Napisane przez: pirath | 15 listopada 2013

Serge Lutens – L’Eau, czyli władca marionetek…


Pierwsza myśl w związku z tym zapachem jest taka, że Serge nieźle pojechał… wprawdzie L’Eau nie wypruwa żywcem flaków jak Muscs Koublai Khan, ani nie zawiewa przybraną w goździki kaplicą cmentarną, jak w Serge Noir – ale niewątpliwie wywołuje swym bukietem gęsią skórkę… niepozorny, minimalistyczny flakon, przezroczystość szkła i perfum zapowiadała coś wyszukanego, a jednocześnie lekkiego i niewymuszonego – stąd zaskoczenie, że bukiet tych perfum wywołał u mnie aż taki niepokój… L’Eau jest roślinny, badylasty, kwiatowy, nieco pudrowy i po prostu dziwny… jakby zmrożony i oszroniony – ale o dziwo nie są to martwe, ścięte listopadowymi przymrozkami kwiaty na cmentarzu…

Serge Lutens - L’Eau Serge Lutens

Jest w tych perfumach coś niepokojącego i zarazem prześmiewczo groteskowego… zapach epatuje ascetyczną, wręcz surową i lodowatą czystością, ale jest ona tak jałowa, że aż nierzeczywista i niemal pozbawiona oznak życia… chłodny, pudrowo kwiatowy, zupełnie neutralny, wyobcowany i wyniosły bukiet L’Eau, przypomina mi trochę martwą, nieruchomą twarz manekina, lalki albo kukiełki – wpatrującej się nieruchomymi paciorkami zimnych oczu w biel ściany… aż ciarki przeszły mi po plecach gdy szukając zdjęć tych perfum, zauważyłem inspirowane makijażem mimów albo pierrotów stylizacje modelek, z wcześniejszych kampanii Lutensa… ich nieruchome, wyzbyte emocji, zupełnie wyzbyte emocji i człowieczeństwa oblicza – zatrważająco celnie konweniują z klimatem tych „posągowych” perfum…

magnolia

Dosłownie poczułem, emulsyjną woń nałożonego w nieprzyzwoitej ilości pudru, sypkość suchego talku i chłodną bladość, bijącą od perfekcyjnie pomalowanej twarzy… perfekcyjnych ale nieruchomych, martwych, odległych i niedostępnych… róż na policzkach i krwiście czerwone usta to tylko atrapa, bo po dotknięciu opuszkami tych policzków – poczułem przeszywający chłód, bijący od tego perfekcyjnie wyciosanego w alabastrze oblicza… odnoszę wrażenie, że te perfumy wyrażają perfekcjonizm i pęd ku doskonałości, wyrażonej przez surowe piękno, które próbuje naśladować zarówno sklepowy manekin, upudrowana gejsza, antyczny posąg i maska pośmiertna Nefretete

mimki

Te perfumy są zimne i krystalicznie przejrzyste jak czysty górski potok, przepływający później przez rozległą dolinę, porośniętą dziko rosnącymi ziołami i drzewami magnolii, które właśnie kwitną… otwarcie L’Eau dosłownie wypełnia upojna woń ich okazałych, różowanych, gęsto kwitnących kwiatów – kołysanych zimnym wiatrem, schodzącym z pobliskich, pokrytych topniejącym śniegiem gór… towarzyszy im i całościowo nadaje brzmieniu wybitnie męskiego pierwiastka – wyrazista szałwia (to uniseks), a oba światy z pietyzmem łączy odrobina świeżej, aromatycznej mięty… w fazie dojrzałej tworzące bukiet nuty niemal się ze sobą stapiają tworząc niepodzielną, przejmująco roślinną całość, spowitą kremowo pudrową wonią – ale o dziwo nie jest to brzmienie przypominające zmokniętego na deszczu mima…

Serge Lutens - L’Eau Serge Lutens reklama

Wyszło z tego przejrzyste, bardzo czytelne, perfekcyjne w formie i proporcji jak antyczny posąg i minimalistyczne jak japońska gejsza połączenie ziół i kwiatu… niewiele w tych perfumach życia, ale ta odrobina która gdzieś w ich głębi się tli – emanuje nieprawdopodobną wręcz czystością i ascetycznie minimalistycznym pięknem… L’Eau stara się wyrazić perfekcję, prostotę i doskonałość, zaaranżowaną bardzo oszczędnie i powściągliwie i wychodzi mu to całkiem nieźle – choć jednocześnie są to bardzo trudne perfumy, których wysublimowany puryzm zachwyci raczej nielicznych wielbicieli gatunku… ich chłodna świeżość będzie kojarzyć się i z surowością kłączy i łodyg roślin, zapachem przaśnego mydła i zapachem świeżo uprasowanych i nakrochmalonych prześcieradeł – przy czym nie jest to bukiet tak przystępny i zniewalający jak czystość i świeżość Prady Infusion d’Homme

reklama Serge Lutens - L’Eau Serge Lutens

L’Eau jest cięższe, ma ostrzejsze rysy i jest dalece bardziej surowe, niedostępne i wyniosłe… z pozoru, drastycznie rozmija się z bujną, charyzmatyczną i głęboką w detale stylistyką znanych mi aranżacji Lutensa, ale patrząc na czarno białe zdjęcia Sergea w tych żałobnych garniturach i starannie zaprasowanych kołnierzykach, jego białych, zapewne solidnie nakrochmalonych koszul – nie sposób nie poczuć tu (ironicznie) Serga Lutensa we własnej, ekscentrycznej osobie… ponoć Mona Lisa to zręcznie zakamuflowany autoportret samego Leonardo Da Vinci, którym genialnie i prześmiewczo zakpił sobie ze wszystkich i coś mi się zdaje, że L’Eau jest swoistym autoportretem samego Serge’a

Serge Lutens

reasumując: nieco wytrawny, przejmujący, wymagający, niebanalny, ascetyczny i przejmujący chłodną surowością uniseks dla ekscentryków, introwertyków i indywidualistów – miłujących sztukę, poezję, naturę i stany melancholijne, gdzieś na pograniczu depresji… jest to też zgrabnie namieszany uniseks, bez wyraźnego przechyłu w którąkolwiek ze stron, obdarzony bardzo dobrą projekcją choć jak na standardy Lutensa trwałością nie miażdży jąder…

przypomina mi: ociera się o mydlaną czystość Prady Infusion d’Homme, badylasto wodnego Isseya, wytrawnie roślinnego Bvlgari Pour Homme i surową pudrowość Kenzo Pour Homme……Serge Lutens - L’Eau Serge Lutens EdP

2009

Skład: cytrusy, aldehydy, magnolia, mięta, szałwia muszkatołowa, piżmo,

Reklamy

Responses

  1. Rzeczywiście, L’eau pachnie jak żart, szczególnie na tle innych skarbów Lutensa. Ale moim zdaniem ten żart jest bardzo dobry. Zdatny do noszenia na co dzień i pod tym względem podobny do mrugnięcia okiem i uśmiechu na twarzy. Ja czuję tu prawie same aldehydy, trudno się tu doszukać czegoś świeżego, sama chemia. Ale w mistrzowskim wydaniu.

    • nie sposób nie zgodzić się z Twoją opinią, że te perfumy to swoisty żart i mrugnięcie oka Serga do swoich klientów… 😉 aldehydy owszem wyostrzyły i podrasowały brzmienie tych perfum, odmieniły brzmienie niektórych nut (zwłaszcza szałwii), ale w moim odczuciu obecność magnolii, mięty i szałwii jest dostatecznie czytelna, co poniekąd dodało tym perfumom bardzo specyficznej aury… 🙂

  2. W takim posunięciu mistrz Serge wraz z Christopherem zaakcentowali swym oczkiem świadomie dobitnie, klasę w podejściu do rzemiosła 🙂 I jak widać możemy się spodziewać że zaskoczą nas jeszcze nie raz w przyszłości. Kto wie czy nie zmienią kiedyś (z pozytywnym efektem) firmowego brzmienia… 😉

    • jestem zdania, że firmowemu brzmieniu Lutka nic nie brakuje i lepiej by w nim nie grzebano… 🙂

  3. Nie brakuje to na pewno, choć miło zostać dobrze zaskoczonym czymś innym a równie dojrzałym… więc czasem skok w bok jest dobrym posunięciem 🙂

    • ale tylko pod warunkiem, że kończy się powodzeniem, jak tu 🙂

  4. nieograniczona kreacja… 🙂

    • to jest właśnie nisza…

  5. nisza w Douglasie 😀

    • no na palcach jednej ręki można by ją zliczyć, ale dobre i to… 🙂

  6. od czegos trzeba zacząć… Jestem dobrej myśli 😉

  7. Jeżeli mowa o Lutensie, który pachnie jak mydło… Voilà! L’Eau jest dla mnie strasznie nudny… Po zakupie (prawie w ciemno) L’Eau Froide, pomyślałem, że jego poprzednik będzie tak samo dobry… Niestety, przeliczyłem się.

    • białe kwiaty, które dominują poza aldehydami bukiet tych perfum – mogą albo walić po nosie świeżością, albo przynudzać delikatnym mydłem… jak widać, na Tobie uwypukla się to drugie oblicze, choć osobiście uważam, że Eau jest najbardziej wysublimowanym i wyważonym konceptem w tej serii…

  8. Może i tak, ale mnie osobiście po prostu nuży. Nudny jest i już 🙂

  9. Troszkę odkopie temat ale tydzień temu nabyłem ten zapach i jestem zachwycony ( w zasadzie wszystkimi zapachami linii L’Eau bo dostałem też sporo Lutensowych próbek ) , co prawda pisze komentarz dopiero teraz , ale musiałem zapach potestować na mojej zresztą dość specyficznej skórze , cóż wyszło na początek kwiatkowo-mokro , jakby zapach kwiatów po burzy , a póżniej , piękne komunistyczne goździki (kwiaty) takie co się dawało na socjalistyczne święta 1 maja , 8 marca , zjazdy partii itp , plus Guma Arabska ( taki klej w stożkowej buteleczce z gumkowym korkiem do miziania ) , po godzinie zapach robi się bardziej pudrowy ale wcale nie dusi jest bardziej suchy i już tak zostaje do wygaśnięcia po ok 12 godzinach . Jak dla mnie trwałość jest niesamowita , zwłaszcza że mainstreamem więcej niż 3 godziny nie pachnę nawet killer. To moja pierwsza przygoda z niszą i już wiem że można robić zapachy jak sztukę ( podobnie jak kulinaria ) a nie po do by wydymać frajerów z kasy ( bo Serge wcale nie jest taki drogi ) . Jako że mam po drugiej stronie ulicy Hebe i niedaleko Duglasa i Sefore wiec sobie wchodzę do nich i psikam potestować różności , jak nie przygniata moich pleców kolanem ochroniarz , bo jak nie jesteś w garniturze to pewnie chcesz zajumić tester ( nie dotyczy Hebe bo tam ochroniarz siedzi ze spuszczoną głową bo mu za nisko zamontowali monitor ) , może przydałby sie poradnik jak kupować perfumy w perfumeriach i się z tym dobrze czuć bo ja ostatnio w Rossmanie czułem jak persona non grata ( chyba dobrze napisałem ) jak wszedłem do sklepu ochroniarz pilnował mnie tak jak BOR naszych pseudo polityków , a ja nic nie ukradnę bo jestem zbyt ślepy i jeszcze bardziej uczciwy . I tak na zakończenie po twoim opisie spodziewałem sie ekstremum czystości w postaci zapachu proszku iXi z lat osiemdziesiątych , akurat mydła For You to nie , bo dla mnie tym mydłem to pachnie damskie Encre Noire , a tu powąchałem i prawie zemdlałem takie to śliczne . Pozdrawiam Paweł

    • problem z nadgorliwą ochroną (niewyszkoloną w zakresie bycia transparentną dla klienta) to problem wszystkich perfumerii i chyba nie ma znaczenia czy przyjdziesz w garniturze, czy w dresach. Sam nie znoszę jak czuję za plecami oddech lustrującego mnie ostentacyjnie pana w czarnej koszuli, a najgorsi są chyba ci emerytowani policjanci. Oni w ogóle często czują się jak strażnicy Texasu i nie tylko perfumerie mam tu na myśli. Ostatnio wyskoczyłem po baterie do Media Marktu w dresach, to przy wyjściu myślałem że mi zrobią osobistą, bo pewnie jak ktoś nosi dresy – to złodziej i pijak, bo każdy pijak to złodziej 🙂 również pozdrawiam 🙂

  10. Hihi z tym zapachem to wyszły tuszkę jaja bo wyczytałem że to są Antyperfumy (w sumie to nie wiem gdzie może w twojej recenzji ?) i tak dziwnie wyszło że moja skromna osoba , w miarę „fachowiec” w dziedzinie Antymuzyki ( szeroko rozumiany Industrial i pochodne ) trafił na swoją linie Antyperfum 🙂 cudnie , co prawda Antymuzyka to ekstremum przy których Black Metalowe (umalowane makeupem ) Diaboły w stylu Behemota itp. brzmią jak Oazowe Dzieci , ale to nie znaczy że mam pachnieć smarem lub rozgrzanym metalem takie zapachy to wyłączność wszelkich maści mechaników i hutników ewentualnie potem po przepracowaniu ( wiem że takie są ) , ale lubię być czysty i ze względu na to że jeżdżę komunikacją miejska ( samochód w Łodzi to w tej chwili to opcja dla samobójców albo dla tych co mają dużo wolnego czasu , ewentualnie są pod działaniem benzodiazepin ) , wole pachnieć w miarę stabilnie 🙂 , zwłaszcza że ekstremalnymi zapachami w MPK raczą nas wszelkiej maści trzeźwi inaczej . Na pewno napisze komentarz do reszty linii L’Eau ,oraz do zapachu który mnie zabił i który chyba pokochałem czyli Serge Noire . Pozdrawiam 🙂

    • coś mi świta z tym pojęciem „antyperfumy”, choć też nie kojarzę u kogo to kiedyś czytałem, ale to określenie padło racej w kontekście zapachów Gezy Schoena (Escentric Molecule) i coś w tym jest, ale to raczej eufemizm i nadinterpretacja pojęcia, bo nawet tak dziwne i nietypowe perfumy jak Molekuły i Lutensowe L’Eau to wciąż coś co mimo wszystko ładnie pachnie, choć nietypowo. To na pewno są bardzo nietypowe i oryginalne kompozycje, wręcz szokujące – ale osobiście użyłbym tego pojęcia względem np. Demeter, a konkretnie w odniesieniu do ich perfum pachnących ekskrementami… 😉 Perfumy, choćby najbardziej dziwne i odjechane, zwykle pachną mimo wszystko przyjemnie, choćby dla raptem 10-15% społeczeństwa, gdy antyperfumy jako ich totalne zaprzeczenie – postrzegam jako woń stricte nieprzyjemną/przykrą/odstręczającą, a na tego rodzaju osobliwości trudno znaleźć nabywców. A jakby nie patrzeć perfumiarstwo to biznes jak każdy inny, no chyba że mówimy o rasowym performansie, gdzie przejdzie wszystko… również pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: