku był owczy pęd za nowością, jednak próba czasu weryfikuje wybitne dziela.
    Poniżej przykład pierwszej reklamy F – genialna. Reklama FA (i pozniej AF) to rownie dobry sequel

    • link nie działa, bo film usunięto…

  11. Ja tam lubie całą linie Fahrenheita chociaż nie było tak zawsze .FA i F 32 to moje ulubione perfumy z tej lini ale klasycznym F i F Aqua też się nie opieram . Dior ma u mnie wielki minus za Homme Intense tego im nigdy nie wybacze. Też pozdrawiam:)

    • każdemu wedle gustów, ale osobiście uważam nazywanie Absolute i 32 nazwą Fahrenheit za karygodne nadużycie – bo te kompozycje nie mają z klasykiem absolutnie nic wspólnego… ot marketing i nic więcej…

    • no to widzę, że szykuje się ciekawa i gorąca (zapach w koncu zobowiazuje) polemika pod wpisem o FA ;] Podobnie jak Tom bardzo cenię FA. FA nie tylko jest godnym nosicielem nazwy swego poprzednika, co więcej pokazał swemu protoplascie nowe obszary do eksploracji.

  12. da_markos – O tak, obraz wizualny jaki stworzono dla tych pachnideł jest naprawdę wysokich lotów. A jeśli o reklamy chodzi to nadal jestem pod wrażeniem tej ukazującej Nemo od Cacharel. 😉

    Tom – Niestety kompletnie nie znam F 32 ale zerknę za nim w internet tak na początek…

    • Nemo to również majstersztyk 100% zgody

  13. Fahrenheit 32 to dla mnie perfumy typowo na lato , poczatek jest ostry,swieży potem staje się lekko słodki,śmietankowy ale sądze że Tobie nie podejdą . Ktoś kto zaznał niszy i perfum orientalnych będzie raczej zawiedziony brzmieniem tych perfum ale o tym już sam musisz się przekonać . A nóż widelec

    • o ile pamiętam w brzmieniu 32 dominuje właśnie śmietankowa wanilia…

  14. I tak byś go poznał tylko troche pózniej. Co do F Absolute to ja czuje w nim dalekie echo klasyka. F32 prawidłowo kojażysz i w tym przypadku racja jest po Twojej stronie ale i tak lubie te wersje. Ps już nie moge doczekać się Twojej recki i bardzo ciekawi mnie Twoja opinia
    ale chyba zjedziesz te perfumy na maksa . Lalique i pomyje … to chyba mało prawdopodobne ale jak śpiewała Anita ” Wszystko się może zdażyć”

  15. aaaah już się szykuję na merytoryczne pałowanie odnośńie Fahrenheit Absolute

    • szykuj się, choć pewnie Cię nie zaskoczę… 🙂

  16. Pozwolisz że się dołącze? W dwóch można więcej zdziałać 🙂

    • czuję się osaczony… 😉

  17. Tom – Tak, raczej nie spodziewam się niczego wielkiego po 32 ale spróbować nie zaszkodzi gdzieś tam przy okazji. Trochę do nadrobienia mam więc zapach gdzieś tam na końcu kolejki pewnie wyląduje o ile nie zapomne. Zresztą gdzie tam do lata. 🙂

    da_markos – Ciekaw czy Pirath oud wyczuje, czy znów będzie musiał uruchomić kontakty w NASA. 🙂

    • mi paradoksalnie słodycz i wanilia średnio kojarzy się z zapachem adekwatnym na lato… no może ciepłą wiosnę, ale latem wolę coś zdecydowanie mniej słodkiego…
      p.s. nie wyczuwa i wcale nie jest mu z tego powodu przykro… 🙂

  18. I mnie się nie kojarzy ale lody śmietankowo-waniliowe chyba wsuwasz latem?
    Kompozycja nie powala i nawet wyczuwalny agar niewiele by tu zmienił. Mirra za to całkiem ładna.

    • szczerze powiedziawszy nie przepadam za lodami (zwłaszcza latem), a jeśli już to cytrynowe, wiśniowe, pistacjowe albo orzechowe… 🙂

  19. Pistacjowe to też orzechowe.. 😛
    Czyli chłodzisz sie czymś innym 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: