Napisane przez: pirath | 12 listopada 2013

Lalique – Encre Noire Sport, czyli usportowiona czerń…


Solidne dębowe wieko cichutko zajęczało, otwierając się szeroko nad trumną… wampir uniósł siłą woli swoje lodowate ciało do pionu i otworzył powieki, ukazując swoje martwe źrenice… warto byłoby rozruszać te trzystuletnie kości – pomyślał, stojąc w trumnie z wciąż splecionymi na piersiach ramionami… zrzucił swą aksamitną pelerynę, oraz klubowy outfit i jednym pstryknięciem palców wskoczył w a jakże – dresik z czarnego atłasu, z trzeba czerwonymi paskami i udał się na swój jogging o północy… oczywiście nie spoci się, bo wampiry się nie pocą – ale może uda mu się coś upolować na śniadanie?… może będzie miał farta i nie trafi na wysuszoną amatorkę fitness, albo co gorsze jakiegoś wegetarianina… ich krew jest kompletnie pozbawiona wyrazu i smaku, dosłownie wyjałowiona od pozbawionej protein diety… a czy ktoś widział kiedy wampira na diecie, zamawiającego latte z beztłuszczowym osoczem sojowym?… wampiry nie kupują też płyt Mandaryny, gdyż jej głos przypomina im złowieszcze pianie kura, zwiastujące nadchodzący świt – i co gorsze powoduje, że zdezorientowane nietoperze, tracąc orientację przestrzenną, rozbijają się o ściany budynków… chciałem po prostu napisać, że wreszcie jest… zapach, na który czekałem od bardzo dawna i wreszcie mogę zatopić w jego bukiecie kły, tfu nozdrza…

Lalique – Encre Noire Sport

Encre Noire Sport to nie rewolucja, a jedynie lekko usportowiona (złagodzona) odsłona słynnej klasycznej czerni od Lalique… zapachu mistycznego, jedynego w swoim rodzaju i absolutnie genialnego… zapachu będącego prawdziwą gratką dla miłośników vetivery, mrocznej, ziemistej, ciemnej i intrygująco odmiennej – wręcz idealnej dla każdego, kto chce pachnieć inaczej niż rozmiłowana w owockach i słodkościach ulica… te perfumy szczególnie umiłowali sobie indywidualiści i miłośnicy niszy – gdyż trudno o większą dawkę niszy w mainstreamie, niż zawarto w bukiecie Encre Noire… w dodatku jest to Lalique, czyli marka słynąca z wysokiej jakości – bezprecedensowych i przy tym cudownie noszalnych kompozycji, skierowanych do bardzo wymagającej klienteli…

Przyznam, że trochę się obawiałem jak wypadnie zmysłowa, mroczna i chwilami epatująca grozą czerń od Lalique – gdy wbić ją w sportowy dres i posłać do siłowni… obawiałem się, że zbytnio zelżeje, zostanie zniekształcona nie do poznania – straci swój niepowtarzalny charakter, stanie się nieznośnie mainstreamowa, pod publiczkę i zupełnie niestrawna… łapy latały mi jak u Lindsay Lohan w trakcie odwyku, gdy sięgnąłem po próbkę i aplikowałem drogocenną zawartość przedpremierowego samplerka na dłoń… chwila oczekiwania w napięciu i pierwszy wdech… chwila konsternacji, gdy poczułem takty wybrzmiewającego pospołu z vetiverą, grejpfruta – ale po paru minutach mój rozszalały puls wrócił do normy, wraz z dojrzewaniem akordu wiodącego… ufff, Encre Noire Sport rzeczywiście zelżał, ale nie stracił swego specyficznego charakteru i klasy…

Lalique – Encre Noire Sport EdT

Wersja usportowiona pachnie rzeczywiście lżej i to co najmniej o oktawę, ale wciąż wybrzmiewa piękną, kształtną vetiverą – dopełnioną z wdziękiem gorzkawą, mięsistą skórką grejpfruta… w tle zaczyna majaczyć też przepiękny, nadający zapachowi szlachetnej głębi i odrobinę szlachetnego zacięcia, cyprys – ten sam który buduje finezyjne, wysmakowane serce Gucci by Gucci Sport… w sumie z charakteru są do siebie dość podobne, równie wysmakowane i pomimo iż teoretycznie stworzone pod pot i dresy – wybrzmiewają gustownie i z fasonem… zasadnicza różnica w obu bukietach jest taka, że u Gucci wiodącym akordem jest cyprys i jagody jałowca, utrzymujące wrażenie lekko wytrawnej świeżości i rześkości – gdy u Lalique prym wiedzie przyozdobiona cyprysem i grejpfrutem, vetivera… szlachetna, nieco zimna i powściągliwa, by co jakiś czas buchnąć niespodziewanie gorącem – niczym rozgrzane wysiłkiem ciało sportowca i wersja pierwotna…

reklama Lalique – Encre Noire Sport

Ujmę to tak… zapach jest po prostu śliczny i jeśli ktokolwiek dotąd miał opory przed użyciem Encre Noire latem, teraz może cieszyć się jego ciut lżejszą, soczystszą i mniej ziemistą odsłoną również w trakcie ciepłych pór roku… Encre Noire Sport, ma też inną wspólną dla Gucci by Gucci Sport i klasycznego Encre Noire cechę… wszystkie lubią wilgoć i wybrzmiewają z jej udziałem jeszcze pełniej i dosadniej… pamiętam fantastyczny dry down w Guccim, gdy wystarczyło odrobinkę się rozgrzać i spocić (np. przez schylenie się i próbę zawiązania sznurowadła), by zapach powrócił i znów pieścił nozdrza swym wysublimowanym bukietem… szczęśliwie Sportowy Lalique nie wymaga od swego nosiciela tak karkołomnych wygibasów w celu polepszenia (wznowienia) projekcji, gdyż z natury jest bardziej od Gucci wyrazisty…

Lalique – Encre Noire

Na szczęście nut wodnych w nim nie stwierdziłem, zapach i bez tego wypada rześko, świeżo i donośnie, utrzymując przez pierwsze dwa akordy brzmienie zbliżone do otwarcia klasycznego Encre Noire, tyle, że jest niego bardziej grejpfrutowy – choć zapewniam, że ujęcie tego cytrusa w niczym nie przypomina obciachowego świeżaka… dopiero u schyłku akordu serca i początkiem fazy schyłkowej, z tła wynurza się przepiękne, delikatne drewno kaszmirowe (pachnące równie błogo i delikatnie co w CK Dark Obsession), odgrywając cichszy, mniej ziemisty finisz znany z klasycznej odsłony tych perfum… im bliżej schyłku, tym Sportowe Lalique bardziej przypomina swój genialny pierwowzór, choć robi to zdecydowanie dyskretniej i mniej okazale… Miłośnicy wersji oryginalnej, a obawiający się profanacji, mogą zatem odetchnąć z ulgą, bo zapach nie stracił wiele ze swojej nieziemskiej, charyzmatycznej aparycji i wiejącego grozą bukietu – został tylko odrobinkę rozświetlony stonowanym grejpfrutem… zyskaliśmy za to możliwość cieszenia się fenomenalnym bukietem tych perfum, przez cały rok… w sumie można zapomnieć o dopisku Sport i traktować tą wersję jak rasowe i pełnowartościowe Encre Noire w ździebko lżejszej odsłonie…

Specjalne uznanie należy się Nathalie Lorson, bo nie zepsuła i nie zatraciła ducha swojej genialnej kompozycji, a jedynie nieco ją ożywiła odrobiną grejpfruta i jedynie minimalnie ściszyła – robiąc z Encre Noire Sport wybornie skrojone remedium na nieco zbyt przytłaczający latem bukiet klasycznego Encre NoireNathalie nie zepsuła tych perfum, ona stworzyła ich przystępniejszą w cieplejszych porach roku wersję light… kocham wersję klasyczną i mając w nosie dopisek Sport – niniejszym dopisuję nowe Encre Noire Sport do swojej prywatnej listy absolutnych chciejstw (AMH)… i jeszcze słówko o technikaliach… pomimo obniżenia poziomu głośności i dobitności bukietu, Sportowy Lalique ma całkiem niezłą projekcję – ale niestety coś za coś i nie pachnie tak długo jak czarny kałamarz, choć i tak cieszyłem się jego obecnością ponad 6 godzin…

reasumując: całkiem zgrabnie zaserwowane, klasyczne Encre Noire w wersji light…

przypomina mi: Encre Noire… 😉

2013Lalique Encre Noire Sport

Nathalie Lorson (oba Bentleye, Lalique Encre Noire)

Głowa: grejpfrut, bergamotka, gałka muszkatołowa,
Serce: cyprys, lawenda, nuty wodne,
Baza: wetyweria bourbon, haitańska wetyweria, drzewo kaszmirowe, piżmo,

Reklamy

Responses

  1. Jest już w Douglasach? Dobrze wiedzieć że wszystko jest ok, sam się troche bałem co z tego wyjdzie ale mnie uspokoiłeś tylko troche szkoda że bardziej go nie urozmaicili pozastawiając jednocześnie ducha klasyka … może to lepiej

    • pojęcia nie mam, moja próbka została zdobyta własnym sumptem, ale zakładam że skoro wczoraj była oficjalna premiera, to przynajmniej część perfumerii jest już przygotowana… 🙂

  2. Ciekawy njus. Dzięki za trzymanie nosa na pulsie 😀 Zaraz dzwonię do najblizszego Dagla czy juz mają. Sprawa Noira wygląda bowiem u mnie tak ,że jest dla mnie zbyt ciężki i siermiężny a może raczej zbyt wytrawny?
    Kojarzy mi się z mokrymi lochami i mchem porastającym wilgotne ściany jakiegoś zamczyska w Walii .. Może SPORT wyda mi się bardziej promienny w odbiorze. Dużo w nim piżma?

    • he he ten njus wisiał już kilka dni, czekając na oficjalną premierę… 😉
      skojarzenia z lochem i piwnicą są jak najbardziej prawidłowe, sam odbieram ten zapach podobnie, choć ja akurat uwielbiam takie klimaty, choć nie obnoszę się z nimi latem… premiera wersji light ucieszyła mnie niezmiernie, bo będę mógł cieszyć się magią tych perfum również wtedy gdy na dworze jest ciepło… 🙂

  3. Jeszcze nie wąchalem,ale w przyszlą sobote to zrobie.
    Mam nadzieje ,że w bydgoskich Douglasach juz go mają.
    Bylem pewien,że Lalique nie spusci z tonu i bedzie trzymac wysoką klase jak dotychczas.

    • Lalique to Lalique, więc spodziewać się po nich można wyłącznie sukcesów… to jedna z nielicznych marek która wciąż trzyma nienaganny fason, co szczególnie mnie cieszy… 🙂 ta marka nie ma słabych i beznamiętnych zapachów w ofercie i wciąż potrafi zaskoczyć, nawet jeśli jest to odświeżona wersja dobrze znanego klasyka… 🙂

  4. Dopisek „Sport” u Lalique wywołał sporo kontrowersji, ale przyznam Piracie że nie mam zamiaru zawracać sobie tym głowy, a jedynie cieszyć się piękną kompozycją. Bo przecież ważne co jest w środku… 🙂

    • i dobrze, bo tak jak napisałem, owe Sport można olać (w końcu na czole nie pisze co to) i nosić, nosić, nosić i napawać się… 🙂

  5. No boję się jak ognia profanacji arcydzieła,ale jeśli Pirat to dobrze odebrał to pewnie i mnie z nóg nie zwali.Zastanawiam się tylko dlaczego Lalique nie wprowadza kolejnej nazwy nowych perfum tylko jedzie jeszcze raz na renomie już znanego zapachu.Podobnie jest z Hommage Homme tu też nowa wersja planowana na nowy rok.Nie lubię tego.Lubie jedną wersję znanego i dobrego zapachu bez light,intense,sport,cologne itp.Ostatnio przeczytałem sentencję „You were born an oryginal-dont die a copy”.Pewnie ze względów marketingowych to robią-trudno nawet moją ulubioną firmę Lalique ,która dla mnie w męskich zapachach żadnej gafy jeszcze nie popełniła dotknął marketingowy szał.Film twórców znanego filmu,aktor znany z…..,brat piosenkarki.Guzik mnie to obchodzi ważne czy mi się podoba.Tylko czy gdyby nie Encre Noir sport czy bym zwrócił uwagę?;)Tak bo Laligue mnie nigdy nie zawiodła i wolał bym ich energię i pieniądze na nowy zapach niż na jak zawsze gorszą bo mniej charakterystyczną kopię.Odgrzewane kotlety na najlepszym oleju w piecu z termoobiegiem i z dodatkiem wyrafinowanych przypraw to tylko odgrzewane kotlety,choć smakują podobnie to świeże już nigdy nie będą.Czas się zawsze spieszy i nigdy nie wraca i działa bardzo na niekorzyść odgrzewanych kotletów.Ale tłum to kupuje w restauracjach to i perfumach to kupi;)

    • też obawiałem się profanacji (jak to ze sportowcami bywa), ale na szczęście obawy okazały się bezpodstawne… co do nazwy, to wersja Sport tak mocno nawiązuje do pierwowzoru, że nie sposób przyczepić się, że zapach odziedziczył nazwę po sławnym przodku… to nie Fahrenheit Absolute, będący z innej parafii a nazywający się po sławnym tacie (choć w papierach wyraźnie stoi że został adoptowany), tylko coś co rzeczywiście czerpie z pierwowzoru pełnymi garściami… owszem ejst w tym trochę marketingu, ale nawet gdyby nie nazwyał się Encre Noire, ludzie i tak by wytykali Lalique paluchami, że skopiowali Encre Noire, że 0 inwencji, autoplagiat, więc z dwojga złego lepiej że nazwali rzecz po imieniu niż wymyślać na siłę ideologię do czegoś tak łudząco podobnego do protoplasty…

      pewnie, że Sport jest na swój sposób wtórne, ale tego wypada oczekiwać po kolejnym EN w nazwie – ale ja ten zapach odbieram jako wersję light, która wypełniła niszę pomiędzy klasycznym brzmieniem, nijak nie sprawdzającym się latem, a wersją Sport/light, która szczelnie tę lukę wypełniła… jak dla mnie bomba… mnie Lalique również nigdy nie zawiodło i cieszę się, że przynajmniej w tej kwestii jesteśmy Piotrze jednomyślni… 🙂

  6. Ten dopisek „sport” psuje klimat…

    • zapomnij o dopisku „sport” – choć rozumiem, że to właśnie on najbardziej martwi i zniesmacza miłośników wersji klasycznej… 🙂

  7. Dobra i świadoma robota pani Lorson 🙂

    • a i owszem (jak zwykle)… 🙂

  8. Ten zapach na tle poprzednika wygląda blado… Nosiłem go jakieś 3 razy i podoba mi się tylko przyprawowo – cierpko cytrusowy wstęp. Jest orzeźwiający, a co ważne, wyróżnia się wśród innych „świeżaków”. Dalej zalała mnie fala sztucznej lawendy, okropieństwo wywołujące silne mdłości… Drydown to stare dobre Encre Noire. Całościowo, na chwilę obecną, zapach do mnie nie przemawia, niestety. Jest szansa, że wiosną/latem inaczej się na mnie ułoży. Na chwilę obecną mówię pas.
    Cenę w Douglasie – 349 zł za 100 ml – pozostawię bez komentarza…

    • on ma wypadać blado, w końcu to wersja light, więc zamierzony efekt został osiągnięty… 🙂 i tak jak pisałem, sprawdzi się dopiero latem (na zimę jest zbyt lekki), ale latem to co obecnie jest wadą, stanie się niewątpliwą zaletą… 🙂 no cóż Douglasowe ceny zabijają, choć z drugiej strony to Lalique i aż nie wypada by stał w tej samej cenie, co jakiś Boss… 🙂

  9. Dałem szansę oryginalnej „czerni” ale jak dla mnie jednak ciut za hm… mocna? ciężka? Nie przekonał mnie.
    Ta lżejsza wersja za to idealna, lżejsza, w sam raz – na to czekałem 🙂

    PS. Czekam z niecierpliwością na recenzję ogródków Hermesa, przede wszystkim Sur le Nil a tu nadal cisza… kiedy mogę się spodziewać? 🙂

    • i właśnie po to powstała wersja Sport (bardziej pasowałoby light, bo jednak ludzie sugerują się nazwą)… 🙂
      owszem właśnie mam na tapecie „monsunowy”, więc jeszcze w tej pięciolatce zamieszczę wpis… 🙂

      • Ja czekam na Nil najbardziej, bo mnie porwał, pozostałe są ok 🙂

        Nie wiem czemu, mam psychiczne opory przed nim jednak, że może nie pasuje bo stoi na damskich półkach zawsze i taki unisex z niego, nie mogę się tego pozbyć…. =/
        Zastanawiam się też po prostu, czy nie jest za….lekki jak dla faceta.

        • stoi na damskich, bo kojarzy się z delikatnością, którą odgórnie merchandiserzy przypisują kobietom, a zresztą Douglas nie posiada półki na unisexy, przecież to przy mentalności polaków nie ma prawa zadziałać 🙂
          pamiętaj, że charakter perfumom nadaje ciało ich nosiciela, więc ten sam ogródek inaczej zagra na kobiecie i inaczej na mężczyźnie, więc sądzę że przejmujesz się trochę na wyrost… 🙂

  10. Na jednej stronie półeczki Terre, na drugiej leciutki Ogródek..hmm… zobaczymy.

    Czekam z niecierpliwością na reckę Nil, reszta mi nie podchodzi za bardzo 😉

    • dlatego Jego Królewska Wysokość Ellena stworzył kilka wariantów, by każdy znalazł dla siebie ten najbliższy ideału… 🙂

  11. Witam
    Bardzo mocno przemyślana kompozycja. Zapach nie stracił charakteru, ale jest bardzo praktyczny. Autorka wykazała się dużą znajomością tematu.

    Zastosowany w sercu cyprys to doskonała substancja dezodorująca, zwłaszcza po wymieszaniu z olejkiem lawendowym.

    Często czuję w siłowni jak kultowe zapachy u ludzi pod wpływem ruchu stają się karykaturalne, męczące,.

    Pozdrawiam.

    • prawda? w moim odczuciu nic tym perfumom nie brakuje i nijak nie ujmują honoru samemu Encre Noire… zazwyczaj zapachy do noszenia na spokojnie wypadają karykaturalnie po wysiłku fizycznym, przez wzmożone odparowywanie olejków zapachowych ze skóry, że o ich połączeniu z potem nie wspomnę… 🙂 również pozdrawiam 😉

  12. Mnie się niestety ten zapach bardzo nie spodobał. Dam mu jeszcze jedną szansę tego lata, ale nie liczę na fajerwerki 😦

  13. piekny mam wersje oryginana a teraz na sobie mam sport. faktycznie delikatniejszy i bardzoej łagodny jak dla mnie lepszy od oryginału b tamten az mnie męczył czasami. bardzo wytrawne i szykowne perfumy,nazwa sprt jest mylaca, nie sa to perfumy dla dresiarza , sa to perfumy eleganckie i luksusowe w wersji na lato. dla milosników lzejszych brzmien cięzkich nut będa idealne. dla mnie ideał wieczorny, wyborny 🙂

    • no nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Wszystko zależy od preferencji nosiciela, bo Lalique dało ludziom zarówno wersję full flavour jak i wersję light, więc wyłącznie od preferencji i oczekiwań nosiciela zależy na którą się zdecyduje 🙂

      • dokladnie tak, fajnie jak takie piekne ale da niektorych ciezkie zapachy maja swoje zejsze odpowiedniki, wtedy milosnicy leekich i dekikatnych perfum tacy jak ja tez moge psiknac sie czyms szykowniejszym i ciezszym a przy tym nie czuja ich ciezaru

  14. Uwaga, w przypadku tego zapachu polecam test globalny. U mnie na nadgarstku wychodził ładnie ale dopiero po aplikacji na całe ciało zapach okazał się bardzo ciekawy.
    Po wieczornej aplikacji na nadgarstek, następnego dnia czułem jakby mokre pranie na wilgotnym strychu. Mało ciekawe wrażenie. Natomiast globalnie nie zauważyłem (a raczej nie poczułem) nic podobnego. Co mi się jeszcze podoba w tym zapachu, to że przy aplikacji globalnej nawet po ośmiu godzinach, po powrocie z pracy i zdjęciu koszulki, czuć go dobrze na ciele.
    Myślę, że teraz pora na globalny test Encre Noire, bo w teście nadgarstkowym odrzucił mnie skutecznie na długi czas.

    • generalnie wszystkie perfmy przed zakupem poleca się przetestować po pierwsze na własnej skórze (dosłownie) i najlepiej globalnie. EN warto dać drugą szansę, bo to bardzo zmienny i że tak powiem chimeryczny zapach, który za każdą aplikacja potrafi zagrać inaczej i nawet tego samego dnia zmienić się zupełnie w zależności od temperatury i wilgotności powietrza, pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: