Napisane przez: pirath | 7 listopada 2013

Arabian Oud – Woody, czyli intrygująco różany Allen…


Napaliłem się na te perfumy jak szczerbaty na suchary i w pewnym sensie okrutnie się na nich zawiodłem… Woody z jednej strony bardzo mnie rozczarował, ale z drugiej strony – przekuł swą największą słabość w zaletę i obronił się cnotliwą i bardzo strawną różą i delikatnym bukietem… biorę poprawkę, że perfumerfyjnych freeków mojego pokroju (znudzonych wszechobecną nadpodażą oudu) jest niewielu i większość społeczeństwa wciąż niestrudzenie podnieca się połączeniem róży z agarem postanowiłem zapomnieć o własnych odczuciach i preferencjach i skupić się na samej kompozycji – udając, że nie ma na rynku pierdyliona innych, podobnie do Woody brzmiących perfum…

Arabian Oud - Woody

Na rynku jest sporo podobnych do Woody kompozycji, orientalnych i bardzo arabskich – bazujących na nieco już ogranym połączeniu róży z oudem – ale ta jest ździebko inna, wręcz przekornie inna… na początku rzeczywiście sprawia wrażenie zapachu sążniście oudowego – ale umówmy się na drewnie agarowym (do czego nawiązuje nazwa) tematyczne bogactwo kategorii perfum drzewnych się nie kończy… jest przecież sandałowiec, cedr, heban, gwajak, cyprys oraz wszelkiej maści drewna i żywice drzew iglastych – a tu jak nazłość znów oud… prawdę powiedziawszy oczekiwałem arabskiej wersji Wonderwood od CdG – a zastałem kolejne nieśmiertelne połączenie róży z agarem… no ileż można wąchać tego rodzaju aranżacji?… z perspektywy osoby, która wącha sporo perfum, w pewnym momencie to jakże spektakularne połączenie zaczyna najzwyczajniej w świecie nużyć i przestaje cieszyć… uwielbiam gołąbki, pierogi ruskie i barszcz, ale gdybym jadł je na okrągło i one by mi w końcu zbrzydły…

róża z rosą

Oceniając Woody przez pryzmat jego aranżacji, jest bardzo poprawnym, z wdziękiem i swoistą lekkością skrojonym mariażem róży z oudem, jakich na rynku jest sporo i pozornie niczym szczególnym się nie wyróżnia… pozornie, bo wraz z przejściem tych perfum do akordu serca, wspomniana róża dosłownie eksploduje i zalewa wszystko wokół imponującym spektrum swego niesamowicie żywego, rześkiego i wibrującego bukietu ze świetlistą różą w roli głównej… w jednej chwili bukiet Woody (ograny jak Kevin sam w domu, na święta) przeistacza się z kolejnego nudnego różanego oudowca w wibrująco różany, niesamowicie ekspresyjny monolit, wybrzmiewający arcy potężnie wyartykułowaną różą, pachnącą z taką pompą – jakby wspomagał ją cały zastęp doniczek, z intensywnie pocieranych z każdej strony, soczyście świeżych listków pelargonii (kojarzycie zapach anginki?)…

pelargonia (anginka)

Jestem pewien, że tę różę wspomaga (tuninguje turbosprężarka z pelargonii), gdyż sama róża nie pachnie tak „wysoko” i bujnie, niemal cytrusowo, jak pachną potarte w palcach liście „domowego geranium„… dzięki wyraźnemu wsparciu „anginki„, zapach sprawia wrażenie wyrazistego, świdrującego nozdrza i diabelnie żywego – nie mając w sobie nic z ociężałości i flegmatycznego dostojeństwa z jakim różane oudowce zazwyczaj pacyfikują otoczenie… owszem Woody jest przejmująco wyrazisty, ale jednocześnie lekki, świeży i żwawy jak cytrusowo ozonowy świeżak… dopiero w fazie dojrzałej wytraca gdzieś ten impet rozśpiewanych sopranami kwiatów i przybiera bardziej stonowaną – już wyraźnie drzewną barwę, zagęszczoną przez obecność suchego, lekko skórzanego piżma

szczapki oudu

W bukiecie Woody zdecydowanie dominują nie drewna (poza wyczuwalnym gołym nosem oudem), ale podrasowana pelargonią – świdrująca, przejmująca wyrazistością i jednocześnie zadziwiająco lekka, piękna i przyjazna różaróża sprawiająca dodatkowo wrażenie, jakby zmieniała się i ewoluowała na skórze wraz z porami dnia… rankiem jest żywa świetlista i czysta, obmyta kroplami rosy – by wieczorem wybrzmiewać coraz pełniej, bardziej upojnie, poważnie i bardziej gniazdem nasiennym niż płatkami otulonymi piżmem… odniosłem wrażenie, że w Arabii tego rodzaju perfumy (tak umiarkowanie wylewne) mają status lekkich, odświeżających i niezobowiązujących kompozycji – będąc swoistym odpowiednikiem naszych europejskich świeżaków… nosi się je z zadziewającą lekkością i choć akord środkowy rzeczywiście chwilami daje czadu nader hojnie wyartykułowaną różą – nie sposób odmówić tym perfumom uroku i rzadkiej w tej kategorii zapachowej – lekkości…

reasumując: jeśli ktoś szuka umiarkowanego różanego oudu, wybrzmiewającego z przewagą pięknie wyartykułowanej i wzmocnionej obecnością pelargonii (anginki), róży – będzie tymi perfumami ukontentowany… Woody ucieszy też po prostu miłośników pięknie i z wdziękiem ujętej królowej kwiatów… ale poza wymienionym (ale dość zdystansowanym) oudem i śladowym dodatkiem sandałowca, trudno określić te perfumy mianem drzewnych… ujmę to tak… Woody ma tyleż wspólnego z „drzewny” co ja z Magdą Gessler (oboje jesteśmy przy kości) – ale na tym podobieństwa się kończą… 🙂

przypomina mi: nie porwę się na wymienianie wszystkich znanych mi mariaży róży z oudem, ale tym perfumom chyba najbliżej do Kilian Musk Oud – gdzie również wspomniano w nazwie o wszystkim, tylko nie o stanowiącej trzon kompozycji, przepięknej różyArabian Oud  -Woody EdT

2009

Głowa: róża, szafran, oud,
Serce: sandałowiec, oud, piżmo, ambra,
Baza: oud, piżmo,

Reklamy

Responses

  1. Nie miałem okazji powąchać Woody, za to zachwycił mnie Arabian Oud Kalemat. Gdyby był trochę tańszy już bym się na niego skusił.

    • zechcesz przybliżyć czym i jak pachnie?

  2. Uwielbiam ten zapach!

    Ajajajaj dalej się za recki dla Sabbath nie zabrałam oj ja niedobra. A mam 5 pięknych zapachów :3

    • przyznam, że też jeszcze nie czytałem, ale nie chciałem się podświadomie zasugerować czyjąś opinią… 🙂

    • w sensie wygrałam próbki i muszę coś zrecenzować w zamian 😀

  3. Pelargonia ma bardzo specyficzne brzmienie, pamiętam ten zapach z dzieciństwa, czasów kiedy to w bloku na klatkach schodowych co niektórzy urządzali sobie ogródki. Wtedy co prawda niezbyt rozumiałem tą woń która wręcz odstraszała nas dzieci swoją dziwną dziko-cytrusowo-paprociową goryczką i całą swą wszechogarniającą mocą. 😀

    Woody pamiętam z blotera zabranego po warsztatach orientalnych i wiem że ulotnił się z niego najszybciej ze wszystkich wtedy zabranych zapachów, będąc przy tym nieco wcześniej zdecydowanie mało wyrazisty.

    Jeśli o ten kochający się duet chodzi to bardzo poważnie rozważam zakup flakonu, po pierwsze jedynego agaru poza odlewkami w wersji kompletnej jak i pierwszej róźy w kolekcji ( po której nie spodziewałbym się że kiedykolwiek do mnie faceta przemówi) która tutaj urzeka mnie do cna i zapomnieć o sobie nie daje. Jak i rzekomo jedynego flakonu – chyba niszowego w swojej kolekcji. Bo jak sie okazuję wszystkie flaszki jakie psiadam to mainstream, choć nie rzadko brzmiący jak rasowa nisza.
    A chodzi za mną prawdziwie luksusowy Ferrari – Essence Oud. Biorąc pod uwagę że ta kompozycja pierwotnie wyszła na rynek Arabski to można śmiało nazwać jej bukiet orientalnym, chyba… 😉

    • ja tam nie widzę nic zdrożnego w noszeniu i posiadaniu mainstreamu jako trzon kolekcji… u mnie też dominuje mainstream, jako ten łatwiej i szerzej osiągalny i zazwyczaj znacznie tańszy, zwłaszcza jeśli uwzględnić rząd cen i siłę nabywczą zarobków przeciętnego polaka… zresztą podział na niszę i mainstream zaczyna się stopniowo zacierać, o czym szczególnie uświadomił mnie Amyris od MFK… 🙂

      mi te perfumy zalatują właśnie anginką (tym czymś co można było za małolata spotkać w szkole na parapetach albo klatkach schodowych… potarte listki wydzielały słodką, upojną niemal cytrusową woń, którą odnalazłem wtórującą tutejszej róży… 🙂 ciekawe, bo z początku obstawiałem geranium, ale nawet geranium nie wpada w takie takty… 😀

  4. Jesteś pewien że chodzi o pelargonię??GERANIUM ! Chyba ,że to ta sama rodzina,nie wiem…

    • na początku rzeczywiście obstawiałem geranium, ale po paru testach stwierdziłem, że to musi być jednak pelargonia pachnąca (anginka, bo pachnie bardziej cytrusowo)… teoretycznie pelargonia i geranium to ta sama rodzina (bodziszkowate), ale geranium pachnie bardziej różą niż cytrusowo – co zobrazowałem na zdjęciu, chodzi mi o tę konkretną wersję – z takimi listkami… jak się je pocierało, to pięknie pachniały cytrynką, a geranium jakie kojarzę pachnie mniej wylewnie i ma zupełnie inny kształt listków… generalnie sam miałem mętlik jak to nazwać, więc wrzuciłem zdjęcie… 🙂

  5. Rozumiem,no ja właśnie te listeczki wziąłem za geranium…

    • ja wciąż nie mam pewności jak to ustrojstwo nazwać od strony technicznej… jedni zwą to geranium, inni wolą pelargonia pachnąca (doniczkowa), ale chyba najtrafniej pasuje Anginka, bo wiele osób kojarzy zapach tej rośliny po jej nazwie potocznej… musiałby się jakiś botanik wypowiedzieć, który zapis jest poprawny – ale pomijając to można by długo polemizować, czy w tych perfumach jest geranium, pelargonia, czy oba kwiaty naraz… 🙂

  6. Sabbatho – no jak mus to mus… 🙂
    p.s. kiedy idziemy na jakąś kawę? 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: